Polski weekend w Budapeszcie

Rzeczywiście, w kulturystyce i fitness mamy dziewczyny na medal – zgrabne, piękne i powabne. To one w ten majowy weekend rzuciły na kolana cały stary kontynent, zdobywając trzy złote i po jednym srebrnym oraz brązowym medalu. Jakby tego było mało, opanowały także nową konkurencję – fitnes sylwetkowe, zdobywając pierwsze i drugie miejsce. W kuluarach popularna stała się zagadka: wymyśl taką konkurencję fitness, w której nie wygrywałyby Polki. Rzeczywiście, Polki były tym razem nie do przejścia. Ale ten sukces nie spadł z nieba. Żmudna praca treningowa w zimie, poparta szlifowaniem formy i układów dowolnych na dwutygodniowym zgrupowaniu w Zakopanem oraz zaangażowanie profesjonalistów do szycia kostiumów, miksowania ścieżek dźwiękowych, układania koncepcji choreograficznej programów, wreszcie ścisła współpraca z trenerami kadry w zakresie ćwiczeń siłowych i dietetyki doprowadziły do niebywałych sukcesów. Nigdy jeszcze nasza żeńska reprezentacja nie stanęła na najwyższym podium Mistrzostw Europy, chociaż wygrywała już Mistrzostwa Świata. Jest tym większym zaskoczeniem, gdyż jak wiadomo dwie nasze wielkie gwiazdy fitness: Aleksandra Kobielak i Kamila Porczyk opuściły drużynę, próbując swoich sił w zawodowych szrankach, a nasza kulturystka wszechczasów Ewa Kryńska nie startowała w wiosennym sezonie. Położenie Europy na łopatki bez korzystania z usług trzech mistrzyń świata świadczy tylko o sile naszych sportów sylwetkowych i dochowaniu się godnych następczyń legendarnych mistrzyń.Kulturystyka kopalnia złotaJedną z takich niespełnionych talentów, która dopiero tej wiosny chwyciła wiatr w żagle jest Joanna Krupa, kulturystka reprezentująca nas w kategorii 52 kg. To ona rozpoczęła w Budapeszcie polski pochód po złoto, wprawiając swoim zwycięstwem cała drużynę w doborowy nastrój. A nastrój, szczególnie u kobiet, może czynić cuda. Joanna nie miała łatwego zadania, gdyż do walki o tytuły i medale w wadze lekkiej przystąpiło trzynaście fanatyczek pięknej sylwetki, w tym znane medalistki poprzednich imprez: Hana Stepankova – tym razem z Czech (po aferach dopingowych na Słowacji zmieniła obywatelstwo) i Gerda Fannes z Belgii. W Budapeszcie spełniły się jednak proroctwa trenera kadry Pawła Filleborna, który od dawna wmawiał Krupie: „Jeśli zrobisz firmę, będziesz mistrzynią świata!” Na razie Joanna zrealizowała pierwszy etap tej przepowiedni – została mistrzynią Europy. No i chyba uwierzyła już w swoje możliwości, toteż tytuł mistrzyni świata wydaje się leżeć w zasięgu jej ręki. Ma nienaganne kształty sylwetki, idealnie pasujące do kulturystycznych kanonów. Nie za wysoka, wąska w talii, odpowiednio szeroka w barkach, mająca wszechstronnie rozwinięte umięśnienie, dopracowane tym razem od strony jakości. Po raz pierwszy prezentowała definicję na udach i odpowiednią twardość mięśni, z czego niezmiernie była zadowolona trenerka kadry kulturystek Dorota Jadczak. Wygrała zdecydowanie obie rundy, dosłownie nokautując rywalki. Dogodna pozycja wyjściowa do ataku na mistrzostwach świata, gdzie tytułu będzie broniła Ukrainka Olena Allojarowa, a swoje trzy grosze z pewnością wtrąci także była mistrzyni świata, Rosjanka Natalia Proskuriakowa. Los tak zrządził, że głównymi rywalkami Krupy były nowe, dopiero wkraczające w świat wielkiej kulturystyki zawodniczki: Włoszka Silvia Matta i Niemka Sonja Alsbach. Nie mogły one zaszkodzić naszej reprezentantce, za to obie wydzierały sobie srebrny medal z rundy na rundę. Ostatecznie dwa punkty przewagi wyrobiła sobie w półfinale smukła i proporcjonalnie zbudowana Włoszka, o pięknych dla oka zarysach sylwetki. Jej sukces to wynik aktualnych trendów, stawiających na ogólne wrażenie i wygląd całej sylwetki. Po tryumfalnym zejściu Krupy ze sceny, do boju ruszyła doświadczona Halina Kunicka, która po dyskusyjnej porażce na Mistrzostwach Świata w Warszawie w 2000 r zrobiła sobie dłuższą przerwę i pracowała nad przemodelowaniem sylwetki. Kunicka ma predyspozycje do kulturystyki od strony zarysów sylwetki, z pięknie ukształtowanym tułowiem w kształcie litery „V”, ale jej problemem pozostaje stopień przygotowania formy startowej. Ostatnio bywała zbyt dorzeźbiona, „za sucha” jak mawiają kulturyści, co nie było w zgodzie a aktualnymi trendami w kulturystyce kobiecej. Tym razem utrafiła idealnie z formą, prezentując twarde i odtłuszczone mięśnie, ale bez skrajnej rzeźby i prążkowania. Będąc już kiedyś wicemistrzynią kontynentu, przystąpiła do rywalizacji bez tremy, z wdziękiem wykonując pozy obowiązkowe podczas porównań w rundzie półfinałowej. Ten luz i elegancja znamionująca mistrzynię wielkiego kalibru, zrobiły odpowiednie wrażenie na sędziach, którzy przyznali jej wysokie zwycięstwo w tej rundzie – 8:13 nad kolejnymi zawodniczkami: Rumunką Iriną Muntean i nową rosyjską gwiazdą, Ludmiłą Tubolcewą. Właśnie Tubolcewa nie wyczuła aktualnych trendów, prezentując bardzo masywnie umięśnioną górną połowę ciała, o kształtach charakterystycznych dla męskich sylwetek. To się sędziom nie podobało. Groźniejsza była Muntean, która postawiła na zgrabne kształty i wysoką formę startową, ale dla odmiany była chyba zbyt wysmuklona. W miarę trwania zawodów część sędziów zmieniła swoje zdanie, preferując w finale delikatniej umięśnioną Rumunkę, ale przewaga wywalczona przez Kunicką w półfinale wystarczyła do obrony pozycji liderki. W sporcie, tak jak i w życiu, do odniesienia sukcesu potrzeba trochę szczęścia i to szczęście Kunickiej w Budapeszcie dopisywało. Teraz może spokojnie przygotowywać plany ataku na pozycję mistrzyni świata, którą okupuje od zeszłego roku Czeszka Barbora Mrazkova. Mieliśmy jeszcze jedną „żelazną damę” na Mistrzostwach w Budapeszcie, Monikę Biernacką w wadze ciężkiej, ale nie udało się jej nawiązać do sukcesów koleżanek, o czym zadecydowała słabsza forma startowa. Tę kategorię zdominowała 38-letnia Węgierka Erika Taksony, której start w rodzinnym mieście dosłownie dodał skrzydeł. Erika nigdy dotąd nie była medalistką Mistrzostw Świata ani Europy, chociaż wielokrotnie wchodziła do finału. Tym razem pokazała dojrzałą, kształtną sylwetkę, z nienagannie wytrenowanym umięśnieniem. Wygrała z ogromnym zapasem punktowym nad wyraźnie słabszymi: Simoną Koppen z Niemiec i Milką Sudarveic z Jugosławii.Fruwające damy Polskiego fitnesuSpośród trzech naszych reprezentantek w tradycyjnym fitness, dwie – Joanna Zapolska i Katarzyna Kaliszewska dosłownie fruwały nad sceną, wykonując najtrudniejsze elementy akrobatyczne. Obie wygrały programy dowolne w swoich kategoriach i były ozdobą tegorocznych Mistrzostw Europy, dostając ogromne brawa od publiczności zebranej w Budapeszteńskim Centrum Kongresowym przy hotelu Novotel. Organizatorzy dosłownie dwoili się i troili, aby uatrakcyjnić pokazy najlepszych fitnesek starego kontynentu. Były więc i sztuczne ognie tryskające z rur zamocowanych wokół sceny, były pokazy aerobiku w wykonaniu Aerobic Fitness Group „Sloboda”, rewelacyjny występ zespołu break dance, a także pokaz męskiego fitness oraz męskiego strip-tease’u (ale to już na bankiecie pożegnalnym w dyskotece „Colosseum”). Węgierskie fitness zmobilizowało wszystkie swoje siły, aby wypaść jak najlepiej na tegorocznych Mistrzostwach. Doświadczyliśmy tego w najniższej kategorii, do 160 cm, gdzie dwie nasze arcymistrzynie – Ela Borecka-Brzózka i Joanna Zapolska (dawniej zdobywająca tytuły pod nazwiskiem Kurzacz) starły się w walce o medale z dwiema Węgierkami – byłą mistrzynią Europy Tunde Palatinus i Moniką Ulrich. Do tej rozgrywki wmieszała się jeszcze doświadczona w startach Rosjanka Julia Antonowa. Po pierwszej rundzie zdecydowanie prowadziła Borecka-Brzózka, a Zapolska była na czwartej pozycji. Oprócz Palatinus wyprzedzała ją jeszcze młodziutka Słowaczka Natalia Lenartova, ale pogrzebała swoje szanse sł
abym programem dowolnym. Tutaj dopiero Pani Joanna ruszyła do ataku. Jej program dowolny nie tylko zawierał bardzo trudne elementy akrobatyczne (salta) i siłowe (przejścia ze stójki do poziomki i na odwrót), ale był wykonany z wielką elegancją i dopracowany w każdym calu. Atrakcyjny strój i uroda zrobiły także duże wrażenie na obserwatorach, a elementy te także podlegają ocenie w fitness. Ma to być „superbabka” pod każdym względem i tak właśnie prezentowała się Joanna na scenie.Innym typem fitneski jest Ela Borecka-Brzózka. W jej przypadku głównym atutem są wręcz boskie kształty sylwetki, dzięki którym wywalczyła już brązowy medal na poprzednich Mistrzostwach Europy w Kijowie, a później wicemistrzostwo świata w Rio de Janeiro. Pytanie brzmiało, czy w Budapeszcie poradzi sobie z byłymi gimnastyczkami? Gimnastyczki, jeśli tylko regularnie chodzą na siłownię i przestrzegają odpowiedniej diety, dość szybko robią postępy w kształtowaniu sylwetki. Z drugiej strony Ela Borecka-Brzózka poświęca mnóstwo czasu na treningi gimnastyczno-gibkościowe oraz mozolnie ćwiczy stretching, nadrabiając zaległości z tego podwórka. Jak dotychczas w wyścigu tym prowadzi Borecka-Brzózka, co potwierdziła także w Budapeszcie, zdobywając pierwszy w swojej karierze tytuł mistrzyni Europy w fitness. Kluczową sprawą był tutaj jej program dowolny, atrakcyjnie opracowany od strony choreograficznej, oparty głównie na trudnych ewolucjach siłowych, przeplatanych elementami tańca i aerobiku, wykonywanych w zawrotnym tempie. Zawodniczka dosłownie mdlała ze zmęczenia, gdy schodziła ze sceny. Ale ta taktyka okazała się skuteczna. Zajmując wysokie piąte miejsce w rundzie programów dowolnych (tylko o 6 punktów za najlepszą w tej części Zapolską) i wygrywając obie rundy sylwetkowe, Borecka-Brzózka nie dała szans rywalkom na odebranie sobie zwycięstwa. Na widowni dzielnie jej kibicował mąż, Paweł Brzózka, który powiedział nam, że dużo bardziej przeżywa występy żony, niż swoje własne. Paweł zdobył mistrzostwo Europy w 1996 r. Teraz oboje małżonkowie posiadają ten tytuł w swojej kolekcji. Ponieważ oboje są także aktualnymi wicemistrzami świata, ciekawe, które pierwsze stanie na najwyższym podium mistrzostw świata. A może uda im się tego dokonać w jednym sezonie? Szczerze im tego życzymy! A więc dwie Polki stanęły na podium w kategorii fitness do 160 cm. Nie były to jednak ostatnie sukcesy naszych reprezentantek.Kasia lubi płatać figleKasia Kaliszewska tak niemrawo przygotowywała się do tegorocznego sezonu wiosennego, że trenerka kadry fitnesek, Violetta Pryłowska, głęboko zastanawiała się, czy w ogóle brać ją na te Mistrzostwa. W odwodzie miała doskonale przygotowaną od strony sylwetkowej Agnieszkę Szwankowska, ale ostatecznie Kasia zdążyła z formą na ostatni moment, a jej brązowy medal poprzednich Mistrzostw Europy zadecydował o zdobyciu zaufania trenerki. Kasia stanęła na wysokości zadania i nie zawiodła trenerki. Podczas ostatniego tygodnia przed startem wzorowo doszlifowała sylwetkę, zaskakując tym naszych szkoleniowców i … rywalki. W finale zremisowała sylwetkowo z mistrzynią kobiecych kształtów, Czeszką Barborą Benesovą, a w programie dowolnym pokonała dwukrotną wicemistrzynię świata – Rosjankę Ivetę Stacenko, która jeszcze na żadnych zawodach z nikim nie przegrała rundy programów dowolnych!Kasia z ogromna swobodą i lekkością wykonywała najtrudniejsze elementy, jakby latanie w powietrzu wyssała z mlekiem matki. Za swój program dostała ogromne brawa od publiczności. Zupełnie tym zaskoczyła pewną siebie Stacenko, która starannie przygotowała swój nowy program, wcielając się w postać Elvisa Presley’a. Wkroczyła na scenę w długich, białych spodniach, białej bluzie i srebrnym pasie na biodrach. Gdy z głośników zaczęło płynąć słynne „Only you”, poczuliśmy się prawie jak na koncercie wielkiego Elvisa w latach sześćdziesiątych. Tyle tylko, postać na scenie była za smukła i poruszała się zbyt dynamicznie, skacząc salta, fiflaki i inne najtrudniejsze ewolucje akrobatyczne. Barbora Benesova, która ma podobny przebieg kariery do Boreckiej-Brzózka (także zaczynała od kulturystyki) i podobne problemy z opanowaniem elementów gimnastycznych w fitness, przygotowała zupełnie podobny program dowolny, oparty na muzyce afro, a nawet ich stroje były podobne. Barbora opanowała już przerzuty w tył i salto w przód, co zapewniło jej szóste miejsce w rundzie programów i trzecie w klasyfikacji końcowej. W najwyższej kategorii fitness, powyżej 160 cm, nie mogliśmy wystawić już żadnej zawodniczki, gdyż wyczerpaliśmy dozwolony limit trzech fitnesek. Tutaj gwiazdą pierwszej wielkości była Słowaczka Gabriela Mlsnova, która wygrała jednogłośnie wszystkie rundy. Jest więc godną następczynią dwukrotnej mistrzyni świata Kamili Porczyk. Ma nieco masywniejszą, ale bardzo kształtną sylwetkę oraz wykonuje najtrudniejsze układy. W Budapeszcie nie miała co prawda groźnych konkurentek, ale i tak zaprezentowała niebotyczny poziom. Ciekawe, czy uda się jej potwierdzić klasę na zbliżających się Mistrzostwach Świata w Brnie?Czy fitness figurowe zrobi karierę?Pikantnym dodatkiem budapeszteńskich Mistrzostw była próba fitness sylwetkowego, zwanego z angielska „body fitness” (wersja europejska) lub „figure fitness” (wersja amerykańska). Do pokazów fitness sylwetkowego zaproszono prekursorki z kilku krajów, w tym z Polski. Na naradzie Technicznej przed zawodami długo omawiano zasady oceniania zawodniczek i szczegóły techniczne występów. Do końca nie było wiadomo, czy fitneski sylwetkowe będą robiły jakieś pozy na scenie i jak ma wyglądać ich program dowolny. W rezultacie dwie pozy obowiązkowe wykonano tylko w wyższej kategorii (+164 cm wzrostu), a programy były skrajnie różne. Jedne zawodniczki ograniczyły się do prostych kroków tanecznych i wolnego aerobiku ii to nie zrobiło dobrego wrażenia. Wyglądały, jakby były niedotrenowne. Dużo lepiej wypadły te fiteski, w tym obie Polki, które zaprezentowały normalne programy fitness, choć okrojone do 90 sekund i pozbawione elementów akrobatycznych. Podobnie było z sylwetkami. Jedne zawodniczki, bojąc się oskarżeń, że są już kulturystkami, zaprezentowały miękki wygląd ciała, podobny do tego, jaki widuje się na konkursach piękności. Inne były lepiej wytrenowane, z jędrnym, bardziej sprężystym ciałem. Wzorem dla nich może być Agnieszka Szwankowska, która była bardzo zawiedziona przesunięciem jej do fitness sylwetkowego, gdyż uważała, że może śmiało powalczyć o medal w tradycyjnym fitness. Jednak chyba nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ostatecznie Agnieszka wygrała kategorię wyższą i chociaż nie dostała złotego medalu (bo nie była to jeszcze oficjalna konkurencja medalowa), to zapisała się złotymi zgłoskami na kartach historii światowego fitness i wyrobiła sobie świetną pozycję wyjściową do odnoszenia sukcesów w przyszłości. Agnieszka po prostu wydaje się być stworzona do tej nowej konkurencji. Jak powiedział na naradzie szef Komisji Sędziowskiej IFBB, Rafael Santonja, podjęte będą starania, aby fitness sylwetkowe wprowadzić już oficjalnie na październikowych Mistrzostwach Świata Kobiet w Brnie, a potem zatwierdzić je na Kongresie IFBB w Kairze. Teraz, po tym pierwszym pokazie, jest czas na składanie propozycji zmian w przepisach i zasadach rozgrywania tej nowej konkurencji. Coraz częściej mówi się też o ewentualności wprowadzenia fitness mężczyzn, a różne pokazy potwierdzają tylko atrakcyjność tej konkurencji.Tegoroczne Mistrzostwa Europy Kobiet w Kulturystyce i Fitness zapisały się więc złotymi zgłoskami w historii polskich sportów sylwetkowych i z niecierpliwością oczekiwać będziemy występu naszego narodowego teamu na jesiennych Mistrzostwach Świata w Czechach.Włodzimierz Łysiak

Komentarze: