DSC_1752

Trening intuicyjny to domena sporej grupy kulturystów doświadczonych, orientujących się doskonale w możliwościach własnego organizmu. Wbrew pozorom nie jest to działanie przypadkowe, ponieważ wynika ono z aktualnej potrzeby osoby ćwiczącej i jeżeli jest prowadzone w dobry sposób, to może przynieść wiele korzyści.

Praktycznie rzecz biorąc, intuicja w treningu może zastąpić przysłowiowy drogowskaz informujący osobę z długim stażem treningowym, jakie ćwiczenie wybrać w konkretnym dniu, kiedy trudno jest zacząć ćwiczyć, bo akurat ma się „paskudny dzień”.

Zdarza się na przykład tak: O określonej porze dnia udajemy się do klubu na planowane zajęcia, trzymając w rękach gotowy program treningowy. Będąc jednak na miejscu czujemy, że akurat tego dnia program ten nam nie pasuje i nie mamy ochoty z niego korzystać. Co robić? Zmusić się do ćwiczeń, na które nie ma się ochoty?

Oczywiście, jest pewne wyjście z trudnej sytuacji, bo może się okazać, że po 2–3  seriach niechcianych ćwiczeń mięśnie nasze zaczną na ten rodzaj wysiłku dobrze reagować i pojawi się u nas zapał do ćwiczeń, a potem wszystko pójdzie dużo lepiej.

Póki co, nie ma jednak pewności, że ten zapał naprawdę będzie, ale coś trzeba ze sobą zrobić. Robimy więc standardową rozgrzewkę, najpierw ogólnorozwojową, a następnie po kolei na przyrządach. W pewnym momencie wyczuwamy, że rozgrzewkowe ćwiczenie, powiedzmy, na maszynie butterfly, dobrze „wchodzi” nam w mięśnie. Robimy jedną lub dwie serie na dość znacznym ciężarze i czujemy, że mięśnie nasze mocno pęcznieją. „Budzimy” się i zaczynamy mieć ogromną chęć do treningu.

Jakie jest wyjście? Tak trzymać! Skoro coś dobrze idzie, a człowiek bierze coraz większy ciężar, jednocześnie odczuwając przy tym satysfakcję, to nie istnieją więc powody, dla których należałoby powrócić do zaplanowanego rozkładu zajęć.

Mało tego! Dyspozycyjność organizmu w określonym kierunku należy wykorzystać jak najpełniej! Jest okazja do zwiększenia liczby serii  oraz wagi ciężaru. Należy zatem okazję wykorzystać choćby dlatego, że nie ma gwarancji, jakoby na kolejnym treningu miała się powtórzyć podobna dyspozycyjność w zakresie tego ćwiczenia.

Z reguł fizjologii wynika, że umiejętne wykorzystanie dyspozycyjności jakiejś grupy mięśniowej do wysiłku ma wpływ na całą muskulaturę na zasadzie połączeń nerwowo-mięśniowych. Najlepszym tego przykładem są ciężarowcy, którzy na ogół nie robią wyciskania sztangi w leżeniu, a jednak osiągają w tym ćwiczeniu dość dobre wyniki.

Obserwuje się też reakcję odwrotną ze strony organizmu – zaangażowanie „na siłę” do ćwiczeń niedyspozycyjnej grupy mięśniowej wywołuje częściej niepożądaną reakcję ze strony wydzielającego się kortyzolu, niż ze strony centralnego układu nerwowego, który w  takim wypadku ogranicza możliwość wystąpienia potreningowej superkompensacji (rozbudowa masy mięśniowej).

Osoba ćwicząca, która ma dobre rozeznanie w zjawiskach zachodzących w jego organizmie podczas treningu, powinna potrafić wykorzystać swoją wiedzę po skoordynowaniu jej z rezultatem „wsłuchania się” w doraźne potrzeby własnego organizmu. Organizm z kolei powinien podpowiedzieć, jaki rodzaj aktywności treningowej odpowiada mu najbardziej w konkretnej chwili.

Takiej odpowiedzi nie otrzyma osoba mająca mały staż treningowy, ponieważ nie ma ona jeszcze rozeznania w uzależnieniach nerwowo-mięśniowych, nie czuje swoich mięśni, nie potrafi wykorzystać okazji, jaką daje dyspozycyjność. Uważa zazwyczaj, że po komfortowo odczuwanym ćwiczeniu powinna przejść do kolejnego, niezależnie od ewentualnego dyskomfortu, jaki może przy tym odczuwać. Dopiero doświadczenie pozwala różnicować bodźce idące z centralnego układu nerwowego do mięśni, przekładające się później na wybór odpowiedniego programu ćwiczeń w danym dniu.

Po kilku latach treningów człowiek umiejętnie wsłuchujący się we własny organizm wie, że na niektóre bodźce jego muskulatura reaguje dobrze, na inne jeszcze lepiej, a bywają również takie, które nie wprowadzają żadnych korzystnych zmian proporcjonalnie do włożonej pracy. A z drugiej strony, ponieważ każdy człowiek jest indywidualnością nie do podrobienia, więc program treningowy jednej osoby może się okazać skuteczny tylko w jej przypadku i często tylko w krótkim czasie.

Jak ułatwić sobie intuicyjnie dobór ćwiczeń, które mogą się okazać najbardziej korzystne dla wzrostu mięśni?

Już wcześniej zaznaczyłem, że najprostszym sposobem na to jest rozpoznanie swojej aktualnej dyspozycyjności w trakcie rozgrzewki wykonywanej na przykład „po obwodzie” (trening stacyjny) na kolejnych stanowiskach ćwiczeń.

Oczywiście, sam trening intuicyjny nie jest żadną regułą, według której postępujemy przez tydzień, miesiąc czy jeszcze dłużej. Tak czy inaczej, ćwiczymy z zasady według planu ustalonego z góry, natomiast zakładamy, że będą dni lub nawet okresy, kiedy nam „się nie chce”. I właśnie wtedy, zamiast się męczyć dla samego zaliczenia treningu, warto podjąć intuicyjne próby zrobienia czegoś, co chce się robić.

Autor: Bartek Stachurski

Bibliografia: Heffernon A., Intuitive training for fitness, „Experience Life”, March 2013.

Komentarze: