Debiuty traktowane są zazwyczaj z pewną dozą pobłażania. Tak podchodzą do tematu zarówno sędziowie, jak i publiczność. Wiadomo, że ktoś, kto startuje w zawodach po raz pierwszy, zasługuje na jakiś hancap. Nie stawia mu się wielkich wymagań, ma się tylko nadzieję, że zawodnik, który dobrze wypadł na tle pozostałych, z czasem będzie chciał dorównać mistrzom. A jednak poziom, jaki debiutanci zademonstrowali na wiosennych zawodach w Ostrowi Mazowieckiej, zaskoczył wszystkich. To było wydarzenie znaczącej rangi.

Lokalne święto sportoweNiewiele jest dyscyplin, które gromadzą tak znaczną liczbę widzów jak kulturystyka. Miejscowa hala sportowa była zatłoczona do tego stopnia, że nie tylko zabrakło miejsc siedzących, ale nawet trudno było znaleźć dla siebie jakąś lukę wśród osób stojących pod ścianami. Burmistrz miasta, który otwierał zawody, powiedział wprost:- Jest to wielka frajda dla miasta i dla zawodników! I miał rację, tym bardziej, że Polski Związek Kulturystyki i Trójboju Siłowego potraktował imprezę bardzo poważnie. Prezes Paweł Filleborn zmobilizował najlepszych w kraju sędziów. Do Ostrowi przyjechali (oprócz wiceprezesa Andrzeja Michalaka, kiedyś czołowego trójboisty) wielokrotni mistrzowie Polski, dzisiaj sędziowie, a wśród nich Waldemar Nol, Artur Sidoruk, Violetta Pryłowska, a także Piotr Głuchowski, który zaprezentował się w garniturze wielkości dawnego kiosku „Ruchu”. Na trybunach zajęli miejsca ojcowie miasta, którzy cierpliwie uczestniczyli w imprezie do samego końca. A to najlepiej świadczy o randze i atrakcyjności zawodów. Zresztą miasto nie tylko gościło zawodników-debiutantów z całego kraju, ale również zaprezentowało własny program artystyczny, na który składały się pokazy karate i tańce w wykonaniu zespołów szkolnych.Turniejowe emocjeProgram zawodów obejmował fitness kobiet i mężczyzn oraz kulturystykę w poszczególnych kategoriach wagowych. I było naprawdę na co popatrzeć.W kategorii do 80 kg wystąpiła grupa zawodników doskonale przygotowanych. Aż trudno było uwierzyć, że to debiutanci. Wiele osób wśród publiczności głośno zastanawiało się, kto na scenie może zdobyć zwycięski puchar, ale opinie były mocno rozbieżne. W zasadzie mistrzem mógł zostać każdy z nich.Sam Paweł Filleborn tak skomentował ich występ:- Patrząc na tych zawodników, nietrudno uwierzyć, że ci ludzie są nie tylko ładnie umięśnieni, ale również sprawni fizycznie.I rzeczywiście takie było powszechne wrażenie. Długie, ładnie zarysowane mięśnie na szczupłych sylwetkach – w takim kierunku powinna zmierzać współczesna kulturystyka. Bez sterydowych przerostów, pełna elegancja, nieuwłaczająca podstawowym kanonom estetyki, ładne pozowanie, żadnej przesady w ruchach – to jest właśnie to, do czego 40 lat temu dążył twórca polskiej szkoły kulturystycznej, Redaktor Stanisław Zakrzewski.Opinia Pawła Filleborna była jednoznaczna: – Gdyby wszędzie o takie efekty chodziło organizatorom kulturystyki, inne byłoby echo ze strony opinii publicznej. Niestety, mimo że Amerykanie mają ogromne zasługi w rozwoju tego sportu, to jednak trzeba przyznać, że z czasem właśnie oni wypaczyli ten sport. Nic dodać, nic ująć. Wśród debiutantów znalazł się Ryszard Rećko, 52-latek z Gdyni, który faktycznie w zawodach kulturystycznych brał udział po raz pierwszy, ale startował wielokrotnie w ciężarach i w trójboju siłowym, mając na swoim koncie 130 medali. A niezależnie od sukcesów dotychczasowych, Ryszard dorzucił jeszcze jeden, bo jednogłośnie wygrał swoją kategorię, demonstrując dobre proporcje, duże umięśnienie i zupełnie przyzwoitą separację mięśni. Nasuwa się retoryczne pytanie: w jakiej innej dyscyplinie sportu można wygrywać w wieku 52 lat?W kat. do 70 kg duże wrażenie zrobił Mateusz Piekarek z warszawskiego klubu kulturystycznego „Filon”, który na pierwszym treningu zaprezentował się jako miły grubasek o predyspozycjach raczej pływaka niż kulturysty. W ciągu roku zrzucił 22 kilogramy i dopracował się imponującej – jak na tak krótki okres czasu – muskulatury. Wprawdzie Mateusz nie uplasował się w czołówce, ponieważ jego mięśnie są nadal bardziej „opływowe” niż kulturystyczne, co oznacza, że jeszcze nie nadszedł jego czas. Niemniej, jego determinacja przy traceniu nadwagi wskazuje na to, że chłopak już wytyczył sobie cel i raczej dopnie swego. Tym bardziej, że przez naturę został obdarzony doskonałymi proporcjami kostnymi, a poza tym – czego nie ukrywał trener Filleborn – nie tylko nie stosował żadnych „wynalazków”, ale nawet nie próbował wypytywać swych kolegów, „co brać”. Minie kilka lat i Mateusz wskoczy na podium – tak ocenili go znawcy.W kategorii powyżej 90 kilogramów podobał się Daniel Skrętkowicz z podwarszawskiej miejscowości Stara Miłosna. Daniel to 28-letni zawodnik, który przerzucił się na kulturystykę po znaczących sukcesach w podnoszeniu ciężarów. W kategorii do 100 kg ma na swoim koncie 165 kg w rwaniu i 200 kg w podrzucie, a więc jest nieprzeciętnie silny. W wadze Daniela startował również jego równolatek, Włodzimierz Karbownik, mierzący 2 metry wzrostu i 115 kg „ciała”, a przy tym harmonijnie umięśniony, co przy tak ogromnym wzroście budziło wyraźne zainteresowanie publiczności.Kategorię open mógł wygrać tylko Daniel Skrętkowicz i rzeczywiście tak się stało. Za nim uplasował się Tomasz Bobrowski (kat. 80) z Sieradza, a trzecie miejsce zdobył 2-metrowy W. Karbownik z klubu Aplauz Warszawa.Magia ciałaMiędzy jednym z półfinałów a finałem wystąpił w pokazie specjalnym Darek Karpiński, mistrz Polski i zarazem wicemistrz Europy. Na pewno wielce zaimponował. I to nie tylko publiczności, ale również zawodnikom, którzy podpatrywali go zza sceny. Zademonstrował ogromną masę mięśniową, która jednak budziła niekiedy zróżnicowane odczucia. O ile bowiem debiutanci, szczególnie ci z kategorii 80 kg, byli przedmiotem podziwu i chęci naśladowania, to „przypadek” Darka można było tylko podziwiać. Młodzi ludzie, nie mający nawet żadnych doświadczeń w kulturystyce, od razu orientują się, że Darek jest poza konkurencją. Cudów nie ma. Aby wypracować taką sylwetkę, trzeba mieć „pogotowie genetyczne”. Inaczej się nie da.Tak więc występ wicemistrza Europy dał ludziom pogląd, do czego można dojść, jeżeli tylko ma się odpowiednie uwarunkowania natury fizjologicznej.Muskuły i sprawnośćNatomiast dla kibiców bardziej przekonywujący stał się Michał Glibowski z warszawskiego „Filona”, który wystąpił w fitness. Szkoda tylko, że był jedynym zawodnikiem w tej konkurencji, bo przewidujemy akurat, że w najbliższych latach na niwie kulturystyki dokona się pewna rewolucja organizacyjna. Owszem, nadal na scenach Europy i świata będą prężyć się umięśnieni mężczyźni, ale publiczność będzie coraz bardziej domagać się dowodów na użyteczność muskulatury i wtedy do akcji wejdzie fitness męskie. Jak dotychczas furorę robią tylko piękne fitneski, wypierając ze sceny swoje koleżanki-kulturystki, ale widać również, że w sukurs przyjdą im jeszcze sprawni i doskonale zbudowani panowie. Wprawdzie Michał nie pokazał do końca, co potrafią wyczyniać tacy jak on, ale na zawodach międzynarodowych zaprezentowało się już kilku zawodników, którzy swoją muskulaturę demonstrowali w trakcie salt, fiflaków oraz innych ćwiczeń na pograniczu gimnastyki i cyrku, budząc nieoczekiwany aplauz widowni, przyzwyczajonej do statycznych występów kulturystów. Niektórym wydaje się nawet, że jeśli kulturystyka awansuje do sportów olimpijskich, to stanie się tak (pomijając pewne cechy, o których wspomniałem wcześniej) za sprawą „fitnesmenów”. Dlaczego? To proste. Upadnie zarzut, że kulturystyka żywi się hormonami. O ile bowiem statyczny pokaz mięśni nie dostarcza przekonujących dowodów na to, czy zawodnik korzystał z niedozwolonego dopingu, czy nie, to pokaz dynamiczny zagra tutaj rolę weryfikacyjną. Organizm ludzki może rozwijać się na wiele sposobów, ale są też istotne ograniczenia. Takim zasadniczym ograniczeniem w sporcie jest zdecydowana oporność ścięgien i przyczepów mięśniowych na rozrost pod wpływem interwencji lekowej. I tak za sprawą różnych – jak to już wspomniałem – „wynalazków” można sobie rozwinąć mięśnie do monstrualnych rozmiarów, jeżeli tylko ma się predyspozycje ku temu, ale w żadnym wypadku nie towarzyszy temu rozw
ój ścięgien. One są takie same, jak były. Jeżeli teraz zawodnik z ogromnymi mięśniami wykona dynamiczną ewolucję akrobatyczną, to narazi się na okropną kontuzję naderwania lub wręcz oderwania ścięgna, które „nie nadąża” za mięśniami. „Fitnesmeni” muszą więc rozwijać się tylko na suplementacji dozwolonej, co pozwoli im na skoki bez ryzyka. I to może stanowić dowód na czystość tej dyscypliny.Niedopieszczone pośladkiNa scenie w Ostrowi nie mogło zabraknąć również przedstawicielek płci pięknej. Wystąpiło kilkanaście dziewcząt – kulturystek i fitnesek. Dziewczęta zawsze przyczyniają się do tłoku na kulturystycznej widowni, bo każdy chce nasycić oczy zgrabnym i wysportowanym damskim ciałem, często po to, aby później przypominać swoim żonom i narzeczonym, że istnieje coś takiego jak klub kulturystyczny i że tam buduje się sylwetkę pełną seksu.Tak więc z tym seksem w Ostrowi było nawet nieźle, dziewczyny mogły pokazywać się bez obaw, ale w niektórych przypadkach oczom publiczności nie uszło uwagi, że u niektórych zawodniczek mięśnie pośladkowe domagały się ostrego treningu. Zazwyczaj w klubach widzi się dziewczyny chętnie jeżdżące na rowerkach stacjonarnych, co zapewnia jędrność udom, ale pośladkom zapewnia najwyżej… odciski od twardego siodełka.Tylko i wyłącznie przysiady z obciążeniem dają pozytywne efekty w przypadku mięśni pośladkowych. Bez tych ćwiczeń nie ma mowy o zgrabnej sylwetce.Na szczęście udało nam się zaobserwować, że na scenie utrzymuje się przewaga pośladków wyćwiczonych nad niewyćwiczonymi, i to wyzwoliło w nas poczucie zwiększonego optymizmu na przyszłość.A tak w ogóle, to najważniejsze jest to, że kulturystyka stała się sportem masowym i ćwiczenia siłowe uprawiają już nawet ludzie, którzy dopiero na emeryturze zabrali się za jakiś sport. Jan Wygórski

Komentarze: