Do Mistrzostw Europy w Sandomierzu zakwalifikowało się dziesięciu siłaczy największego kalibru. Na starcie pojawiło się niestety tylko ośmiu…

Nie ma lekko. Tym banalnym sformułowaniem w życiu codziennym kwitujemy często mniejsze lub większe wysiłki podejmowane dla poprawy własnego losu. Na „torze przeszkód” wytyczonym dla strongmanów nie ma wysiłków umiarkowanych. Są tylko – jeżeli można tak określić – nadludzkie. To, czego potrafią dokonać tytani zjeżdżający na zawody z różnych stron świata, wydaje się wręcz niewiarygodne. Zapewne dlatego ich legion jest tak nieliczny. Matka-natura bardzo oszczędnie wyposaża swoje dzieci w przymioty, które pozwalają im zdecydowanie wyróżniać się na tle społeczności.Prezentacja postaciFama głosi, że im człowiek silniejszy, tym łagodniejszy i bardziej przyjazny środowisku. Mieliśmy okazję stwierdzić, że to absolutna prawda. Twarze naszych „ekologicznych” zawodników wypełniał olimpijski spokój i dobrotliwy uśmiech, a na miano ulubieńca publiczności zasłużył sobie niewątpliwie łotewski 37-letni atleta Raimonds Bergmanis, którego dobry humor nie opuszczał ani na chwilę nawet w trakcie wykonywania najcięższych prób. Oczywiście z wiadomych powodów to Mariusz Pudzianowski i Jarosław Dymek byli idolami pań i panów wiwatujących na sandomierskim rynku, ale trzeba jednak podkreślić fakt, że publiczność z jednakowym zapałem nagradzała wysiłek zarówno zawodników polskich jak i zagranicznych, co w sumie stworzyło fantastyczną atmosferę najpierw na placu zamkowym, a później właśnie na wspomnianym wyżej rynku.Ponieważ była to impreza niecodzienna, warto przyblizyć Czytelnikom sylwetki najlepszych zawodników Europy, którzy w dniach 5 i 6 lipca zmierzyli swoje siły w Sandomierzu: Wspomniany już na wstępie Łotysz Raimonds Bergmanis – (37 lat, waga 140 kg, wzrost 192 cm) to najbardziej utytułowany zawodnik, trzeci na świecie wśród najsilniejszych, mieszkaniec Rygi, trener oddziałów antyterrorystycznych, żonaty, ojciec dwojga dzieci, zdobywca wielu medali na zawodach siłaczy. Jarno Hams z Holandii – (28, 136, 190) zdobywca drugiego miejsca na Mistrzostwach Świata Par w Gdyni w 2001 roku, kawaler, z zawodu kierowca ciężarówki. Aktualnie 10 w światowym rankingu siłaczy. Anders Johansson ze Szwecji – (28, 150, 184) sklasyfikowany na czwartym miejscu w rankingu Międzynarodowej Federacji SM, kawaler, na oko, sympatyczny grubasek, w rzeczywistości niepokonany w martwym ciągu atleta. Bernd Kerschbaumer z Austrii – (38, 140, 193) 16 w światowym rankingu siłaczy, trzykrotny mistrz Austrii, ma narzeczoną i dwoje dzieci, pracuje jako kierowca ciężarówki. Jego rekordy: przysiad – 350 kg, wyciskanie sztangi na ławce – 230 kg, martwy ciąg – 340 kg. Svend Karlsen z Norwegii – (36, 135, 188) indywidualny mistrz świata z 2001 roku, wicemistrz świata z roku 2000 i mistrz Europy z roku 2001, brązowy medalista mistrzostw świata w trójboju siłowym, wicemistrz świata w kulturystyce z roku 1990. Zydrunas Savickas z Litwy – (28, 145, 190) wicemistrz świata z 2002 roku, oraz mistrz w zawodach Arnold Classic 2003, 2 w światowym rankingu siłaczy. Jarosław Dymek – (32, 127, 182) bardzo utytułowany, zdobywca złotych medali na wielu zawodach, między innymi Strong Man Challange w USA w 2003 roku, wicemistrz Europy z ubiegłego roku, zwycięzca Pucharu Świata z 2001 roku. Były członek kadry narodowej w rzucie oszczepem, kick-bokser i gimnastyk. Absolwent AWF w Gdańsku, mieszkaniec Malborka. Mariusz Pudzianowski – (25, 132, 184) indywidualny mistrz Europy oraz świata z 2002 roku, zwyciężca zawodów Strong Man Super Series na Hawajach w 2003 roku, zwycięzca zawodów World Giants z 2002 roku. Uprawiał karate i boks, jest pierwszym Polakiem, który zdobył tytuł mistrza świata w konkurencjach strong man, mieszka w Białej Rawskiej.Warto jeszcze dodać, że sędzią głównym zawodów był Jamie Reeves z Wielkiej Brytanii, dwukrotny mistrz Europy i mistrz świata z roku 1989, obecnie wiceprezydent Federacji SM.Sobota MariuszaNa sobotę wyznaczono trzy konkurencje: schody, zegar i załadunek kul na podest.Zaczęło się od schodów. Konkurencja polega na tym, że z obu stron jest wejście na szczyt platformy, ale trzeba wejść tam z ciężarami w rękach. Ot, taka odmiana martwego ciągu, tyle że na czas i w możliwie najszybszym tempie. Najpierw wnosi się na szczyt odważnik o wadze 225 kg, potem 250, a na końcu 280 kg. Z jednej strony jeden zawodnik, z drugiej jego przeciwnik. Takie zestawienie parami sprawia, że człowiek walczy nie tylko z czasem, ale również z kimś „żywym”. Najpierw stanęli naprzeciw siebie Szwed i Austriak. Szwed dochodzi do końca, Austriak hamuje na dwóch rajdach, bo ciężar 280 kg okazał się dla niego za ciężki.Litwin Saviskas z Łotyszem Bergmanisem poszli w górę jak sprinterzy i zaliczyli konkurencję w czasie 41 i 42 sekundy.Dramatycznie zakończył się pojedynek Jarka Dymka z Holendrem Hansenem. Jarek miał już znaczną przewagę z najcięższym odważnikiem. Wystarczyło tylko wrzucić go na ostatni schodek. Próbował dwukrotnie, za każdym razem brakowało dosłownie centymetra i w końcu wyczerpany Polak zrezygnował, a Holender powolutku doszedł na szczyt i wygrał. Jest to koszmarna konkurencja, bo martwy ciąg trzeba wykonać praktycznie bez odpoczynku. Już po pierwszej serii człowiek ciężko dyszy, zbiega, bierze większy odważnik, i gdy jest na górze, sprawia wrażenie kompletnie wyczerpanego i w tym stanie ponownie zbiega po najcięższy, odważnik wnosząc go chyba już tylko siłą woli, bo zmęczenie jest ogromne..Mariusz wystartował z Norwegiem Karlsenem. Przy ogromnym aplauzie Mariusz po prostu biegał z ciężarem jak z kanapką na drugie śniadanie i wygrał konkurencję w czasie 34 sekundy, podczas gdy Norweg załamał się w trzeciej podejściu.W trakcie zawodów raz po raz padał przelotny deszcz, co spowodowało, że nawierzchnia stała się mokra i tym samym niebezpieczna dla zawodników. Podczas sprawdzania swoich możliwości przy zegarze (ja to nazwałem raczej kieratem, bo bardziej pasuje do koni niż do ludzi) Austriak Kershbaumer pośliznął się i natychmiast zrezygnował z dalszej walki. Na tej niebezpiecznej trasie wystarczy źle postawić nogę i można ją sobie złamać w kilku miejscach jednocześnie tym bardziej, że do centralnie ustawionej konstrukcji przymocowany jest kosz ważący 390 kg. Trzeba chodzić z nim po obwodzie koła tak długo, jak tylko się da. Jeżeli nawet nawierzchnia jest sucha, to można sobie wyobrazić, jak w trakcie takiej „przechadzki” trzeszczą kręgosłupy i kolana. Obciążony kosz dosłownie rzuca zawodnikami na boki. Ale iść trzeba. Jarek zaliczył obwód 547 stopni, Bergmanis aż 817, a Mariusz ponad 900, fundując sobie drugie z rzędu zwycięstwo.I wreszcie trzecia konkurencja: 5 kul do postawienia na podeście o wysokości 120 centymetrów. Kule ważą od 120 do 170 kg. Piekielna sztuka, bo trzeba przykucnąć, wtoczyć kulę na kolana, wstać z nią, unieść i położyć na podest. Teoretycznie rzecz biorąc – im zawodnik wyższy, tym łatwiej tego dokonać. Cztery kule wchodzą, piąta nie daje się. Litwin włożył cztery jak piłkę do kosza, wydawało się, że i piąta pójdzie tak samo – niestety nie.Karlsen trzymał już ostatni ciężar na krawędzi i wtedy podest przesunął się. Szlag trafił chłopa, nerwy puściły. Rzucił pas na ziemię, kopnął go, zaczął wrzeszczeć na cały głos. Sędziowie uznali jego protest i pozwolili mu powtórzyć próbę. Wszystko na nic. Wyczerpany poprzednim wysiłkiem wypadł gorzej niż za pierwszym razem.Dopiero Bergmanis przy ogromnym aplauzie publiczności jako pierwszy załadował piątą kulę, a następnie dokonał tego samego dzieła Mariusz, tyle że jeszcze szybciej.Po pierwszym dniu zawodów prowadził Mariusz, który wygrał wszystkie trzy konkurencje, drugi był Bergmanis, natomiast Jarek wylądował na szóstej pozycji i nic nie wskazywało na to, że przesunie się do przodu.Niedziela JarkaW niedziele rozgrywano 4 konkurencje: wyciskanie platformy stojac, spacer farmera, przetaczanie opony, trzymanie TIR-a. Rze
czywistość okazała się bardziej optymistyczna. Jarek i Savickas w platformie (wyciskanie platformy o wadze 200 kg stojac) zaliczyli po 11 powtórzeń. Mariusz i Bergmanis po 8, pozostali po znacznie mniej. Tu liczył się mocny kręgosłup i nie naruszone kontuzjami barki. Kto mógł sprostać tym warunkom, ten wygrywał.Konkurencja wymuszająca wręcz nadludzkiej siły okazał się tak zwany spacer farmera. Nie życzyłbym żadnemu farmerowi takiej przechadzki. Trzeba było przenieść dwie metalowe walizki po 175 kg każda moxliwie najszybciej na odległość 25 metrów. Jeżeli ktoś uważa, że ma zbyt krótkie ręce i chciałby je sobie wydłużyć – robota jak znalazł. Rączki walizek potwornie wpijają się w palce dłoni, kolana nie prostują się do końca, bo zachodzi obawa, że w najgorszym razie mogą zgiąć się w odwrotną stronę. Na bordowych z wysiłku twarzach nabrzmiewają wszystkie żyły. Walizki wypadają z rąk, zawodnicy rezygnują albo po pierwszych dwóch krokach, albo gdzieś w połowie. Okropnie zmęczony Jarek doszedł do końca za jednym razem, natomiast konkurujący z nim Litwin musiał wypocząć po drodze. Nawet silny Bergmanis stanął na 22 metrze i zrezygnował z dalszej walki.Wygrał Mariusz, który swój spacer zakończył w rewelacyjnym czasie 17 sekund, ale w międzyczasie Jarek mocno przesunął się do przodu w ogólnej punktacji.Teraz należało przetoczyć oponę o wadze 360 kg. Każdy musiał na czas wykonać 8 przewrotów płasko leżącej opony. Raimunds i Anders potrzebowali na to 29 sekund. Litwin i Norweg 23 i 25, Jarek okazał sie najszybszy – 21,5 sekundy.Ostatnia próba siły polegała na utrzymywaniu na czas ciężkiej cysterny, która stała na lekkim stoku. Zawodnik przyczepiał się szelkami do cysterny stojącej za nim i chwytał drążek z liną uczepioną cysterny opadającej. Rzecz sprowadzała się do siły i wytrzymałości palców dłoni. Oby otworzyły się jak najpóźniej!Bezkonkurencyjny był tu Raimonds, który wytrwał w czasie 2 minuty i 11 sekund. Drugie miejsce zajął Jarek z czasem 1,48 sek. co w ogólnej punktacji pozwoliło mu zdobyć wicemistrzostwo Europy. Mariusz wytrwał półtorej minuty, ale i tak miał już znaczną przewagę punktową nad przeciwnikami, dzięki czemu puchar mistrzowski przypadł właśnie jemu. Sympatyczny Łotysz uplasował się na trzecim miejscu.Mirosław Prandota

Komentarze: