sas

Ile to razy w naszym życiu pojawia się chęć, cel, czy marzenie, które zostają zdeklasowane przez „życzliwców” dołujących nas i podcinających skrzydła na każdym kroku? Jak często rezygnujemy z czegoś lub nie mamy wiary w siebie, bo zwyczajnie brakuje nam wsparcia i motywacji? Wielu ludzi dopada zwykły leń, czy kwestia szybkiego nudzenia się, kiedy podejmują decyzję o zmianie sylwetki, trybu życia itp. Podły leń, czy brak samozaparcia nie tyczy się jednak wszystkich, bowiem czasem brakuje jedynie motoru napędowego w postaci…drugiego człowieka. Czy warto się poddawać i ulegać niewłaściwym głosom? Oczywiście, że nie!

Nie dotyczy mnie lenistwo, tylko słabe towarzystwo…

Przychodzi taki moment, kiedy postanawiamy przysłowiowo wziąć się za siebie. Pragniemy być bardziej wysportowani, szczuplejsi, umięśnieni, bądź chociażby podjąć próbę startu w zawodach sylwetkowych i tym podobnych sportowych przedsięwzięciach.

Nagle okazuje się, że nasz entuzjazm i motywacja gasną, bowiem w koło słyszymy niepochlebne głosy „mędrców świata”. Zaczyna się szyderstwo, ‘pukanie w głowę’, czy zasypywanie nas 1000 argumentów, że to bez sensu. Ile to razy padają zdania typu: „Takie chuchro i myśli, że wielkim kulturystą zostanie!”, „Wsuwa pączki, ciągle z nami imprezuje, a tu nagle miss fitness będzie.”, „Daj sobie spokój z siłownią dziewczyno- będziesz wyglądać, jak facet!”, czy też chociażby „Weź sobie odpuść jakiś głupi trening, dobra impreza się szykuje.”, a na koniec:  „Jesteś tak gruby, że nic ci już nie pomoże.” – przykładów jest bez liku, to tylko wybiórcze.

Zastanówmy się, jakie ma to przełożenie na rzeczywistość? Nie może być tak, że rezygnujemy z prawdopodobnego sukcesu tylko dlatego, że ktoś nam mówi, że nie damy rady lub próbuje zdeprecjonować nasz nowy plan na siebie, tylko dlatego, że odbiega od dotychczasowej codzienności. Jeśli mamy cel, motywację i chęć pozytywnych dla nas zmian, to żeby niebo waliło się na ziemię nie mamy prawa się poddać!

Prawdziwy przyjaciel, rozsądny i życzliwy człowiek zawsze będzie nas wspierał i kibicował naszym zmianom na lepsze, a zaneguje ewentualnie moment, kiedy zaczniemy zachowywać się niestosownie lub wyniszczać swoje zdrowie kosztem np. lepszej sylwetki. Nie można mówić, że każdy kto nas krytykuje i nie wspiera jest zazdrosny. To zbyt wąskie myślenie. Są ludzie, którzy po prostu widzą tylko własne „ja” i kiedy ktoś chce żyć w zupełnie inny sposób z góry to negują. Są też w grupach społecznych jednostki z natury dominujące, które mogą poczuć zagrożenie, iż ktoś- chociażby przez polepszenie swojego wyglądu, stanie się nagle pewniejszy siebie i zagrozi ich dominacji w grupie. Istnieją także przypadki, kiedy ludzie z zasady nie tolerują pewnych grup społecznych przez utarte stereotypy, czy wizje- np. tak, jak drzemie w kimś rasizm, homofobia, czy antysemityzm, tak i można mieć uczulenie na „tępych mięśniaków  z siłowni”, „kobiety- babochłopy”, czy „puste fit panienki zajmujące się tylko kształtem swojej pupy”.

Jeśli ktoś ma w głowie silnie utarte tego typu stereotypy będzie nas z góry negował w obawie, że zmienimy się w jedną z powyższych jednostek. Pojawi się tu zapewne pytanie: no to jak, mam zostawić swoich przyjaciół? … Odpowiedź jest prosta: jeśli ktoś próbuje cię zgasić zanim rozbłyśniesz i z góry patrzy na ciebie, jak na wariata tylko dlatego, że chcesz zmienić coś na lepsze- to ciężko nazwać go przyjacielem…Nie mówię, że kumpelskie grono ma tworzyć od razu grupę wsparcia i stać w klubie fitness z motywującymi transparentami, ale przynajmniej nie przeszkadzać i nie dołować. Ponadto PRAWDZIWY przyjaciel powinien wspierać zawsze- czasem także konstruktywną krytyką!      Jeśli ktoś jednak za wszelką cenę po prostu ciągnie cię ku dołowi- odetnij się i rób swoje, jeśli jesteś tego swojego pewien!

Związek mi się sypie, bo mamy inny pomysł na życie

Tu wkraczamy już na bardziej grząski grunt, gdzie w grę niejednokrotnie wchodzą silne uczucia, emocje i pewna współodpowiedzialność za życie we dwoje. Brak wsparcia ze strony drugiej połówki jest dla nas najczęściej tym najbardziej bolesnym i demotywującym.

Większość z nas będąc w związku ceni sobie stabilizację i swoistą pewność tego, co tworzymy. Kiedy jedna strona wymyśla zmiany- zmiany w sobie, to w tej drugiej budzi się pewna obawa i brak poparcia wobec nowego zainteresowania partnera/ki. Powodów jest wiele. Kiedy mamy inne zainteresowania i światopoglądy, a przy tym np. dwa dominujące charaktery- ciężko o kompromis. Bajkowo byłoby móc wspólnie realizować jakieś pasje, czy nowe plany, jednak nie oszukujmy się- nie zawsze jest możliwe wspólne pójście na siłownie, pobieganie, nauka salsy, czy z innej beczki bilard, kręgle, szachy- bowiem jednej ze stron kompletnie to nie kręci i nie interesuje. Nie ma problemu, kiedy w zgodzie z partnerem każde z nas realizuje swoje zajawki i pomysły- mimo, że są one z dwóch światów.

Problem pojawia się, kiedy nasza miłość nie respektuje tego, co chcemy robić- czyni uwagi, awantury, bądź w ogóle ZABRANIA NAM… Jest masa przypadków, kiedy kobiety nie napawają szczęściem, gdy ich mężczyzna wybiera siłownię. Najczęstsze obawy, to np., iż partner zapozna na siłowni jakąś super laskę i zacznie zdradzać, bądź po prostu zostawi ją.

Kolejno, obawa przed tym, że mężczyzna (naprawdę się przykładając! J) będzie wyglądał coraz lepiej, a jej nie chce się ruszyć tyłka i pewnego dnia może nagle czuć się po prostu mniej atrakcyjna. Innym przykładem zniechęcania do tego sportu jest przysłowiowy zwykły foch i kręcenie nosem na zwyczajny brak czasu partnera, bo przecież trening ważniejszy i jak to tak?! Ze strony panów również pojawią się obawy- bardzo podobne. Boją się wyglądać mniej atrakcyjnie, obawiają się konkurencji- wyobrażając sobie, że na siłowni, do której uczęszcza dziewczyna jest codziennie masa fit- modeli.

Z innej strony, chcą pójść na randkę do wybornej sieci fastfood’ów, a dziewczyna nie chce, bo się odchudza i robi formę. Kolejno bardzo często pojawiają się obawy z cyklu: będziesz wyglądała, jak chłop, a ja takiej dziewczyny mieć nie chce itd. itd.  Co z tym fantem zrobić? Nie ma chyba takiego mądrego na relacje międzyludzkie, gdzie w grę wchodzą najwyższej rangi emocje, więc ciężko generalizować „zrób tak i tak”. Nie będzie wielki odkryciem, że w związku zaufanie i lojalność są podstawą.

Trzeba zrozumieć obawy i pewne niezadowolenie drugiej strony. Jeśli jesteśmy w związku naprawdę szczęśliwi i lojalni, to musimy zapewniać partnera/kę, że bez względu na to, jak odrębne mamy zainteresowania, czy też bez względu na to, że może będziemy dużo lepiej wyglądać- nasza relacja nie ulegnie zmianie (ewentualnie na lepsze, bo będziemy np. szczęśliwsi w swoim ‘nowym’ ciele, co pozwoli nam mieć chociażby częściej dobry humor).

Kolejno, możemy zachęcać parnera/kę, aby razem z  nami spróbowali sportowej formy aktywności, bo akurat znajdą coś dla siebie. Form treningowych jest bez liku- w czasie, kiedy mężczyzna przysłowiowo „pakuje” na siłowni, kobieta może wyluzować się na jodze, czy powściekać na zumbie. To samo działa w drugą stronę- kiedy dziewczyna trenuje, facet może skorzystać np. z zajęć kick boxing’u, czy pójść na basen. Oczywiście nic na siłę. Nie każdy musi szukać zainteresowania w sporcie, może siedzieć i grać na PS4, albo w bilard- ważne jest to, aby nie hamować drugiej strony w drodze po marzenia, czy nową wizję siebie. Przecież kiedy on się nagra, a ty naćwiczysz – możecie razem obejrzeć ulubiony film. Kiedy ty się wytrenujesz, a ona wróci od kosmetyczki, możecie razem pójść na spacer i po prostu BYĆ. Nic nie daje takiego wsparcia, jak drugi człowiek, którego kochamy- nie zastąpi go nawet najlepsza przedtreningówka!

W obawie o twoje zdrowie- zbyt duże zatracenie się np. w odchudzaniu, czy trenowaniu może pojawić się jak najbardziej głos sprzeciwu. Łatwo jednak odróżnić troskę i zmartwienie od zwyczajnej nieakceptacji i frustracji. Jeśli mimo Twoich zapewnień i starań ciągle coś nie gra i nie uzyskujesz żadnego wsparcia, a tylko ciągle słuchasz zarzutów, awantur i kontrargumentów na Twoje wybory- pomyśl…toksyczny związek jest jak każda toksyczna substancja- szkodzi, a nawet zabija. Nie pozwól zabić w sobie motywacji, ducha walki i swoich marzeń, bo za jakiś czas możesz zwyczajnie żałować. Partner/ka – jeśli już jest w naszym życiu- ma być lekiem na całe zło i motorem napędowym – to tylko przyśpieszy drogę do sukcesu!

Mam motywację i chęć działania, ale nikogo do wspólnego trenowania

Nie jest to może problem natury czysto psychologicznej, jednak wielu z nas potrzebuje zwyczajnie sparing- partnera! Kogoś, kto będzie nas napędzał, może w jakiś sposób z nami rywalizował i po prostu towarzyszył w zmaganiach o lepszą wersję siebie. Bardzo często pierwszym krokiem do pojawienia się na zajęciach fitness, siłowni, kursie tańca itp. jest znalezienie osoby/ grupy osób, które mają ten sam cel, motywację i zainteresowanie.

Czasami zwyczajnie wstydzimy się zacząć. Zdajemy sobie bowiem sprawę, że nie mamy zielonego pojęcia o trenowaniu na siłowni, że nie damy sobie rady na zajęciach fitness i będziemy czuć się skrępowani, albo że na zajęciach pole dance wszystkie panie wiją się na rurach, jak rasowe kocice, a my bidulki staniemy, jak sieroty i zrezygnujemy po kilku minutach. Jak to mówią: w kupie siła!

Mając powyższe obawy warto jest poszukać wśród znajomych, czy rodziny kogoś, kto wspólnie z nami podejmie wyzwanie i zarazi się miłością do aktywności. Możemy też –  mimo obaw – wybrać się do siłowni, klubu fitness, szkoły tańca itd. i na miejscu poznać kogoś równie niepewnego, co my tworząc z czasem przysłowiowy dream team. Kolejnym pomysłem – kiedy już jesteśmy na pewnym- wyższym etapie, ale czegoś nam brakuje jest po prostu zachęcenie drugiej osoby/ grupy osób do współpracy z nami. Zawsze możemy podeprzeć się tym, co już zdobyliśmy: „Zobacz, jeszcze niedawno miałam nadwagę i tragiczną formę, a teraz fruwam i mam efekty- spróbuj ze mną, wszystkiego cię nauczę.” – rola mentora/ nauczyciela dla drugiej osoby dodatkowo nas napędza. Czujemy się odpowiedzialni za dawanie dobrego wzoru, co pobudza w nas dalszą chęć pracy i rozwoju.

Oczywiście kolejnym dobrym pomysłem jest chociażby współpraca z trenerem personalnym, który poprowadzi nas, nauczy wszystkiego i niejednokrotnie będzie nie tylko przysłowiowym coach’em, a przyjacielem i najlepszym motywatoremJ Czasem już na samym początku drogi, albo w jej trakcie potrzebujemy zwyczajnie „bacika”albo wiedzy większej, niż ta, którą posiadamy.

Obecnie środowisko trenerów, instruktorów itd. jest ogromne. Oczywiście – jak w każdym zawodzie – zdarzają się ludzie niemający do tej pracy serca i podejścia, jednak większość z nas kocha swoją robotę, którą jest właśnie prowadzenie innych ludzi w drodze po sukces. Czasem zupełnie przypadkiem możemy natknąć się na swojego „trening – mentora”, który zwyczajnie pomoże nam uczynić życie szczęśliwszym, a zdrowie, sylwetkę i sposób odżywiania LEPSZYMI niż były dotąd. Grunt, to nie zamykać się na ludzi, na ich wiedzę i doświadczenie, a tylko korzystać i uczyć się, jeśli mamy taką możliwość.

Przyjdzie czas, kiedy to Wy sami możecie stać się dla innych najlepszą motywacją i wzorem do naśladowania, a to jedna z lepszych nagród za trud włożony w pracę nad sobą.

Bez względu na to, jakiego podłoża mamy na swojej drodze przeszkody, bez względu na to, jak bywa ciężko i zupełnie nic się nie klei, pamiętajcie: jeśli idziecie na szczyt – nie dziwcie się, że macie pod górkę. Szukajcie w życiu wsparcia, motywacji i dobrej energii –  nie poklasku i fanclubu dla Waszych poczynań, a zwyczajnie dobrych bodźców, które pomogą Wam stać się lepszą wersją siebie. Powodzenia!

AUTOR: Adrianna Kalisz

sas

 

Komentarze: