Polscy kulturyści, kulturystki i fitneski przyzwyczaili nas już do tego, że z mistrzostw Europy i świata wracają z pokaźnym dorobkiem medalowym. W tym roku od tej reguły też nie było wyjątku.

Z Mistrzostw Europy w kulturystyce mężczyzn oraz par, rozgrywanych w dniach 2-5 maja br. w Sankt Petersburgu (Rosja), nasza reprezentacja przywiozła trzy złote medale. Od roku 2000, nasze kulturystki, fitneski i kulturyści na mistrzostwach Europy i świata zdobyli łącznie 48 medali, w tym 17 złotych, 19 srebrnych i 12 brązowych (patrz ramka). Jest to dorobek, którego mogliby pozazdrościć przedstawiciele większości dyscyplin sportowych.Po liczbie medali doskonale widać, że w kulturystyce i w fitness na arenie międzynarodowej Polska odgrywa jedną z czołowych ról. Dziwi więc fakt, że mimo takich wyników, zainteresowanie sukcesami naszych zawodniczek i zawodników ze strony mediów sportowych jest żadne. Pomijając prasę kulturystyczną, trudno doszukać się gdzie indziej choćby najmniejszej wzmianki informującej o sukcesach polskich reprezentantów. A szkoda, ponieważ podniosłoby to prestiż – zwłaszcza kulturystyki – tak często i tak chętnie nadszarpywany przez kolegów dziennikarzy. Poza tym, taka informacja prasowa byłaby jakąś formą docenienia wkładu pracy polskich medalistów i na pewno sprawiłaby im dużą frajdę. Byłaby też pewną formą podziękowania za osiągnięte sukcesy. A tak nawiasem mówiąc, od kilku lat jedynymi przedstawicielami prasy, którzy towarzyszą naszym reprezentantom zarówno przed odjazdem na mistrzostwa Europy, czy świata, jak i po powrocie z nich, są przedstawiciele „Kulturystyki i Fitness”. Zastanawiając się nad tym wszystkim, można dojść do wniosku, że nie dla każdego medal zdobyty przez kulturystkę, kulturystę, czy fitneskę na mistrzostwach Europy lub świata ma taką sama wartość, jak medal zdobyty przez koszykarza, siatkarza, czy ciężarowca. Nie jest to sprawiedliwe. Widać dziennikarze sportowi wolą rozpisywać się o wątpliwych „sukcesach” naszych piłkarzy, koszykarzy czy hokeistów niż kulturystów, kulturystek oraz fitnesek i sądzę, że jeszcze długo to się nie zmieni. Na mistrzostwa Europy nasi reprezentanci w składzie: Katarzyna Kozakiewicz, Daria Piznal, Kamil Majek, Grzegorz Ozga, Adam Adamski, Andrzej Maszewski, Radosław Słodkiewicz i Dariusz Karpiński, wyjeżdżali w dobrych nastrojach. Dobry nastrój miał także Paweł Filleborn – trener naszych reprezentantów. Z tego, co zaprezentowali jego podopieczni na Mistrzostwach Polski w Mińsku Mazowieckim, było widać, że kolejny raz część z nich powróci do kraju z medalami. Paweł największe szanse na to dawał Kamilowi Majkowi i Bogdanowi Szczotce. – Obserwując postępy, jakie ci zawodnicy zrobili w ostatnich latach, myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy z mistrzostw Europy wrócą oni ze złotymi medalami. Nie zdziwiłbym się, gdyby było to w tym roku – stwierdził Paweł przed odlotem do Rosji. – Sądzę, że Daria Piznal z Radkiem Słodkiewiczem też nie są bez szans w walce o złoto. Stało się tak, jak powiedział trener. Zarówno K. Majek, B. Szczotka, jak i nasz duet D. Piznal – R. Słodkiewiczem w Sankt Petersburgu wywalczyli złote medale. Pozostali nasi reprezentanci też wypadli nieźle. G. Ozga i R. Słodkiewicz zajęli 4 miejsca, D. Karpiński oraz para A. Adamski – K. Kozakiewicz – miejsca 5, a A. Maszewski i A. Adamski – miejsca 8.Jak było? O swoich występach niech wypowiedzą się sami zawodnicy.Bogdan Szczotka kategoria do 87,5 kgPo zwycięstwie w mistrzostwach Polski, na mistrzostwa Europy wyjeżdżałem z nadzieją, że zdobędę jeden z medali. Tak po cichu liczyłem na medal złoty, ale widziałem, że wywalczyć go będzie niezmiernie trudno. Sądziłem, i jak się okazało słusznie, że najgroźniejszymi moimi rywalami będą kulturyści z krajów byłego Związku Radzieckiego. Trochę się ich obawiałem, bowiem oni zawsze są dobrze przygotowani do zawodów i trudno z nimi wygrać. Do tego dochodził jeszcze fakt, że zawody odbywały się w Rosji, a gospodarzom, jak wiadomo, szczęście sprzyja.W pierwszym dniu zawodów, sędziowie bardzo często wywoływali mnie do porównań z innymi kulturystami. To świadczyło o tym, że zostałem przez nich zauważony i muskulatura moja zrobiła na nich duże wrażenie. Byłem niemal pewny, że dostanę się do finałowej piątki. I tak się stało. Oprócz mnie w tej piątce znaleźli się m.in. A. Chlebnikow, A. Iwanow.Wiedziałem, że o złoto będę walczył z Chlebnikowem i Iwanowem. Iwanow pochodzi z Rosji, co na pewno było dla niego dużym atutem. Na szczęście zarówno on, jak i Chlebnikow zostali sklasyfikowani niżej ode mnie. Tak więc złoty medal przypadł tym razem mnie. Jeden cel osiągnąłem, pora przymierzyć się do drugiego. Jest nim miejsce w finałowej piątce na tegorocznych mistrzostwach świata.Kamil Majek kategoria do 65 kgMuszę przyznać, że tym złotym medalem sprawiłem sobie ogromną niespodziankę. To fantastyczne uczucie być w swojej kategorii wagowej najlepszym kulturystą Europy. To również duży obowiązek, bowiem każdy teraz będzie ode mnie oczekiwał medalu na mistrzostwach świata. Mimo, że mistrzostwa Europy wygrałem w sposób dość zdecydowany, wszyscy sędziowie dali mi miejsce pierwsze, to nie oznacza, że tego zwycięstwa byłem pewien. W pierwszym dniu zawodów uważnie obserwowałem swoich rywali i minę miałem nietęgą. Dopiero w drugim dniu nabrałem pewności siebie i wiedziałem, że z tych mistrzostw przywiozę medal. Nie wiedziałem jednak, że będzie on miał kolor złoty. Gdy w finale wyczytywano kolejność zawodników i okazało się, że nie będę ani piąty, ani czwarty, ani trzeci, to ucieszyłem się, że mam przynajmniej medal srebrny. Jednak, gdy usłyszałem, że medal srebrny przypadł Wasilijowi Kamisznikowi, a mnie złoty, to po prostu ze szczęścia rozkleiłem się. Wybaczam to sobie jednak, bowiem nie co dzień zostaje się mistrzem Europy. A pomyśleć, że nie tak dawno myślałem o zakończeniu kariery zawodnika!Radosław Słodkiewicz kategoria pow. 95 kg oraz paryPo zakończeniu mistrzostw Europy z jednej strony towarzyszyło mi uczucie zadowolenia, z drugiej zaś niedosytu. Zadowolenia – oczywiście ze złotego medalu, zdobytego wspólnie z Darią Piznal w konkurencji par kulturystycznych. Już w trakcie weryfikacji zawodników i zawodniczek wiedziałem, że go zdobędziemy, o ile nie stanie się jakieś nieszczęście. Jak się okazało, nieszczęścia nie było, a komisja sędziowska miała takie samo zdanie jak ja. Po zawodach kilka osób zadało mi pytanie, czy mam zamiar dalej startować w konkurencji par kulturystycznych. Oczywiście, że tak, o ile Daria nie ma nic przeciwko temu. Mistrzostwa Europy par kulturystycznych i kulturystów są rozgrywane razem. Tak więc przygotowując się do jednej konkurencji, automatycznie przygotowuję się do drugiej. To bardzo dobry układ. Daria to niezwykle urocza i sympatyczna dziewczyna. Ma tę zaletę, że do zawodów potrafi przygotować się perfekcyjnie. Tak więc sądzę, że zarówno na mistrzostwach Europy jak i świata, zdobędziemy jeszcze kilka medali, czego jej i sobie życzę.Jeżeli natomiast chodzi o rywalizację kulturystów, to mam spory niedosyt. Sądzę, że brązowy medal był w moim zasięgu i przy sprzyjających warunkach mogłem go zdobyć. Na pewno nie miałem szans ani na złoto, ani na srebro. Aleksander Fiedorow (zdobywca złotego medalu) i Oleg Jemielianow (srebro) byli znacznie lepiej przygotowani ode mnie. Natomiast wydaje mi się, że o medal brązowy mogłem powalczyć z Aleksiejem Szabunią.Daria Piznal kategoria parDwa lata temu, na Mistrzostwach Świata w Kijowie, w konkurencji par kulturystycznych, razem z Radkiem zdobyliśmy złoty medal. Wiedząc, w jakiej formie jest Radek i w jakiej ja jestem, miałam nadzieję, że w tym roku, w Sankt Petersburgu, również będziemy walczyć o złoty medal. Nadzieja przeszła w pewność, gdy w trakcie weryfikacji przyjrzałam się naszym rywalom. Prezentowali się gorzej niż tego oczekiwałam. Tak więc, w odróżnieniu od mistrzostw świata w 2001 r., na których o złoty medal musieliśmy dobrze powalczyć, w tym
roku zdobyliśmy go stosunkowo łatwo. Wystarczy powiedzieć, że między nami, a następną parą było 7 punktów różnicy. Nie powiem, abym była z tego powodu najbardziej szczęśliwa, lubię bowiem ostrą rywalizację na scenie.Grzegorz Ozga kategoria do 80 kgPowszechnie uważa się, że największy niedosyt odczuwa ten zawodnik, który zdobędzie miejsce czwarte. Miejsce to jest niby dobre, ale tak naprawdę liczą się tylko miejsca medalowe. Przed wyjazdem na mistrzostwa Europy postawiłem sobie dwa cele. Pierwszym było zakwalifikowanie się do finałowej piątki zawodników, drugim natomiast, znacznie trudniejszym – zdobycie medalu brązowego. Pierwszy cel osiągnąłem bez większych problemów, drugiego niestety nie. Po półfinałach byłem sklasyfikowany na czwartym miejscu. Pierwszy – Siergiej Szewaldin (Rosja) i drugi – Aleksandr Wiszniak (Białoruś) byli poza moim zasięgiem, natomiast trzeci – Ilia Goroszko (Rosja) – jak najbardziej. Jednak do tego, aby go pokonać, potrzeba było trochę szczęścia. Niestety, w dniu finałów szczęścia tego mi zabrakło, nie zabrakło go natomiast Ilii. Mimo, że zmniejszyłem różnicę dzielącą mnie od niego, to jednak nie na tyle, aby zdobyć medal brązowy.Dariusz Karpiński kategoria pow. 95 kgW tym roku celem moim było zdobycie pierwszego tytułu mistrza Polski w kategorii powyżej 90 kg. Do tej pory trzykrotnie próbowałem tego dokonać, a mianowicie w roku 1999, 2001 i 2002, ale niestety za każdym razem tytuł ten przypadał Radkowi Słodkiewiczowi. W tym roku powiedziałem sobie, że muszę wrócić do domu ze złotym medalem i udało się! Wywalczyłem go w końcu. Niestety, na Mistrzostwach Europy byłem już w gorszej formie, co odbiło się na wynikach. Zostałem sklasyfikowany na miejscu piątym – chyba słusznie… Co prawda, przy pewnej łaskawości losu mogłem być jedno miejsce wyżej, ale nie zawsze los jest łaskawy. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że zawodnicy rosyjscy będą doskonale przygotowani do mistrzostw i niezmiernie trudno będzie z nimi wygrać. Muszę przyznać, że moje przewidywania sprawdziły się w stu procentach. W trakcie przygotowań do tych mistrzostw popełniłem kilka istotnych błędów, w efekcie których moja forma nie była taka, jak bym sobie tego życzył. Jeszcze na 2 tygodnie przed mistrzostwami Polski ważyłem 120 kg, mając niewielką ilość zbędnej tkanki tłuszczowej. Na mistrzostwach Polski ważyłem już tylko 102 kg. Zdecydowana większość z 18 „zrzuconych” kilogramów to masa mięśniowa. Niestety, niewiele mogłem zrobić, aby to zmienić. Do mistrzostw Europy zostało zbyt mało czasu. W Sankt Petersburgu w porównaniu z medalistami miałem zbyt małą masę mięśniową. Starałem się jeszcze walczyć, aby wypaść jak najlepiej, ale dystans dzielący mnie od nich, a zwłaszcza od zwycięzcy, był zbyt duży. Dostałem doskonałą lekcję, że intensywność treningów zawsze powinna być dopasowana do potrzeb i możliwości organizmu, w przeciwnym bowiem razie kończy się to tak, jak w moim wypadku. Ja to zlekceważyłem i zapłaciłem za to wysoką cenę. No cóż, w następnym roku trzeba być mądrzejszym.Andrzej Maszewski kategoria do 95 kgTo już mój trzeci z kolei sezon startów i niestety, jeżeli chodzi o mistrzostwa Europy, nie mogę zaliczyć go do udanych. Już w trakcie przygotowywania się do mistrzostw Polski czułem zmęczenie organizmu. Mięśnie nie reagowały na ćwiczenia tak, jak tego oczekiwałem. Stawiało to pod dużym znakiem zapytania sens mojego przygotowania. Ponieważ jednak nie lubię zawracać z drogi już obranej, zawziąłem się i trenowałem tak „ostro”, jak tylko mogłem. Wiedziałem jednak, że moja forma pozostawia wiele do życzenia. Niestety Mistrzostwa Europy potwierdziły to. Chociaż 8 miejsce wśród najlepszych kulturystów Europy nie jest złe, to doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w swojej najlepszej formie, byłbym znacznie wyżej. W mojej kategorii wagowej złoty medal zdobył Wiaczesław Burenkow (Rosja), srebrny Paweł Jerszow (Rosja), zaś brązowy Petr Soukup (Czechy).Adam Adamski kategoria do 87,5 kgNa tegorocznych mistrzostwach Europy zdecydowałem się na występ indywidualny, oraz w parach (razem z Kasią Kozakiewicz). Występ w parach był dla mnie debiutem, tak naprawdę niezbyt udanym. Piąte miejsce to żaden sukces. Musimy z Kasią jeszcze solidnie popracować, jeżeli chcemy zdobywać razem medale. Ponieważ lubię trenować, i z tego, co wiem – Kasia również, sądzę, że w przyszłym roku będzie znacznie lepiej. Jeżeli chodzi o występ indywidualny, też nie mogę zaliczyć go do udanych. 8 miejsce to poniżej moich oczekiwań. Kategoria do 87,5 kg nie jest dla mnie dobra. O wiele lepiej wyglądam i pewniej się czuję ważąc powyżej 90 kg. Przy takiej wadze mam po pierwsze, większą masę mięśniową, a po drugie – o wiele lepsze proporcje. W kulturystyce zarówno masa jak i proporcje bardzo się liczą. Dlatego w roku przyszłym zamierzam wystartować w kategorii do 95 kg. Jestem pewien, że to kategoria odpowiednia dla mnie.

Komentarze: