Tylko 9 kulturystek, 2 pary i 11 fitnesek stanęło na starcie tegorocznych Mistrzostw Polski w Kazimierzu Biskupim. Nie są to liczby imponujące i z pewnością władze PZKiTS będą musiały zastanowić się nad tym, jak zainteresować udziałem w zawodach większą liczbę pań o pięknych, sportowych kształtach. Trzeba jednak przyznać, że uczestniczki Mistrzostw zaprezentowały wysoką klasę i jakością nadrobiły braki ilościowe. W sumie wyszło ciekawe widowisko sportowe, w czym wielka zasługa fitnesek, prezentujących coraz atrakcyjniejsze programy dowolne. Ponieważ Mistrzostwa Polski były eliminacją do reprezentacji Polski na Mistrzostwa Europy w Kijowie, na scenie Hali Sportowej w Kazimierzu Biskupim można było podziwiać prawie wszystkie nasze najlepsze fitneski, z Mistrzynią Świata Kamilą Porczyk włącznie.

W kategorii najniższej, do 160 cm wzrostu, o sukcesję po odejściu na zawodowstwo Oli Kobielak walczyły Ela Borecka – ubiegłoroczna Wicemistrzyni Kraju i nowa zawodniczka w naszym fitnesie – Monika Kamińska. Niestety, zabrakło w tym gronie trapionej kontuzjami stawu skokowego Diany Konopko, która tak ładnie wypadła na ubiegłorocznych Mistrzostwach Świata w Warszawie. Obie rundy sylwetkowe łatwo wygrała świetnie prezentująca się była mistrzyni kulturystyki Ela Borecka, która przechodząc do fitness zrobiła ten sam manewr, co najlepsza do niedawna kulturystka świata – Kim Chizevski. Pani Ela, mozolnie trenując elementy gibkościowo-akrobatyczne, stale poprawia swój program dowolny. Tym razem został on oceniony na 3 miejsce, co pozwoliło zawodniczce utrzymać prowadzenie i wywalczyć swój pierwszy tytuł Mistrzyni Kraju w Fitness. Za bardzo udany może uznać swój debiut w fitness Monika Kamińska. Zaskoczeniem było to, że jako była gimnastyczka nie miała problemów z przygotowaniem sylwetki, która w obu rundach zapewniła jej 2 miejsce. Natomiast jeśli chodzi o program, to musiała stoczyć zaciętą walkę z Julią Ratecką, wygrywając tę rundę różnicą zaledwie jednego punktu. Program Kamińskiej zawierał trudne elementy gimnastyczne, jak np. salto w przód, ale był sztywny i mało komunikatywny. Przeciwieństwem był łatwiejszy technicznie program J. Rateckiej, ale za to bardzo zabawny, wykonany z dużym wdziękiem i atrakcyjny od strony choreograficznej oraz kostiumowej. Ta dziewczyna doskonale wie, o co chodzi w aktualnych trendach fitness. Widownia nagrodziła ją rzęsistymi brawami, a sędziowie 2 miejscem za program. Ratecka, choć zrobiła wyraźne postępy w kształtowaniu swojej sylwetki, zajęła pod tym względem 3 miejsce i takie samo w klasyfikacji końcowej.W kategorii średniej, do 167 cm, klasą dla siebie była Katarzyna Kaliszewska i można śmiało to uznać za największą sensację Mistrzostw. Otóż Pani Kasia od czasu swojego debiutu w fitness przed dwoma laty jest uznawana za wielki talent w tej dyscyplinie sportu, ze względu na świetnie wykonywane, arcytrudne programy dowolne. Ona dosłownie fruwa w powietrzu, lądując na scenie z miękkością młodej kocicy! Ogromnym problemem dla Pani Kasi było jednak dopracowanie sylwetki i większość jej sympatyków przestała już wierzyć, że jej się to kiedyś uda. Jednak od czasu marcowego zgrupowania w Spale i długich rozmów z trenerami kadry (Violettą Pryłowską, Dorotą Jadczak i Leszkiem Michalskim) Pani Kasia przeszła prawdziwą metamorfozę. Uporządkowała dietę, konsekwentnie realizowała program treningowy na siłowni i przede wszystkim wykonywała mordercze sesje aerobowe. Rezultaty przeszły najśmielsze oczekiwania. Jej sylwetka z pulchnej i krągłej zmieniła się w twardą i sprężystą. Wygrała wszystkie rundy i będzie silnym punktem reprezentacji Polski na Mistrzostwa Europy w Kijowie. Obie jej rywalki wyraźnie odbiegały jakością sylwetki od mistrzyni i wykonały łatwiejsze, chociaż starannie przygotowane programy dowolne. Ostatecznie Agata Berndt znalazła się na 2 miejscu, a Magdalena Jodko – na 3.Po raz pierwszy na Mistrzostwach Polski rozgrywano nową, wprowadzoną na jesiennym Kongresie IFBB, kategorię fitness powyżej 167 cm wzrostu. Znalazła się w niej nasza aktualna Mistrzyni Świata – Kamila Porczyk oraz dwie najwyższe polskie fitneski: Agnieszka Szwankowska i Julita Famulska. Pani Kamila to prawdziwe zjawisko na scenie! Będąc w gustownym, różowym kostiumie, lekko i zwiewnie poruszała się w takt gorących rytmów, wplatając co jakiś czas, jakby od niechcenia, salta, fiflaki i inne trudne elementy, ze swoim słynnym przejściem ze stójki do wagi na jednej ręce, kończąc program modnym obecnie „wężykiem”. Dodając do tego coraz pełniejszą, wzorowo przygotowaną sylwetkę, otrzymujemy obraz fitneski najwyższego formatu, która może wygrywać każde zawody międzynarodowe. Pozostaje jej już tylko sprawdzić się z najlepszymi zawodowymi fitneskami globu. Ale na to trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Wyraźne postępy zrobiła Agnieszka Szwankowska. Jej sylwetka stała się masywniejsza, pełniejsza (barki) i bardziej proporcjonalna. A program? Z początku była nieco usztywniona, ale potem „rozkręciła” się, nadrabiając braki techniczne dynamiką. I to jest chyba dla niej optymalne rozwiązanie. Zajęła pewne, 2 miejsce. Podobny typ fitneski prezentuje Julita Famulska. Ogromny postęp od strony jakości sylwetki i stałe doskonalenie programu dowolnego sprawiły, że jej występ oglądało się z zaciekawieniem i przyjemnością.Ponad połowa kulturystek wystartowała w najlżejszej kategorii, chociaż można było odnieść wrażenie, że ze względu na wzrost, co najmniej trzy z nich powinny występować w wadze średniej. Prawdziwym odkryciem była 22-letnia Agnieszka Purzycka, która ma wymarzone proporcje do tej kategorii, ale ze względu na krótki staż treningowy nie zdążyła jeszcze dopracować umięśnienia. Drzemią więc w niej duże potencjalne możliwości i z zaciekawieniem będziemy obserwować dalszy rozwój jej kariery wyczynowej. Zwycięstwo w pierwszym starcie to dobry prognostyk na przyszłość. Największym „zagrożeniem” dla Purzyckiej była Agnieszka Cieślińska, która przeszła z kategorii średniej. Pokazała twarde umięśnienie, choć z pewnymi brakami, i ładny program dowolny, prowadząc po pierwszej rundzie dwoma punktami. Niestety, w wieczornym finale zatraciła świeżość i sędziowie jednogłośnie sklasyfikowali ją na 2 miejscu, czego wynikiem był srebrny medal. Na 3 pozycji znalazła się ubiegłoroczna srebrna medalistka Katarzyna Kozakiewicz. Przygotowała niezłą formę startową, ale jest za smukła i za wysoka do tej kategorii. Powinna więc zastanowić się nad rozbudową umięśnienia i przejściem do wyższej wagi. Jej program dowolny był ciekawy i raczej taneczny, może nawet za bardzo.Pozostałe trzy zawodniczki wystąpiły w połączonej kategorii +52 kg. Spotkały się w niej dwie najlepsze kulturystki Mistrzostw: niedawna juniorka Małgorzata Jaźwińska i doświadczona uczestniczka ostatnich Mistrzostw Świata Daria Piznal. Od czasu jesiennych Mistrzostw Świata Juniorek (na których wywalczyła 4 miejsce), Jaźwińska, podobnie jak Kaliszewska, przeszła metamorfozę. Swojej zgrabnej, proporcjonalnej sylwetce, nadała po raz pierwszy wysoką jakość, co objawiało się ostrą separacją w obrębie wszystkich większych grup mięśniowych. A więc życiowa forma i duże szanse na sukcesy w rywalizacji międzynarodowej. W tej sytuacji bezradna była ubiegłoroczna mistrzyni – Daria Piznal, która też ma ładną, kulturystyczną sylwetkę, ale zbyt smukłe uda, a pod względem gęstości i separacji wyraźnie ustępowała Jaźwińskiej. Tak też ocenili to sędziowie, przyznając Pani Małgosi pierwsze miejsce (również w open!). Piznal była druga, a Brygida Sikora – trzecia. Oprócz Jaźwińskiej, kulturystki zaprezentowały raczej przeciętny poziom, ale trzeba pamiętać, że nasze czołowe kulturystki (Ewa Kryńska, Halina Kunicka, Monika Biernacka, Joanna Krupa) nie startowały, przygotowując się w cyklu treningowym do Mistrzostw Świata.Wreszcie pary. Pojawiły się tylko dwie: Daria Piznal – Radosław Słodkiewicz i Agnieszka Cieślińska – Krzysztof Tur. Obie były dobrze przygotowane, ale pierwsza para jest bardzo dobrze dobrana i lepiej się prezentuje ze względu na wyższą klasę obojga partnerów. Bardzo korzystne wrażenie zrobił Słodkiewicz, który ważył 101 kg, a więc o trzy kilogramy więcej niż na ME w Baku. Nie zatracił jakości umięśnienia, a było ono wyraźnie pełniejsze i masywniejsze. Teraz już wiadomo, czego mu potrzeba, aby odnosić większe sukcesy w startach indywidualnych. Jako para D. Piznal i R. Słodkiewicz także mają szanse na sukcesy międzynarodowe, a o ich wartości przekonamy się na ME w Kijowie.Włodzimierz Łysiak

Komentarze: