Rozmowa z Alfredem Chodkowskim, wielokrotnym mistrzem Warszawy i wicemistrzem Polski w kat. do 90 kg z 1991 roku oraz mistrzem Polski w parach z 1991 roku

Zacznijmy od początku: dawno się urodziłeś?Oj, dawno. Czterdzieści sześć lat temu.Na pociechę podpowiem Ci, że Schwarzenegger urodził się jeszcze wcześniej, a ciągle jest młody…Tak samo jak ja.I właśnie o to chodzi! Mamy najlepszy dowód na to, że kulturystyka odmładza. Co słychać w rodzinie?Dziękuję, wszyscy mają się dobrze. Starsza córka studiuje na II roku marketingu, młodsza uczy się jeszcze w liceum, a żona, jak tylko ma czas, przychodzi ze mną na treningi.Tak powinny postępować wszystkie żony! Niestety, w praktyce okazuje się, że przychodzą tylko żony mistrzów. A propos: kiedy zostałeś mistrzem po raz pierwszy?Miałem wtedy 20 albo 21 lat.Kawał czasu. W kulturystyce?Broń Boże! Nawet nie jestem pewny, czy w tamtym czasie wiedziałem, że istnieje taki sport jak kulturystyka.O, to chyba było na bezludnej wyspie!Może nie dosłownie, bo ludzi tam akurat nie brakowało, ale jeżeli chodzi o wyspę, to coś w tym jest.Mam zgadywać?Niekoniecznie. Chodzi o wojsko.To też rodzaj „wyspy” w życiu niektórych ludzi. Wojny wtedy nie było, czym więc zasłużyłeś się dla kraju?Dla całego kraju? – bez przesady! Dla pewnego wycinka kraju. Właśnie wtedy po raz pierwszy w życiu zostałem mistrzem. A konkretnie mistrzem Wojskowego Okręgu Śląskiego w ping-pongu.Ping-pong i kulturystyka? Trudno byłoby powiedzieć, że są to dyscypliny podobne.Bo nie są. Ale przynajmniej nikt mi nie powie, że zostałem kulturystą, bo nie nadawałem się do niczego innego. Zanim przyszedłem do klubu, byłem już człowiekiem wysportowanym.Uprawiałeś coś jeszcze oprócz ping-ponga?Jak najbardziej! Grałem w piłkę nożną i w hokeja na lodzie, miałem więc zapewnioną rozrywkę na lato i na zimę.Jeszcze przed kulturystyką?Tak. Kulturystykę zacząłem uprawiać dopiero, gdy miałem 26 lat.A jednak dowiedziałeś się w końcu, że coś takiego istnieje?Być może gdybym wcześniej interesował się ćwiczeniami na sylwetkę, trafiłbym do klubu kulturystycznego bądź fitness w młodszym wieku, ale ja miałem czas wypełniony innymi dyscyplinami i było mi z nimi zupełnie dobrze.Ale w końcu okazało się, że z kulturystyką jest Ci najlepiej…To inna sprawa. Kulturystyka najbardziej wciąga, mnie też wciągnęła.A zatem w tym roku obchodzisz dwudziestolecie swojej wybranki, bo akurat tyle lat męczysz się ze sztangą?Nie męczę się, trening to dla mnie przyjemność. Zawsze robię to, co lubię.Amator zapytałby, jak długo jeszcze?Amatorowi odpowiedziałbym, że bardzo długo. Jest to akurat sport, który pozwala wyżywać się dopóty, dopóki zdrowie pozwala.O właśnie! Wobec tego niedyskretne pytanie o stan zdrowia?Dziękuję, zadowalający.Tylko „zadowalający”?Miałem przecież poważny wypadek kilka lat temu. Prowadziłem ciężarówkę nocą we mgle, nie zauważyłem stojącej, nieoświetlonej przeszkody i mój samochód zamienił się nagle w ruinę, a ja w człowieka, który cudem przeżył. Przez pewien czas nie podnosiłem żelaza, ale nosiłem go w sobie w postaci stalowych prętów, wmontowanych przez ortopedów od kolan aż do bioder.Ludzie mówią, że z tymi prętami startowałeś w mistrzostwach okręgu, a nawet Polski. Czy to prawda?Owszem, tak. Gdy już doszedłem do siebie na tyle, żeby coś robić, odnowiłem treningi siłowe, a potem wystartowałem. Na mistrzostwach Polski byłem szósty, a na mistrzostwach Polski Południowej – drugi.A Twój największy sukces?Pierwsze miejsce wspólnie z Gretą Frankowską na mistrzostwach Polski par oraz drugie indywidualnie. To było osiem lat temu. Przegrałem tylko z Brzózką.Nie pochwaliłeś się zwycięstwami w mistrzostwach Warszawy…Były i to nawet kilkakrotnie, już prawie o nich zapomniałem.Dzisiaj niektórzy z czołowych zawodników przechodzą na zawodowstwo. Nie miałeś nigdy takich ciągotek?Nie, to niepewny chleb. Trzeba byłoby zrezygnować z pracy zawodowej. Takie ryzyko mógłbym ponieść tylko wtedy, gdybym nie miał rodziny na utrzymaniu.Czym się zajmujesz?Jestem specjalistą od pobierania krwi i to z dojazdem do dawcy, specjalnie do tego przystosowanym ambulansem.Czy taki tryb życia pozwala na regularne treningi?Niestety, nie. Ćwiczę wtedy, kiedy mam czas. Według reguły: najpierw praca, potem przyjemność.A gdy już ten czas się znajdzie, to czy ograniczasz się do samej kulturystyki?No nie! Gram w piłkę nożną, w siatkówkę, w ping-ponga, a ponadto jeżdżę rowerem. Na sport wykorzystuję każdą wolną chwilę.A więc mimo wszystko preferujesz sportowy tryb życia. Czy Twoja dieta jest również „sportowa”?Raczej tak. Jest beztłuszczowa i bezcukrowa. Staram się tej reguły przestrzegać, ale gdy człowiek jeździ po Polsce, nie zawsze udaje mu się zjeść to, co się zaplanowało. Na ogół jednak realizuję swoje dietetyczne zamierzenia i przyznaję, że z dobrym skutkiem dla zdrowia.A odżywki? Czy one też wchodzą w skład tej „ustawionej” diety?Oczywiście! Od pewnego czasu odżywki stały się niezastąpionym elementem codziennej diety.Czy możesz zdradzić jakie?Jakby to powiedzieć?… Ogólnie mówiąc dobre i renomowanych firm.Domyślam się, że między innymi dzięki tym odżywkom cały czas utrzymujesz wysoką formę?To prawda. Człowiek nie musi opychać się ciężkostrawnymi kotletami, gdy ma do dyspozycji lekkostrawną odżywkę, w dodatku o dużej wartości odżywczej.Czy uważasz, że odżywki pozwalają na trening bardziej intensywny niż gdyby się ćwiczyło na naturalnej diecie?Na pewno tak. Naturalne produkty spożywcze są niezbędne do życia, ale dla sportowca konieczne jest też ich przeplatanie z odżywkami, chociażby po to, aby zbilansować utracone podczas treningu kalorie bez nadmiernego obciążenia żołądka.Masz jakąś rozpiskę na treningi, czy raczej ćwiczysz intuicyjnie?Intuicyjnie. Robię to, na co w danej chwili mam ochotę.Specjaliści twierdzą, że z góry zaplanowany trening dawałby lepsze rezultaty…Bardzo możliwe, ale od reguły zawsze są wyjątki, a ja do takich należę.A co robisz podczas gorących wakacji?Trenuję w siłowni.Czy to oznacza, że nie masz przerwy w ciągu roku?Przerwy nie zależą ode mnie, bo taką mam pracę. A podczas wakacji mam trochę więcej wolnego, więc tę „wolność” wykorzystuję. Poza tym uprawiam różne sporty na świeżym powietrzu, a więc moje wakacje są bardzo aktywne.Niektórzy mówią, że kulturystyka to niezbyt zdrowy sport. Co Ty na to?Mogą tak mówić tylko ci, którzy nie mają o kulturystyce pojęcia. Jest to najzdrowszy ze wszystkich sportów, tyle że trzeba umieć go uprawiać.Wobec tego zapytam, jaki sport uprawiałbyś, gdybyś urodził się po raz drugi?Oczywiście kulturystykę. Tyle, że wcześniej bym zaczął.Masz jakiegoś swojego idola, na którym się wzorujesz?Nie mam żadnego. Nigdy nie zastanawiałem się, który z nich pasuje mi bardziej niż inni.A co myślisz o tych ogromnych przerostach mięśniowych, jakie widać na zdjęciach z amerykańskimi kulturystami?Na podstawie zdjęć trudno obiektywnie ocenić ich sylwetki. A w kraju nie zaobserwowałem jakichś strasznych przerostów. Jest kilku zawodników mocno umięśnionych, ale uważam, że mieszczą się w granicach przyzwoitości.Ćwiczysz zazwyczaj bardzo dużymi ciężarami. Czy wobec tego zdarzają Ci się kontuzje?Czasami nadwerężam barki, ale przyczyną nie są duże ciężary, tylko szybko i niecierpliwie zrobiona rozgrzewka. Gdy się dobrze rozgrzeję to trenuję – powie
dzmy – bezkontuzyjnie.Kibice są zawiedzeni tym, że ostatnio nie bierzesz udziału w zawodach. Co im odpowiesz?Nie startuję, bo czas nie pozwala, przynajmniej na razie. Ale to wcale nie oznacza, że już w ogóle zrezygnowałem ze startów. W każdym razie jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa.Wobec tego ostatnie pytanie: Jakie jest Twoje hobby?Co tu dużo gadać! Po prostu kulturystyka! I w ogóle sport.Dziękuję za rozmowę.

Komentarze: