Ada Kalisz – Sylwia, w zeszły weekend spełniłaś swoje wielkie marzenie. Pierwsze kroki na scenie bikini fitness – Puchar Pomorza we Władysławowie. Debiut, zwieńczony od razu sukcesem – jest srebro!  Powiedz mi, jak się czuje świeżo upieczona – „na srebrno” – bikiniara?

Sylwia Szostak – Czuję się zaszczycona samym faktem wzięcia udziału w zawodach. Przygotowywanie się do mojego debiutu trwało kilka lat. Od początku mówiłam, że jeśli wyjść, to tak, by na deski sceny zasłużyć, a nie zajmować miejsce i czas na scenie innym.

Bez względu na wynik chciałam wyjść przygotowana na maksimum swoich możliwości, na tamten czas. Nie potrafię wyrazić swojego szczęścia w związku z wynikiem tej pracy!

 

Ada Kalisz – W branży fitness jesteś osobą znaną i rozpoznawaną. Śmiem twierdzić, że na Twój debiut bikini fitness cała masa ludzi czekała równie mocno, jak Ty sama. Czułaś przez to większą presję i stres? A może wręcz przeciwnie – byłaś w stanie skupić się wyłącznie na sobie, bez myślenia o całej „otoczce popularności?

Sylwia Szostak Presja była i to nie mała. Niektórzy uważali, że o przygotowaniach mówię, po to by sobie pogadać.
Tymczasem ja wykorzystywałam na 100% każdy miesiąc przybliżający mnie do terminu zawodów.

Na samych zawodach to, na czym najbardziej mi zależało, to fakt, by każdy traktował mnie normalnie, jak każdą z dziewczyn, które tam się pojawiły.

20108684_1393666790720678_8411390907628805479_n

 

Ada Kalisz – Pierwsze zawody od razu zwieńczone sukcesem – to wspaniałe! Obie jednak wiemy, jak często zawody sylwetkowe są poniekąd swoim wynikiem ‘krzywdzące’ dla niejednego zawodnika. Byłaś gotowa na potencjalną „porażkę”, czy wychodziłaś ze świadomością takiego przygotowania, które dawało Ci komfort?

Sylwia Szostak – Miałam świadomość, że przepracowałam ten czas dobrze. Akop przed wyjściem powiedział mi : „Sylwia zrobiłaś tyle ile mogłaś, resztę zweryfikuje scena.”

Najbardziej obawiałam się swojego zachowania na deskach. Każdego wieczoru, na miesiąc przed zawodami – kiedy układałam się do snu – oczami wyobraźni wychodziłam na scenę. Przygotowywałam się na to wyjście nie tylko na siłowni. Ćwiczyłam swoje nastawienie psychiczne, pozowanie – za które nie wzięłam się na ostatnią chwilę, dobór kostiumu itp.

Jednak kiedy postawiłam pierwszy krok na scenie, zrozumiałam, że to moje miejsce. Ogarnęła mnie taka radość, jakby za ten pierwszy krok, ktoś rzucił mi z panelu sędziowskiego złoty medal ! (śmiech).

Cały stres po prostu zniknął, czułam się jak ryba w wodzie. Jeśli mowa o tym jak to bywa w tym sporcie z wynikami, trendami itp. – byłam przygotowana na to, że może być różnie.

Zamiast stresować się tym, czy wyjdzie – inwestowałam energię w to, by wyszło jak najlepiej.

20155640_1392665957487428_2590900762249936868_n

 

Ada Kalisz – Zdecydowanie dało się to zauważyć- pełne skupienie i pewność tego, po co tam jesteś. Myślę, że jesteś bacznie obserwowana zarówno przez rzeszę swoich internetowych odbiorców, jak i kolegów z branży. Wiem, jak jest – nie brakuje przysłowiowych hejterów, ani tych, którzy krytykują dla zasady. Jesteś na to odporna, czy w głębi ducha dotyka Cię niejako brak przychylności/ aprobaty?

Sylwia Szostak – Mam do tego specyficzne podejście. Kiedyś denerwowało mnie to. Z czasem jednak stwierdziłam, że zamiast czytać głupoty, skupię się na tym, by być dobrą w tym co robię.

O dziwo nie mogę powiedzieć, że zmagam się na co dzień z hejtem. Raz na jakiś czas ktoś próbuje- zwykle anonim, ale nieraz takiej osobie zostawiam furtkę do rozmowy. Chyba, że jedyny cel takiego człowieka to obraza mnie, lub moich bliskich. Wtedy szkoda mi czasu (śmiech).

Nie wszyscy muszą mnie lubić. Nie będę nikogo na siłę do siebie przekonywać i nie czuję się też w obowiązku, aby to robić. Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Jestem sobą, spełniam się, nikogo swoimi działaniami nie krzywdzę i staram się być serio normalnym i dobrym człowiekiem.
Osobiście uważam, że jeśli ktoś zna swoją wartość i czuje się ze sobą dobrze, to nie ma czasu, ani chęci wylewania na kogoś jadu.

Z resztą, po moim starcie, jak i przed, otrzymałam dużo wiadomości, od utytułowanych zawodniczek z naszej branży, które życzyły mi powodzenia lub gratulowały. A to dla mnie najwyższa forma uznania.

 

 

Ada Kalisz – Podpisuję się pod Twoimi słowami obiema rękami i szczerze gratuluję takiego właśnie podejścia! Twój mąż prowadzi od lat wiele zawodniczek i zawodników, towarzysząc im niejednokrotnie podczas zawodów – można powiedzieć, że to dla niego chleb powszedni. Przy okazji Twojego debiutu wydawać się jednak mogło, że przeżywał to bardziej, niż Ty sama! (śmiech) Jak to właściwie jest? Mąż jako trener, jako kibic, jako pomocnik? A może wszystko w jednym?

Sylwia Szostak – Mąż czuwał nade mną w kontekście przygotowań. Sama nigdy na scenę nie wychodziłam i nie zrobiłabym tego bez jego pomocy, bo nie posiadam zawodniczego doświadczenia.

Mam dużą świadomość swojego ciała, mankamentów, jednak zawsze potrzebny jest ktoś, kto patrząc z boku zobaczy więcej.
Na samych zawodach bardzo się denerwował. Śmiałam się z niego na backstage, bo uspokajałam go kilkakrotnie, że poradzę sobie (śmiech). Teraz dostał namiastkę tego, co czułam, kiedy on miał walki.

Był tam ze mną całym sobą. Nie zapomnę jego dumy na twarzy, po pierwszym wyjściu. Takie wydarzenia umacniają mnie tylko w przekonaniu ,że mam obok siebie prawdziwego przyjaciela.

20031697_1465227396870418_2674622355586409199_n

 

Ada Kalisz – Wielki skarb i wspaniała relacja. Nie dziwie się z dumy małżonka, bowiem na scenie niewątpliwie błyszczałaś! Widać było, że dzieje się dla Ciebie coś naprawdę ważnego.  Powiedz mi proszę, co dalej po tak owocnym debiucie? Są już jakieś plany i założenia, które możesz mi zdradzić?

Sylwia Szostak – Dziękuję. Tak, oczywiście. Mój udział w zawodach, to nie był chwyt marketingowy ! (śmiech)  Marzyłam o tym, by dołączyć do grona bikiniar. Zostałam ciepło przyjęta. Otworzyłam sobie nowe drzwi – do czegoś, co daje mi na co dzień napęd do działania. Muszę mieć cel w swoim życiu. Teraz skupiamy się na poprawianiu sylwetki. Wygląda fajnie, ale to jeszcze nie to! Na kolejne wyjście potrzebuję trochę czasu, by zdążyć poprawić mankamenty.

Ada Kalisz – Czekamy zatem z niecierpliwością. Na zakończenie i podsumowanie naszej rozmowy chciałabym zapytać tak bardziej… od strony mentalnej. Przez lata pielęgnujesz swoją pasję do sportu, uczysz się siebie, uczysz trenować innych – realizujesz krok po kroku plany i marzenia. Co zatem najbardziej determinuję Sylwię Szostak w życiu codziennym i co jest takim „kluczem” do pełni szczęścia, którą wydajesz się emanować.

Sylwia Szostak – Ja szczerze wierzę w to, że nie ma marzeń nie do zdobycia.
Jestem upartą cholerą, która będzie twardo dążyć do szczęścia. Potrafię usiąść w środku najbardziej ryjącego mnie fizycznie i psychicznie tygodnia i powiedzieć sobie „jestem szczęśliwym człowiekiem” i chyba to jest mój klucz. Jestem niepoprawną optymistką.

20046401_494065270938555_74435073945234616_n

 

Ada Kalisz – Życzę Ci, abyś była nią zawsze i dzielnie dążyła do spełnienia siebie i swoich marzeń. Dziękuję serdecznie za czas poświęcony na tę rozmowę.

Sylwia Szostak – Ja również dziękuję.

Komentarze: