Ada Kalisz – Hubert, Kolejny rok z rzędu zbierasz najznamienitsze plony na zawodach Arnold Classic. Ubiegły rok w USA – złoto, miniony weekend w Barcelonie- podwójnie „ozłocony” – w swojej kategorii i OPEN. Minęło kilka dni, opowiedz proszę jak Twoje wrażenia po tak ogromnym sukcesie? Czy powinnam się już zwracać do Ciebie per MISTRZU? (śmiech)

Hubert Kulczyński – Dziękuję. Będąc w zeszłym roku w USA powiedziałem sobie, że za rok tam wrócę i wygram również kategorie Overall . Co prawda słowa nie dotrzymałem… moje plany trochę się zmieniły i na wiosnę nie przygotowałem formy startowej. Ale patrząc z perspektywy obecnego sukcesu – lepiej nie mogłem tego zaplanować!(śmiech) . W Europejskiej edycji Arnold Classic wygrałem wszystko, co było do wygrania, a liczba zawodników i sam poziom był jeszcze wyższy niż za oceanem, co mnie tylko cieszy. Oczywiście nie jechałem tam jako chłopiec do bicia, bo zawsze wysoko mierzę. Znam już swoją wartość i wiem, że w dobrej formie to raczej mnie konkurenci się obawiają. Do każdego startu podchodzę bardzo profesjonalnie i myślę tylko o tym, żeby nie mieć sobie nic do zarzucenia. Wynik to sprawa drugorzędna. Tym razem ze wszystkim wyszło tak, jak trzeba. Byłem zadowolony ze swojej kondycji, a wynik tylko to potwierdził. To były świetne zawody, bardzo dobrze zorganizowane, profesjonalna scena, z której nie chciało się schodzić. Dodatkowo olbrzymia widownia (w tym samym czasie odbywały się targi, na których nie brakuje miłośników kulturystyki).

Mistrzu? Nie czuje się nim i nie mam parcia, żeby tak mnie postrzegano. Jeśli moje sukcesy znajdują uznanie w czyichś oczach, to miłe. Sam nie mam zamiaru się tak tytułować (to jest poza mną). Skupiam się wyłącznie na aspekcie sportowym, realizuję się jako sportowiec i dążę do osiągnięcia poziomu mistrzowskiego. To daje mi prawdziwą satysfakcję !

21462294_982345641906632_8272341728252441722_n

 

Ada Kalisz – Może to trochę trywialne pytanie, ale jakie to uczucie, kiedy sam Arnold Schwarzenegger przybywa wręczyć Ci statuetkę i uścisnąć dłoń? Czułeś jakąś szczególną ekscytację?

Hubert Kulczyński – Sam chyba nie wiem do końca, co czułem kiedy Arnold osobiście mi gratulował. To był natłok myśli i emocji, które pojawiały się w mojej głowie. Arnold podawał mi dłoń chyba z 5 razy gratulując, zawiesił mi medal na szyi i oklaskiwał, kiedy przyjmowałem kolejne pozy, a ja czułem się jak w transie -tak jakbym sam stał na scenie i demonstrował to, na co latami pracowałem – byłem dumny. To dla mnie wielkie wydarzenie, wiedząc czym jest dla Arnolda kulturystyka (będąc w zeszłym roku w USA miałem przyjemność uczestniczyć w seminarium ze Schwarzeneggerem, byłem pod wrażeniem z jaką pasją opowiadał o treningu. Mimo sukcesu jaki osiągnął jako aktor, polityk i biznesmen – kulturystyka wciąż jest dla niego bardzo ważna). Wszystko trwało może z 10 mi., a dla mnie to wydarzenie, które zapamiętam do końca życia. Kiedy zszedłem ze sceny nie mogłem uwierzyć, że to działo się naprawdę, a łzy napłynęły mi do oczu.

22007771_1441281119260581_2685422460335755551_n

 

Ada Kalisz – To musiało być wspaniałe – taki niemal sen na jawie! Śledząc Twoje osiągnięcia na scenie kulturystycznej z ostatnich lat, jawi nam się długa lista wypełniona złotami i srebrami. W kraju, Europie, czy na świecie- można mówić, że wszelkie Mistrzostwa i zawody były i są po prostu Twoje.

Masz już takie poczucie pewnego rodzaju „wyższości”, czy może jeszcze więcej pokory i motywacji do kolejnych działań?

Hubert Kulczyński – Nigdy nie mam poczucia wyższości ani pewności siebie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że dobieram zawody, które są dla mnie wyzwaniem i tym bardziej liczę na wysoki poziom konkurentów, a ewentualny triumf w takiej obsadzie jest wielką satysfakcją!. Nie należę do osób, które kalkulują i wybierają słabo obsadzone zawody. To by mnie nie cieszyło.

Każdy start, który sobie zaplanuję, traktuję bardzo poważnie. Nie brakuje mi motywacji, bo możliwość przygotowywania się i startowania, to dla mnie największa nagroda. Całe życie o tym marzyłem, więc tera, gdy jest to moją codziennością- jestem wdzięczny. Jest we mnie zacięcie sportowe, więc na każde zawody jadę odpowiednio nastawiony (wiele osób pewnie odbiera mnie, jak jakiegoś buca przed startem) ale w tym czasie wszystkie swoje myśli skupiam na zawodach i wszystkim z nimi związanym. Wizualizuje siebie na scenie, przypominam układ dowolny i każdą z póz obowiązkowych, niekiedy nawet idę o krok dalej i jestem myślami przy dekoracji (później jestem już na to gotowy! (śmiech).

Natomiast okres przygotowawczy jest najlepszą lekcją pokory, której mi nigdy nie brakuje. Praca na granicy możliwości i walka z samym sobą, która się odbywa w mojej głowie… to wszystko kształtuje mój charakter. Często sobie mówię w kryzysowych sytuacjach, że jak wytrzymam, to na pewno będę najlepiej przygotowanym zawodnikiem na scenie, bo ktoś inny właśnie teraz by się poddał. Niejednokrotnie emocje biorą górę i podczas treningu cardio pocieknie jakaś łza. Uwielbiam ten sport, a takie chwile jak w Barcelonie utwierdzają mnie w tym, że odnalazłem swoje miejsce.

21765011_982621465212383_6823171968977432496_n

 

Ada Kalisz – Zdecydowanie – z takim podejściem – jest to Twoje miejsce! Wśród wspomnianych przeze mnie sukcesów, dwa lata z rzędu zdobywaliście z zawodniczką- Natalią Kordus podium na Mistrzostwach Europy, w kategorii Par Mieszanych. Czy w tym roku planujecie także wspólny występ na jakichś zawodach?

Hubert Kulczyński – Tak, w 2015. zdobyliśmy medal srebrny , w kolejnym 2016 wróciliśmy do Santa Susanna i sięgnęliśmy po złoto, to były wspaniałe zawody jak i wspaniały nasz wspólny rok ( miesiąc po ME Natalia została moją żoną także teraz jest już Natalią Kulczyńską! Dodam jeszcze, że w 2015 w Santa Susanna – po zawodach oświadczyłem się Natalii ) Także całe moje życie jest w tle z kulturystyką! (śmiech).

Mam wielki sentyment do tych startów, pewnie ze względu na to, że mogliśmy wspólnie z Natalią dzielić swoją pasję, że razem mogliśmy zaprezentować się na scenie, a poza pozami łączyło nas również uczucie (to pewnie było widoczne szczególnie podczas układu dowolnego). W ogóle wspólne przygotowania do zawodów miały swój urok.

Trenowanie układu, wzajemna motywacja (choć bywały tez ciężkie dni i momenty zwątpienia, wtedy musimy Myślec nie tylko o sobie, ale też o drugiej połówce).
Jeżeli chodzi o starty w parach to już raczej ich nie będzie (choć nigdy nic niewiadomo…). Właśnie Arnold Classic Europe, to miała być nasza wspólna impreza, oboje się szykowaliśmy, Natalia w swojej kategorii (fitness sylwetkowym), ale musiała przerwać ze względu na problemy zdrowotne- to była bardzo dobra i odpowiedzialna decyzja z czego jestem dumny. Choć wiem, że Natalii było przykro, tym bardziej, kiedy oglądała jak ja spełniam się na scenie. Wiem, jednak, że prędzej czy później coś wykombinuje!

 

Ada Kalisz – To jest dopiero historia o miłości ! (śmiech) Dziękuję, że ją przytoczyłeś, bowiem wielu czytelników może to zaskoczyć. Mając na koncie tak wiele bardzo wysokich osiągnięć na całym świecie – jakie stawiasz sobie cele na kolejne lata? Jakieś szczególne marzenie, do którego zmierzasz priorytetowo?

Hubert Kulczyński – Chcę pozostać sobą! Chłopakiem z małego miasta z wielkimi marzeniami, który swoim uporem, konsekwencją i pracą krok po kroku je realizuje (kiedyś wstydziłem się nawet o tym głośno mówić… że mnie wyśmieją, że się nie uda, że nie zasługuje na to…) . Jak na razie dobrze mi to wychodzi – mimo, że trochę lat upłynęło. Jedno jest pewne, już się nie boję opowiadać o swoich marzeniach! Jeśli chodzi o sport, chcę ciągle się rozwijać (akurat jesteśmy w idealnym momencie, wielkich zmian w naszej federacji IFBB, więc upatruje w tym również nowych możliwości dla siebie. Myślę, że na dniach będę mógł uchylić już rąbka tajemnicy).
Mimo, że kulturystyka to mój sposób na życie , to nie jest to cały mój świat. Jesteśmy z Natalią młodym małżeństwem, więc nasze plany są raczej skoncentrowane na tym aspekcie (rodzina, dom). Tylko przy ustabilizowanej sytuacji zawodowo – rodzinnej mogę liczyć na rozwój sportowy!

21768374_983390778468785_8819164039444974831_n

 

Ada Kalisz – Zawsze wychodzisz na scenę z poczuciem, że forma została zrobiona na 200% i szczerze liczysz na podium, czy może któryś z Twoich największych sukcesów totalnie Cię zaskoczył?

Hubert Kulczyński – Raczej nie dopuszczam takiej możliwości, żebym wyszedł na scenę w słabej formie (chyba zrezygnowałbym ze startu, gdyby coś było nie tak ). Dlatego każde przygotowania traktuję jak proces, który od pierwszego do ostatniego dnia musi być zaplanowany i odpowiednio przepracowany. Wtedy wiem, że jestem w dobrej kondycji, że nie odpuściłem, że nic nie zawaliłem i mam podstawy ku temu, żeby liczyć na uznanie w oczach sędziów.

Jasne, że zawsze liczę na podium -po to, to robię! Dla rywalizacji – po to, żeby wygrywać, ale nie brakuje mi obiektywizmu i potrafię docenić i uznać wyższość przeciwnika- na tym polega sport i zawsze znajdzie się ktoś lepszy od nas (nawet jak nie dzisiaj, to za jakiś czas) a każdy marzy o tym, żeby pokonać ,,MISTRZA”.

Choć podczas ostatniego startu na FIWE wiedziałem, że nie mam formy takiej jakbym chciał (start był trochę nieoczekiwany, do tego w kat. +90 kg ) i mimo, że to nie należy do moich największych osiągnięć, to 2 miejsce było zaskoczeniem oczywiście pozytywnym!

22008116_1441281109260582_5783463248653506590_n

 

Ada Kalisz – Mimo iż do zdobycia jeszcze wiele tytułów, to myślę, że Twoi kibice i obserwatorzy z powodzeniem mogą nazywać Cię MISTRZEM – a już na pewno mistrzem w zdobywaniu swoich własnych szczytów. Tym samym – Już tak na zakończenie i podsumowanie – masz jakąś radę np. dla tych, którzy zbyt łatwo się poddają w drodze po marzenia?

Hubert Kulczyński – Nie mam na to wpływu, jeśli ktoś mnie tak nazywa, ale na pewno jest mi miło i daje to poczucie, że dobrze wykonuję swoją pracę. To tylko może wpłynąć na mnie mobilizująco, nie spowoduje raczej, że stanę się próżny. To też pewnego rodzaju odpowiedzialność. Być mistrzem,to nie tylko zdobywanie kolejnych tytułów, trzeba odpowiednio się zachowywać często dając przykład…

Nie jestem z tych, którzy próbują dawać ,,dobre rady” i wszystko wiedzą, a już szczególnie- co będzie dobre dla innych. Nie ma jednego wzoru, pod który można podstawić każdego. Oczywiście sam mogę być przykładem, że jeśli faktycznie czegoś pragniemy, to można to osiągnąć. Wymaga to czasu, uporu i pracy, ale przecież o tym marzymy, więc dążenie do celu powinno dawać nam satysfakcję.
Obserwuję to od jakiegoś czasu, szczególnie w naszym sporcie i dochodzę do wniosku, że adeptom kulturystyki brakuje pasji. Oni chcą od razu efektu, a jeśli go brakuje – obrażają się na cały świat. Mnie każda porażka motywuje do jeszcze jednej próby, do jeszcze cięższej pracy…

Takim osobom po prostu brakuje etyki pracy i konsekwencji, ale bez tego to w żadnej dziedzinie życia nie osiągniemy celu.

 

Ada Kalisz – Masz świętą rację!  Bardzo dziękuję za rozmowę, wszystkie spostrzeżenia oraz życzę kolejnych sukcesów i spełnionych marzeń na polu sportowym, jak i prywatnym.

Hubert Kulczyński – Dziękuję serdecznie!

 

Komentarze: