sqa

Kasia Dmochewicz – fitnesska będąca dojrzałą kobietą mocno stąpającą po ziemi. Jej zaskakująca kariera to z pewnością zasługa ciężkiej pracy i niesamowitej urody. Ostatni tydzień był dla niej z pewnością jednym z najlepszych, gdyż udało się jej zdobyć 2 medale, do tego w pięknym stylu. Przeczytajcie wywiad z Kasią i dowiedzcie się więcej na jej temat…

 

Ada Kalisz – Kasiu, wraz z całą reprezentacją z Polski – roznieśliście w miniony weekend Maltę. Zdobyte przez Ciebie srebro – na tak prestiżowych, międzynarodowych zawodach – to ogromny sukces, czego oczywiście bardzo gratuluję! Jak emocje, wrażenia? No i oczywiście, jakie plany na najbliższe starty?

Kasia Dmochewicz – Jadąc na te zawody, marzyłam żeby wejść do pierwszej trójki… każdy mój start na zawodach międzynarodowych niósł za sobą kolejny krok w przód. W Barcelonie nie weszłam do półfinału, w Białymstoku krok w przód – przeszłam do półfinału, na Dominikanie weszłam do finału, czyli kolejny kroczek do przodu… lecąc na Maltę liczyłam skrycie na kolejny krok, czyli TOP3. Srebro było dla mnie cudownym prezentem! Przy okazji gratuluję z całego serca Edycie Tamilewskiej! Zapracowała na każdy „gram” swojego złota.

17992011_1408014312588681_4918312928377870284_n

Wychodząc do drugiej kategorii – czyli w seniorkach, byłam już totalnie spełniona. Kiedy usłyszałam, że srebro wędruje do zawodniczki z Rosji… myślałam że padnę na tej scenie! Jednym słowem zaliczyłam na jednych zawodach dwa siedmiomilowe kroki w przód. Jestem mega dumna z siebie Teraz trwam dzielnie do niedzieli i wychodzę na MP

 


Ada – Masz prawo do dumy i my jesteśmy z Ciebie (wszystkich Was!) bardzo dumni. Jesteś już bardzo doświadczoną zawodniczką, która stanęła na deskach wielu scen. Powiedz mi proszę, czy i jakie – widzisz różnice między zawodami w Polsce, a tymi międzynarodowymi?

Kasia – Jeśli chodzi o zawody, to właściwie różnicy nie widzę. Szykujesz się do wyjścia, wychodzisz na scenę, czekasz na wyniki… i albo cieszysz się bardzo, albo mniej , albo wcale (śmiech). Gdziekolwiek by to nie było, schemat zawsze jest ten sam. Zawody za granica niosą jednak dodatkową wartość dodaną – sam pobyt w nowym miejscu – i to jest fantastyczna sprawa!

_DSC3911


Ada – Kolejny cel/ marzenie do spełnienia Kasi Dmochewicz, to…?

Kasia – Marzenie… hmmmm… kilka dni temu powiedziałabym, że docelowo marzeniem mym jest złoto na zawodach międzynarodowych. A tu taka sytuacja, marzenie padło (śmiech). Teraz muszę się poważnie zastanowić o czym sobie zamarzyć!

_DSC3860

 

Ada – Takie „marzenie pudło”, to chyba każdy chciałby w życiu ziścić! Myśl nad kolejnymi i niechaj się spełniają, a raczej sama je spełniaj. Kontynuując, masz bardzo oryginalny typ urody, niewątpliwie przyciągasz uwagę. Zdarzyło Ci się, że w pewnym stopniu pomogło Ci to jakoś, albo z drugiej strony – zaszkodziło?

Kasia – Dla mnie samej … ja to ja (śmiech). Z mojej perspektywy jestem po prostu Kasią Dmochewicz. Nie wiem kiedy mi to pomaga a kiedy szkodzi.

18010741_1409836309073148_1985107984906737509_n


Ada – Akurat w moim mniemaniu, fakt bycia Kasią Dmochewicz, to wyłącznie same plusy! (śmiech) 
Obserwuję Cię już bardzo długo i odnoszę nieodparte wrażenie, że bardzo skrupulatnie planujesz swoje starty. Chodzi mi o to, że nie porywasz się na „zabawę”, czy „wyjście dla wyjścia”, ale doskonale wiesz, że masz zatriumfować. Mam rację? Jak to jest?

Kasia – Szczerze mówiąc – jest zupełnie odwrotnie… brak tu skrupulatnej strategii. W ubiegłym sezonie zrobiłam bardzo dużo – z czego z pełną premedytacją, podeszłam tylko do Pucharu Polski. Uparłam się wręcz, żeby wyjść na tej właśnie scenie. Z reguły podchodzę do wyjść spontanicznie. Nieustannie jednak, z uporem maniaka dbam o formę! Dlatego – nawet jeśli decyzja o starcie zapada dwa tygodnie przed zawodami – ja uczciwie czuje się do tego gotowa i zawsze życzę sobie samej dobrej zabawy! (śmiech)
Ten sezon miałam rozpocząć tak naprawdę Mistrzostwami Polski. Decyzja o wylocie na Maltę narodziła się spontanicznie, na seminarium Angels Camp. W tej decyzji – mimo licznych przeciwności losu – wytrwałam. Formę doszlifowałam. Zawody przyniosły mi mnóstwo radości. Czyli jest dobrze!

_DSC3889

 

Ada – Miałaś widocznie w przeznaczeniu ten spontaniczny start na Malcie – ktoś tam w końcu musiał zatrząść sceną! (śmiech) Wspomniałam już wcześniej o Twoim dużym doświadczeniu w odniesieniu do zawodów.  Tym samym, kolejne pytanie- czy jest jeszcze coś, co w przygotowaniach sprawia Ci szczególną trudność? Albo może było coś takiego, z czym zmagałaś się naprawdę długo?

Kasia – Szczerze mówiąc – podejmując się wyzwania, którym jest przygotowanie się do zawodów – najbardziej buntowałam się przeciwko diecie…. Trener rzekł, że bez diety się nie da, więc chcąc nie chcąc, zaakceptowałam i tę propozycję (śmiech). Może jest to kwestia mojego dojrzałego wieku, ale z dużym spokojem podchodzę do całego tego procesu, także nie mam na co się skarżyć. Jeśli chodzi o sam trening, to nadal – niezmiennie – bardziej lubię męczyć dół niż górę!

_DSC3869

 

Ada – Na zakończenie już, zapytam jeszcze – czy ten „świat bikiniar”, to rzeczywistość, która daje Ci prawdziwe szczęście i poczucie spełnienia?

Kasia – Świat bikiniar… hmmmm… słuchając różnych opowieści- stwierdzam , że mój świat bikiniar zamyka się w pięknej bańce. Moje Bikiniary są dobrymi ludźmi, dlatego z nimi – nieważne gdzie i nieważne jak- zawsze jest fajnie! Od początku przygody z ‘fit – szaleństwem’, miałam szczęście napotykać fajnych ludzi, dlatego sama jestem teraz taka happy!

17990755_1407566789300100_4571172194545611989_n

Dla przykładu , podsumuję po krótce wypad na Maltę… Dziękuję mojemu Damianowi, który zawsze wiedział to, do czego ja w głowie doszłam dopiero teraz (śmiech). Mojemu Dawidkowi, który trzymał za mnie swoje małe kciuki! Dziękuję mojemu trenerowi – Gregorowi Wierzbickiemu za to, że jak zawsze skonstruował szyty – jak na moją miarę – przepis na sukces. Sebastianowi, za mega dawkę motywacji, a Stanisławowi za proroczy sen.. (śmiech).

Edycie i Krzyśkowi, którzy lecąc na te same zawody uzupełnili moje zapasy. Wspaniale jest,kiedy brakuje przypraw, a Jacek służy pieprzem i cynamonem. Wspaniale jest, kiedy Anita i Sławek pożyczają Ci jajka na śniadanie przed zawodami. Wspaniale jest, kiedy twoja fit – siostra nakłada ci bronzer i oliwkę dokładnie tak, jakby nakładała ją sobie samej! Moja Maja – człowiek kochaniutki! Dziękuję też Grzegorzowi Kępie, bo cała moja IFBB przygoda to efekt jego inicjatywy i oczywiście technicznej Asi – za całokształt wspaniałej osobowości . Dziękuję też Pauli za klamrę do włosów, a na koniec najlepsze! Okoliczności przed wylotem były dla mnie ultra ciężkie, odbiło się to na jakości spakowanej walizki , jak i na poziomie mojej koncentracji…

Lecąc na Maltę zgubiłam w samolocie etui ze strojami… myślałam, że dostanę zawału, kiedy zdałam sobie z tego sprawę! Dziękuję tym samym mojej cudownej rodzinie, która w środku nocy postawiła cały świat na równe nogi! Odzyskali stroje, a finalnie moją zbawczynią stała się Żaneta. Dziękuję Żanetka za to, że do swojego mini bagażu dopchałaś moje świecące garniturki! (śmiech) Także moje złoto to efekt ciężkiej pracy zespołowej… i tak właśnie wygląda ten świat dla mnie – na zasadzie wzajemności tworzę go z fajnymi ludźmi!

 

Ada – Takiego podsumowania się nie spodziewałam, ale takie wątki lubię zdecydowanie najbardziej! Z taką „armią” osiąganie wielkich sukcesów smakuje na pewno jeszcze lepiej.  Dziękuję Ci za poświęcony na rozmowę czas. Życzę, aby nigdy nie zabrakło wokół Ciebie takich dobrych dusz, a każdy kolejny start przynosił kolejne satysfakcje. Trzymamy kciuki!

Kasia – Dziękuję i pozdrawiam!

Komentarze: