W-1

Pisząc ten artykuł jestem pod wrażeniem fenomenalnego wyczynu naszego trójboisty Krzysztofa Wierzbickiego, który na zawodach SlingShot Pro Deadlift rozgrywanych w ramach niedawnego Festiwalu Arnold Classic w Columbus podniósł w martwym ciągu 395,0 kg przy wadze ciała 94 kg. Tylko nieliczni siłacze w wadze superciężkiej, ważący na ogół co najmniej 160 kg, mają na swoim koncie nieco lepsze wyniki.

Nie wszystkim osobom uprawiającym sporty siłowe dane jest dojść do takiego poziomu. Z pewnością trzeba mieć ku temu wyjątkowe predyspozycje genetyczne oraz sprzyjającą budowę anatomiczną. Każdy z nas, gdy poprawia swoje kolejne rekordy w martwym ciągu odczuwa niesamowitą satysfakcję, niezależnie od tego, jaki jest to ciężar.

Martwy ciąg jako ruch funkcjonalny

Dla przeciętnych śmiertelników prawdziwym sprawdzianem siły w „martwym ciągu” jest już podniesienie żony (niekoniecznie własnej) czy przesunięcie kanapy lub lodówki. Ogólnie można powiedzieć, że martwy ciąg to podnoszenie ciężkich przedmiotów z ziemi. „Okazji” do niego jest w życiu sporo,  a zatem ćwiczenie to można nazwać bardzo funkcjonalnym ruchem.

Martwy ciąg to coś więcej niż tylko ćwiczenie na mięśnie grzbietu i siłę chwytu. Praktycznie, podczas wykonywania martwego ciągu napięte są prawie wszystkie mięśnie (praca izometryczna), przy czym większość z nich pracuje jako stabilizatory.

Wymaga to niesamowitej koordynacji mięśniowej i nerwowej. Oczywiście, najbardziej zaangażowane są mięśnie tylnej części ciała, od łydek aż po górne części mięśnia czworobocznego grzbietu. Uwaga! Jeśli zaczniemy iść na odstępstwa od prawidłowej techniki, o co akurat w tym ćwiczeniu nietrudno, stanie się ono bardzo niebezpieczne, dotyczy to zwłaszcza kręgosłupa.

 

Niebezpieczne szarżowanie

Odstępstwa takie spowodowane są zazwyczaj zakładaniem zbyt dużych ciężarów na sztangę. Na youtube można zobaczyć filmy z mistrzostw globu czy kontynentów, na których widuje się „straszne” rzeczy, jakie wyczyniają zawodnicy, aby podnieść rekordowy ciężar. Zaskakujące może być to, że nie stosują oni tak do końca prawidłowej techniki.

Są to jednak ludzie tak wytrenowani i tak silni, że mogą sobie na to pozwolić zachowując rozsądne granice.  Sam, uprawiając kiedyś wyczynowo trójbój siłowy, widziałem takie obrazki na zawodach i na treningach, ale widziałem też kontuzje, które kończyły świetnie zapowiadające się kariery sportowe.

Zwiększanie ciężarów podnoszonych w martwym ciągu musi być stopniowe i robione z ogromnym wyczuciem. Bardzo dobrze  sprawdza się tu metoda pracy ekscentrycznej.

Jeśli planuje się ustanowienie nowego rekordu, warto przez 2-3 kolejne treningi poprzedzające to „wydarzenie” założyć na sztangę ciężar, jaki chcemy zaatakować w rekordowym podejściu i wykonać tylko fazę opuszczania sztangi, która znajduje się np. na stojakach. Metoda ta doskonale  przygotowuje od strony psychicznej i pracy układu nerwowego.

Ten artykuł adresowany jest do osób, które dobrze opanowały podstawową technikę martwego ciągu i teraz ich celem jest bicie własnych rekordów. Przy pracy nad nim korzystałem z uwag czołowych zawodników startujących w trójboju siłowym.

Ciąg dalszy w nr 5/2016 – Zamów prenumeratę

Zobacz nasze modelki na Instagramie

ON NOW

Komentarze: