Mistrzostwa Europy Mężczyzn w Kulturystyce nie po raz pierwszy odbywały się w Azji. W 1994 r. ich gospodarzem był zachodniosyberyjski Tiumeń, leżący wyraźnie poza górami Ural, uznawanymi za geograficzną granicę pomiędzy Europą i Azją. W tym roku IFBB zdecydowała się przyznać prawa organizacji Mistrzostw Europy stolicy Azerbejdżanu – Baku.

A więc też Azja. Wypada dodać, że aktualnie dyskutuje się, czy trzech krajów kaukaskich (Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu) nie uznać za przynależne do Europy. Być może IFBB wyprzedziła tym śmiałym manewrem ostateczne decyzje w tej sprawie. Pozostawiając na uboczu wielką politykę, zajmijmy się udziałem reprezentacji Polski w tegorocznym kontynentalnym czempionacie. Reprezentacja została dobrana przez trenera kadry – Pawła Filleborna – na podstawie wyników kwietniowych Mistrzostw Polski w Elblągu. Zakwalifikowali się do niej: Grzegorz Ozga, Marek Borowicz, Adam Adamski, Sławomir Rogoża, Radosław Słodkiewicz i Dariusz Karpiński. Można więc powiedzieć, że była to druga reprezentacja Polski, jeśli za pierwszą uznać zawodników, którzy odnosili sukcesy na ubiegłorocznych Mistrzostwach Świata i Europy (Mariusz Muskała, Hubert Olborski, Andrzej Maszewski, Mariusz Strzeliński, Paweł Brzózka, Piotr Głuchowski). Z naszych reprezentantów jedynie Rogoża był kiedyś finalistą ME (5 miejsce w 1997 r. na ME w Mińsku), natomiast Ozga, Adamski i Karpiński debiutowali na imprezie tak wysokiej rangi. Trudno więc było liczyć na oszałamiające sukcesy.Baku przywitało uczestników ładną, ale niezbyt upalną pogodąGospodarze, pod wodzą Raufa Bunyataliyeva – energicznego prezesa Federacji Kulturystycznej Azerbejdżanu, robili wszystko, aby uczestnicy Mistrzostw czuli się dobrze. Zarówno same Mistrzostwa, które rozgrywano w sali widowiskowej Pałacu Republiki, jak i imprezy towarzyszące (weryfikacja, bankiet), zorganizowane w Hotelu Absheron, były przygotowane bezbłędnie i ze znawstwem. Jednak „orientalna przygoda” nie przyciągnęła zbyt wielu zawodników z Europy Zachodniej i Centralnej. Ostatecznie wystartowało 58 kulturystów, chociaż organizatorzy otrzymali ponad 90 zgłoszeń. Niedobór zawodników był szczególnie widoczny w wagach lżejszych – do 65, 70 i 75 kg, w których łącznie wystartowało 17 kulturystów. Kategorię do 65 kg wygrał Słowak – Vladimir Kristov, a w 70-tce królował Czech – Alexander Klier. Obaj to zawodnicy młodzi o pięknych proporcjach, ale jeszcze niezbyt masywnie umięśnieni. Żadnych znanych nazwisk w tych wagach nie było.Nieco inaczej wyglądała sytuacja w kategorii do 75 kg. Na scenie pojawiło się siedmiu zawodników. Wśród nich znalazł się Mistrz Świata z 1999 r. i Wicemistrz z 2000 r. – Tagir Fachrutdinow, który dotychczas zawsze reprezentował Rosję, ale ostatnio, na wzór piłkarzy, został „sprzedany” do Azerbejdżanu. Pokazał wielką klasę i jednogłośnie zdobył złoty medal. Za jego szerokimi plecami, o srebrny medal walczyli: Ukrainiec – Witalij Greczuchow (5 zawodnik poprzednich ME w kat. do 70 kg) i debiutant z Rosji – Roman Gorczakow. Po prawie remisowym półfinale (12:13 dla Ukraińca), w finale Greczuchow wygrał już 10:15 i zdobył tytuł wicemistrzowski. Obaj mają niskie, proporcjonalne i wszechstronnie umięśnione sylwetki. Niestety, nie był w stanie nawiązać z nimi walki nasz debiutant – Grzegorz Ozga, który ma wspaniale umięśnioną górną połowę ciała, ale nie tak masywne nogi. 4 miejsce to wszystko, co mógł zdobyć w tym towarzystwie.Wśród jedenastu zawodników kategorii do 80 kg prym wiodły trzy gwiazdy pierwszej wielkości: Rosjanin – Siergiej Dmitriew (aktualny Mistrz Świata w tej kategorii i tryumfator w open), Litwin – Semion Berkowicz (Wicemistrz Europy w kat. do 75 kg) i Ukrainiec – Oleksandr Biłous (5 zawodnik poprzednich ME). Szczególne wrażenie wywarł Biłous, który poczynił ogromne postępy i zmusił najlepszego zawodnika poprzednich MŚ do maksymalnego wysiłku, uzyskując u kilku sędziów pierwsze miejsca. Tym razem wygrał jeszcze Dmitriew, ale młody Ukrainiec zaprezentował przepiękną sylwetkę, z dużymi, pękatymi mięśniami, przypominając pod tym względem naszego Mistrza Świata – Mariusza Strzelińskiego. Startujący o wagę wyżej Berkowicz musiał zadowolić się brązowym medalem, pomimo tego, że też był w doskonałej formie.Bardzo dobrze poczynał sobie Marek BorowiczWszedł do finału, zajmując w klasyfikacji końcowej 6 miejsce. Marek był w wysokiej formie startowej, ale zbijając wagę ciała do 80 kg, utracił trochę masy i wyglądał za smukło, aby móc walczyć o wyższe lokaty z niższymi i barczystymi zawodnikami.W kategorii do 90 kg uzbierał się komplet 15 startujących, wypełniając półfinał. Wśród nich znalazło się dwóch Polaków o zdecydowanie różnej charakterystyce.Aktualny Mistrz Kraju, 35-letni Sławomir Rogoża, to niezwykle doświadczony zawodnik, o dopracowanych i gęstych mięśniachJego kolegą reprezentacyjnym był o 10 lat młodszy Adam Adamski, który przebojem wdarł się do krajowej czołówki, głównie dzięki niezwykle proporcjonalnej, ładnie zarysowanej i obudowanej mięśniami sylwetce. Sylwetka była więc atutem Adamskiego i, niestety, mankamentem Rogoży, a z jakością umięśnienia było akurat odwrotnie. Problemy te dostrzegli wprawni sędziowie i sklasyfikowali Adamskiego na 8, a Rogożę na 9 miejscu, dając w ten sposób wyraz nowym trendom w sędziowaniu, preferującym piękno sylwetki. Te same walory zadecydowały o wyniku rywalizacji o złoty medal. W tym przypadku niesłychanie zacięty pojedynek stoczyli reprezentant Słowacji – Stefan Havlik i Czech – Ladislav Kurcik.33-letni Kurcik był już Mistrzem Europy w 1996 r. (do 80 kg), ale potem, po przejściu do wyższej wagi, jego kariera jakby przygasła. Tym razem przygotował superformę, ale jego sylwetka jest nieco ciężka, zwalista, z wyraźnie szerszą talią. Dla odmiany młodziutki Havlik imponuje pięknymi kształtami sylwetki i ładnymi, wypukłymi mięśniami, chociaż nie o takiej dojrzałości, jak u Kurcika. Wyraźnie lepiej wyglądał szczególnie w obszarze talii i mięśni środkowego grzbietu. Swoją przewagę zaledwie jednego punktu w półfinale, powiększył o dalsze trzy punkty w finale i wywiózł z Baku medal z najcenniejszego kruszcu.W najcięższej kategorii pojawiło się także 15 zawodników, ale niespodziewanie aż zaroiło się od gwiazd pierwszej wielkości. Przyjechali dwaj utytułowani Litwini: Olegas Żuras (Mistrz Europy z 1993 r. (do 90 kg) oraz Wicemistrz z 2000 r.) i Rolandas Pocius (Wicemistrz Europy z 1999 r.), Petru Ciorba z Rumunii (brązowy medalista z 1996 r. w kat. do 90 kg), potężnie umięśniony (118 kg) Mistrz Rosji Oleg Makszancew, jeszcze większy (121 kg) Austriak – Manfred Petautschnig, no i naszych dwóch młodych asów: Radosław Słodkiewicz (98 kg) oraz Dariusz Karpiński (103 kg). Słodkiewicz miał już za sobą udany debiut na ME w Lozannie (8 miejsce), natomiast Karpiński po raz pierwszy pojawił się jako senior na arenie międzynarodowej, szykując na te zawody swój szczyt formy, co kosztowało go gorzką porażkę ze Słodkiewiczem na Mistrzostwach Polski w Elblągu. Tym razem jego piękna sylwetka i wysoka forma od razu zostały zauważone przez sędziów i Darek był wywoływany w całej serii porównań z najlepszymi kulturystami kontynentu. Zaowocowało to oszałamiającym sukcesem – srebrnym medalem ME i zwycięstwem nad gigantami, ważącymi o ponad 10 kg więcej od niego. W finale Karpiński przegrał ze złotym medalistą – Rolandasem Pociusem – tylko dwoma punktami (12:10). Piękne osiągnięcie i zapowiedź jeszcze większych sukcesów w przyszłości. Za Karpińskim znalazł się wzorowo przygotowany, ale niemający tak porywającej sylwetki (szersza talia) Olegas Żuras, a na dalszych miejscach dwaj najciężsi zawodnicy Mistrzostw: Makszancew i Petautschning. Słodkiewicz utrzymał wysoką formę z Mistrzostw Polski, ale zabrakło mu masy mięśniowej, aby pokonać któregoś z pierwszej piątki. Jednak wszedł do finału, a 6 miejsce jest postępem w stosunku do 8 pozycji na poprzednich Mistrzostwach. W pokonanym polu Radek zostawił tak doświadczonych kulturystów, jak Petru Ciorba, Anatolij Kudłaj (Ukraina) czy Mistrz Białorusi – Aleksander Szabunia.Sukcesy w wadze ciężkiej zadecydowały o zajęciu przez naszą re
prezentację wysokiego, 3 miejsca w klasyfikacji drużynowej, tuż za reprezentacjami Rosji i Litwy. Biorąc pod uwagę fakt, że była to nasza druga reprezentacja, jest to wynik ponad miarę oczekiwań. Oby na przyszłorocznych Mistrzostwach w Mińsku było jeszcze lepiej!Robert Klimaszewski

Komentarze: