1

Świat Instagramowego fitnessu coraz mocniej dzieli się na tych, którzy szukają i żądają wręcz estetyki kobiecego ciała na zdjęciach oraz na tych, dla których liczy się przede wszystkim liczba lajków i komentarzy. Ceną tego jest niestety coraz większa pornografizacja przekazu czyli im więcej widać, tym lepiej. To przecież buduje „zasięg” i popularność. Taki stan rzeczy narasta w swojej codzienności dzieląc nie tylko opinie, ale także całą branżę.

Wstaję rano i patrzę w telefon

To czynność, którą większość z nas rozpoczyna dzień. Przyzwyczajenie, a w niektórych przypadkach uzależnienie, od ekranu telefonu sprawia, że już od pierwszej minuty po przebudzeniu chcemy być na bieżąco z tym, co wydarzyło się przez te kilka godzin snu. Tak naprawdę nie wydarzyło się nic szczególnego, ale świadomość, że mielibyśmy się o tym nie przekonać mogłaby wywołać w nas bardzo duży dyskomfort.

Ci, którzy tak jak ja śledzą branże fitness, pracują w niej, startują w zawodach i opierają na niej większość swojego dnia, są poniekąd zmuszeni do tego, aby dobierać treści bliskie fitnessowi. To z kolei wpływa na to, co trafia do nas przez ekran monitora. I tu właśnie zaczyna się problem…

2

Dzień Świstaka

Prędkość życia, duża konkurencja i olbrzymia ilość informacji dostarczanych każdego dnia sprawia, że to, co jeszcze „wczoraj” przyciągało uwagę „dziś” nie jest już atrakcyjne. Zatem jak ową atrakcyjność podnieść, zwłaszcza w branży fitness, gdzie na pierwszym planie jest ciało? Granica się przesuwa, od zdjęć w stroju startowym, przez dres, aż po wypięte wulgarnie pośladki w samych stringach. Każdego kolejnego dnia, kiedy otwieramy Instagrama, możemy odnieść wrażenie, że owa granica przesunęła się na tyle daleko, że już prawie zniknęła. Znane wcześniej „check form” sprzed lustra zostały zastąpione pół nagimi zdjęciami jedynie w samych majtkach. Co więcej, opis zdjęcia zazwyczaj odnosi się do motywacji i własnych (zazwyczaj bardzo prostych przemyśleń), które nijak mają się do tego, co przed chwilą zobaczyliśmy na zdjęciu. Wszystko to jest sposobem na przyciągnięcie taniej uwagi w jeszcze tańszy i prostszy sposób.

5

Nie jest to zjawisko tak wielce zaskakujące dlatego, że dzieje się już od dłuższego czasu. Postępuje powolnie, ale systematycznie. Przypomina to film Harolda Ramisa „Dzień Świstaka”, w którym każdy kolejny dzień był taki sam jak ten poprzedni. Z wieloma nas jest podobnie, na początku jesteśmy oburzeni, potem się przyzwyczajamy, a na końcu zaczynamy odczuwać całkowitą rezygnację i niechęć. Ja osobiście jestem już w ostatniej fazie.

3

Perwersja vs. Estetyka i elegancja

Świat instagramowego fitnessu dzieli się obecnie na 2 grupy. Jedna grupa coraz częściej i śmielej publikuje swoje perwersyjne zdjęcia w samych stringach i olbrzymim biustem podpisując je „Udanego weekendu” albo „Bądź szczęśliwy zawsze i wszędzie”. Druga z kolei chętniej niż wcześniej odcina się od tego rodzaju „marketingu” idąc w bardziej sportową stronę własnego wizerunku. Branża widocznie i wyraźnie zaczyna się między sobą dzielić. Być może to wynik pewnej dojrzałości, a być może momentu, w którym jako osoba publiczna w końcu musimy się zdecydować, w którą stronę chcemy iść i jak chcemy być odbierani.

Wiele osób uważa, że fitness to fitness. Kropka. Prawda jest jednak taka, że istnieją 2 branże fitness – ta, w której egzystują Kulturystyka, Bikini Fitness i Fitness sylwetkowe, oraz ta, która związana jest z dużymi brandami (markami) i dotyka raczej czegoś szerszego niż sportów sylwetkowych. Zdecydowanie to ta druga ma większe wyczucie estetyki i lepszą umiejętność zarządzania własnym wizerunkiem. Wśród ambasadorów największych marek sportowych nie znajdziemy półnagich zdjęć, raczej nie doszukamy się wypiętych pośladków i całej tej perwersyjnej gry o popularność. Chcąc nie chcąc coraz częściej to właśnie taki wizerunek definiuje naszą branże sportów sylwetkowych, działając na jego niekorzyść.

6

Moim zdaniem brakuje jakości, brakuje estetyki, a przecież o to w tym sporcie chodzi, aby pokazać ciało w możliwie najlepszy i najbardziej elegancki sposób. Parafrazując jeszcze słowa Pawła Filleborna (Prezesa Polskiego Związku Kulturystyki, Fitness i Trójboju siłowego) mówiącego, że prezentowanie ciała to duża sztuka, którą trzeba wyćwiczyć, a brak tej umiejętności może zepsuć zamierzony efekt, którym powinno być ukazanie ciała jako idealnego posągu, dochodzę do wniosku, że większość profili na Instagramie to raczej pop-art w tanim wydaniu niż dzieła Michała Anioła.

Autor: Jakub Łysiak

 

Komentarze: