Gabrysia

Ma 18 lat, jest uczennicą klasy maturalnej. Przez 7 lat grała w tenisa, ale któregoś dnia postanowiła „poprawić sprawność” i z ciekawości weszła do klubu crossfitowego,  bo akurat taki mieścił się na jej drodze ze szkoły do domu. Potraktowali ją tam trochę z przymrużeniem oka, ale byli na tyle gościnni, że poinstruowali, jak wygląda bój o nazwie „rwanie sztangi” i zachęcili do naśladownictwa.

Próbowałam robić to, co kazali i tak to się zaczęło – wspomina Gabriela Migała swoje pierwsze doświadczenia z ta trudną dyscypliną sportu. – Ale przyznaję, że od razu spodobała mi się ta „zabawa” ze sztangą.

Wszystko to zdarzyło się 2 lata temu i szybko wyszło na jaw, że crossfit doprowadza ludzi do nałogu. Gabrysia tak wciągnęła się do ćwiczeń na swoim pierwszym treningu, że nagle odechciało się jej tenisa. Był kłopot, bo ojciec pokładał w córce wielkie nadzieje, regularnie opłacał jej treningi i czekał, co z tego wyniknie. Spodziewał się sukcesów, a tu nagle dziewczyna ogłosiła bunt i zrezygnowała z tenisa.

Co można było zrobić w sytuacji, gdy niespełniona tenisistka zapałała takim entuzjazmem do czegoś, co jeszcze nie było nawet zrozumiałe dla przysłowiowego człowieka z ulicy? Chyba tylko przywyknąć i zaakceptować to, co jest. I tak się stało. Rodzice „pogodzili się z losem”.

Tata początkowo nie chciał kupić mi drugiego karnetu na treningi crossfitu, gdy dowiedział się, że rzuciłam tenis, ale potem uwierzył we mnie. Uznał, że właśnie w tej dyscyplinie będę odnosiła sukcesy.

A już w 2 lata później Gabrysia została zakwalifikowana do crossfitowych mistrzostw Kalifornii nastolatek i zajęła tam III miejsce, zresztą uzyskała ten wynik jako jedyna Polka, bo nikomu dotychczas nie udał się taki sukces.

Więcej w najnowszym wydaniu KiF Sport – Czytaj nas także w wersji elektronicznej!

16177862_1211908538858135_2938260569450037861_o

 

Komentarze: