Tegoroczne Mistrzostwa Polski Mężczyzn i Par stały pod znakiem dużych zmian. Przede wszystkim poszerzono je o I Mistrzostwa Polski Mężczyzn Osób Niepełnosprawnych – i bardzo dobrze. Historia rozgrywania w Polsce zawodów kulturystycznych dla osób niepełnosprawnych jest wyjątkowo krótka i już wiadomo, że takie imprezy są ważne i potrzebne. Ładunek emocji zarówno na scenie, jak i na widowni jest ogromny, a przeżycia niepowtarzalne. Najważniejsze jednak, że sami zawodnicy niepełnosprawni pokazali jakie postępy w wyglądzie swoich sylwetek mogą osiągać poprzez ćwiczenia siłowe i jaką uzyskiwać sprawność fizyczną.

Już po kilku miesiącach doświadczeń okazało się, że trzeba wprowadzić dwie kategorie kulturystyczne: na wózkach inwalidzkich i bez wózków. Zawodnicy z drugiej kategorii (zwykle mający protezy w obrębie kończyn dolnych) są w stanie swobodnie poruszać się po scenie i wykonywać programy dowolne przy muzyce. Praktycznie jedyną widoczną różnicą między nimi a kulturystami sprawnymi jest to, że występują w długich spodniach.Nowe kategorie wagowe pojawiły się też dla kulturystów pełnosprawnych, co doprowadziło do znacznych przetasowań między zawodnikami w wagach ciężkich, a jak wiadomo, właśnie w tych wagach grupują się najlepsi polscy kulturyści ostatnich lat. Zmiany objęły wszystkich zawodników ważących powyżej 80 kg, gdyż kolejne, nowo wprowadzone kategorie, to: do 87,5 kg, do 95 kg i powyżej 95 kg. A więc zamiast dotychczasowych dwóch kategorii (od 90 kg i powyżej 90 kg) mamy trzy, co jest oczywiście korzystne dla zawodników. Nie ma obecnie dziesięciokilogramowych odstępów między kategoriami, dzięki czemu różnice w masie mięśniowej zawodników są mniejsze i łatwiej jest ich oceniać. Te zmiany w kategoriach wagowych zostały narzucone przez Europejską Federację Kulturystyki i Fitness i dotyczą tylko „Starego Kontynentu”, gdyż IFBB wprowadziła nieco inne kategorie na mistrzostwach świata (do 85 kg, do 90 kg i powyżej 90 kg). Inną zmianą, narzuconą tym razem przez IFBB, jest zmniejszenie liczby finalistów do pięciu, co skraca nieco czas rozgrywania finałów.Mistrzostwa Polski były rozgrywane na tydzień przed Mistrzostwami Europy w St. Petersburgu i – jak zwykle – stanowiły podstawę do ustalenia składu reprezentacji Polski na europejski czempionat. A było między kim wybierać! Na Mistrzostwa Polski przyjeżdża ostatnio zwykle około 50 zawodników (tym razem było ich 49 plus 4 niepełnosprawnych).PZKFiTS, dążąc do zmniejszenia obciążeń finansowych organizatorów wielkich imprez, zadecydował o rozgrywaniu w tym roku mistrzostw jednodniowych. W tym systemie półfinały zaczynają się przed południem, a finały odbywają się po południu tego samego dnia. Wszyscy uczestnicy przyjeżdżają dzień wcześniej wieczorem i wtedy odbywa się oficjalna weryfikacja oraz ważenie startujących. Rzeczywiście, jest to wariant oszczędny (potrzebny jest tylko jeden nocleg), ale wymagający ogromnego tempa pracy wszystkich firm i osób obsługujących zawody. Jeśli już jesteśmy przy weryfikacji, to powstało na niej pewne zamieszanie, wynikające ze ścisłego przestrzegania przepisów państwowych. Otóż zgodnie z wymogami Ustawy o Kulturze Fizycznej, w wyczynowej rywalizacji sportowej mogą brać udział jedynie reprezentanci klubów lub stowarzyszeń kultury fizycznej. Niestety, zawodników nie mogą wystawiać prywatne studia i kluby, których jest najwięcej i które wykonują ogromną pracę na polu krzewienia kultury fizycznej i zdrowego stylu życia w naszym kraju. Zapis ten jest mocno krytykowany i stoi w sprzeczności z ogólnymi trendami (przecież wszystko mamy prywatyzować!), ale co gorsze, jest on zgodny z przepisami Unii Europejskiej i nie widać szans na rychłą jego zmianę. Jaka jest ta europejska demokracja, skoro w jawny sposób dyskryminuje się jedne podmioty, a wywyższa inne? Jedynie rozsądni jak zwykle Amerykanie poszli w innym kierunku, ale to już temat na odrębne rozważania.W istniejącej u nas rzeczywistości możliwe są dwa wyjścia dla prywatnych klubów: albo założyć „sztuczne” stowarzyszenie przy własnym klubie i zarejestrować je w sądzie (od tego roku można je także rejestrować w lokalnych urzędach administracji państwowej), albo „oddać” zawodników do jakiegoś zaprzyjaźnionego stowarzyszenia. W tym drugim wariancie PZKFiTS poszedł na rękę prywatnym klubom, godząc się na to, że w komunikatach z zawodów będzie podawana zarówno nazwa klubu, w jakim zawodnik trenuje, jak i nazwa stowarzyszenia, które reprezentuje. Ponieważ wielu zawodników przyjechało do Mińska bez dopełnienia tych formalności, na chybcika szukali stowarzyszeń, do których mogliby się doczepić. Dzięki uprzejmości Moniki Biernackiej, najwięcej z nich wstąpiło do KS „Atlas” Stara Miłosna, jednego ze współorganizatorów tegorocznych Mistrzostw (drugim było Studio „Rekreacja i Fitness” z Mińska Mazowieckiego), w związku z czym klub ten wygrał klasyfikację drużynową z niespotykaną dotychczas przewagą.Mistrzostwa odbywały się w hali sportowej przy Szkole Podstawowej Nr 2 i cieszyły się ogromnym zainteresowaniem kibiców (brakowało miejsc na widowni) oraz wystawców (każdy kąt był zajęty). Impreza ta miała szczególne znaczenie dla obecnego prezesa PZKFiTS, Pawła Filleborna, który pochodzi z Mińska i w tym mieście zaczynał swoją przygodę z kulturystyką. Odnaleziono nawet człowieka, który namówił Pana Pawła do treningu siłowego i był jego pierwszym trenerem. Pan Mariusz Chojnacki oglądał Mistrzostwa i podczas otwarcia został uhonorowany specjalnym podziękowaniem. Paweł Filleborn, który nie tak dawno otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Mińska Mazowieckiego, zdołał zainteresować Mistrzostwami władze lokalne. W organizację Mistrzostw zaangażowali się i starosta powiatu, Czesław Mroczek, i burmistrz, Zbigniew Grzesiak, którzy dekorowali medalistów na scenie. Nie musieli się wstydzić. Do Mińska przyjechała cała czołówka polskich kulturystów, z wyjątkiem kilku, którzy tradycyjnie startują tylko jesienią, szykując się do Mistrzostw Świata.Parada gwiazd zaczęła się już od najlżejszej kategorii, do 65 kg. Wielką formę przygotował na ten sezon Kamil Majek i to on został bezapelacyjnym zwycięzcą tej kategorii. Przypomnijmy w skrócie przebieg jego dotychczasowej kariery: zadebiutował wiosną 2000 r., a na jesieni został już mistrzem Polski oraz wicemistrzem świata juniorów! Potem przeszedł do grupy seniorów, od razu wygrywając Puchar Polski 2001 w Warszawie. Rok 2002 miał nieco mniej udany, zostając wicemistrzem Polski seniorów oraz siódmym zawodnikiem Mistrzostw Europy. Nie są to słabe osiągnięcia, ale ani Kamil, ani jego trenerzy nie byli zadowoleni z formy, jaką prezentował. Wszyscy wiedzieli, że stać go na więcej. Bardzo wziął sobie do serca te niepowodzenia, powrócił do wypróbowanych metod dietetycznych i w tym roku już na lutowym obozie kadry w Zakopanem był w dobrej formie. Wszyscy się dziwili, czy to nie za wcześnie, ale Kamil wiedział, co robi. Potem już tylko poprawiał formę, a na Mistrzostwach Polski prezentował się jak zawodowiec. Całe umięśnienie miał twarde i idealnie dorzeźbione, łącznie z dwugłowymi ud i pośladkami, a tricepsy i barki wyglądały wręcz niewiarygodnie. Młody, 23-letni mistrz udowodnił, że wie, jak zrobić wielką formę. Teraz pozostaje mu szykowanie się do rywalizacji międzynarodowej, najpierw na Mistrzostwach Europy, a za rok także na Mistrzostwach Świata. Majek dobrze wie, nad czym powinien obecnie popracować. Musi zwiększyć ogólną masę mięśniową, kładąc szczególny nacisk na uda, i przejść do kategorii do 70 kg. Jego wzorem wśród kulturystów amatorów jest wielokrotny mistrz świata w kategorii do 65 kg, Brazylijczyk Jose Carlos Santos.Majek wygrał oczywiście jednogłośnie, a o dalsze miejsca rywalizowali Henryk Hryszkiewicz, Paweł Hyrcza i Janusz Sernicki. Weteran Sernicki dobrze sobie radził w półfinale, tracąc tylko jeden punkt do Hryszkiewicza, ale w finale słabiej wypadł w programie dowolnym i ostatecznie przegrał także z najlżejszym (51,7 kg) uczestnikiem mistrzostw, Hyrczą. Hryszkiewicz był tym razem masywniejszy, wszechstronniej umięśniony, z widoczną separacją, ale bez takiej definicji jak Majek. Hyrcza natomiast wyprzedził Sernickiego dzięki kompletniejszej sylwetce (nogi) i przewadze w pozach tyłem. W tej kategorii wystąpił także najstarszy uczestnik Mistrzostw, 57-letni Gabriel Kunecki z Łodzi, niewiele ustępując znacznie młodszym kulturystom.Po emocjach związanych z najlżejszą kategorią, waga do 70 kg wy
padła blado. Wystąpiło w niej tylko czterech zawodników i poziom był słabszy niż w pozostałych kategoriach. Tytuł mistrza Polski odzyskał Krzysztof Danielczyk, który w 2001 wygrał kategorię do 65 kg, a w ubiegłym roku był brązowym medalistą. Danielczyk był tym razem masywniejszy. Górną połowę ciała miał lepiej dopracowaną (barki, klatka, górny grzbiet), ale ogólnie brakowało mu definicji, szczególnie w obrębie ud. Wygrał jednogłośnie, wyprzedzając nowicjusza, Sebastiana Dąbrowskiego. Ten zawodnik także miał lepiej rozbudowane umięśnienie tułowia i nieco słabsze, gorzej dorzeźbione nogi. Jego start można jednak uznać za udany debiut. Jest to kulturysta dość zgrabny, z dużymi szansami na szybki awans. Na trzeciej pozycji znalazł się debiutujący w tym sezonie weteran, Ryszard Rećko, który nie zdołał utrzymać takiej formy, jaką miał na marcowych „Debiutach”.W następnej kategorii – do 75 kg, aż roiło się od utytułowanych zawodników. Mieliśmy w niej kilku byłych medalistów Mistrzostw Polski: Sławomira Daczkowskiego (złoty medal w kat. do 70 kg w 2002 r.), Alberta Szczygielskiego (złoty medal w kat. do 65 kg w 1997 r.), Pawła Małka (srebrny medal w kat. do 70 kg w 1998 r.) i Patryka Staszaka (srebrny medal w kat. do 75 kg w 2002 r.). Kogo zabrakło? W zasadzie tylko wielokrotnego mistrza Polski i mistrza Europy z 2002 r., Tomka Błaziaka, który szykuje się teraz w cyklu do Mistrzostw Świata. Pojedynek o złoty medal stoczyli Małek i Daczkowski, chociaż od razu było widać, że Daczkowski, nie mając szczytowej formy startowej, stoi na straconej pozycji. Ważył 3,5 kg więcej niż w roku ubiegłym, niestety daleko mu było do tak wspaniałej definicji, jaką wtedy prezentował, a to było właśnie jego kartą atutową. Bez tego atutu w ręku i żadnego innego „asa w rękawie”, nie mógł nawiązać walki z Małkiem, trenerem klubowym Kamila Majka, który miał formę naprawdę niewiele gorszą od swego utalentowanego ucznia. Ładna sylwetka, bardzo dobra gęstość i separacja oraz tylko minimalne braki w definicji cechowały tego doświadczonego zawodnika. Prawdziwym „przebojem” były jego pełne i kształtne łydki, z rzadko widywaną, głęboką separacją pomiędzy głowami mięśnia brzuchatego. Dodając do tego starannie przygotowane, atrakcyjne pozowanie do specjalnie zmiksowanej muzyki, otrzymujemy postać mistrza w każdym calu.Sensacją i jednocześnie rewelacją tej kategorii był tegoroczny debiutant, Mirosław Pupek. Dopiero trzeci na „Debiutach PZKFiTS” w Ostrowii, awansował na pierwsze miejsce w Słupsku, pokonując tak doświadczonych kulturystów, jak Wojciech Nadolski i Patryk Staszak, co już świadczyło o jego dużych możliwościach. Ale wtedy można było powiedzieć, że asy nie są jeszcze w formie. Chwilą prawdy miały być właśnie Mistrzostwa Polski, na które wszyscy zawodnicy szykują szczyt formy. Pupek miał najtrudniejsze zadanie, bo musiał formę przytrzymać przez miesiąc. Mimo małego doświadczenia, udało mu się tego dokonać, a nawet jeszcze ją nieco poprawić! Imponował pięknie ukształtowaną i dorzeźbioną górną połową ciała, z wypukłą klatką i pełnymi barkami. Wyraźnie poseparowane uda były nieco za smukłe, poprawy wymaga też środkowy grzbiet. W sumie duży talent.Zawiódł Staszak, który w Słupsku był mocno otłuszczony i, niestety, niewiele udało mu się zmienić w wyglądzie swojej sylwetki. Szkoda, bo w takiej formie jak rok temu, mógłby się włączyć do walki o medale. Szczygielski, który pomyślnie zdał także egzamin w trudnej roli współorganizatora Mistrzostw, raz występował na scenie w garniturze, raz w spodenkach do pozowania. Z pewnością stresy związane z organizacją i przygotowaniem dużej imprezy nie sprzyjały w robieniu formy startowej. Pan Albert był tym razem masywniejszy (71,7 kg), co pozytywnie wpłynęło na ogólny wygląd sylwetki, ale zabrakło mu jakości i definicji umięśnienia, co przepłacił dalszym miejscem, ale i tak dostał gromkie brawa od własnej publiczności, która doceniła jego zaangażowanie w realizację obu celów.W kategorii do 80 kg zabrakło ubiegłorocznego triumfatora i wicemistrza Europy, Huberta Olborskiego, który tym razem chce powalczyć na jesiennych Mistrzostwach Świata w Bombaju. Ale stawili się pozostali medaliści: Grzegorz Ozga i Artur Grzesiak, a także wielokrotny mistrz Polski, mający obecnie już wiek weterana, Mieczysław Nowacki. Tutaj jednak do walki ostro włączyli się młodsi zawodnicy, atakujący z dalszych pozycji: Piotr Małachowski i Jarosław Makowiecki. Są to kulturyści o nienagannych sylwetkach i właśnie ten atut wykorzystali w rywalizacji z mistrzami starszego pokolenia, Ozgą i Nowackim, którzy imponują jakością i twardością umięśnienia, ale nie mają tak perfekcyjnych sylwetek. Inaczej ma się sprawa z Grzesiakiem, który był odkryciem poprzednich Mistrzostw i ma świetne predyspozycje do kulturystyki, ale – podobnie jak Staszak – zupełnie nie trafił z formą startową.Ozga, mistrz Polski z 2000 r (w kat. do 75 kg) i wicemistrz z lat 2001-02, odzyskał tytuł, prezentując potężnie umięśnioną górną połowę ciała, z imponującymi brakami i tricepsami, poseparowane, ale wyraźnie „spłaszczone” uda oraz dziwną talię, którą trudno było mu napiąć w porównaniach. Jego głównym konkurentem był Małachowski, który ważył niewiele więcej niż w roku ubiegłym, ale dzięki temu, że był lepiej dorzeźbiony, jego umięśnienie sprawiało wrażenie pełniejszego. Piękna sylwetka, głęboka separacja mięśni i wyraźna definicja świadczą o właściwym kierunku rozwoju tego zawodnika, trenującego razem z Hubertem Olborskim. Teraz Pan Piotr będzie miał dylemat, czy zdecydować się już na przejście do wyższej kategorii, czy też jeszcze szukać możliwości poprawy w wadze do 80 kg.Piękne zarysy sylwetki są także atutem Jarosława Makowieckiego, i to tak mocnym, że dzięki niemu zajmuje w tym roku bardzo wysokie miejsca. Dopiero 10 zawodnik poprzednich Mistrzostw, tym razem awansował na pozycję brązowego medalisty, prezentując wąziutką talię, imponująco wyglądającą w pozach na bicepsy, smuklejsze, choć dopracowane nogi i wypukłe, ale niedopracowane jakościowo umięśnienie górnej połowy ciała. Zawodnik z dużymi perspektywami. Pozostaje mu dalej zwiększać masę mięśniową i przejść do wyższej kategorii.Duże brawa otrzymał za swój występ Mieczysław Nowacki, pokazując prawdziwy kunszt w pozowaniu i mistrzowską jakość umięśnienia (jak zwykle poprążkowany dół grzbietu i nienagannie dorzeźbiona talia), ale głównie w obrębie górnej połowy ciała. Nogi już wyraźnie odbiegały klasą.Bardzo silnie obsadzona była nowa kategoria, do 87,5 kg. Z „80-tki” przeszli do niej Marek Borowicz i Ireneusz Różański, a pozostali zawodnicy startowali w dotychczasowej kategorii do 90 kg. Najbardziej utytułowanymi byli wielokrotni mistrzowie kraju: Marek Borowicz i Sławomir Rogoża, ale tym razem musieli uznać wyższość przedstawicieli młodszego pokolenia: Jakuba Potockiego i Adama Adamskiego. Potocki zaskoczył rywali i trenerów wysoką formą startową, gdyż jeszcze w lutym prezentował się pod tym względem mało ciekawie. W ten sposób nawiązał do swojej wielkiej formy z 1999 r, gdy zdobywał brązowy medal w kat. do 80 kg. Teraz ważył o 8 kg więcej, prezentując pełniejszą i kompletniejszą sylwetkę. Imponował wypukłymi bicepsami, pociętymi tricepsami i barkami oraz poprążkowanymi mięśniami ud, także w tylnych partiach. Do poprawy pozostaje środkowy grzbiet. Mistrzowska forma przyniosła mu mistrzowski tytuł.Adamski szykował swój szczyt formy tydzień później, na Mistrzostwa Europy w Parach, na których miał wystąpić z Kasią Kozakiewicz. Ważył prawie o 4 kg mniej niż rok temu, co korzystnie odbiło się na jego formie startowej. Barki, klatka i talia były lepiej dorzeźbione, a przez to inne mięśnie wydawały się być bardziej wypukłe. Ustępował jeszcze Potockiemu gęstością umięśnien
ia, ale zdobycie srebrnego medalu oraz pokonanie takich mistrzów, jak Borowicz i Rogoża to duży sukces 27-letniego zawodnika, prowadzącego na co dzień studio grafiki komputerowej. Brakiem mistrzowskiej definicji zaskoczył widzów Marek Borowicz, gdyż to właśnie była zwykle jego silna strona. Tym razem miał jakby grubszą skórę i jedynie w obszarze talii nawiązywał do swojej formy z lat ubiegłych. Podobne braki miał powracający do startów Sławomir Rogoża, ale był ich świadom i obiecuje dalszą poprawę formy w następnych startach. Dalsze postępy poczynił Ireneusz Różański. Zharmonizował sylwetkę, uwypuklił mięśnie, nadał im separację i tylko brakowało szczytowej definicji.Uczestnicy kategorii do 87,5 kg mieli trochę szczęścia, gdyż z powodu niewielkiej nadwagi ubył im jeden wielki rywal, Bogdan Szczotka. Pan Bogdan ważył 89,2 kg, szykując się do startu w kategorii do 87,5 kg na Mistrzostwach Europy. Jemu nie sprawiało to istotnej różnicy, gdyż był tak dobrze przygotowany, iż żaden krajowy rywal nie mógł mu zagrozić, co potwierdził zwycięstwem w open. Toteż Szczotka zdominował kategorię do 95 kg, pozostawiając w pokonanym polu tak znanych zawodników, jak Andrzej Maszewski czy Michał Krakowski. Uczestnik Mistrzostw Europy i Świata, Maszewski, mógłby być jakimś zagrożeniem dla Szczotki, gdyby był w szczytowej formie. Tymczasem brakowało mu definicji (na nogach i grzbiecie – bardzo wyraźnie) i nic tu nie zmienił świetnie przygotowany i wykonany program dowolny. O brązowy medal ubiegali się Michał Krakowski i Robert Kiesz. Krakowski startuje dopiero od roku, tym niemniej dał się już poznać jako utalentowany zawodnik. Na poprzednich Mistrzostwach zdobył srebrny medal, wyprzedzając tak dobrych kulturystów, jak Borowicz, Adamski, czy Potocki. Jednak tym razem nie udało mu się zdobyć medalu i nie tylko winni byli wysokiej klasy rywale. Po prostu Krakowski nie był w szczytowej formie, nie było u niego widać szczegółów umięśnienia i wyniku tej rywalizacji nie mógł odmienić nawet bardzo dobry występ w programie dowolnym, nagrodzony gromkimi brawami publiczności. Natomiast na szczyty swoich umiejętności wspiął się o 11 lat starszy Robert Kiesz, który nigdy dotąd nie dostąpił zaszczytu wejścia na podium Mistrzostw Polski. Jego dotychczasowym największym osiągnięciem było 7 miejsce w 2001 r. Jak zwykle był masywny, ale tym razem lepszy jakościowo, z widoczną separacją pomiędzy grupami mięśniowymi. Twardsze mięśnie zapracowały na brązowy medal. Listę finalistów w tej kategorii zamyka stosunkowo wysoki i wszechstronnie umięśniony Arkadiusz Bortel, który zwrócił na siebie uwagę ciekawym występem w pozowaniu, do bardzo rytmicznego utworu „Taniec z diabłem”, ale chyba nie do końca wykorzystał ten ciekawy podkład muzyczny.I wreszcie najcięższa kategoria, powyżej 95 kg. Tutaj z góry było wiadomo, że walka o tytuł rozegra się po raz kolejny pomiędzy Radosławem Słodkiewiczem i Dariuszem Karpińskim, którzy należą nie tylko do krajowej, ale i europejskiej czołówki. Od dwóch lat pojedynki te wygrywał Słodkiewicz, ale Karpiński wyżej plasował się na Mistrzostwach Europy, zostając dwa razy wicemistrzem kontynentu. Tym razem Karpiński zapowiadał, że przygotuje szczyt formy właśnie na Mistrzostwa Polski, aby zdobyć wreszcie swój pierwszy tytuł mistrza kraju. Udało się, chociaż nie było to zwycięstwo jednogłośne, a forma też nie taka, o jakiej marzył. Niespodziewanie „zjechał” z wagą aż do 102 kg (w roku ubiegłym ważył już 111,5 kg), mimo to nie imponował szczegółami umięśnienia. Wyraźnie coś mu nie wyszło w trakcie przygotowań i musi szczegółowo przeanalizować swoją dietę i suplementację.Tym razem w zdobyciu tytułu pomógł mu główny konkurent, Słodkiewicz, który także nie prezentował takiej formy, do jakiej nas przyzwyczaił. Pan Radosław miał co prawda porządną wagę (102 kg w porównaniu ze 101 kg w roku ubiegłym), ale zabrakło mu głównego atutu, którym dotychczas wygrywał – mistrzowskiej rzeźby. I co ciekawe, miał świetnie dopracowane nogi, nie tylko z głęboką separacją z przodu, ale również niesłychanie twardymi i pełnymi szczegółów mięśniami tylnej części ud, jednak zupełnie inny obraz przedstawiała górna połowa ciała. Brakowało tradycyjnego poprążkowania mięśni piersiowych, słabiej wyglądała talia i odcinek lędźwiowy grzbietu. Do tego był za słabo posmarowany oliwką i matowe mięśnie jeszcze bardziej „ukrywały” szczegóły umięśnienia. Szczegółów brakowało także następnemu zawodnikowi, mistrzowi pozowania, Łukaszowi Kazimierczakowi. Specjalne efekty muzyczne i pełne ekspresji wyginanie ciała w ruchach imitujących poruszanie się robota wywołały wrzask aplauzu na widowni. Łukasz z dużą przewagą wyprzedził kolejnego zawodnika, Andrzeja Kołodziejczyka, ale nie mógł włączyć się do pojedynku tytanów o złoty medal. Ostatnio startuje co pół roku i być może te częste starty nie pozwalają mu na zrobienie wyraźniejszych postępów.Wielką frajdą dla kibiców była kategoria open, w której wystąpili sami mistrzowie. Tutaj bezkonkurencyjny okazał się Bogdan Szczotka, a o drugie miejsce ostro rywalizowali Kamil Majek i Dariusz Karpiński. Ostatecznie Karpiński był lepszy o 2 punkty, ale odwrotny wynik też byłby do zaakceptowania. Niewiele dalej znalazł się Jakub Potocki i to była ścisła czołówka tych Mistrzostw.W parach posucha. Wystąpiły tylko trzy, w tym dwie szykowane przez trenerów kadry na Mistrzostwa Europy. Niezagrożeni okazali się Daria Piznal i Radosław Słodkiewicz, mistrzowie Europy z 2001 r. Świetnie do siebie pasujący, w podobnej formie startowej, nie mieli problemów ze zdobyciem złotego krążka. Nie mogła jeszcze z nimi powalczyć nowa para: Katarzyna Kozakiewicz – Adam Adamski, gdyż indywidualnie ustępowali doświadczonym mistrzom. Trzecia para, Justyna Sztorc – Daniel Skrętkowicz, to nowicjusze, ale dobrze przygotowani i ładnie pozujący w programie. Można by się jednak zastanawiać, czy zestawienie filigranowej (44 kg) zawodniczki z ponad dwukrotnie cięższym zawodnikiem jest najszczęśliwszym rozwiązaniem.W I Mistrzostwach Polski Kulturystów Niepełnosprawnych wystąpiło czterech zawodników, ale dostarczyli oni naprawdę niezapomnianych wrażeń, w pełni dostosowując swoją formę do rangi imprezy. W kategorii na wózkach prezentował się tylko jeden kulturysta, gdyż inni ubiegłoroczni uczestnicy tego typu zawodów przenieśli się do kategorii bez wózków. Mariusz Kupczak pokazał nie tylko, że osoby niepełnosprawne mogą uzyskiwać formę startową nie gorszą od kulturystów sprawnych, ale zadziwił szybkością i skalą postępów, jakie poczynił na przestrzeni roku. We wzruszającym przemówieniu po dekoracji podziękował swojej mamie, bez której nie mógłby realizować kulturystycznej pasji. Kto chodzi na treningi, z pewnością będzie w stanie ocenić, ile trudu i samozaparcia musi z siebie wykrzesać osoba niepełnosprawna, poruszająca się na wózku, aby rozbudować umięśnienie i dodatkowo je odtłuścić, mając tak ograniczone możliwości treningu aerobowego. Wręcz trudno byłoby uwierzyć, że jest to możliwe, gdyby Pan Mariusz tego nie udowodnił swoim wyglądem.Podobne wrażenia można było odnieść z obserwacji występów zawodników niepełnosprawnych bez wózków. Dwóch z nich, Rafał Gręźlikowski i Grzegorz Doboszyński startowało już w roku ubiegłym. Wygrał bardzo zgrabnie zbudowany Gręźlikowski, chociaż wielkie wrażenie wywarły na mnie postępy Doboszyńskiego, cierpiącego na porażenie układu nerwowego. W tym wypadku trening siłowy przyniósł ogromną poprawę ogólnej sprawności zawodnika i jego zdolności do napinania mięśni. Osiągnięcia Kupczaka, Doboszyńskiego i pozostałych kulturystów niepełnosprawnych powinny stać się zachętą dla innych osób cierpiących na tego rodzaju niesprawności, aby zmobilizować się do wysiłku, gdyż efekty mogą przejść na
jśmielsze oczekiwania, i to już po roku ćwiczeń!Włodzimierz Łysiak

Komentarze: