WORKSHOP(4)

Miło mi poinformować wszystkich, że do naszej kulturystycznej rodziny dołączyła olimpijka – uczestniczka Zimowych Igrzysk w Vancouver z roku 2010. Nazywa się Joanna Sulej, jest wielokrotną mistrzynią Polski w jeździe figurowej na lodzie, byłą członkinią kadry narodowej, a w roku obecnym zadebiutowała na scenie gdańskiego Fit-festiwalu w konkurencji fitness bikini. Joanna wcale nie zamierza skończyć na tym jednym występie, bo już od kilku lat marzy jej się udział w treningach mających na celu doskonalenie sylwetki, a co za tym idzie – udział w zawodach.

Historia dojrzewania Joanny do mistrzostwa jest tak interesująca, wymagająca tak niezwykłej determinacji, że uznaliśmy za wskazane opisać ją w dużym skrócie na łamach KIF, bo jest to wręcz temat na opowieść filmową.

 

Na zamarzniętym rozlewisku

Wszystko zaczęło się od przypadku. Ot, było sobie zamarznięte rozlewisko obok bloku, w którym mieszkała 6-letnia dziewczynka, Joasia. Któregoś dnia jej mama wpadła na pomysł, aby tę ogromną kałużę pokrytą lodem i śniegiem zaadaptować na lodowisko dla dzieci. Pożyczoną od dozorcy miotłą odśnieżyła taflę lodową, a następnie zaczęła zakładać dzieciom łyżwy na nogi.

Pierwsza w kolejce była Joasia, potem brat i siostra. Gdy mama założyła łyżwy bratu i obejrzała się za córką, ona była już daleko stąd. Co najdziwniejsze, jeździła po tej zamarzniętej kałuży tak jakby uczyła się już jeździć na łyżwach wcześniej, mimo że łyżwy miała na sobie po raz pierwszy w życiu.

Mama pracowała wtedy, jako pielęgniarka w warszawskiej szkole sportowej przy ulicy Konwiktorskiej, gdzie wśród uczniów były dziewczęta trenujące łyżwiarstwo figurowe, a jedną z absolwentek była najlepsza polska łyżwiarka, Anna Rechnio. Od jednej z łyżwiarek, mama Joasi przypadkowo dowiedziała się o możliwości edukacji szkolnej połączonej z uprawianiem łyżwiarstwa figurowego. Joasi przypadło zaprezentowanie swoich możliwości przed trenerką prowadzącą grupę początkujących łyżwiarzy na reprezentacyjnym lodowisku stołecznym, jakim do dziś jest Torwar. Trenerka, która miała zadecydować o ewentualnym przyjęciu dziecka do pierwszej klasy podstawowej szkoły sportowej, skwitowała ten występ jednym słowem: Rewelacja!

Ciąg dalszy w KiF nr 7-8/20116

Komentarze: