Praga ’98

Na wstępie kilka osobistych refleksji.Czasy, kiedy na zawodach kulturystycznych kobiet królował wdzięk, urok i przecudowna harmonia lekko rozbudowanych, ale wciąż kobiecych mięśni, niestety mamy już za sobą. Dowodem potwierdzającym to stwierdzenie niech będą tegoroczne zawody Miss Olympia, jakie odbyły się 25 października w Pradze. Tam preferencje jurorów, a także znacznej części widowni miały tylko giganty – giganty mięśniowe. Kobiece zostały już tylko imiona. Nie wiem, czy podobnie do czeskiej reagowałaby widownia polska, ale mogę się domyślać że tak, bo gigant mięśniowy może robić wrażenie.Zawody zorganizowane zostały po raz pierwszy w Europie i w dodatku w Pradze. To duży ukłon w stronę czeskiej kulturystyki kobiecej i dobrze, ktoś w Europie musiał „dostroić” się do światowych trendów. Może szkoda, a może dobrze, że nie my.Dobrze by było, aby nasze panie też liczyły się w rankingach światowych, a źle bo straciłyby wiele z przysłowiowego i znanego w świecie powabu Polek. Dodam tu jeszcze, że dotychczas zawody Miss Olympia organizowane były tylko w Ameryce Północnej, w tym siedemnastokrotnie w Stanach Zjednoczonych i raz w Kanadzie.Rewia damskich muskułówDo rywalizacji w zawodach Miss Olympia przystąpiły niemal wszystkie najlepsze zawodniczki świata, z obrończynią tego tytułu z roku ubiegłego Kim Chizevsky włącznie. W zasadzie zabrakło tylko Natalii Murnikoviennej z Litwy. Z Czechosłowacji wystąpiły aż trzy zawodniczki, a mianowicie: Eva Sukupova, Zdenka Tvrda i Jitka Harazimova.Po raz trzeci z rzędu zawody Miss Olympia wygrała Kim Chizevsky, druga była Yolanda Hughes, a trzecia Vickie Gates.Na mnie największe wrażenie zrobiła Yolanda Hughes. Długonoga, czarnoskóra Yolanda, w odróżnieniu od większości zawodniczek, pozowała z dużym wdziękiem, a nawet z pewną dozą kokieterii. Być może dzięki temu jej potężne umięśnienie mniej raziło.Pod względem organizacyjnym zawody były udane. Konferansjerkę z dużym polotem prowadziła jedna z byłych czołowych kulturystek – Juliette Bergman. Ubrana w czarną wieczorową suknię, była wyjątkowo reprezentacyjna i robiła doskonałe wrażenie. Gorzej było z jej partnerem, ale mężczyźni byli tu mniej ważni. Może tylko z wyjątkiem dwóch panów, pana Ronneya Colemana, aktualnego zdobywcy tytułu Mr. Olympia i Flexa Wheelera. Obaj panowie byli męską okrasą tej czysto feministycznej imprezy i trzeba przyznać, w pokazach zapreprezentowali się znakomicie.Włodzimierz Łysiak

Komentarze: