Organizację Mistrzostw Świata Mężczyzn w Kulturystyce w 2001 roku przyznano wyjątkowo egzotycznemu krajowi – Birmie, która od czasu objęcia władzy przez rządy wojskowe 10 lat temu została przechrzczona na Myanmar. Podobny los spotkał stolicę kraju – Rangun, która obecnie nazywa się Yangon.

Rządy wojskowe zwykle starają się zaprowadzić nadzwyczajny ład i porządek, toteż aby wjechać do Myanmaru trzeba najpóźniej na 5 tygodni przed planowaną podróżą wystąpić o wizę, a że ambasad tego kraju w Europie jak na lekarstwo (najbliższe znajdują się w Berlinie i Moskwie), sprawa zaczyna się komplikować. Te problemy odbiły się też na składzie reprezentacji Polski na Mistrzostwa. Od kilku miesięcy było wiadomo, że jest trzech murowanych kandydatów: Paweł Brzózka, Piotr Głuchowski i Mariusz Strzeliński, a następni mogli pojawić się dopiero na Pucharze Polski, ale wtedy było już za późno na załatwienie wizy.Brzózka, Głuchowski i Strzeliński stawili się na konsultacje z trenerem kadry narodowej – Pawłem Fillebornem w połowie października ub.r. w Bydgoszczy (przy okazji Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych) i zaprezentowaną formą potwierdzili, że ich przygotowania przebiegają prawidłowo. Można by rzec, że nawet za dobrze, gdyż wszyscy byli w dobrej formie, a ważyli dużo powyżej 90 kg, pretendując do startu w wadze ciężkiej. Stało się to poważnym problemem dla zawodników i trenera, gdyż w każdej wadze może wystartować co najwyżej dwóch zawodników z jednego kraju. Trener nie chciał zbyt wcześnie narzucać zawodnikom, w jakich wagach mają startować i odłożył decyzję w tej sprawie do czasu „Pucharu Polski”. Wtedy okazało się, że najlżejszym z tej trójki jest Paweł Brzózka (97 kg) i – chcąc nie chcąc – to jemu przypadło mordercze zadanie zbicia wagi ciała do 90 kg w ciągu 5 dni. „Puchar” pokazał także, że niespodziewanie pojawił się co najmniej jeden zawodnik, który śmiało mógłby ubiegać się o miejsce w reprezentacji. Był nim wicemistrz świata juniorów z 2000 r., Kamil Majek (kat. 65 kg). Wydaje się, że nie bez szans byłby także Michał Kopcik (kat. 80 kg). Wtedy reprezentacja byłaby i liczniejsza i silniejsza.Jeszcze w dniu wylotu, w środę, Paweł miał 3,5 kg nadwagi. Doprawdy nadludzkim wysiłkiem, prawie nic nie jedząc i nie pijąc, udało mu się do czasu oficjalnego ważenia w piątek wieczorem doprowadzić swoją wagę do 90 kg, ale tylko on wie, ile go to kosztowało. Ostatecznie do Birmy pojechała nasza trzyosobowa ekipa, a więc z góry było wiadomo, że nie ma szans na obronę tytułu drużynowych mistrzów świata, wywalczonego w pięknym stylu w 2000 r. w Malezji. Z tamtej drużyny ubyło dwóch bardzo dobrych zawodników: Hubert Olborski i Andrzej Maszewski, którzy znaleźli się wówczas w finałach, ale z różnych przyczyn zawiesili starty w 2001 r. Inni poważni kandydaci do wysokich miejsc (Mariusz Muskała, Bogdan Wróbel czy Bogdan Szczotka) także nie pojawili się na kulturystycznych scenach w 2001 r. Być może obecny rok będzie pod tym względem szczęśliwszy.Myanmar nie jest krajem bogatym, nie imponuje więc – tak jak sąsiednie Tajlandia i Malezja – wieżowcami, autostradami czy eleganckimi portami lotniczymi. Okazało się jednak, że i w tym kraju można znaleźć coś fascynującego, prawdziwą perłę światowego dziedzictwa kultury. Tym czymś są bajecznie wręcz wyglądające pagody – miejsca kultu religii buddyjskiej. Przepych (pokryte tonami złota wielkie kopuły), bogactwo form architektonicznych i kolorystyka robią na przybyszu z Europy doprawdy oszałamiające wrażenie. Nic więc dziwnego, że oficjalna wycieczka dla uczestników Mistrzostw była poświęcona największej i najbardziej okazałej pagodzie – Shwedagon. Zresztą tradycyjne elementy ornamentacji występującej w pagodach zostały wykorzystane do dekoracji sceny na Mistrzostwach, która nie była tym razem upstrzona nazwami sponsorów, gdyż sponsor był jeden – rząd Myanmaru.W takiej scenerii, w całkiem nowoczesnej hali, wypełnionej kilkoma tysiącami widzów, toczyły się zmagania zawodników. Rozpoczęto nietypowo, od kategorii do 60 kg, którą jednorazowo wprowadzono na tych mistrzostwach, a która cieszy się dużą popularnością w krajach południowych. Pojawili się w niej zawodnicy z Korei, Wietnamu, Indii, Tajlandii, Egiptu i Myanmaru, a wygrał znany Wietnamczyk Pham Van Mach – srebrny medalista poprzednich Mistrzostw Świata w wadze do 65 kg. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że dwa następne miejsca zajęli reprezentanci Myanmaru i wcale nie był to prezent dla organizatora. Wprowadzenie kategorii muszej odciążyło w jakimś stopniu kategorię kogucią (do 65 kg), w której wystąpiło tylko 14 zawodników. Nie wpłynęło to jednak na widowiskowość spektaklu, gdyż po raz kolejny spotkało się w niej dwóch odwiecznych rywali: Egipcjanin Anwar El Amawy i Brazylijczyk Jose Carlos Santos, którzy prawie na każdych zawodach zamieniają się miejscami. El Amawy wygrał w sierpniu na „World Games”, ale tym razem Brazylijczyk udanie zrewanżował się i kolejność była odwrotna.W wadze do 70 kg po raz pierwszy na szczyt światowej czołówki wdrapał się bardzo zgrabnie zbudowany Słowak Igor Kocis, wygrywając obie rundy w stosunku 10:11 z Egipcjaninem Yossri Sayedem, mistrzem świata z 2000 roku. Biorąc pod uwagę jego tryumf na „World Games”, Kocis wyrasta na wielkiej klasy kulturystę w wagach lekkich. Kategorię do 75 kg wygrał po raz kolejny perfekcyjnie przygotowany Tagir Fachrutdinow z Azerbejdżanu, niesłychanie wszechstronny i doświadczony zawodnik, który w jednym roku został zarówno mistrzem Europy, jak i świata. Za nim uplasował się równie doświadczony w startach Czech Milos Pavlu, osiągając swój życiowy sukces.Kategoria do 80 kg była najliczniej obsadzona – reprezentowało ją 22 zawodników. Tutaj sytuacja nie uległa zmianie w porównaniu z poprzednimi Mistrzostwami. Po raz kolejny wygrał bardzo proporcjonalnie umięśniony Rosjanin Sergiej Dmitriew, wyprzedzając – jak w roku 2000 – Greka Pavlosa Mentisa, który jako jeden z nielicznych zdołał bezbłędnie przygotować dwa szczyty formy (w sierpniu został mistrzem „World Games” w kat. do 80 kg).I wreszcie zaczynają się kategorie, w których startują Polacy. Na pierwszy ogień idzie Paweł Brzózka w wadze półciężkiej (do 90 kg). Za przeciwników ma siedemnastu kulturystów, w tym wielu utytułowanych zawodników, jak wielokrotny mistrz świata Thomas Scheu z Niemiec, mistrz Europy Stefan Havlik ze Słowacji, wicemistrz Europy Ladislav Kurcik z Czech czy znany Cypryjczyk Stavros Malactos. Ciekawymi postaciami są też debiutujący Rosjanin Paweł Jerszow i powracający na scenę po wieloletniej przerwie legendarny czarnoskóry Anglik, Ian Dowe, mający na swym koncie medale mistrzostw świata i Europy. Najwcześniej odpada Havlik, który nie wytrzymał aż trzech startów w jednym roku i jest w słabszej formie. Dowe imponuje kształtami górnej połowy ciała, jednak ustępuje masą mięśni ud, co przesuwa go na szóste miejsce, ale i tak cieszy się z wejścia do finału. Kurcik jest jak zawsze gęsty i dobry jakościowo, jednak ma nieco szerszą i niezbyt ładnie ukształtowaną talię, z nielicznymi i słabo zarysowanymi poprzecznymi „wałkami” mięśnia prostego brzucha. Tym razem nie może być wyżej niż na 4 miejscu. Dla odmiany pięknie zbudowany Malactos, z wąziutką i poseparowaną talią oraz wypukłymi mięśniami grzbietu, ma nieco mniejszą masę mięśni nóg i sędziowie wahają się, jak go sklasyfikować.W półfinale wyraźnie przegrywa z Kurcikiem, ale w finale – wygrywa. W ogólnym bilansie ma jednak jeden punkt więcej od Czecha i spada na 5 miejsce. Wyłania się więc wyraźna grupa do walki o medale: Brzózka, Scheu i Jerszow.Debiutujący na arenie międzynarodowej Jerszow jest najniższy z nich, niewiarygodnie gęsty i dorzeźbiony. Jego talia sprawia wręcz wrażenie jakby była wyrzeźbiona z drewna. Nie jest jednak aż tak zgrabny, jak jego dwaj wielcy rywale. Brzózka nie występował na Mistrzostwach Świata Mężczyzn od 1997 r., ale w międzyczasie zdobył dwa tytuły mistrza świata w parach (z Ewą Kryńską). W tym roku zrezygnował z obrony tytułu w parach, koncentrując się na indywidualnym starcie w Birmie. Dotychczas największym sukcesem Pawła był brąz
owy medal, wywalczony 10 lat temu w debiutanckim starcie na Mistrzostwach Świata w Katowicach w wadze do 80 kg. Potem Paweł przeniósł się do kategorii do 90 kg, w której wywalczył mistrzostwo Europy w 1996 r. w Konstancy oraz dwukrotnie (1996 i 1999) 6 miejsce na Mistrzostwach Świata. Trzy inne starty przyniosły mu miejsca poza finałową szóstką. Gdy w 1997 r. w Pradze ponownie stanął na podium Mistrzostw Świata (3 miejsce), wydawało się, że będzie regularnie zdobywał medale w tej kategorii. Problemy z dopingiem pozbawiły go tego trofeum i zmusiły do przerwania startów na dwa lata. Ale zawodnik nie załamał się, konsekwentnie trenował, ciągle poprawiając wielkość i jakość swojego umięśnienia. Po zajęciu 6 miejsca na Mistrzostwach Świata w 1999 r. w Bratysławie, gdy wielu doświadczonych sędziów z IFBB podchodziło do niego gratulując mu wspaniałej formy i wyrażając opinię, że osobiście widzieli go na znacznie wyższej pozycji (zaledwie kilka punktów dzieliło go wówczas od 4 miejsca), podjął decyzję o spróbowaniu sił w wadze ciężkiej.Debiut w tej nowej kategorii miał nastąpić właśnie w Birmie, niestety układ krajowej czołówki zmusił go do zbijania wagi i startu w kategorii do 90 kg. Tym razem okazało się jednak, że nadal stać go na sukcesy w wadze półciężkiej. W półfinale wystąpił w ponad 10 pierwszych porównaniach, a wynik tej rywalizacji był taki, że znalazł się na 1 miejscu, prowadząc jednym punktem (7:8) z Niemcem Scheu’em. Jerszow miał 20 pkt. i już nie mógł im zagrozić. Musiał jednak walczyć z Czechem Kurcikiem, który także uzyskał 20 pkt. Oczywiście żaden z zawodników ani działaczy nie znał tak dokładnych wyników, chociaż wszyscy w ekipie polskiej zdawali sobie z tego sprawę, że Paweł walczy o złoty medal i że różnice punktowe w czołówce muszą być niewielkie. Dotychczas Brzózka i Scheu spotykali się dwukrotnie, ale Polakowi nigdy jeszcze nie udało się pokonać Niemca. Scheu jest bardzo trudnym przeciwnikiem. Nie dysponuje ani wielką masą mięśniową (podobnie jak Brzózka – jest dość wysoki jak na tę kategorię), ani jakimiś przepięknymi proporcjami. Ma jednak bardzo dobrze dopracowane umięśnienie, zwykle nienaganną definicję, no i wreszcie jest mistrzem pozowania, dając liczne pokazy, jak chociażby na Mistrzostwach Polski w Białymstoku w 1999 r. Paweł miał więc lepsze proporcje ogólne i ładniejsze zarysy sylwetki, ale nieco ustępował Thomasowi pod względem rzeźby. Przed niedzielnym finałem sytuacja Pawła była więc trudna. Jasne stało się, że będzie to pojedynek na rzeźbę, ale trzeba było się też liczyć z atakiem Niemca w programie dowolnym.W niedzielę okazało się, że rzeźba Pawła nie poprawiła się, natomiast Niemiec był jakby jeszcze bardziej wysuszony, eksponując szczególnie pocięte uda i talię. Polak niewiele ustępował Niemcowi jeśli chodzi o wygląd i prążkowanie ud, imponował wspaniale ukształtowanymi i wypukłymi mięśniami całego grzbietu, jednak wyraźnie miał grubszą skórę w obrębie talii. W programie dowolnym obaj wspięli się na szczyty swoich możliwości. Polak pozował więcej w parterze i trochę bardziej statycznie, Niemiec miał nowocześniejszą choreografię i bardziej dynamicznie poruszał się po scenie. Efekt był taki, że tym razem jednym punktem (8:7) wygrał Scheu, o czym prawdopodobnie zadecydowała ostrzejsza rzeźba, i obaj wielcy rywale zrównali się punktowo w ostatecznym podsumowaniu. Tutaj niestety przepisy IFBB nie sprzyjały Brzózce, gdyż w takim przypadku zwycięża zawodnik, który był lepszy w finale. Złoty medal zawisł więc na szyi Niemca, a Polakowi przypadł srebrny krążek. Ten niesłychanie wyrównany pojedynek dwóch wybitnych zawodników był z pewnością ozdobą całych Mistrzostw. Jerszow, tak jak w półfinale, uzyskał 20 punktów, wyprzedzając Kurcika, który tym razem miał 26 pkt. i zajął 4 miejsce, o 1 punkt wyprzedzając Cypryjczyka Malactosa i o 3 punkty Brytyjczyka Dowe’a. Walka o miejsca 4-6 była więc także niesłychanie wyrównana.Zaraz po dekoracji Brzózki i jego rywali na scenę weszło trzynastu tytanów z kategorii ciężkiej, w tym dwóch naszych superatletów: Mariusz Strzeliński i Piotr Głuchowski. Za przeciwników mieli tak sławnych zawodników, jak Litwin Rolandas Pocius (aktualny mistrz Europy) i Rosjanin Oleg Makszancew (4 na Mistrzostwach Europy). Dołączyli do nich robiący szybkie postępy Czech Petr Weinlich, Niemiec Peter Trenz i Libańczyk Mohamed Anouti. Brakowało złotego medalisty z 2000 r., Turka Hamdullaha Aykutluga i znanego Ukraińca Olega Protasa. Sytuacja w wadze ciężkiej jest jednak najmniej stabilna, gdyż zawodnicy bardzo zmieniają się z roku na rok, potrafiąc przesuwać się o ponad dziesięć miejsc do góry. Głuchowski miał sprawę jasną. Po zdobyciu tytułu mistrza Europy w 1995 r zaczął piąć się do góry w klasyfikacji mistrzostw świata, dochodząc do srebrnego medalu w 2000 r. Jego interesowało więc głównie złoto, a co najmniej srebro. Strzeliński startował natomiast w glorii mistrza Europy i świata z 2000 r., ale w kategorii niższej – do 90 kg. Mariusz jednak nigdy nie wahał się, jeśli chodzi o zmianę kategorii. Zaczynał starty od 70 kg i stopniowo rozwijając umięśnienie stanął w tym roku przed decyzją przejścia do najcięższej kategorii. Nie wahając się wiele, zrobił ten trudny krok, chociaż wydaje się, że łatwiej byłoby mu obronić tytuł w kategorii do 90 kg.Już po pierwszych porównaniach stało się jasne, że ogromny Litwin nie jest w szczycie formy (braki w definicji) i nie będzie się liczył w walce o medale. Podobnie Niemiec Trenz. Natomiast ogromne postępy zrobili: Weinlich, Makszancew i Anouti.Nasi zawodnicy prezentowali się bardzo okazale. Nieco lepiej wyglądał będący w życiowej formie Piotr Głuchowski, który imponował głęboką separacją i definicją, przy zwiększonej do 108 kg masie mięśniowej. Mariusz Strzeliński był chyba najniższy w całej stawce zawodników i wyróżniał się niesłychanie masywnym, pękatym umięśnieniem. Miał także całkiem dobrą separację i definicję, ale nie tak cienką skórę, jak Głuchowski.Nasi zawodnicy wystąpili, razem z Rosjaninem i Czechem, we wszystkich głównych porównaniach i było jasne, że obaj walczą o medale. Rosjanin był najmasywniejszy (118 kg) i także prezentował bardzo wysoką formę. Wyglądało więc na to, że to z nim nasi zawodnicy stoczą walkę o złoty medal. Tuż za nimi czaił się świetnie przygotowany Weinlich. Natomiast trudno było przewidzieć, jak sędziowie sklasyfikują Pociusa. Pod względem ogólnej masy i sylwetki mógł rywalizować z najlepszymi, ale rzeźbę miał wyraźnie słabszą. Czasami jednak tacy zawodnicy zachodzą niespodziewanie wysoko, jeśli w panelu sędziowskim przeważają jurorzy preferujący ogólny wygląd i kształty sylwetki. W niedzielnym finale obaj nasi zawodnicy nie zaprezentowali jakichś porywających programów dowolnych i w tym względzie mają jeszcze spore rezerwy. Walka trwała do ostatniej sekundy dogrywki, w której rywale mogli się mieszać i podchodzić do siebie. Tutaj nierozłączną dwójkę stanowili Makszancew i Głuchowski, którzy wyczuwali, że walczą o złoty medal. I tak też się stało. Podczas dekoracji obaj pozostali z tyłu sceny, gdy reszta zawodników otrzymała już nagrody. Wreszcie, jako pierwsze, pada nazwisko Głuchowskiego, a więc powtarza on wynik z poprzednich mistrzostw, zostając po raz drugi wicemistrzem świata. Sukces odnosi też Strzeliński, zdobywając brązowy medal. Weinlich jest czwarty, Pocius – piąty, a Anouti – szósty.Tak przedstawiała się kolejność podczas dekoracji na scenie.Jednak nie był to jeszcze koniec zawodów. Potem, zgodnie z przepisami IFBB, wszyscy medaliści udali się na badania antydopingowe. Mariusza Strzelińskiego szybko zwolniono z badań, gdyż okazało się, że brakuje już oficjalnych, plombowanych pojemników do przechowywania i transportowania moczu. Zagwarantowano mu j
ednak, że będzie traktowany tak, jakby przeszedł przez badania, co jest o tyle ważne, że w razie wpadki któregoś z wyprzedzających go zawodników będzie miał prawo do przesunięcia się na wyższą pozycję. Problemy zaczęły się natomiast z Piotrem Głuchowskim, który oddał co prawda mocz w przepisowy sposób, ale lekarz reprezentujący Komisję Medyczną IFBB uznał po pewnym czasie, że mocz jest za jasny i nie odpowiada wymaganym normom. Zdecydowano się poprosić zawodnika o oddanie kolejnej próbki moczu, ale ten pojechał już do hotelu. W rezultacie Głuchowskiego zawieszono, pozbawiając go miejsca w komunikacie końcowym i przesuwając na drugą pozycję Mariusza Strzelińskiego. Głuchowski odwołał się jednak od tej decyzji i czeka na rozpatrzenie swojego protestu przez władze IFBB. Powtórną próbkę moczu musiał oddać też Makszancew.Na ostateczne wyniki tej oraz wszystkich pozostałych kategorii wagowych przyjdzie więc nam poczekać aż do zakończenia procedury badań antydopingowych i rozpatrzenia przez IFBB ewentualnych odwołań.Tak czy owak, wszyscy trzej Polacy udowodnili, że należą już do najlepszych kulturystów świata i w zasadzie mogą zastanawiać się nad decyzją o przejściu na zawodowstwo.Kategorię open wygrał Makszancew przed Scheu’em i Fachrutdinowem, natomiast w klasyfikacji drużynowej przoduje Rosja, przed Koreą Płd. i Egiptem, ale te wyniki także nie są jeszcze ostateczne.

Komentarze: