Słupskie zawody kulturystyczne mają już swoją tradycję w ogólnopolskim kalendarzu imprez. W tym roku już po raz szesnasty wypełniła się kibicami sala teatru Impresaryjnego. Można zaryzykować nawet twierdzenie, że z kulturystyką jest jak ze świętem strażaka, kolejarza czy policjanta. Niby każdy wie, co się będzie działo, kto wystąpi i co powie, ale idzie się z przyzwyczajenia, aby zobaczyć to jeszcze raz. Jak święto, to święto!

Bogdan Kaszuba, główny organizator imprezy, nie zawiódł się więc na publiczności, która przyszła tłumnie, doceniając tym samym starania zawodników o pokazanie się w najlepszej formie.Już podczas oglądania występów uczestników w najniższej kategorii, czyli tych, którzy nie ważą więcej (przynajmniej podczas zawodów!) niż 70 kilogramów, widać było, że sędziów czeka niełatwe zadanie w trakcie decydowania o przyznaniu komuś pierwszego miejsca. Bo oto równorzędny poziom zademonstrowali dwaj zawodnicy reprezentujący różne pokolenia: Z jednego wywodził się 22-latek Piotr Siółkowski (Elbląg), a z drugiego 35-letni Henryk Hryszkiewicz (Gdańsk). Jak na mój gust, lepiej wyglądał Hryszkiewicz, ale tego akurat dnia, bardziej niż mój, liczył się gust sędziów, którzy mieli odmienne zdanie i przyznali zwycięstwo Siółkowskiemu. Jest to na pewno decyzja, która poprawi zwycięzcy motywację do dalszej pracy nad sobą, a Hryszkiewiczowi doda „kopa” do rewanżu, ale przede wszystkim chodzi o to, abyśmy wreszcie mieli kadrę lekkich, ale mocnych zawodników na turniejach międzynarodowych. Póki co, furorę robią reprezentanci kategorii ciężkich, natomiast wśród lekkich błysnął dopiero niedawno Kamil Majek z Radomia. A ponieważ jedna jaskółka nie czyni wiosny, więc niech już będą przynajmniej trzy.W tym miejscu nie od rzeczy będzie, jeżeli wymienię jeszcze 19-letniego Rafała Górkę z Torunia, który zapowiada się na dobrego kulturystę, bo górę (nomen omen) ma taką jak trzeba, natomiast dolne partie – miejmy nadzieję – „dojdą” z czasem.W kategorii 80 kg znakomicie zaprezentowali się: Sławomir Daczkowski z Częstochowy, Wojciech Nadolski z Gdańska i Mariusz Ściesiński z Torunia. Jakoś tak się składa, że ta kategoria gromadzi zazwyczaj największą liczbę świetnie przygotowanych zawodników.Trzeba tu od razu powiedzieć, że Daczkowski był poza konkurencją, a ponieważ waży dopiero 72 kg, można oczekiwać, że kiedy z czasem nabierze 8 kilo mięśni, zagrozi najlepszym kulturystom. Niemal w podobnie komfortowej sytuacji są dwaj jego konkurenci, którzy ważą po 2 kilogramy więcej. Wprawdzie często zdarza się, że 70-kilogramowy zawodnik awansuje po latach do wagi półciężkiej a nawet ciężkiej, jak to się przydarzyło chociażby Andrzejowi Maszewskiemu, ale z praktyki wiadomo, że dzieje się tak nie od razu i że jeszcze przez niejeden sezon wspomniani kulturyści pozostaną w kategorii średniej, bo w niej mają największe szanse.Waga półciężka, czyli kategoria 90 kg, cieszyła się całkiem przyzwoitym powodzeniem, bo wystartowało w niej 8 pretendentów do pierwszego miejsca. Na pewno nie wszyscy mieli takie możliwości, ale dwaj spośród nich jak najbardziej. Chodzi o Ireneusza Różańskiego z Włocławka i – mistrza Polski, szóstego zawodnika Europy, Marka Borowicza z Torunia.Borowicz ważył 90 kg, a Różański o 5 kg mniej. Zwykle jest tak, że sędziowie mocno sugerują się tytułami zdobytymi wcześniej przez zawodnika poddanego później ich ocenie, ale tym razem nie było im łatwo pójść podobnym tropem. Tego dnia Różański był lepiej przygotowany i dlatego dostało mu się pierwsze miejsce. Borowicz górował wprawdzie masą, ale była to masa nie do końca „obrobiona”. Jak będzie w przyszłości – okaże się na kolejnych zawodach. Borowicz wprawdzie imponuje masą, ale Różański ma dobre proporcje, a zatem taki atut, który zawsze się liczy.Podobna sytuacja przydarzyła się w wadze ciężkiej. Arkadiusz Różański, ważący 95 kilogramów, pokonał cięższego o 7 kg Marka Zapotocznego z Łodzi. Najwyraźniej coś zmienia się w kulturystyce, bo masywne sylwetki przegrywają ze smuklejszymi.Kategorię open zwyciężył zdobywca pierwszego miejsca w wadze średniej, Sławomir Daczkowski, który faktycznie był nie do pokonania. Bracia Różańscy z Włocławka podzielili się miejscami w czołówce. Ireneusz z kategorii 90 kg zajął drugie miejsce, a Arkadiusz z kategorii 90+ był czwarty. Pomiędzy nimi uplasował się Piotr Siółkowski z kategorii najniższej, a więc znowu widać, że preferencje przesuwają się na rzecz ładnie zbudowanych, natomiast „filmowi tytani” spadają na dalsze miejsca.Nieźle zaprezentowały się kulturystki, demonstrując wysoki, a zarazem wyrównany poziom. Wprawdzie palmę pierwszeństwa przyznano Agnieszce Ryk z Ustki, ale publiczność upominała się raczej o Katarzynę Kozakiewicz, która robiła dodatkowe wrażenie swoją wyjątkową urodą. Trzeba jednak podkreślić przy okazji, że liczyła się nie tylko uroda, bo Kasia miała już na koncie brązowy medal zdobyty wcześniej na ubiegłorocznych Mistrzostwach Polski, a mimo to nie zajęła pierwszego miejsca.Co by się nie rzekło, pewne jest, że kulturystyka to dyscyplina nie dająca się odmierzyć ani centymetrem, ani jakąkolwiek inną miarą i jeżeli w grę nie wchodzą jakieś zasadnicze różnice, trudno jest zdecydowanie wskazać kogoś lepszego lub gorszego. Trzy zawodniczki występujące w kategorii wszechwag były niemal jednakowymi pretendentkami do tytułu mistrzyni. Szalę zwycięstwa, jak to zwykle bywa, przechyliły niuanse, niekoniecznie dostrzegalne dla wypełniającej salę publiczności.A swoją drogą byłoby chyba najlepiej, gdyby na jakichkolwiek zawodach liczba zawodniczek przewyższyła chociaż raz liczbę zawodników. Byłaby okazja do stwierdzenia, że dziewczyny zmądrzały i zamieniły duszną i wrzaskliwą dyskotekę na siłownię. Wprawdzie w siłowni pracuje się znacznie ciężej, ale ma się sto procent pewności, że piękne ciało zostanie zakonserwowane na tyle, aby można było pochwalić się nim jeszcze w wieku „podyskotekowym”, czego wszystkim paniom serdecznie życzymy.Michał Warecki

Komentarze: