Tegoroczne, siódme już Mistrzostwa Polski w siłowaniu się na rękę we Władysławowie, zgromadziły pokaźny tłum widzów. Było zresztą na co popatrzeć. Obok mocarzy, czyli zawodników płci niezbyt pięknej, wystąpiły… „mocarki”, czyli bardzo silne dziewczyny. Imprezę uświetnili swoją obecnością również olimpijczycy: zapańnik Andrzej Supron, bokser Jerzy Kulej i dżudoka Paweł Nastula, a także – doradca ministra sportu, najpopularniejszy do niedawna trener mistrzów kulturystyki, Stefan Mizieliński.Na mistrzach, co tu kryć, kibice trochę się zawiedli. Już zanosiło się na poważny turniej pomiędzy byłym bokserem i byłym zapaśnikiem, aż tu po kilkunastu sekundach walki okazało się, że panowie „zremisowali”. Oj, szkoda!Natomiast niektórzy spośród tych, którzy nie remisowali, lecz walczyli jak tygrysy o pierwsze miejsce, zademonstrowali całą gamę sztuczek, które nie wzbudziły szczególnego aplauzu publiczności. Na przykład sposobem na uniknięcie przegranej, było wyrwanie ręki w ostatniej chwili przed przegraną. A fu! Ten, kto nie lenił się w szkole i przeczytał obowiązkową lekturę pod tytułem „Stary człowiek i morze” Ernesta Hemingwaya pamięta, że tam akurat dwaj mężczyźni nie robili żadnych cudów, lecz, trzymając się za ręce, „szli na przeczekanie”, czyli dawali popis żelaznej kondycji. We Władysławowie zabrakło Hemingwaya. Zwycięstwo odnosiło się „sposobem”. Po wyrwaniu ręki walka zaczynała się od nowa. Jeszcze inni próbowali tak złapać przeciwnika, aby objąć swoją dłonią jego palce i już z góry mieć przewagę w powierzchni nacisku. Zaczynało się też zmagania „od góry”, zanim jeszcze łokcie dotknęły stolika.Bodajże trzy lata temu oglądałem podobne zawody w Warszawie, zorganizowane przez klub Fit&Fun. Pamiętam, że żadnych sztuczek wtedy się nie robiło. Decydowała rzeczywista siła ramienia, bo o to przecież w tej grze chodzi.Na szczęście we Władysławowie wszystko odbywało się na przysłowiowym luzie, toteż na wygibasy zawodników, chcących za wszelką cenę zwyciężyć, patrzono przez palce.Rozgrywki toczyły się aż w czterech kategoriach wagowych mężczyzn i w dwóch kategoriach kobiet. Ukoronowaniem zawodów była kategoria open mężczyzn. Największy sukces wśród mężczyzn odniósł Robert Grygorcewicz, a wśród kobiet Janina Kozioł, małżonka mistrza Polski w wyciskaniu sztangi leżąc.Dodatkową atrakcją tego sportowego dnia był występ wielokrotnego rekordzisty Polski i Europy w trójboju siłowym, Wiesława Łuki. Pan Wiesław, mimo 50-tki na karku, zachwycił wszystkich wspaniałą sylwetką i wciąż niepospolitą siłą. Sztangę ważącą 270 kg uniósł w martwym ciągu z takim wdziękiem jakby to był kij od szczotki.Potem dopiero okazało się, że gwóździem programu stał się jednak konkurs „mokrego podkoszulka”. Wystąpiły cztery odważne dziewczyny, polewane obficie wodą w nadziei, że podkoszulki rozpuszczą się i „cała prawda” wyjdzie na wierzch. Nic z tych rzeczy! To były podkoszulki naprawdę dobrej jakości.Na zakończenie mieliśmy pokaz aerobiku ze stepowaniem w wykonaniu jednego z organizatorów imprezy, Leszka Fedorowicza oraz trzech dziewczyn. Ten punkt programu oceniono bardzo wysoko.Dobrze jest, gdy tego rodzaju imprezy uświetniają monotonne życie plażowe. Gdyby jednak trzeba było zgłosić jakieś postulaty na przyszłość, to proponuję zrobić coś, żeby muzyka nie zagłuszała spikerów oraz – żeby uprościć sam turniej siłowania się, eliminując wszelkie cwaniackie sztuczki u zawodników.Bywalec

Komentarze: