Zwierzenia Agnieszki Szwankowskiej, mistrzyni Europy oraz wicemistrzyni świata w body fitness

O miłości do sportuKiedy poszła na pierwszą randkę ze sportem? O rety! Jak tylko nauczyła się chodzić. A potem powstał problem. Potem – to znaczy, wtedy gdy już się zestarzała i miała całe 7 lat. Mała kobietka musiała podjąć męską decyzję: szkoła muzyczna czy sportowa? Nie było to łatwe, bo miała i dobry słuch, i dobrą skoczność. Jednak szkoła sportowa była 50 metrów od domu i to przesądziło sprawę. Już jako ośmiolatka jeździła na zawody sportowe, startując w biegu na 60 metrów i w skoku w dal. Wtedy robiło się konkretne wyniki, bo o pierwszym lub kolejnym miejscu decydowały sekundy i centymetry, a nie – jak teraz – łaskawe oko jednego sędziego i mniej łaskawe drugiego. Lekkoatletykę uprawiała do 17-tego roku życia i była w tym sporcie zakochana do momentu, kiedy podczas zawodów prawie zerwała sobie mięsień dwugłowy uda. Była to kontuzja na tyle poważna i długotrwała, że biegi i skoki musiały wypaść z harmonogramu codziennych zajęć.O ciele i duchuRuch wyznacza jej rytm życia. W ogóle ma „rozbieganą” naturę, jak zresztą sama twierdzi. Bliżsi znajomi to potwierdzają, a dalsi nawet nie zdążą niczego zauważyć, bo Agnieszka rzadko przebywa w jednym miejscu dłużej niż 3 sekundy. Szukała swojego sportowego szczęścia nawet na korcie tenisowym, ale właśnie tam wyszło na jaw, że zanim machnie się rakietą, należy się skupić, co akurat nie najlepiej współbrzmiało z jej osobowością. Ale mimo wszystko od dawna wyznawała zasadę, że człowiek powinien rozwijać się „klasycznie”, według najlepszych norm helleńskich, czyli w harmonii ducha i ciała. Tak więc niezależnie od upodobań sportowych studiowała jednocześnie filologię polską i angielską. Angielską głównie z racji swojego uwielbienia dla Szekspira. Ukończyła też studia podyplomowe o specjalności public relations.O pracyPracowała 6 lat w radiu i nagle przestała pracować. Okazało się, że gdy ona przygotowywała się do wyjazdu na mistrzostwa świata w Rio de Janeiro, doszło do zmiany właściciela firmy i – jak to zwykle bywa – „nowy” zrobił restrukturyzację. Dzisiaj słowo „restrukturyzacja” oznacza najczęściej, że kogoś trzeba zwolnić. Agnieszki akurat nie było w pracy, więc zwolniono właśnie ją. Nie narzeka na wredny los, bo jej prawdziwym marzeniem jest własny klub fitness. Kiedy zostanie właścicielką czegoś takiego? O, tego nawet ukochany Szekspir nie przewidział!Jej typ mężczyzny to lekkoatleta, ale wszechstronnie wysportowany, a więc dziesięcioboista, ewentualnie płotkarz lub oszczepnik. No i musi być obowiązkowo wysoki – bo przecież ona sama jest wysoka, zwykle na zawodach góruje wzrostem nad konkurentkami. Co myśli o profesjonalnych kulturystach? Głośno wszystkiego nie powie, bo się obrażą. Ale trochę powie, a jakże! Otóż przygląda się im i dostrzega brak harmonii między wyglądem a samopoczuciem. Gdy występują na zawodach, to są sfrustrowani, bo niedopici, niedożywieni i niedopieszczeni. Gdy nie biorą udziału w zawodach, to są dla odmiany tłuściochami. Ale zdarzają sie wyjątki – dodaje.O BrzózkachTo wyjątkowa para. Paweł należy do kulturystycznych wyjątków. Jest niezwykle konkretny i szczery, i zawsze „zachowuje się na temat”. Ma w sobie dużo charyzmy i uchodzi za autorytet w wielu sprawach, co potwierdza się w praktyce. Rozmowa z nim to przyjemność dla ducha i zawsze prawda „prosto w oczy”. Ela jest przyjaźnie nastawiona do ludzi, śliczna, pogodna i pełna serdeczności. Agnieszka nazywa ją Maluszkiem i mówi, że ów Maluszek to jednocześnie jej przyjaciel i trener. Agnieszka bardzo sobie chwali doskonałe kontakty z obojgiem. Bardzo jej pomagają w doborze ćwiczeń i diety, a poza tym ustawili ją psychicznie, co pozwala jej być bardziej stonowaną, wręcz „ekologiczną”.KucachWłodek Kuca i jego żona Beata to tancerze zawodowi. Oboje włożyli mnóstwo pracy, aby Agnieszkę nieco okiełznać i przygotować choreograficznie. „Bo w tańcu jestem beznadziejna”. A na scenie trzeba przecież demonstrować płynność, prawie pływać w powietrzu, bo sędziowie wychwycą każdy błąd. Włodek i Beata okazali ze swojej strony mnóstwo cierpliwości i serca podczas wdrażania swojej roztrzepanej uczennicy właściwości charakterystycznych dla osób występujących na scenie. To pasjonaci i niezwykli ludzie, a kontakt z nimi budzi te pozytywne strony osobowości – twierdzi Agnieszka.O HeniachSą ze mną … już nie pamietam – po prostu od początku – mówi Agnieszka. Ciepli, spontaniczni, pełni optymizmu i bardzo pomocni. Halina i Henio – Wrocławianie to „karnawałowa para”, mam nadzieję, że dla klubu NO LIMITS, który prowadzi Henio, zdobędę jeszcze jedno trofeum – dodaje Agnieszka.O treningachLubi się męczyć. Ba, nawet lubi się „zajeżdżać”! Jak trening, to trening. Uważa, że już nadaje się do uprawiania triathlonu, a w planie ma maraton na 42 kilometry. Wierzy, że to się uda. Podczas uprawiania lekkoatletyki była skoncentrowana na tym, co robi, jest tak również teraz, choć fitness ma nieść radość życia i cechy dobrze się kojarzące, więc taką trzeba być i nie warto się stresować. Szkoda tylko, że dziewczyn jest tak mało w tym sporcie, ale fitness to trudna dyscyplina i może stąd bierze się taki niedobór.O partnerze życiowymByły lekkoatleta, tenisista, pływak. Bardzo lubi biegać, ale tylko pod górkę, więc nie biegają razem. Absolwent AWF, menedżer pracujący dla szwedzkiej firmy. Odporny na życie z fitneską, przynajmniej na razie odporny, a na ile odporny, to okaże się w przyszłości. Nie przepada za dziewczynami, które są na diecie, ale niewykluczone, że z czasem przywyknie.O skutkach bycia sportsmenkąNajgorsze jest to, że cały czas obowiązuje przerażająca samodyscyplina. Od diety aż po życie towarzyskie. Ważne, aby między posiłkami nic nie jeść, a tu się podjada, bo zawsze jest na coś apetyt. Więc trzeba się pilnować. Potem ktoś zadzwoni, zaproponuje spotkanie, obiecuje, że będzie fajnie, a tu harmonogram napięty i wychodzi na to, że fajnie nie będzie. Ludzie tego nie pojmują. Jak to? Takie towarzystwo, a Ty idziesz na trening? No i po pewnym czasie odwracają się plecami.O fitnessTo sport bardzo egoistyczny. Cały czas trzeba patrzeć na siebie i kontrolować wszystko po kolei. Lustro, przeglądanie się, wypatrywanie błędów diety, niedostatków treningu, zmęczonej cery. Chyba w żadnej dyscyplinie nie ma takiego krytycznego podglądania siebie pod każdym względem. Można nauczyć się egoizmu, jak przy żadnej innej okazji. Agnieszka robi co może, aby trochę ograniczyć te nawyki, ale czy skutecznie?O rodzinieOjciec był reprezentantem Polski w siatkówce. Jest profesorem Uniwersytetu Gdańskiego, wykłada tam ekonomię. Mama namiętnie chodzi po górach, zresztą w towarzystwie ojca. Dyscyplinę, którą uprawia córka, traktują z dużym przymrużeniem oka. Ciągle mają nadzieję, że Agnieszka zmieni zainteresowania. Kiedy jednak zdobyła Mistrzostwo Europy w Budapeszcie, oboje zademonstrowali symptomy wyraźnego załamania psychicznego. Stwierdzili: „To znaczy, że jeszcze długo będziesz się tym zajmować…” Niestety, na to wygląda. Bo fitness dla niej to dyscyplina oszołomska, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.O czasie wolnymCóż – nie ma go. A jeżeli już coś wykroi z planu dnia, to chętnie posłucha muzyki lub obejrzy film. Na przykład coś Davida Lyncha lub braci Coen, bo ogląda głównie trudne kino. Muzyka musi być opowiadaniem muzyczno-tanecznym, a nie „lekka, łatwa i przyjemna”. Tak samo podczas występów na zawodach. Melodia musi wspierać ruch sceniczny. Muzyka wyznacza mi rytm życia – mówi Agnieszka.O własnym masochizmieĆwiczy cały rok. Na maksa! W siłowni nikt sobie z nią nie pogada. Trening siłowy trwa godzinę, a jest taki, że pot się leje. Nie
ma żadnego odpuszczania sobie czegokolwiek. Codziennie o 6 rano biega 10 kilometrów. Mieszka w Gdańsku, więc przez 15 minut dobiegnie do plaży, a potem po piasku i po lesie. Bardzo poważnie traktuje rozciąganie mięśni. Robi to przez godzinę. Do tego dochodzą wszystkie elementy, które ma w swoim układzie scenicznym. Nie lubi ich, ale robi. Codziennie, w niedzielę również, a podczas wakacji tak samo. Wie, że to prawie masochizm, ale co z tego? Robi się to, co się robi.O byciu wzorem dla kogokolwiekSiebie nie poleca. Nikt nie pobiegnie za nią w maratonie. O 5.40 rano też nie każdy wstanie. Dążenie do doskonałości przynosi wprawdzie efekty, ale jest męczące na co dzień, zraża ludzi, którzy mają odmienny sposób bycia. Ma się sylwetkę nie do podrobienia, ale nie zje się ciastka, bo nie pozwoli na to wewnętrzna cenzura. Ma się satysfakcję ze sportowych osiągnięć, ale życie ma w sobie jeszcze tyle uroków. Odwracają się za nią wszystkie głowy, ale czy ktokolwiek wie, ile trudu i wyrzeczeń kosztuje wygląd, który budzi podziw?Nie. Agnieszki nie można nikomu zaproponować jako wzór do naśladowania, bo byłoby to niemożliwe.O wyglądzieTu nie wolno się migać, trzeba dobrze wyglądać przez cały rok. Ludzie się patrzą, więc sylwetka musi być wysportowana i pełna energii. Jak patrzę na niektórych facetów uprawiających kulturystykę, to żal mi się robi na ich widok. Kiedy trzeba trochę podbiec, to zaraz się spoci, a jeżeli tylko wypadnie mu podbiec do tramwaju, to wygląda jakby za chwilę zawału serca miał dostać. Na zawodach gra supermena, a w życiu codziennym wygląda tragicznie. Cud, że tacy jeszcze nie powymierali.

Mirosław Prandota

Komentarze: