Rozmowa z Radosławem Słodkiewiczem, mistrzem Europy w parach sportowych

Gratulacje z okazji zdobycia tytułu mistrza Polski w kat. powyżej 90 kg oraz w kategorii open, a także Mistrza Europy w parach kulturystycznych! Zapewne dla wielu młodych kulturystów staniesz się teraz wzorem do naśladowania. A jak było z Tobą, gdy rozpoczynałeś treningi? Miałeś swój wzór czy tylko wizję sukcesu? Miałem, ale nie od razu. Był nim Dorian Yates. Niesamowite wrażenie robiły na mnie ogromne gabaryty jego mięśni, tym bardziej, że towarzyszyła im proporcjonalna sylwetka. Czy oznacza to, że podobają Ci się monstrualnie zbudowani kulturyści? Nie wszyscy, bo na przykład największy gigant wśród kulturystów – mam na myśli Ronney’a Colemana – nie jest moim ideałem. Czegoś mu brakuje w ogólnych proporcjach. Ale na przykład Nasser el Sonbaty zdobył moje uznanie. A kobiety? Na zawodach i na treningach bywasz w towarzystwie kulturystek i fitnesek. Czy później, gdy idziesz plażą i widzisz tam zgrabne dziewczyny, nie masz chęci „dołożyć” im trochę muskulatury? Jak najbardziej. Wysportowana sylwetka dodaje dziewczynom wiele uroku i przyciąga spojrzenia mężczyzn. Wszystko musi być jednak zamknięte w rozsądnych granicach. Przerosty mięśni u kobiet robią na mnie nie najlepsze wrażenie. Moim ideałem jest sylwetka fitneski, np. Aleksandry Kobielak lub Kamili Porczyk. Czy kulturystyka jest sportem odpowiednim dla młodych osób? Na pewno tak! Wiem to po sobie, Sport ten wyrabia siłę charakteru, cierpliwość, upór i konsekwencję. Jestem przekonany, że kulturysta, który postawi przed sobą trudne zadania zawsze je wykona, również te pozasportowe. Wiem, że do kulturystyki nie trafiłeś – jak to się mówi – „z ulicy”, ale miałeś już na koncie sportowe doświadczenia. To prawda. Uprawiałem lekkoatletykę, czasami też grałem w koszykówkę. A co zadecydowało, że zrezygnowałeś z tamtych dyscyplin na rzecz kulturystyki? To nie było jakieś zachłyśnięcie się akurat tą dyscypliną. Miałem tylko zamiar poprawić swoją muskulaturę. Na początku nawet nie zamierzałem zostać kulturystą. Dopiero po pewnym czasie poczułem, że sport ten mnie wciąga. Czy masz jeszcze czas na inne sporty? Niestety, bardzo rzadko. Zdarza się, że pogram trochę w kosza lub popływam, ale już tylko rekreacyjnie. I nigdy nie żałowałeś, że zostałeś kulturystą? Przecież dobry koszykarz robi dzisiaj kasę, o jakiej dobry kulturysta może tylko pomarzyć! Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze. Oczywiście, chciałoby się mieć trochę – jak powiedziałeś – kasy, ale radość, jaką daje mi kulturystyka sprawia, że pieniądze schodzą na drugi plan. Pozostańmy na chwilę przy pieniądzach. Wiem, że wydatki kulturystów są naprawdę bardzo duże. Nie da się zostać mistrzem na kanapkach i zsiadłym mleku. Jak to z tą kasą jest? Prawda jest taka, że w Polsce – poza nielicznymi wyjątkami – nikt nie wyżyje z samej kulturystyki. Prawie wszyscy do niej dokładają. Niestety, ja również. Czy oznacza to, że aktualny Mistrz Polski w kategorii powyżej 90 kg oraz w kategorii wszechwag nie ma żadnego sponsora? Niestety, jak dotąd nie ma. Być może teraz, po odniesionych sukcesach, ktoś mnie wypatrzy, ale za bardzo na to nie liczę. Kulturystyka w naszym kraju nie jest dyscypliną zbyt wysoko cenioną i to mimo sukcesów, jakie coraz częściej polscy zawodnicy odnoszą na arenie międzynarodowej. Jeżeli jest tak niedobrze, to jak Ty radzisz sobie z niedoborem pieniędzy? Nie przypuszczam, aby kulturysta tej klasy mógł obyć się bez suplementów białkowo-węglowodanowych, które sporo kosztują. Staram się zarabiać trochę grosza to tu, to tam, ale jako student nie mam zbyt wielkiego pola manewru. Aktualnie kończę studia na Akademii Rolniczej w Poznaniu, na wydziale technologii drewna, więc możliwości te są tym bardziej ograniczone. Czy wolno mi domyślać się, że jako student odnosisz równie znaczące sukcesy, jak w kulturystyce? Raczej nie sprawiam kłopotów i to liczy się najbardziej. Nie należę do najlepszych studentów, ale do najgorszych również nie. Nietrudno zgadnąć, że treningi i nauka razem wzięte zabierają Ci mnóstwo czasu. W jaki więc sposób regenerujesz swoje siły? Pod tym względem nie byłbym dobrym wzorem do naśladowania. Nierzadko jest tak, że idę zmęczony albo na trening, albo na wykłady, a to z kolei nie sprzyja ani nauce, ani sportowi. Dawniej bardzo się tym przejmowałem, co jeszcze bardziej pogarszało sytuację. Doszedłem więc do wniosku, że pewnych sytuacji nie przeskoczę, że muszę pogodzić się z tym, co jest. W praktyce wygląda to mniej więcej tak, że gdy jestem już bardzo zmęczony, to odpuszczam sobie albo trening, albo naukę. Niestety, to jedyny sposób na jakąkolwiek regenerację. Względna pociecha w tym, że na trening lub na naukę mogę wykorzystywać czas, który moi koledzy przeznaczają na rozrywkę. W moim grafiku zajęć coś takiego nie istnieje. Co na to Twoja dziewczyna? O dziwo, wytrzymuje to. Jest bardzo wyrozumiała, za co jeszcze bardziej ją cenię. Poznałem wielu kulturystów, którzy byli tak zafascynowani możliwościami rozwoju muskulatury, że poza kulturystyką świata nie widzieli. Przerwali naukę, zmienili pracę na gorzej płatną, ale dającą więcej czasu na treningi. Czy uważasz, że kulturystyka im to wynagrodzi? Wątpię. Jeżeli już, to tylko na krótką metę. Życie jest brutalne i dziwię się, że niektórzy żyją złudzeniami. Trzeba w pierwszym rzędzie zabezpieczyć sobie przyszłość poprzez zdobycie wykształcenia i dobrej pracy, a dopiero później pomyśleć o realizacji marzeń. O wszystkim powinna decydować hierarchia priorytetów. A jak oceniasz rozwój kulturystyki w Polsce? Zawodnicy wspinają się na coraz wyższy poziom, kulturystyka rekreacyjna też odnosi sukcesy, bo klubów kulturystycznych i fitness jest coraz więcej. To dobrze, bo kulturystyka to sport dla wszystkich i to niezależnie od metryki urodzenia. Marzy mi się taka sytuacja, w której ta dyscyplina sportu zostałaby doceniona, jak na przykład koszykówka. Z pełną opieką, sponsoringiem i poparciem mediów. Jakoś trudno jej zakwalifikować się do grona sportów olimpijskich… Rzeczywiście, brakuje mocnego poparcia, chociażby w mediach. Na przykład tytuł Mistrza Świata, zdobyty przez Mariusza Strzelińskiego, został zauważony właściwie tylko przez prasę kulturystyczną. A szkoda, bo to jednocześnie sukces Polski. Być może, gdyby Mariusz Strzeliński zdobył swój medal na olimpiadzie, wtedy wszyscy by się ocknęli, ale jak dotąd żyje tym tylko wąska – nazbyt wąska grupa. Co dała kulturystyka Radkowi Słodkiewiczowi? Nauczyła mnie życia. Dzięki niej nie załamuję się pod naporem przeciwności losu, ale z uporem realizuję swoje zamiary i cele życiowe. A czy jest coś, co Ci kulturystyka odebrała? Oczywiście. Jest to sport, który wymaga wielu wyrzeczeń i wobec tego z góry człowiek zakłada, że z różnych rzeczy trzeba będzie zrezygnować. Ale ponieważ radości jest więcej, uważam, że o stratach nie wypada nawet mówić. Przez wiele lat pracowałeś na swoje sukcesy. Jak z pozycji mistrza widzi się innych ludzi – tych, którzy nie uprawiają kulturystyki? No cóż? Jasne jest, że u przeciętnego przechodnia mimowolnie widzę dużo wad w jego sylwetce. Mimo tego nie uważam ludzi nie ćwiczących za gorszych. Jestem zdania, że każdy powinien robić to, co uważa za słuszne. Jeden woli się bawić, inny – trenować kulturystykę, jeszcze inny jeździć na rowerze i to jest prawidłowość. Kulturystyka, mimo że jest sportem dla wszystkich, nie musi być jedynym sportem dla każdego. A to, że jestem lepiej zbudowany niż inni, wcale nie czyni mnie lepszym. Dziękuję za rozmowę. Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 4/2001. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: