Machina ruszyła – turniej Flex Pro już za nami

Tak się złożyło, chyba po raz pierwszy w historii IFBB, że zarówno amatorska jak i zawodowa inauguracja sezonu odbyła się w ten sam weekend, 19-20 lutego 2011 r.

Amatorzy spotkali się w stolicy Ghany, Akrze, ale stamtąd jeszcze nie mamy wiadomości. Natomiast zawodowcy pojechali do Miasta Aniołów (Los Angeles) w Kalifornii, gdzie odbyły się „przedbiegi” przed największym wiosennym turniejem – Arnold Classic, zaplanowanym dwa tygodnie później w Columbus, Ohio.
W tej sytuacji, trudno było od zawodników oczekiwać najwyższej formy, którą przecież szykują na Columbus. A ci, co do Columbus się nie zakwalifikowali, mogli wszystko postawić na jedną kartę, ale i tak nie dali rady bardziej renowowanym mistrzom.

2011 FLEX PRO – LOS ANGELES
1 Evan Centopani USA 6 6 12
2 Dexter Jackson USA 9 9 18
3 Fouad Abiad Kanada 17 17 34
4 Dennis Wolf Niemcy 18 18 36
5 Ben Pakulski Kanada 26 28 54
6 Ben White USA 29 32 61
7 Grigori Atoyan USA 37 35 72
8 Vladimir Sizov USA 38 36 74
9 Stan Efferding USA 51 44 95
10 Omar Deckard USA 54 53 107
11 Constantinos Demetriou Australia 65 53 118
12 Robert Belisle Kanada 63 60 123
13 Daniel Hill Niemcy 70 68 138
14 Milton Holloway USA 79 73 152
15 Jojo Ntiforo USA 76 80 156
16 Dainius Barzinskas Litwa 80 77 157
16 Wendell Floyd USA 80 77 157
– Adorthus Cherry USA 48 – –

Walka o zwycięstwo toczyła się praktycznie pomiędzy pierwszą czwórką. Centopani zrobił na obserwatorach największe wrażenie pod względem ogólnej masy mięśniowej i niezłej formy startowej. Wszyscy się zgadzają co do tego, ze wszedł na stałe do zawodowej czołówki i będzie w niej nowym, ważnym graczem, ale wielu fachowców uważa, że zwycięstwo w Los Angeles trochę mu podarowano, jakby Liga Zawodowa chciała na siłę wprowadzić nieco świeżej krwi do czołówki, co na pewno zwiększy zainteresowanie rywalizacją. O zwycięstwie Centopaniego zaważył jeden dość istotny szczegół: dobrze dopracowany i poseparowany tył uda. No, ale trudno dziwić się sędziom, że na czymś oparli swój werdykt. Akurat z udami reszta zawodników, poza Pakulskim, miała spore problemy.
Ogólnie uważa się, że trochę niedoceniono Dennisa Wolfa, który był masywny i także dobrze przygotowany, imponując szerokością i wypukłością pleców. Abiad zadziwił wszystkich wielkością postępów, co zagwarantowało mu 3 miejsce, ale czy był już tak dobry, aby wygrać z Wolfem? Wielu uważa, że nie. Najtrudniej było ocenić Dextera Jacksona. Był nieźle przygotowany od strony formy, przynajmniej przodem, bo z tyłu słabo prezentowały się jego mięśnie dwugłowe ud. Ale to, co najszerzej komentowano, to spadek ogólnej masy mięśniowej u Jacksona. Gdy stał pomiędzy trzema kolosami, wyglądał jakby ważył od nich o 15 kg mniej. To jest już chyba wpływ metryki (Dexter skończył niedawno 41 lat) i będzie mu coraz trudniej uzyskiwać dużą masę mięśniową, tym bardziej, że i za młodu nie przychodziło mu to łatwo.
Pakulski imponował w pierwszej rundzie, ale potem szybko tracił definicję, co go mocno zdeprymowało. Czyżby stres? Podkreśla się jego potężnie uda, przyrównując je do ud Toma Platza, ale chyba to jeszcze nie to. Eksperci dostrzegają jednak dysproporcje w budowie ciała Pakulskiego (krótkie nogi, słabsza „góra”), chociaż podkreśla się jego duże postępy. A więc na każdych kolejnych zawodach może być coraz lepiej.
Tak naprawdę, to jeszcze White, Atoyan, Sizov i Efferding byli dobrze przygotowani, a dalej to już całkiem kiepsko. Fatalnie wyglądał Daniel Hill. Albo jest tak nieumiejętnie prowadzony, albo nie przykłada się do treningów. W takiej formie (mała masa i zupełny brak definicji) nie wygrałby obecnie nawet Mistrzostw Świata Juniorów (był ich objawieniem w 2007 r).
Zawodnicy od 10 miejsca w dół to już zupełnie inna klasa. Trudno oprzeć się wrażeniu, że IFBB Pro League zbyt hojnie rozdaje zawodowe licencje, co prowadzi do obniżenia ogólnego poziomu startujących zawodników. Z drugiej strony, zawodnicy nie kwapią się do zbyt częstych startów, skoro na taki turniej zapisało się zaledwie 18 zawodników, a przecież w Pro League zarejestrowanych jest ich prawie 200. W niektórych rejonach świata (Europa Zachodnia, Ameryka Południowa i Centralna) panuje „moda” na posiadanie licencji zawodowego kulturysty. Robi się wszystko, aby ją zdobyć, a potem już zawodnikom nie zależy na startach, gdyż zwykle są za słabi, aby odegrać tam jakąś znaczącą rolę.
Dla odmiany, wspaniali amatorzy z Europy Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Azji nie są specjalnie zainteresowani przejściem na zawodowstwo, bo większe korzyści odnoszą z amatorstwa. A jak się już zdecydują, to są rewelacjami w zawodowym światku, jak chociażby Issa Obaid, Roelly Winklaar, Tarek Elsetouhi, czy Robert Piotrkowicz. Za chwilę na zawodowej arenie pojawi się absolutny mistrz świata z 2010 r – Mohammed Touri. Ciekawe, jak on wypadnie?
Pierwsza piątka zawodników będzie się teraz szykować do występu na Arnold Classic w pierwszy weekend marca. Gdy doszlifują formę, ich kolejność może być całkiem inna.

Autor: Andrzej Michalak

Zdjęcia:
www.ifbbpro.com
www.bodybuilding.com

Zwycięzcy turnieju Flex Pro z trofeami (od lewej): Dexter Jackson, Evan Centopani, Fouad Abiad.

Zwycięzca, Evan Centopani, pokazał wysoką jakość mięśni i sporo szczegółów.

W pozach tyłem Centopaniego porównuje się do Jay’a Cutlera.

Wicemistrz, Dexter Jackson, z przodu wyglądał już bardzo dobrze.

Ale z tyłu był za gładki i niedorzeźbiony.

Fouad Abiad (3 miejsce) zwrócił na siebie uwagę zdecydowanymi postępami w stosunku di roku poprzedniego.

Dennis Wolf (4 miejsce) pokazał niewiarygodną szerokość pleców.

Ale z przodu był jeszcze trochę niedorzeźbiony.

Ben Pakulski (5 miejsce) imponował nogami, ale też wyraźnie poprawił i górną połowę ciała.

Ben White (6 miejsce) na dobrej drodze do wysokiej formy, ale wielkość mięśni jeszcze nie taka jak u czołówki.

Grigori Atoyan (7 miejsce) – duże postępy pod względem rozwoju umięśnienia, ale trzeba to dorzeźbić. No i te żylaki na lewej nodze, chyba gorsze od Hamoudy.

Daniel Hill (13 miejsce) – można by złośliwie zażartować, czy szykuje się on do kulturystyki klasycznej?

Komentarze: