Ciągle za głośno na Mistrzostwach Polski. Impreza dużej rangi, a muzyka, towarzysząca prężącym się zawodnikom, łomocze jak w prowincjonalnej dyskotece. Dopiero podczas porównań umięśnienia wybranych kandydatów na mistrzów „maestro” wycisza decybele i nastrój jest taki, jak trzeba.Na sali temperatura znacznie odbiegająca od upalnej, a niektórzy zawodnicy wręcz pływali we własnym pocie? Fama głosiła, że coś przedawkowali, ale nikt nie ustalił, co to było. W każdym razie spocone ciała niespecjalnie harmonizowały z ogólnie przyjętymi regułami estetyki. Znawcy twierdzą nawet, że na treningach przy dużej liczbie powtórzeń ludzie pocą się mniej niż na takich zawodach. Może jednak lepiej byłoby, gdyby umięśnieni atleci nie napinali się aż tak? My i tak wierzymy, że ich muskuły są ogromne.Mamy takie sobie wyobrażenie o podkładzie wokalno-muzycznym podczas występów. Szczerze mówiąc, wolimy samą muzykę, bo wtedy łatwiej jest koncentrować się na pokazie, zamiast na głosie solisty przekrzykującego akompaniament.Trzeba przyznać, że na widowni było wyjatkowo dużo pięknych dziewcząt. Jesteśmy nawet skłonni twierdzić, że na żadnych innych zawodach sportowych aż tyle „zmagazynowanej” urody się nie spotyka. Oczywiście traktujemy to zjawisko jako szczególny rodzaj scenografii dla kulturystycznych występów.Niektórzy zawodnicy uzupełniali niedostatki muskulatury tatuażem. Być może wygląda to barwniej niż u innych, ale dało się zauważyć, że sędziowie z rezerwą traktowali „kolorowych” i dawali im gorsze noty niż „czystoskórnym”.Z przyjemnością odnotowujemy fakt, że Joanna Krupa z roku na rok robi coraz większe postępy. W Białymstoku była kapitalna. Zademonstrowała fantastyczną sylwetkę, a jej pozowanie nacechowane było przeogromną porcja wdzięku. Niektórzy mówią, że z Kopciuszka wyrosła piękna księżniczka. Oby takich kopciuszków więcej.Halina Kunicka pokazała wreszcie, jak trzeba pozować, aby zrobić na jurorach i publiczności oszałamiające wrażenie. Jeżeli ośmiokrotna medalistka mistrzostw Polski podobne postępy czyni i w innych dziedzinach to dostateczny powód, aby złożyć jej gratulacje, co niniejszym czynimy.Aby podgrzać nastrój, dodamy do naszych obserwacji nieco pieprzu. Tak więc skrzywiliśmy się w momencie, gdy elegancko ubrana Ola Kobielak wręczała dyplom spoconym jak koty w workach facetom. Należało albo osuszyć laureatów, albo odczekać aż się chłopcy ubiorą i dopiero wtedy wręczyć im dyplomy.Nareszcie nasi sędziowie podreperowali swój zbiorowy wizerunek. Przestali premiować masę mięśniową, a zaczęli doceniać proporcje sylwetki. Jest to zapewne rozbieżne z kanonami obowiązującymi w zawodach „Mr. Olympia”, ale zbieżne ze zdrowym rozsądkiem. Mamy nadzieję, że taka tendencja utrwali się na bliższą i dalszą przyszłość.Tomasz Błaziak, najniższy zawodnik z kategorii 75 kg, po raz trzeci został mistrzem Polski. Był doskonały i tytuł ten słusznie mu się należał.Gościem turnieju był profesor dr Henryk Szot z Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku. Ustaliliśmy przy okazji, że wśród fitnesek była jego doktorantka, Joanna Zapolska. Joasia zdobyła tytuł wicemistrzyni. Zapytaliśmy Profesora, kiedy zostanie panią doktor? Profesor daty nie podał, ale i niczemu nie zaprzeczył, a to oznacza, że sprawy idą w dobrym kierunku.Postacią godną szczególnej uwagi był Andrzej Maciejewski, działacz sportowy z Bydgoszczy. Podczas turnieju pełnił funkcję spikera i zarazem komentatora. Był bezkonkurencyjny. Jego komentarze podawane wyważonym, spokojnym tonem były niezwykle interesujące i zawsze trafiały w sedno sprawy. Panował nad widownią, sceną i wszystkim, co było do opanowania. Niektórzy wyrażają przekonanie, że gdyby ktoś taki sprawował funkcję spikera na meczach piłkarskich, skończyłyby się burdy stadionowe.Wśród sędziów zauważyliśmy Leopolda Dzitkowskiego, jednego z mistrzów kulturystyki lat 60-tych, a także Artura Sidoruka, wielokrotnego mistrza Polski z przełomu lat 80-tych i 90-tych.Po raz pierwszy na turnieju ogólnopolskim rozegrano konkurencję fitness mężczyzn. Przyznajemy, że na coś takiego czekaliśmy z tak zwanymi mieszanymi uczuciami. Na szczęście obawy prysły zaraz po wyjściu na scenę dobrze przygotowanego Tomasza Maciejowskiego z Krakowa. Tomasz przekonał nas, że muskuły mają jednak wartość nie tylko widowiskową. Oby tak dalej!Odnieśliśmy wrażenie (i zapewne nie tylko my), że mistrzostwa w kulturystyce okropnie się dłużą. Po prostu wystepują zbyt duża liczba zawodników, a prezentacje póz obowiązkowych i porównania przeciągają sie niemal w nieskończoność. Jeżeli chodzi o fitneski, nie zgłaszamy pretensji, bo ogromnie lubimy na nie patrzeć.Po obejrzeniu występu Doroty Szyperskiej z Bydgoszczy, wróżymy jej – jakby się wyraził poeta – świetlaną przyszłość. Jest doskonale przygotowana siłowo i akrobatycznie. Ma proporcjonalną sylwetkę i dużo wdzięku. Gdy Dorota zostanie w bliższym lub nieco dalszym czasie mistrzynią Europy, pamiętajcie, że my to przewidzieliśmy! Na razie zajęła drugie miejsce za Agnieszką Szwankowską.Redakcja

Komentarze: