Z Elżbietą Borecką-Brzózką i Pawłem Brzózką mistrzowską parą w zawodach i w życiu rozmawia, Anna Ciastoń

Jesteście specyficznym małżeństwem sportowym. Utytułowany kulturysta i odnosząca sukcesy fitneska pod jednym dachem. Nie jest wam trochę za ciasno?Paweł Brzózka: Kulturystyka to specyficzna dyscyplina sportu. Inna niż wszystkie. Kulturyści z reguły niechętnie wyjeżdżają na obozy czy zgrupowania. Większość czasu spędzają w domu. To w domu dbamy o dietę i ściśle przestrzegamy jej żelaznych zasad. Żadne z nas nie wychodzi do pracy na osiem godzin. Żyjemy z kulturystyki. Myślę, że jest nam dużo łatwiej niż innym parom sportowym. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Lubimy być razem. Lodówka jest jednakowo zaopatrzona, zarówno dla mnie, jak i dla Eli. Oprócz jajek i piersi z kurczaka nie ma w niej zupełnie nic! Elżbieta Borecka-Brzózka: Atmosfera w naszym domu jest naprawdę fajna. Z racji podobnych dyscyplin znamy tych samych ludzi, wiemy dużo o sobie, mamy podobne problemy zawodowe. To nas jednoczy. To Paweł dopinguje mnie do podnoszenia zawodowej poprzeczki. Staram się zawsze równać do jego poziomu. Przed każdymi zawodami ostrzega mnie w żartach, że gdy nie zdobędę medalu, mogę podzielić los kota sypiającego na naszej wycieraczce! Paweł zawsze uważał, że jeśli osiągać wyniki, to najlepsze.I to dzięki niemu zrezygnowała Pani z kulturystyki by zająć się fitnesem?Tak, chociaż na początku Paweł nie był zachwycony moją miłością do sportu. Nigdy jednak nie stanął mi na przeszkodzie. Jego pomoc i mobilizacja pozwoliły mi uwierzyć, że mogę do czegoś dojść. Mało tego, niedawno nawet powiedział, że niezależnie za co się zabiorę, jestem w tym naprawdę dobra. To mi pomaga osiągać sukcesy.I nigdy nie było między wami żadnej rywalizacji?Paweł: Nigdy. Moim zdaniem Ela ma o wiele większe możliwości niż ja.Ale prawdziwy sportowiec kocha rywalizację!Paweł: U nas nie występuje ona nawet w szczątkowej formie.Elżbieta: Może to kwestia charakteru. Jestem osobą, która lubi mieć swoje zdanie, ale wolę, gdy mężczyzna podejmuje życiowe decyzje. Paweł jest niezwykle charyzmatyczny i mnie to odpowiada.Kto robi śniadania?Paweł: Ja. Resztę posiłków w ciągu dnia przygotowuje Ela.Elżbieta: Jestem szczęściarą. Wiele kobiet marzy o tym, by mąż podawał im śniadania do łóżka.W waszej lodówce rzeczywiście można znaleźć tylko jajka i piersi z kurczaka?Paweł: W okresie przygotowania do zawodów obydwoje jemy to samo. To mało wyszukana kuchnia. Wszystko kręci się wokół drobiu, jajek i kaszy. W okresie, gdy Ela musi popracować nad moją masą mięśniową, kuchnia staje się nieco bardziej urozmaicona.I nigdy nie przychodzi Wam ochota na jakiś łakomy kąsek? Na ciastko z bitą śmietaną lub pizzę?Paweł: Gdy zbliżają się zawody, determinacja w nas jest tak wielka, że choćby najlepsze frykasy stały na stole, nic nie jest w stanie zmusić nas do ich zjedzenia.Nawet podczas świąt, gdy rodzinny stół ugina się od przysmaków, a wszyscy namawiają na spróbowanie specjalności babcinej roboty?Paweł: Nic na nas nie działa. Poza tym rodzina to rozumie. Wiedzą, że to nasza praca i tylko z niej żyjemy.Jesteście więc na diecie przez okrągły rok?Paweł: W pewnym sensie można tak powiedzieć. Największy reżim dietowy stosuję na cztery, pięć miesięcy przed jesiennymi zawodami. To Ela zmusza mnie do zjedzenia czegokolwiek.Elżbieta: Z racji tego, że zazwyczaj wiosną i jesienią startuję w zawodach fitness, mam jedynie dwie dwumiesięczne przerwy, w czasie których mogę sobie pozwolić na odrobinę luksusu. Paweł: Te kilka tygodni luksusu potrzebne nam są jednak bardziej na odnowę psychiczną niż na smakołyki.Jak na Was działają porażki i stres? Wyładowujecie wtedy emocje na sobie, czy zamykacie się w osobnych pokojach?Elżbieta: Wyładowuję sie wtedy na Pawle!Paweł: I to jak. Jest niesamowicie uparta. Całemu światu będzie wtedy pokazywać, że się nie podda. Będzie walczyła do ostatniego tchu. I to w niej lubię. Elżbieta: Paweł tak właśnie mnie motywuje. Podczas przygotowania do zawodów, kiedy jestem trzy miesiące na ostrej diecie, brakuje mi czasem sił i ochoty na wszystko. Na to, by rano iść na siłownię, potem spotkać się z choreografem, jechać do Krakowa na salę gimnastyczną i jeszcze poprowadzić aerobik. Narzekam wtedy na cały świat, psioczę na inne kobiety, które w tym czasie piją kawkę, albo wcinają pyszne ciastka.Paweł: Budzi się w niej lew i każdego ranka urządza małe awanturki.Elżbieta: I jestem gotowa do dalszej pracy. Złość i niemoc wyzwalają we mnie lwicę!A jak jest z sukcesami?Paweł: Są dla nas jeszcze większą siłą napędową niż porażki. Psychiczna radość jest dla nas ważniejsza niż świętowanie sukcesu. Elżbieta: Jesteśmy domatorami. Nie mamy potrzeby brylowania w towarzystwie. Lubimy spokój. Lubimy ze sobą pomilczeć. Paweł: Najbardziej jest to widoczne przed zbliżającymi się zawodami. Wystarczy, że jesteśmy obok siebie. Nie musimy rozmawiać. Jesteśmy małomówni i jest nam z tym dobrze.A gdy jedno z Was chce rozmawiać, a drugie nie ma na to najmniejszej ochoty?Elżbieta: Nie docieram na siłę do Pawła, wolę dać mu wtedy spokój. Paweł: Ale też często doprowadzasz mnie do szewskiej pasji i zaczynasz podchody. Jesteś uparta i na siłę próbujesz znaleźć przyczynę mojego milczenia.Elżbieta: Paweł często zamyka się w sobie. Musi wtedy szybko zobaczyć się ze swoim synem Krzysiem, który mieszka ze swą mamą w Łodzi. To jedyne wyjście. Idą wtedy do kina i wszystko wraca do normy.Potraficie od siebie odpoczywać?Paweł: Trzy w dni w tygodniu jestem poza domem. Jadę wtedy pobyć z synem.Elżbieta: I całe dnie mam dla siebie. Nie gotuję, wyleguję się na kanapie, oglądam filmy na video, robię sobie maseczki i aromatyczne kąpiele, i gdy nie jestem na diecie, piję piwko! Paweł: Mieszkamy w prześlicznym miejscu, w rejonie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Mamy w pobliżu jeziorko, góry i las. A poza tym mamy fantastyczne grono bliskich przyjaciół. Życie tam to ciągły odpoczynek.Które z Was jest silniejsze psychicznie?Elżbieta: Paweł, choć jest bardzo porywczy. Swoich wypowiedzi nie ubiera w ładne słówka, mówi to, co myśli. Ja jestem bardziej negocjatorem.Kibicujecie sobie nawzajem?Paweł: O, i to jak! Gdy Ela bierze udział w zawodach, przeżywam to bardziej niż gdybym sam to robił.Elżbieta: Krzyczy, macha rękoma, wyzywa sędziów! Ja jestem spokojniejsza, gdy kibicuję Pawłowi, choć nerwy też mnie zjadają.Sport jest zaborczy. Lubi mieć zawodnika na wyłączność. Trzeba się mu poświęcić bez reszty, by móc osiągać sukcesy. Nigdy nie było tak, że jego kosztem musieliście rezygnować ze swoich marzeń?Paweł: To jest tak, jak z każdy innym rodzajem pracy, tym chętniej się do niej chodzi im bardziej się ją lubi. A moją pracą jest kulturystyka. Zawsze o tym marzyłem, dlatego, na szczęście, nigdy nie musiałem rezygnować z marzeń.Elżbieta: Może dlatego, że zacząłeś ćwiczyć gdy miałeś 17 lat.Paweł: A może też dlatego, że zdrowo podchodzę do tego, co robię. Gdyby się okazało nagle, że nie mogę trenować i brać udział w zawodach, nie byłby to dla mnie koniec świata. Pewnie za dwa, trzy lata będę już ćwiczył tylko dla przyjemności i też nie będę narzekał. Nie mam z tego powodu czarnych myśli. Elżbieta: Ja jednak żałuję, że zajęłam się sportem tak późno. Miałam 27 lat. Teraz chciałabym mieć już dziecko, ale wciąż moim celem pozostaje zdobycie upragnionego złotego medalu na mistrzostwach świata. Obudziły się we mnie instynkty macierzyńskie, ale myśl o złocie blokuje chwilowo to marzenie.Fitness daje kobiecie większą satysfakcję niż kulturystyka?Elżbieta: Mnie tak, bo w chwili, gdy zdobyłam mistrzostwo Europy w kulturystyce, n
ikt się nie interesował moją osobą. A przecież kulturystki podobnie jak kulturyści żyją z pokazów. Od kiedy przeszłam do fitness w mediach, coś się ruszyło. Kolorowe pisma zaczęły zamieszczać zdjęcia z zawodów, ktoś chciał przeprowadzić wywiad, ktoś inny rozpoznał mnie na ulicy.Można wyżyć z kulturystyki i fitnesu?Paweł: Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że obydwoje trafiliśmy na bardzo dobrych sponsorów. Od kilku lat jestem osobistym trenerem właściciela firmy „Krisbut” – Krzysztofa Czyża. Ponadto, dzięki zatrudnieniu przez pana Leszka Śpiewaka mam dodatkowe pieniądze. Ela też nie narzeka. Zatrudniają ją panowie Opałka i Torbus. Wszystkie te osoby są prawdziwymi sponsorami-filantropami.Kulturyści zawsze się Pani podobali?Elżbieta: Paweł był wyjątkowy! Pierwszy raz spotkaliśmy się na zawodach Open. Paweł był wtedy idolem wielu kobiet. Robił duże wrażenie. Po roku spotkaliśmy się ponownie, również na zawodach. I to on, stojąc w towarzystwie kilku kulturystów poprosił mnie o wspólne zdjęcie!I tak to się zaczęło?Elżbieta: Był jeszcze obóz szkoleniowy, na którym spędzaliśmy ze sobą dużo wolnego czasu. Paweł: Ela od razu mi się spodobała. Z tą burzą włosów, taka mała i cichutka.Co jest dla Was najważniejsze w życiu?Elżbieta: Rodzina. Paweł jest niezwykle rodzinny. Nie spotkałam nigdy tak ciepłego faceta. Za swoim 13-letnim synem, Krzysiem po prostu przepada. Paweł: Rodzina jest najważniejsza.Czego Wam można życzyć?Elżbieta: Życzyłabym sobie złotego medalu na mistrzostwach świata.Paweł: Życzyłbym sobie złotego medalu dla mojej żony. Wtedy łatwiej będzie z nią wytrzymać! A tak poważnie, to mam nadzieję, że w tym roku powiesimy na ścianie dwa medale!Tego Wam serdecznie życzę!

Komentarze: