Zawodników, którzy zwrócili moją uwagę na tegorocznych zawodach z cyklu Debiuty,  można policzyć na palcach jednej ręki. Ponieważ konkurencja „fitness plażowe” cieszy się ogromną popularnością, liczyłem na to, że wreszcie pojawi się talent na miarę Grzegorza Płaczkowskiego. Niestety, nie pojawił się. Byli  zawodnicy ładnie zbudowani, dobrze umięśnieni i dorzeźbieni, ale to nie ta klasa.  W kulturystyce klasycznej i tradycyjnej też nie było lepiej, jednak z małym wyjątkiem. Jest nim Szymon Kuliński z Gniezna.

Na pewno wiele mu jeszcze brakuje do zawodnika, który może odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej, ale sądzę, że jest na dobrej drodze. To czy będzie takim zawodnikiem  zależy już tylko od niego, jego trenera i zaplecza finansowego, które musi być jednak duże.

Przygotowując się do tegorocznych Debiutów Szymon doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że musi solidnie popracować nad poprawą formy mięśni naramiennych w szczególności zaś ich części bocznych. W kulturystyce klasycznej, w której miał zamiar wystartować, bardzo liczy się proporcjonalna sylwetka i harmonijny rozwój mięśni, a to m.in. oznacza, że trzeba być szczupłym w pasie, mieć dobrze rozwinięte mięśnie najszersze grzbietu oraz boczne części mięśni naramiennych (sylwetka typu V). W jego wypadku mięśniom naramiennym należała się solidna poprawa i dlatego nadał ich treningom statut priorytetu. Oznaczało to w tygodniu 1 ciężki trening na te mięśnie i kilka lżejszych.  Intensywność wszystkich była, oczywiście, bardzo wysoka.

Główny (ciężki) trening na mięśnie naramienne Szymon robił w poniedziałki. Oprócz tego 2 lub 3 razy w tygodniu robił 1 lub 2 ćwiczenia na boczne części mięśni naramiennych (objętość tych ćwiczeń była różna), ale już po zakończeniu treningu innych grup mięśniowych, np. po treningu mięśni klatki piersiowej. Bardzo rzadko był to trening mięśni ud, ze względu na duże wyczerpanie organizmu takim treningiem.

Już teraz czytaj KiF w wersji elektronicznej na E.KIF.PL

001

Komentarze: