20 listopada 1999

Opava to małe i urocze miasteczko w Czechach, położone we Wschodnich Sudetach, niedaleko od granicy z Polską. Już od 21 lat organizowane są tu zawody kulturystyczne Grand Prix PEPA, do których od niedawna włączono także fitness. Od kilku lat organizatorami są Stanisław Pesat i Jiri Petyk, i wychodzi im to znakomicie. Nasi są tam notowani dobrze, wystarczy wspomnieć rok 1997 oraz takie nazwiska, jak Marek Borowicz, Grzegorz Gałęzowski, Paweł Pawłowicz, czy Piotr Cichecki, a z kobiet Joanna Krupa, Beata Blacharska czy Małgorzata Ejsmoncka.O rosnącej popularności tych zawodów wśród naszych zawodniczek i zawodników decydują zapewne: w miarę dobry dojazd, doskonała organizacja, wysokie jak na kulturystykę nagrody pieniężne oraz wspaniałe zaplecze hotelowo-żywieniowe. Kuchnia hotelowa dostosowała się do wymogów diety kulturystycznej i zapewniła posiłki, które całkowicie sprostały wymaganiom i oczekiwaniom naszych zawodniczek i zawodników.Po zawodach odbył się wystawny bankiet, na którym uczestnicy zawodów bawili się do białego rana. Wszystko na wysokim poziomie, i co najważniejsze, na wyłączny koszt organizatorów.Startowało 55 zawodniczek i zawodników. Oprócz Polaków byli Słowacy, Czesi, Węgrzy, Austriacy, Ukraińcy, Szwedzi i nawet jeden Izraelczyk. Wśród startujących było kilku uczestników tydzień wcześniej rozgrywanych mistrzostw świata w kulturystyce, co w sposób znaczny podniosło rangę tej imprezy, a niektórym zawodnikom stworzyło możliwość rewanżu.Najciekawiej zapowiadał się pojedynek w wadze do 90 kg między Jarosławem Horvathem (aktualny mistrz świata w kat. do 90 kg), Richardem Cadą (piąty zawodnik mistrzostw świata w kat. do 90 kg) i Pawłem Brzózką. Paweł po niezbyt udanym występie w Bratysławie, zresztą zgodnie z sugestią Pawła Filleborna, zdecydował się przygotować do tych zawodów wg nowej metody. Okazało się, że sprawdziła się ona w stu procentach. Na scenie prezentował się znacznie lepiej niż w Bratysławie, mięśnie jego były wyraziste i jakby pełniejsze. Nieoficjalnie w swojej kategorii zajął pierwsze miejsce, pokonując J. Horvatha i R. Cadę. Nieoficjalnie, ponieważ przez zastosowanie przez sędziów nieaktualnej już wersji przepisów IFBB, zwyciężył J. Horvath.Obowiązujące aktualnie przepisy mówią, że przy równej liczbie punktów zawodników, w tym przypadku P. Brzózki i J. Hovartha, decyduje wynik z finału, a nie jak to było w starej wersji – z półfinału. Polska ekipa sprawę potraktowała grzecznościowo i nie wniosła protestu.Drugi z polskich zawodników, który startował w tej samej kategorii, Grzegorz Gałęzowski, mimo że był w dobrej formie zajął miejsce piąte. Niestety, jego układ genetyczny wymaga wiele pracy, zwłaszcza nad zwiększeniem masy mięśniowej klatki piersiowej, barków oraz mięśni najszerszych grzbietu.W kategorii ciężkiej (+ 90 kg) jednogłośnie zwyciężył Piotr Głuchowski. Był on w formie porównywalnej do tej z Bratysławy, czyli dysponował dużą masą mieśniową, przy nieco gorszej rzeźbie. Pozostali zawodnicy w tej kategorii zdecydowanie odstawali od Piotra. Drugi był Lubos Cerny (Czechy), zaś trzeci Jorgan Kapfer (Austria).Wśród kulturystek rywalizacja toczyła się tylko w kategorii open. Z naszych zawodniczek występowała tylko Joanna Krupa. Mimo, że szczyt formy miała ustawiony na Sydney (Mistrzostwa Świata Kulturystek, Par i w Fitness 16-17.10.1999 r.), to prezentowała się zupełnie dobrze i zdołała wywalczyć miejsce drugie. Wygrała Katerina Topicowa (Czechy), zaś trzecie miejsce przypadło Klaudii Larsson (Szwecja).W konkurencji fitness również walka toczyła się w jednej kategorii. Dla reprezentującej nas Aleksandry Kobielak był to pierwszy start po Mistrzostwach Świata w Sydney. Jej przeciwniczkami były m.in. czwarta zawodniczka świata – Gabriela Kubesova (Czechy) oraz wicemistrzyni świata juniorek Sylwia Pleskova (Słowacja). Ola w porównaniu z Sydney miała nieco gorszą formę, ale i tak bez większych problemów pokonała wszystkie zawodniczki. Drugie miejsce zajęła G. Kubesova, a trzecie S. Pleskova. Na piątym miejscu została sklasyfikowana druga z polskich fitnessek, Kamila Porczyk. O jej dobrej formie świadczy fakt, że pokonała piątą zawodniczkę Mistrzostw Świata z 1999 r. – Marię Kralovcovą.Ogólnie występ Polaków w Opavie był bardzo udany. W silnej konkurencji zdobyliśmy dwa pierwsze, dwa drugie i dwa piąte miejsca.Porównując zawody w Opavie, z tymi organizowanym w Polsce, włącznie z mistrzostwami kraju, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nasi organizatorzy mogliby się wiele od Czechów nauczyć. Wierzę w to, że tych dwóch pasjonatów kulturystyki, mimo iż zawody organizują w małym miasteczku i w niewielkim teatrze, co znacznie ogranicza wpływy za sprzedaż biletów, to i tak, po opłaceniu wszystkich kosztów związanych z pobytem zawodników, nagrodami i bankietem, na tym nie stracili. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości i u nas zawody będą organizowane tak profesjonalnie jak w Opavie. Wypada, aby osoby odpowiedzialne za organizację zawodów w Polsce zaczęły wreszcie doceniać ciężką pracę, jaką kulturystki, kulturyści i fitnesski wkładają w przygotowanie się do zawodów, a także ponoszone przez nich koszty i na zawodach zapewniali im warunki godne przedstawicieli dyscypliny sportu, bądź co bądź, olimpijskiej

Włodzimierz Łysiak

Komentarze: