Taką właśnie nazwę można by nadać naszej reprezentacji, powracającej z Mistrzostw Europy w kulturystyce Mężczyzn i Par, które odbyły się w dniach 17-19 maja w Mińsku na Białorusi. Wśród mężczyzn – zresztą zupełnie niespodziewanie – złoto wywalczył tylko debiutant Tomasz Błaziak, a trójka bardziej od niego doświadczonych zawodników wróciła z medalami srebrnymi. Na drodze do złota stawali im nieco lepiej przygotowani Rosjanie, albo Ukraińcy. Do tej serii wicemistrzowskich tytułów dołączył także szef naszej ekipy Paweł Filleborn, który na I Kongresie Europejskiej Federacji Kulturystyki i Trójboju Siłowego został wybrany na stanowisko wiceprezydenta. Gratulujemy!

To, że nasi zawodnicy będą należeli do grona faworytów zbliżających się Mistrzostw Europy, było wiadomo już po stojących na wyjątkowo wysokim poziomie Mistrzostwach Polski w Białymstoku. Udany powrót na scenę kilku wielce zasłużonych kulturystów oraz pojawienie się nowych sprawiło nawet kłopot z ustaleniem składu reprezentacji. Ostatecznie trenerzy oparli ją na doświadczonych zawodnikach: Hubercie Olborskim, Bogdanie Szczotce, Radosławie Słodkiewiczu i Dariuszu Karpińskim, dodając do nich dwóch debiutantów: Tomasza Błaziaka i Kamila Majka. Po przyjechaniu do Mińska, ekipa nasza (inne też) została zakwaterowana w niezbyt dobrze prezentującym się hotelu reprezentacyjnym Mińska „Jubilneja”, zawody zaś odbywały się w również reprezentacyjnym Pałacu Republiki. Zgłosiło się 90 zawodników i zawodniczek z 30 krajów Europy.Powtórki z Dubaju nie byłoNa pierwszy ogień poszedł najmłodszy, debiutujący w gronie seniorów Kamil Majek, który zgodnie z zaleceniami trenerów zbił wagę do 65 kg. Majek nie błyszczał formą na Mistrzostwach Polski w Białymstoku, gdzie zdecydowanie przegrał w kat. do 70 kg ze Sławomirem Daczkowskim, ale trenerzy ufali, że przez tydzień poprawi formę i zaprezentuje się przynajmniej tak, jak na zeszłorocznym Pucharze Polski w Warszawie. Majek odnosił już sukcesy międzynarodowe jako junior (wicemistrzostwo świata w 2000 r. w Dubaju) i po cichu liczono, że dobrze spisze się wśród seniorów. Niestety, powtórki z Dubajuu nie było. Brakowało mu definicji i gęstości mięśni, musiał więc polegać jedynie na wzorowych zarysach swojej sylwetki. Na dodatek, w kategorii tej zebrało się aż 13 nieźle przygotowanych zawodników, w porównaniu z czterema w 2001 r. w Baku. Majek walczył dzielnie, zajmując ostatecznie 7 miejsce. Trzeba jednak przyznać, że nawet będąc w lepszej formie startowej nie zaszedłby daleko wyżej, gdyż na tle czołowych seniorów Europy było widać, że brakuje mu masy mięśniowej, głównie w obszarze nóg, ale popracować powinien także nad umięśnieniem grzbietu. A więc dalsza praca nad rozwojem umięśnienia i być może przejście do kategorii do 70 kg. Walkę o złoty medal w tej wadze stoczyli ubiegłoroczny zwycięzca Vladimir Krishtof ze Słowacji i Ukrainiec Siergiej Sabolajew. Po półfinale Słowak miał 3 punkty przewagi, którą w finale Ukrainiec zniwelował, wychodząc na prowadzenie. Obaj zaprezentowali kształtne sylwetki i wszechstronnie rozwinięte umięśnienie oraz byli w wyśmienitej formie startowej, ale Słowak wyglądał nieco smuklej.Sensacyjny debiutSwojej szansy nie przegapił Tomasz Błaziak. Długo czekał na swój debiut na arenie międzynarodowej. W zeszłym roku był rezerwowym, przyjechał na lotnisko w wyśmienitej formie, ale koledzy też stawili się w komplecie i musiał wracać do domu. Tym razem wszedł do reprezentacji i pokazał, że wie, na czym polega kulturystyczne rzemiosło. Jednogłośnie wygrał obie rundy i komentując jego formę, nie było się do czego przyczepić. Oceniając jego szanse w ewentualnej rywalizacji na mistrzostwach świata, można by jedynie zalecić niewielką rozbudowę masy mięśniowej i przejście do kategorii 75 kg, w której byłby jeszcze masywniejszy i pełniejszy. W Mińsku Błaziak imponował niesłychanie szerokimi, zaczynającymi tuż nad biodrami mięśniami najszerszymi grzbietu oraz kształtnymi i dopracowanymi łydkami. Ku zmartwieniu lokalnej publiczności, Błaziak odebrał szanse na zdobycie złotego medalu asowi atutowemu gospodarzy, Wadimowi Własowowi.Zadecydował jeden punktBłaziak miał o tyle ułatwione zadanie, że medaliści dwóch poprzednich ME w kategorii do 70 kg: Aleksander Gorbunow z Rosji i Witalij Greczuchow z Ukrainy zdecydowali się tym razem na start w wadze do 75 kg. Rosjanie wystawili w tej wadze drugiego zawodnika, Rusłana Dżabrajłowa. Najlepiej spisał się Greczuchow, wysuwając się o jeden punkt przed Dżabrajłowa i o trzy punkty przed Gorbunowa.Olborski o krok o złotaW kategorii do 80 kg na scenie pojawiło się 17 zawodników. Trudne zadanie miał więc nasz Hubert Olborski, tym bardziej, że startował po półtorarocznej przerwie i początkowo nie planował startu na Mistrzostwach Europy. Jednak jego niespodziewanie wysoka forma skłoniła trenera kadry do włączenia go do reprezentacji. Ten zbieg przypadków o mało co nie zakończył się złotym medalem. Hubert stoczył niesłychanie wyrównany i zacięty pojedynek z rosyjskim weteranem scen kulturystycznych, Dmitrijem Poliakowem. Poliakow przeżywa drugą młodość i w Mińsku zaprezentował życiową formę, imponując potężnymi ramionami, ogólną gęstością i definicją umięśnienia. Hubert był najzgrabniejszy i najwęższy w talii w całym szeregu. Minimalnie brakowało mu definicji i szczegółów na klatce i w talii, co może wiązać się z przerwą w startach i dłuższymi okresami roztrenowania. Porażka 7:8 z Poliakowem w obu rundach, przy braku szczytowej formy, świadczy jedynie o ogromnych możliwościach Huberta, które, miejmy nadzieję, w pełni wykorzysta już podczas jesiennych Mistrzostw Świata w Kairze. Ten niespodziewany srebrny medal powinien być dla niego dobrą motywacją do ciężkich treningów. Cały „rok świetlny” (15 punktów) za Olborskim znalazł się dobrze przygotowany Ukrainiec Wasilij Remezow, a jeszcze dalej – kolejna gwiazda gospodarzy, Siergiej Mieleszko.Po raz drugi szczęście było tuż, tuż…Największe nadzieje ekipa polska wiązała ze startem Bogdana Szczotki, najlepszego zawodnika białostockich mistrzostw kraju. Rzeczywiście, Bogdan przez tydzień nic nie stracił z formy, jaką zaprezentował w Białymstoku i wydawało się, że złoty medal może przypaść tylko jemu. Niewiele brakowało. Nasz wicemistrz Europy z roku 1999 robił co mógł, jednak na jego drodze stanął inny zawodnik wielkiego formatu – Ukrainiec Oleksander Biłous. Biłous zwrócił uwagę swoją sylwetką już na Mistrzostwach Europy 2000 r. w Lozannie, gdzie zajął 5 miejsce, przegrywając z Hubertem Olborskim. Rok temu, w Baku, był już drugi, niewiele przegrywając z wielokrotnym mistrzem świata Siergiejem Dmitriewem. Tym razem przeniósł się o wagę wyżej, ułatwiając zadanie Hubertowi Olborskiemu, ale komplikując życie Bogdanowi Szczotce. Biłous jest stosunkowo niski, imponuje świetnymi proporcjami sylwetki (w tym podobny jest do Olborskiego) oraz pełnymi, wypukłymi mięśniami. Właśnie te wypukłości prawdopodobnie zadecydowały o minimalnej porażce Bogdana Szczotki (dwoma punktami w pierwszej rundzie, trzema – w drugiej). Na trzecim miejscu znalazł się Rosjanin Wiaczesław Burenkow.Zmienna konfiguracjaUkład dwóch naszych najlepszych zawodników w wadze ciężkiej jest bardzo zmienny. Raz jeden jest na górze, raz drugi. Radek Słodkiewicz i Dariusz Karpiński zamieniają się miejscami z zawodów na zawody. Słodkiewicz ma więcej szczęścia do Mistrzostw Polski, ostatnio zdobywał same złote medale, natomiast na Mistrzostwach Europy dwa razy lepszy był Karpiński. W ubiegłym roku stoczył zaciekły pojedynek z Litwinami: Rolandasem Pociusem i Olegasem Żurasem, rozdzielając ich i przywożąc srebrny medal. W tym roku zabrakło Litwinów, ale pojawił się wielki jak szafa Rosjanin Jewgienij Miszin (118 kg) i jeszcze większy Austriak Manfred Petautschnig (122 kg), a formą startową imponował Czech Lubos Cerny. Rosjanin jeszcze tym razem był nie do przejścia. Na niego i innych Darek szykuje się w przyszłym roku, gdy zwiększy masę mięśniową do 116 kg. Tym razem Karpiński ważył 111 kg i oprócz Miszina nikt nie był w stanie mu zagrozić. A więc kolejny srebrny medal. Oby to „polowanie na złoto” zakończyło się dla Darka sukcesem w roku przyszłym. Bardzo dzielnie poczynał sobie w tej kategorii również Radek Słodkiewicz. Obaj wystąpili w większości porównań z najlepszymi i Radek, imponując udami i ramionami, przegrał tylko o 3 punkty w każdej rundzie
z najcięższym zawodnikiem Mistrzostw, Petautschnigiem. A więc poprawił się o jedno miejsce w porównaniu z rokiem poprzednim i ma wszelkie szanse na kolejny awans na następnych Mistrzostwach w Sankt Petersburgu.Pora na paryPrzeniesienie par na Mistrzostwa Europy Mężczyzn, chociaż wymuszone, było jak najbardziej udane. Wystawiliśmy bardzo mocne pary, nic więc dziwnego, że nikt nie mógł nawiązać z nimi rywalizacji. Złoty medal stał się więc wewnętrzną rozgrywką w polskiej drużynie. Tym razem grono sędziów międzynarodowych wyżej oceniło parę Halina Kunicka – Dariusz Karpiński, którzy wykonali interesujący program do węgierskiej muzyki, prezentując dużo ciekawych póz. Sukces indywidualny Karpińskiego też nie był tu bez znaczenia. Za nimi uplasowała się nasza druga para: Joanna Krupa – Radosław Słodkiewicz. Dalej były dwie pary czeskie i słowacka, a listę finalistów zamknęła para rumuńska. Jasno więc widać, że pary nadal pozostają specjalnością Europy Środkowej. Konkurencji par nie wliczano jednak do punktacji drużynowej, co zepchnęło nas na trzecią pozycję za Rosją i Ukrainą.Mińskie Mistrzostwa Europy z pewnością można zaliczyć do bardzo udanych. Piękna hala widowiskowa z najnowszej generacji wyposażeniem (w tym arcyciekawe pokazy światła laserowego) dodała Mistrzostwom blasku i elegancji, a liczba zdobytych przez naszych reprezentantów medali powinien zadowolić największych malkontentów.

Komentarze: