Jeżeli wydaje Wam się, że prowadzenie klubu kulturystycznego i fitness to zajęcie tylko dla świetnie zbudowanego, twardego faceta, to jesteście w dużym błędzie. Ta atrakcyjna, zdecydowana kobieta robi wrażenie na niejednym mężczyźnie. Nie tylko z powodu wyglądu. Prowadzi własny klub, wzbudzając niekłamany zachwyt otoczenia. Mocno stąpa po ziemi i doskonale wie, czego chce. Poznajcie Joannę Piórek, właścicielkę łódzkiego „Gym System”.

Twarda sztukaAtrakcyjna brunetka sprężystym krokiem przechadza się po korytarzu. Plecak, bojówki i seksowny T-shirt w kolorze khaki podkreślają jej śniadą cerę i oryginalną urodę. Modne okulary nadają jej tajemniczości. Wygląda jak Lara Croft. Jest na każdych zawodach kulturystycznych. Kocha ich atmosferę. Lubi podpatrywać przygotowania zawodników przed wyjściem na scenę. Przeżywa. Udziela się jej ich stres i trema. Aż trudno w to uwierzyć, że jest świetnie zorganizowaną business woman. Od ponad dwóch lat prowadzi klub w Łodzi i radzi sobie znakomicie. Nie ma chyba faceta, który nie zwróciłby na nią uwagi. Ale na niej nie robi to specjalnego wrażenia. Owszem, to miłe, jak mówi, ale ma przecież o wiele ważniejsze sprawy na głowie.Masza to był dobry ruchSylwetki mogłaby jej pozazdrościć niejedna nastolatka. O dziwo, Joanna nigdy nie zajmowała się sportem. Mało tego, sport ją nawet nudził. Od kiedy ma własny klub, wszystko się zmieniło. Pokochała kulturystykę. Bacznie śledzi poczynania naszych czołowych kulturystek i kulturystów, co więcej – potrafi fachowo ocenić ich rzeźbę i stan umięśnienia. Bez trudu posługuje się fachowym językiem: „Ten ma dobrą definicję, tamten ma świetne proporcje”. Jest bystrą obserwatorką i szybko się uczy. A ma od kogo… Z Andrzejem Maszewskim, utytułowanym kulturystą, znają się od wielu lat. Gdy któregoś dnia wpadła na pomysł, by założyć własny klub kulturystyczny, pomyślała właśnie o nim. – Wymyśliłam sobie, że przyda mi się taki facet jak Andrzej!Pomysł sprawdził się znakomicie. „Masza”, jak mówi o nim Joanna, jak magnes przyciąga tłumy młodych ludzi zainteresowanych treningami pod okiem mistrza. Potrafi świetnie porozumieć się z młodzieżą, doskonale doradzi i zawsze służy pomocą. Ale prawdą jest również, że nie tylko „Masza” przykuwa zainteresowanie łódzkiej młodzieży. Kobieta prowadząca klub to nieczęsty obrazek na naszym podwórku. I to jaka kobieta! Wielu chciało się przekonać, czy tak jest w istocie. Chcieli sprawdzić. Nie wierzyli. – Do dziś pamiętam ich pierwsze reakcje – z rozbawieniem wspomina Joanna. – Z niedowierzaniem mi się przyglądali, nie mogli uwierzyć, że to baba zajmuje się prowadzeniem takiego klubu. Ciekawskich było tylu, że dzisiaj liczba stałych klubowiczów przekracza 350 osób! I raczej mało dziwi fakt, że większość z zainteresowanych to chłopcy…Dzisiaj Łódź już się przyzwyczaiła i nie wyobraża sobie tego klubu bez Joanny Piórek. Bywa, że pęka on w szwach, a Joanna i Andrzej dwoją się i troją, by sprostać wymaganiom młodych ludzi zakochanych w tym sporcie.Myślałam, aż wymyśliłamNie zamierzała siedzieć w domu i czekać nie wiadomo na co. Chciała mieć coś własnego, coś o czym będzie z dumą opowiadać. Wymyśliła sobie klub kulturystyczny i fitness. Tak po prostu. Nie filozofuje i nie układa jakiejś specjalnej teorii do tego. – Chciałam w życiu robić coś ciekawego, to wszystko – kwituje Joanna.Nie było łatwo. Sama musiała dopilnować wszystkiego. Piętnaście zgrzewek wody z Makro? Proszę bardzo! Malowanie ścian? Nie ma sprawy! Położenie tapet? Żaden problem! Wszystko sama. Jak na kobietę pracującą przystało, sama dźwigała olbrzymie kartony, sama przybijała haki, mocowała półki, wycierała szafki.Nie poddawała się, choć przyznaje, że czasem chciało jej się wyć. – Nie boję się życia, nie rozmieniam się na drobne. Nawet się nad tym nie zastanawiam.Zupełnie sama wyremontowała pomieszczenia po sklepie. Zakasała rękawy i w ciągu półtora miesiąca zakończyła malowanie. Z ponurej kanciapy zrobiła prawdziwy raj. „Gym System” to dzisiaj 350-metrowy, nowoczesny klub kulturystyczny i fitness. Mężczyźni boją się takich kobiet jak Joanna. Samodzielne, pewne siebie, zaradne i piękne. Joanna nie ma czasu nawet tak o sobie myśleć. Od rana do nocy pracuje. A kiedy tam jej nie ma, bo jest czerwona kartka w kalendarzu, już myśli, kiedy tam wróci. Ćwiczy, doradza, sprzedaje odżywki. Cały wolny czas poświęca klubowi. Przychodzi najwcześniej, wychodzi najpóźniej. – Bez córki nie dałabym rady. Dominika jest moim motorem i największym szczęściem. Pomaga mi i dodaje otuchy. Od roku jeździ ze mną na zawody i wygląda na to, że kulturystyka bardzo jej się spodobała.Joanna swoją energią i zapałem obdzieliłaby niejedną osobę. Pomysł otwarcia klubu wymagał nie tylko uporu, ale przede wszystkim pieniędzy. – Poradziłam sobie i z tym. Miałam trochę własnych oszczędności, resztę pożyczyłam od znajomych. Byłam też stałym gościem banków. Kredyty rozwiązały wiele problemów. Można było zakupić nowoczesny sprzęt oraz odpowiednie odżywki i suplementy. Specjalistyczna prasa i pomysłowy barek w sali treningowej wyglądają zjawiskowo. Co prawda, odżywki są droższe niż gdzie indziej, ale na jakości nie wypada oszczędzać. „Masza” nauczył ją ćwiczyć. – Często podglądałam jak trenuje, pytałam, obserwowałam. Jego treningi były dla mnie ciekawą szkołą.Prowadzi wszystkie formy aerobiku i prawie nigdy nie narzeka. Prawie, bo gdy jej się to zdarza, do boju rusza piętnastoletnia Dominika. W jednej chwili potrafi postawić mamę do pionu. Wyciągnie do kina, na tańce lub na dobre jedzenie… Ostatnim ich odkryciem są wspólne wycieczki rowerowe. A gdy skonana Joanna wraca późnym wieczorem z klubu, na stole czeka na nią gorący posiłek. Zaradność i samodzielność udzieliły się też Dominice. – To moja jedyna słabość – mówi Joanna. – Dominika nigdy nie absorbowała mnie swoją osobą, zawsze dobrze się uczyła i świetnie rozumiała, że jestem zajęta. Nie miała o to do mnie żalu, że musiała czasem zostać sama w domu.Teraz dotrzymuje mamie towarzystwa. Obie pokochały klub. Są partnerkami. Świetnie się rozumieją. I mają słabość do kulturystów. – Kulturystyka kształtuje charakter. Podziwiam kulturystów. Nie każdy by wytrzymał tak ciężki trening. To prawdziwa szkoła przetrwania – ze zrozumieniem przyznaje Joanna.Rolo – moja miłość– Słabości? Mam w zasadzie dwie: Dominika i Rolo. – Rolo też jest kulturystą. Na szczególną uwagę zasługują jego nogi. Nie jakieś słone paluszki, ale pięknie wyrzeźbione, muskularne kończyny. Rolo jest zielony i nie lubi hałasu. Na zamieszanie reaguje nerwowo. Raz nawet przez pomyłkę zaatakował Dominikę. Rolo to uroczy legwan, który całe dnie wyleguje się w domowym terrarium. Przyzwyczaił się, że jego pani jest kobietą bardzo zajętą. Pogodził się z losem wiecznie czekającego faceta.Niczego nie żałuję!Gdyby miała wybierać raz jeszcze, wybrałaby to samo. Otworzyłaby klub i pracowałaby w nim od rana do nocy. Tak jak teraz. Uwielbia się zmęczyć, napracować, wypocić. Ma wtedy poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Wie, że żyje. Nie ogląda się za siebie. Nie rozczula. Nie narzeka, choć życie nie zawsze ją rozpieszczało. – Po co narzekać? Trzeba patrzeć do przodu, nie do tyłu – krótko ucina.U niej wszystko było na opak. Najpierw klub, dopiero potem miłość do kulturystyki i ćwiczeń. Bez nich nie wyobraża już sobie życia. W klub włożyła całe serce. Wierzyła, że musi się udać. Wierzył też „Masza”. Jest dobrym duchem tego przedsięwzięcia. Zawsze ma dobre słowo dla każdego. Zawsze znajdzie czas, by doradzić, wysłuchać. Rozumieją się jak brat z siostrą. I kłócą jak włoska rodzina. Głośno, krótko i burzliwie. Cieszą się, gdy młodzież przychodzi poćwiczyć. Widzą, że to miało sens. Chłopaki marzą, by być kiedyś takimi jak „Masza”, dziewczyny z zazdrością przyglądają się seksownej pani instruktor.Joanna twardo stąpa po ziemi. Z pełną świadomością podkreśla, że prowadzenie klubu nie jest zajęciem dla kobiety. Wszystkie trudy, niedogodności i boje jakie musiała stoczyć z mało przychylnymi jej ludźmi, nie należały do przyjemności. Musiała być silna. Twarda jak kamień. Gdyby wtedy odpuściła
, nie miałaby tego, co ma dzisiaj. Zacięła się w sobie i pokazała wszystkim, że można. Udowodniła niedowiarkom, że baba może prowadzić klub kulturystyczny i fitness. – Czy jestem twarda? Czy ja wiem… – zastanawia się przez chwilę. – Nie mam czasu chyba o tym myśleć.Kiedyś jechała sama po towar, teraz na szczęście wszystko się zmieniło. To renomowane firmy przyjeżdżają do niej i oferują swoje produkty. Kiedyś drukowała ulotki i martwiła się, czy reklama dotrze tam, gdzie powinna. Teraz poczta pantoflowa dotarła nawet do Warszawy i gdyby nie odległość, niejeden miłośnik sztangi udałby się po poradę do atrakcyjnej pani Joanny z „Gym System”. Kiedyś wszyscy się dziwili, że to kobieta zajmuje się tak męskim bizesem. Dzisiaj nikogo nie dziwi, że Joanna ma świetny, nowoczesny klub, gdzie pracuje wspólnie z Andrzejem Maszewskim. Wszyscy traktują ja poważnie. I to jest znak, że jednak coś się w stereotypie zmieniło…Anna Ciastoń

Komentarze: