Mistrzowie dzikiego zachodu
W historii cywilizacji każda epoka i każdy kraj miały swoich bohaterów. Wikingowie w Skandynawii, samurajowie w Japonii, muszkieterowie we Francji, królewscy korsarze w Anglii, janczarzy w Turcji, husarze w Polsce - wszyscy zostali uwiecznieni w bogatej literaturze historycznej różnych narodów. Stany Zjednoczone - jeden z najmłodszych krajów świata - stały się głośne głównie z racji zasiedlania swoich zachodnich terytoriów. To właśnie na Dzikim Zachodzie w drugiej połowie XIX wieku ukształtowała się formacja ówczesnych "mistrzów sportu" - rewolwerowców szybkich jak błyskawica.
Cmentarz maruderówNiewielkie miasteczko Tombstone należy do tych miejscowości, które już od chwili swojego powstania zostały owiane swoistą legendą. Na lokalnym cmentarzu widnieje 250 nagrobków dokładnie informujących, kto i dlaczego dokonał żywota w latach tak zwanej gorączki złota, na którą "cierpieli" poszukiwacze tego kruszcu w połowie XIX wieku i w latach późniejszych. Niestety, to nie "gorączka" zmogła ówczesnych zdobywców Dzikiego Zachodu. Jak się wydaje, wszyscy, którzy leżą na cmentarzu w Tombstone, mieli podstawowe braki w treningach, a poza tym popełniali zasadnicze błędy dietetyczne. Braki w treningach sprowadzały się do zbyt powolnego wyciągania spluwy w kulminacyjnym momencie, natomiast błędy dietetyczne dotyczyły drastycznego nadużywania węglowodanów zawartych w gorzale kosztem białka, co jeszcze bardziej spowalniało refleks.Na cmentarzu nie brakuje również obywateli nietrenujących w ogóle, a zastrzelonych lub powieszonych przez pomyłkę. Panująca wtedy moda na prowadzenie procesów przez sędziów objazdowych nie pozwalała na analizowanie dowodów niewinności, bo tacy sędziowie mieli mało czasu, jako że musieli wyrokować w coraz to innym miejscu i wobec tego na wszelki wypadek wydawali wyroki śmierci niezależnie od stopnia przewionienia.Jak z tego widać, życie obchodziło się z niektórymi osobnikami dość okrutnie, czego jednak nie można powiedzieć o historii. Otóż historia miała więcej czasu niż sędziowie, weryfikowała niektóre wyroki i dopuszczała możliwość rehabilitacji skazanego. I tak na przykład czytamy, że "tutaj leży George Johnson, powieszony przez pomyłkę w 1882 roku. On miał rację. My byliśmy w błędzie, lecz powiesiliśmy go i teraz go nie ma".Inny nagrobek tak informuje o zejściu ze świata pewnego nieszczęśnika: "Tutaj leży Lester Moore. Cztery naboje z A-44. Ni mniej, ni więcej".I jeszcze inny: "Tutaj leży John Land. Nie wiadomo, dlaczego został zastrzelony, ale wiadomo, że tu leży i już nie żyje".Słowo Tombstone znaczy dokładnie kamień grobowy, nagrobek. W okolicy tego miasta znaleziono swego czasu duże pokłady srebra i złota, więc Tombstone szybko wypełniało się amatorami szybkiego wzbogacenia. Jednak aby długo żyć, trzeba było mieć bystry umysł i rękę szybszą od pioruna. Kto nie potrafił spełnić tych warunków, lądował pod nagrobkiem.Najpopularniejszym narzędziem służącym do przenoszenia żywych jeszcze obywateli na cmentarz był rewolwer bębenkowy colt, którego pierwowzór ważył aż 2 kilogramy, ale z czasem nabrał upragnionej lekkości, bo jego konstruktor, Samuel Colt (1814-1862), był fachowcem zdolnym i umiejącym co roku wyprodukować nowy, udoskonalony model broni do szybkiego zabijania.Zabójcza reprezentacjaReprezentacyjnym bandytą Teksasu był Billy Kid, jak wynika z historycznego przekazu - niezwykle sympatyczny młody człowiek. Pierwszego przeciwnika zastrzelił mając 12 lat. Nieboszczyk za życia zbyt natarczywie zalecał się do matki Billa i chłopakowi najwyraźniej nie spodobało się takie reality show. Wystrzelił z pistoletu, trafił w dziesiątkę, amator figlów padł bez ducha i tyle.Jako 20-latek miał już poważniejsze zadania do zrobienia. Zatrudnił się mianowicie w charakterze bodyguarda u Johna Tunstalla, hodowcy bydła. Do jego obowiązków należało szpiegowanie bankiera Murphego, wyjątkowo wrednego typa, który za punkt honoru wziął na siebie pasję doprowadzenia Tunstalla do bankructwa. Nie wiadomo dlaczego, ale taki akurat miał kaprys, a w tamtych latach na świecie dużo zależało od kaprysów. Tenże Murphy namówił szeryfa Williama Brady'ego do zaaresztowania Tunstalla pod zarzutem kradzieży bydła. Szeryf raźno wziął się do roboty i z pomocą swoich współpracowników aresztował człowieka. Jakoś tak się złożyło, że w drodze do aresztu Tunstall został zastrzelony.Billy Kid bardzo przejął się śmiercią opiekuna i ogłosił publicznie, że położy trupem każdego, kto był zamieszany w tę śmierć. Na początek zastrzelił dwóch ludzi z ekipy prowadzącej Tunstalla do aresztu, a w kilka dni później samego szeryfa i to w centrum miasta Lincoln.W gorący lipcowy dzień 1878 roku Billy zebrał wesołe towarzystwo liczące 14 wysportowanych strzelców i pojechał na balangę do niejakiego McSweena. O wizycie dostał cynk nowy szeryf, George Peppin. Zorganizował oddział pościgowy, bo w myśl prawa Billa należało schwytać albo zastrzelić w rewanżu za śmierć byłego szeryfa.Obleganie domu McSweena trwało trzy dni i trzy noce. Wystrzelono tyle kul, że okoliczna ludność nie mogła zasnąć. Do pomocy szeryfowi przybyła nawet kawaleria z pobliskiego fortu. W pewnej chwili ktoś podłożył ogień z tyłu domu, a wtedy McSween wyszedł z podniesionymi do góry rękami. Ten gest nie dał mu jednak gwarancji na życie, które zresztą wnet zgasło za sprawą jednego z nadgorliwych pomocników szeryfa. Oczywiście w tej sytuacji Billowi nie pozostawało nic innego jak tylko zastrzelić pomocnika. Plan został wykonany z nadwyżką, bo na linii ognia stanęło dwóch pomocników.Wokół domu zrobiła się tak ogromna zadyma (dosłownie, bo od dymu), że Billy wraz z kolegami mógł niepostrzeżenie wydostać się na dwór i uciec.W rok później Billy Kid znowu pojawił się na scenie wydarzeń. Ogłosił, że musi zastrzelić Peppina, bo przez niego zginął jego kumpel McSween. Sprawę, która stała się już bardzo głośna, próbował załagodzić sam prezydent USA, Rutheford Hays, wysyłając na miejsce nowego gubernatora, który ogłosił amnestię dla wszystkich zabijaków oprócz Billa. Chłopak poczuł się dyskryminowany, więc przybył na audiencję do gubernatora, osobiście składając zażalenie na niesprawiedliwą decyzję. Gubernator dał się przekonać i amnestia objęła również Billy Kida.Nie dało się żyć normalniePo takim geście Billy postanowił spędzić dalsze lata w spokoju gdzieś na farmie. Niestety, jego tropem udał się pewien mściciel-amator o nazwisku Grant. Ów Grant tak się napalił na Billa, że na rozgrzewkę zastrzelił najpierw jednego z chłopaków, którzy uczestniczyli w balandze u McSweena, a dopiero potem wylądował w saloonie, w którym już czekał na niego Billy Kid.Na początek obydwaj rewolwerowcy wypili pół litra gorzały, a potem jeszcze pół. Kiedy obydwaj byli już szczęśliwi z racji ciepła rozchodzącego się w ich organizmach, Grant wyjął rewolwer wykładany kością słoniową. Lojalnie poinformował Billa, że z tej eleganckiej broni wystrzeli w jego stronę, niechaj więc kompan od kieliszka obejrzy sobie to cudo dokładnie, aby po śmierci nie narzekał, że zginął od byle jakiej broni.Billy, owszem, bardzo dokładnie obejrzał śmiercionośne narzędzie, a przy okazji opróżnił bębenek i zameldował, że jak się widzi taki cymes, to nawet nie żal umierać, a tymczasem on wychodzi za potrzebą.Grant odczekał chwilę i zaraz pobiegł za swoją ofiarą. Przystawił chłopakowi rewolwer do czoła, a następnie pociągnął za spust. Zdziwił się, że broń nie wypaliła i powtórzył manewr. Billy odczekał chwilę, następnie rozłożył ramiona w geście współczucia, wydobył swój rewolwer i tak zakończyła się prywatna misja mściciela Granta.W tym czasie szeryfem w Lincoln był dawny druh Billa, Pat Garrett. Dostał on rozkaz aresztowania Billa. Pat starał się wykonać rozkaz jak tylko mógł. Najpierw zastrzelił dwóch kolegów Billa, a następnie aresztował samego Billa i jego trzech towarzyszy.Billy Kid został oskarżony o zamordowanie szeryfa Brady'ego. Niestety, po zabiciu Granta amnestia przestała być aktualna. Wyrok był jednoznaczny: śmierć przez powieszenie!Na razie nie ustalono jednak terminu wieszania, więc pomocnicy szeryfa nudzili się i grali z Billym w karty, a dla osłody sprowadzali mu nawet dziewczyny. Jednej z tych dziewczyn Billy tak przypadł do gustu, że zostawiła mu w toalecie rewolwer. Chłopak zorientował się, co jest grane, wyszedł "na stronę", a po chwili wrócił z rewolwerem w garści i zaproponował wiceszeryfom zamknięcie oczu, bo on akurat opuszcza areszt. Niestety, obydwaj oświadczyli, że mają oczy szeroko otwarte, a w ogóle to są bardzo szybcy, więc nie wiadomo, czy Billemu opłaca się pojedynek z dwoma na raz.Billy stwierdził, że i tak nie ma nic do stracenia, natomiast oni owszem. Po wygłoszeniu tego pouczającego zdania położył trupem obydwu przeciwników.Za głowę Billa została wyznaczona nagroda w wysokości 500 dolarów. Szeryf Pat Garrett szukał Billa dwa i pół miesiąca, ale tym razem to on wyszedł zwycięsko z pojedynku. Sympatyczny bandyta zginął mając 22 lata. Podobno w wieku 21 lat miał na koncie 21 ludzi, nie licząc Indian i Murzynów.Zabójca przyjacielaPat Garrett zdołał w trakcie służby aresztować wielu rewolwerowców, którzy weszli na przestępczą ścieżkę, wilu też zastrzelił, bo jednak zawsze okazywał się szybszy niż inni. Swoje samodzielne życie zaczynał jako poganiacz bydła. Potem otworzył małą restaurację i zaprzyjaźnił się z młodszym o kilka lat Billy Kidem. Razem jeździli konno, łowili ryby, podrywali dziewczyny, pili, bawili się i zawzięcie trenowali strzelanie do celu. Strzelanie było jedyną konkurencją, w której Pat zawsze odstawał od Billa. Bill miał sokoli wzrok, żelazne nerwy i - jak opowiadali kowboje - błyskawicę w garści. Mimo wielokrotnie ponawianych prób Pat nigdy nie osiągnął poziomu Billa.Kiedy miał 30 lat, został wybrany szeryfem Lincoln. Niestety, los sprawił, że musiał zastrzelić najlepszego przyjaciela. Ten czyn przyniósł mu pecha. Znajomi oskarżali go, że zabił bezbronnego, bo z Billem nie miał szans w równym pojedynku. Wieść o tym tak się rozniosła, że Pat nie otrzymał nagrody 500 dolarów, jaka wynosiła za głowę Billa. Nie został też ponownie wybrany szeryfem.Czego tylko się chwytał, kończyło się niepowodzeniem, bo wszyscy wytykali mu zabicie przyjaciela. Aby poczuć się rozgrzeszonym, napisał nawet książkę o życiu Billy Kida, mocno chwaląc jego talent strzelecki. Na krótko znowu został szeryfem, ale po upływie kontraktu wymówiono mu pracę.Kupił ranczo. Od razu miał pecha, bo sąsiad przy każdej okazji sprzeczał się z nim o byle co. Garret usiłował uniknąć zatargów, ale nic to nie pomagało. W końcu sąsiad wynajął płatnego mordercę, który za 150 dolarów z zasadzki zastrzelił Garretta.Zabójca został wkrótce powieszony razem ze zleceniodawcą.Terminator na urzędzie szeryfaW roku 1857 powstało w Kansas miasteczko Abilene, pełniące funkcję przystanku dla dyliżansow. Liczyło 300 mieszkańców, którzy zatrudniali się przy obsłudze pojazdów. W niedługi czas później dotarła tam linia kolejowa i wtedy Abilene stało się punktem przeładunkowym dla bydła transportowanego na wschód. Niebawem liczba mieszkańców wzrosła dziesięciokrotnie. Powstały hotele, nocne kluby, szulernie, domy publiczne, sklepy i saloony. Zaczęli zjeżdżać się awanturnicy i dawna osada stała się miastem bezprawia.Miejscowi obywatele na gwałt próbowali zorganizować urząd szeryfa, ale bycie szeryfem w tamtych czasach nie należało do zawodów preferowanych prze ludzi poszukujących pracy. Owszem, kilku dżentelmenów okazało chęć objęcia urzędu, niestety, zapominali o potrzebie ostrego treningu i szybko lądowali na miejscowym cmentarzu.Kiedy już limit poświęceń u ewentualnych chętnych wyczerpał się, do Abilene przyjechał Bill Hickok - Dziki Bill, który objął urząd bez oporów.Dziki Bill nie bawił się w rozbrajanie i aresztowanie bandytów. Po prostu strzelał i okazał się w tej konkurencji mistrzem nie do pokonania. Zresztą strzelał nie tylko służbowo, ale również "prywatnie", bo kiedy usiłował poderwać sobie panienkę, najpierw jedną, potem drugą i tak dalej, zawsze na drodze stawał jakiś zazdrosny nieudacznik, którego trzeba było szybko wyeliminować z gry.Dziki Bill trenował strzelctwo jeszcze jako młodziutki chłopak, a ponieważ miał do tej sztuki smykałę, więc często zakładał się z ludźmi o to, że trafi na przykład z 50 metrów w puszkę po piwie i - wygrywał zakład. Z czasem awansował na adiutanta generała Custera i walczył jako strzelec wyborowy przeciwko wojskom Konfederacji. Podobno liczba zabitych przez niego żołnierzy i oficerów Konfederacji przekroczyła 400.Po wojnie do Hickoka zgłaszali się różni poszukiwacze przygód, wzywając go na pojedynek. Dziki Bill spełniał ich ostatnie życzenie bez żadnych uprzedzeń.Zastanawiano na niego zasadzki i pułapki, bo jako szeryf nie pozwolił żadnemu bandziorkowi rozwinąć skrzydeł. Ale Bill był człowiekiem bardzo inteligentnym, a o pułapce wiedział wcześniej niż ona powstała. Miał tylko jedną słabość. Leczył się mianowicie na oczy. Z roku na rok tracił dobry wzrok, co czyniło go już nie tak niezawodnym jak dawniej. Gdy raz zlikwidował przeciwnika w pojedynku ulicznym i słysząc kroki, strzelił raz jeszcze, trafiając śmiertelnie swojego przyjaciela, którego nie potrafił zidentyfikować w mroku.Śmierć ta podziałała na niego przygnębiająco. Zrezygnował z funkcji szeryfa i zaczął występować w cyrku popisując się celnością strzałów. Po trzech latach zatęsknił za dawnym życiem. Powrócił do Abilene, wszedł do saloonu i głośno oświadczył, że jeżeli ktoś będzie mu przeszkadzał w grze, nie doczeka poranku.Tego dnia było cichutko, ale już następnego popołudnia bandyci namówili jednego z nich, który za sumę 200 dolarów zgodził się podejść Billa od tyłu i strzelić mu w głowę.Tak zginął rewolwerowiec, który nigdy nie chybiał i nigdy nie dał szans przeciwnikowi w pojedynku.Przyrost nieboszczykówJednak miano najdzikszego miasta Ameryki przypadło nie Abilene, lecz miasteczku Dodge City, które powstało w 1872 roku, kiedy została tam doprowadzona linia kolejowa. W pierwszych latach nie obowiązywało tam żadne prawo, mimo że obok stał fort wypełniony wojskiem. Jedynym prawem w Dodge City był rewolwer, więc trudno się dziwić, że odnotowano tu znacznie większy przyrost nieboszczyków niż gdziekolwiek indziej i że pierwszą poważną inwestycją, na jaką zdecydowali się ojcowie miasta, był cmentarz.Kiedy już trudno tam było znaleźć miejsce na wykopanie nowego grobu, na szeryfa Dodge City powołano ucznia Hickoka, Wyatta Earpa. Ponieważ jednak na terenie Dodge City jeden szeryf nie wystarczał, więc Earp zatrudnił w swoim komisariacie pięciu braci, dentystę-rewolwerowca Johna Hollidaya, który chętnie zamieniał wiertło na spluwę oraz - jednego z najlepszych strzelców Zachodu, Bata Mastersona. Dopiero ci wszyscy mistrzowie rewolweru mogli stawić czoła inwazji bandziorów.W tym czasie miastem próbował "rządzić" ród Clantonów, dysponujący batalionem kowbojów strzelających do wszystkiego, co się rusza. Któregoś dnia naprzeciwko siebie stanęło pięciu szeryfów i pięciu bandytów. Ot, tak dla "rozruszania" mieszkańców. Strzelanina trwała 30 sekund. Po opadnięciu kurzu zaobserwowano dwóch uciekających bandytów i trzech leżących bez życia. Szeryfom włos z głów nie spadł.Na Wyatta Earpa nie było siły. Nikt nie strzelał szybciej i celniej niż on, więc bandyci na jakiś czas przycichli. Losy mieszkańców wiązały się jednak z bandami, które handlowały tu kradzionym bydłem, więc stróże prawa stali się z czasem niewygodni. W tajemniczych okolicznościach ktoś zastrzelił Morgana, brata Wyatta, a ktoś inny oskarżył drugiego brata o ciemne interesy. Wyatt zemścił się w ten sposób, że zlikwidował zabójców brata, ale ojcowie miasta wymówili pracę jemu i jego ekipie.Wyatt Earp osiadł w Kalifornii, gdzie podjął się handlu nieruchomościami, wkrótce też poznał reżysera Johna Forda i został jego konsultantem od westernów na planie filmowym.Nieustraszony Buffalo BillZnakomity strzelec William Cody nosił przydomek Buffalo Bill, żył 71 lat (zmarł w 1917 roku) i jeszcze za życia stał się legendą Dzikiego Zachodu. W latach wojny secesyjnej pełnił funkcję zwiadowcy i szefa kurierów, z czasem zdobył reputację niezwyciężonego strzelca i tropiciela bandytów. Brał też udział w walkach z Indianami, organizował polowania dla europejskich arystokratów, między onnymi dla syna cara Rosji. W roku 1869 poznał Edgara Judsona, który pisał popularne powieści. Tenże Judson opisał dzieje Buffalo Billa, czyniąc z niego narodowego bohatera Ameryki.Ukoronowaniem dobrej pasji był występ Buffalo Billa w roli głównej w sztuce pt. "Zwiadowcy prerii" Jego życie toczyło się wtedy pomiędzy sceną a prerią, bowiem raz po raz porzucał scenę na rzecz uczestnictwa w wojnach przeciwko Indianom.Doszło w końcu do tego, że na scenie rewiowej obok niego wystąpił najsłynniejszy wódz indiański, pogromca generała Custera, Siedzący Byk, a także najsłynniejsza mistrzyni strzelecka Ameryki, Anna Oakley. Za najgłośniejszy jej wyczyn uznano odstrzelenie popiołu z cygara trzymanego przez cesarza Wilhelma II w Berlinie podczas występów rewii w 1912 roku. Strzał został oddany z odległości 16 metrów!Barwy walkiPostacią niezwykle barwną był John Holliday. Ukończył Baltimore College of Dentistry, zdobył zawód chirurga dentystycznego i zamierzał nawet poświęcić się pracy naukowej. Podczas studiów uprawiał różne sporty, ćwiczył strzelectwo, doskonale nauczył się posługiwać nożem. Rzucał nim na odległość, fechtował się w walce wręcz i szybko zasłynął jako znakomity szermierz.Jego droga życiowa zmieniła się diametralnie, kiedy lekarz domowy oznajmił mu, że choruje na gruźlicę i niedługo umrze. John wpadł w panikę, a kiedy w swoim basenie zobaczył kąpiących się Murzynów, zastrzelił dwóch, kilku ranił i musiał uciekać przed ścigającą go sprawiedliwością. Wylądował na Dzikim Zachodzie, gdzie otworzył gabinet denstystyczny. Niestety, mając na uwadze swoją rychłą śmierć, starał się brać ze świata jak najwięcej "radości". Najchętniej spędzał więc czas w spelunach, grając w karty, podrywając panienki i zwyciężając w turniejach na celność strzałów.Podczas gry w pokera zaatakował go nożem niejaki Bud Ryan. Holliday nie dał napastnikowi żadnych szans. Zabił go w pierwszym starciu, co skutkowało przymusową zmianą terenu i wyjazdem w nieznane. Ciągle ktoś usiłował zmierzyć się z nim na pistolety, więc lista ofiar "Doca" Hollidaya stale się powiększała. Uciekając przed wymiarem sprawiedliwości, trafił do Dodge City, gdzie zaprzyjaźnił się z Wyattem Earpem i został pomocnikiem szeryfa, siejąc strach wśród bandytów, bo najpierw strzelał, a dopiero później pytał, "o co tu chodzi".Zmarł w wieku 35 lat, kiedy zbyt późno zdecydował się na leczenie w sanatorium.Szeryf z poczuciem humoruBat Masterson należał do tych nielicznych szeryfów, którym udało się dożyć do siedemdziesiątki, co w największej mierze zawdzięczał doskonałej formie strzeleckiej. Miał przyjazny stosunek do ludzi, był ciągle uśmiechnięty i sypał dowcipami, bawiąc w ten sposób nawet bandytów, których w kilka sekund później eksportował na tamten świat.Strzelał doskonale, bo jego nauczycielem był sam Bill Hickok. Tak się składało, że każdy, kto kiedyś miał okazję trenować u Hickoka, dawał sobie radę w najtrudniejszych sytuacjach życiowych.Już jako 18-latek dał znać o sobie, broniąc się w 28-osobowej grupie myśliwych przed znaczącym legionem indiańskim w sile 700 ludzi. Grupa broniła się przez kilka godzin, a z nadejściem nocy udało się jej wycofać poza obręb ataku. Chłopak szybko zdobył sobie uznanie generała Nelsona Miksa, który mianował go zwiadowcą wojskowym. Po wojnie secesyjnej Bat został pomocnikiem szeryfa w Ford County, a następnie szeryfem.Był doskonałym taktykiem. Do polowania na bandytów zawsze dobierał sobie najlepszych rewolwerowców, którzy akurat pełnili funkcje szeryfów w sąsiednich miastach i mało komu udało się ujść tak profesjonalnej pogoni.Ewa UmięckaFotografie pochodzą z książek: "Dziki Zachód. Szlakiem Indian i rewolwerowców" Andrzeja Dawida, "Encyklopedia Dzikiego Zachodu" Jarosława Racięskiego i Edwarda Kabiesza oraz "Asfaltowy Saloon" Waldemara Łysiaka.