Rozmowa z Bogusławem Lindą, najpopularniejszym polskim aktorem o sporcie, treningu i filmie

Znamy Pana jako popularyzatora i prezentera sportów ekstremalnych, które z nich uprawia Pan najchętniej i kiedy znajduje na to czas?Moja praca układa się tak, że zazwyczaj przez pół roku intensywnie pracuję, a drugie pół mam wolne. To właśnie podczas tej wolnej połowy robię różne dziwne rzeczy, do których zaliczam też sporty ekstremalne. Lubię wysiłek i nie ukrywam dreszczyk emocji, cała reszta zależy już tylko od nastawienia, założonego celu i od tego, co w najbliższym czasie czeka mnie na planie filmowym.Jakie rodzaje sportu uprawiał Pan w młodości?Boks, judo.Dlaczego akurat te?Zawsze bardziej pociągały mnie dyscypliny indywidualne, a głównie sporty walki.A sukcesy?Niestety, brakowało czasu, a może i uporu…Mówiąc o boksie, jak Pan ocenia przebieg kariery Andrzeja Gołoty?Nie ukrywam – ja także emocjonowałem się walkami Andrzeja Gołoty. Dystansując się od wszelkich opinii, nie można pominąć faktu, że był pierwszym Polakiem, który miał szansę walczyć o tytuł zawodowego mistrza świata. A że tej szansy nie wykorzystał – to już jego sprawa.Czy uprawianie sportu, a konkretnie sprawność fizyczna pomaga w grze aktorskiej?Tak naprawdę, to sprawność fizyczna ma niewiele wspólnego z aktorstwem w teatrze, nieco inaczej wygląda to u aktorów występujących w filmach. Trudno wprawdzie nazwać grą aktorską wielokrotne powtarzanie sceny np. wskakiwania do będącego w biegu pociągu, ale o wiele lepsze jest samopoczucie aktora, jeżeli potrafi to robić lekko i z wdziękiem.Czy zetknął się Pan z kulturystyką?Z kulturystyką jako sportem nie, ale z ćwiczeniami kulturystycznymi tak i uważam, że niektóre z nich są znakomite.Co Pan sądzi o wyglądzie kulturystów i kulturystek?Uważam, że każdy ma prawo do takiego wizerunku, jaki chce widzieć. Nie określam, czy jest to złe, czy dobre.A umięśnione kobiety?Akceptuję je. Mam przy tym świadomość, że przerwy w treningach znakomicie je „wygładzają”.Czy i jak często wykonuje Pan ćwiczenia siłowe?Ostatnio nie, nie miałem na to ani czasu, ani warunków. Niemniej przez ponad rok, kiedy byłem w ciągłych rozjazdach, miałem wiele okazji do dużego wysiłku. Nie ćwiczyłem na sucho, ale treningi miałem naprawdę mocne.Czy w akcjach niosących zagrożenie zastępują Pana kaskaderzy?W rzeczywiście niebezpiecznych tak i nie jest to zależne ode mnie.Proszę nie wierzyć w legendę, że aktorzy sami wykonują sceny z dużym współczynnikiem ryzyka. Żaden producent nie wyrazi na to zgody.Przecież jeżeli aktor złamie choćby mały palec, to jest tak długa przerwa w zdjęciach, jak długo na tym palcu znajduje się gips. Choćby z tego powodu, ryzykowne fragmenty wykonują kaskaderzy.Jak Pan sądzi, dlaczego tak mało aktorów może pochwalić się znaczącą muskulaturą? Czyżby nie było na takich zapotrzebowania?Myślę, że zapotrzebowanie jest, w filmach nawet duże, niemniej nabór do szkół teatralnych, a także cykl szkolenia aktorów pod tym względem nie jest właściwy. Wszystko ustawione jest pod teatr i niektórzy sądzą, że wystarczy jeżeli aktor dobrze zna rolę i dobrze mówi tekst. Zupełnie zapominają, że oprócz teatru jest jeszcze kino i telewizja. Wiem coś o tym.rozmawiał Sylweriusz Łysiak

Komentarze: