Piotr Nowak jest najbardziej popularnym zawodnikiem warszawskiego klubu kulturystycznego „Syrenka”. Zawsze uśmiechnięty, tryskający humorem, inteligentny, uprzejmy, a przy tym nieprzeciętnie silny i wszechstronnie wysportowany. A dyplomy wiszące gęsto na wybranej w domu ścianie są zwierciadłem tego, czego udało się Piotrowi dokonać w ciągu kilkunastu lat profesjonalnego treningu.

Ciężki trening za darmochęNa mistrza atletycznych konkurencji specjalnie się nie zapowiadał. Ważył niewiele ponad 50 kilogramów, kiedy zabrał się poważnie za sport. Wyglądał jak dobrze zbudowany ping-pongista. Ale chciał być silniejszy niż inni i udało się.O kulturystyce mówi ciepło, o kulturystach… różnie. Owszem, przytłaczająca liczba osób uprawiających ten sport dobrze sprawdza się w życiu codziennym. Tylko że kulturystyka to sport specyficzny. Odmienny od wszystkich innych dyscyplin. W przypadku, gdy bierze się za nią człowiek o słabo zintegrowanej osobowości – podatność na różnego rodzaju wynaturzenia ma się jak w banku.-Pojedynek między blokamiChłopaki z osiedla do dziś pamiętają to wydarzenie sprzed szesnastu lat.- To była wyjątkowa heca! – wspomina Paweł, obecnie nauczyciel z podstawówki, a przed laty jeden z towarzyszących Piotrkowi kibiców. – Tamten chłopak początkowo myślał, że chodzi o zwykłe mordobicie i nie bardzo wiedział, jak zareagować, aby nie stracić twarzy, ale Piotrek zaraz wyjaśnił, że chodzi o prawdziwą walkę bokserską w rękawicach i na ringu. Ring zrobiliśmy z ławek w krzakach między blokami. Tamten mieszkał na Mokotowie, a my na Grochowie. Chłopak trochę obawiał się przyjść w pojedynkę, wziął ze sobą wielu kumpli i znajomych. Piotrek miał swoich, więc gdy już zaczęła się walka, kibiców było od groma! Pół osiedla zbiegło się, aby oglądać walkę.Trudno się temu dziwić, bo wydarzenie było raczej niespotykane. Normalnie to jest tak, że ktoś komuś daje po gębie, dołoży kilka kopniaków albo i dowali kołkiem, a tu miało się odbyć prawdziwe widowisko sportowe. W rękawicach, z sędzią oceniającym przebieg walki, tyle że na świeżym powietrzu. Nie była to jednak walka regulaminowa w każdym calu. Piotrek uzgodnił z przeciwnikiem, że będą walczyć do oporu, czyli do momentu, gdy jeden z nich powie „mam dość”. Rundy, a jakże, były trzyminutowe, a więc takie, jakie wtedy obowiązywały w walkach sportowych, ale cała reszta miała się zakończyć albo nokautem, albo też kompletnym wyczerpaniem jednego z zawodników.Po dziewięciu rundach morderczej, a jednocześnie wyrównanej walki, przeciwnik Piotrka oświadczył, że ma dość. Nawiasem mówiąc, chłopak ten został później zwycięzcą w swojej kategorii na ogólnopolskiej spartakiadzie młodzieży. Natomiast Piotrek uświadomił sobie, że determinacja jest sprawą bardzo ważną na drodze do osiągania celu.Co dalej? Ano nic. Po satysfakcjonującej wygranej Piotr doszedł do wniosku, że boks to nie jest jednak to, co mu najbardziej pasuje.- Nie pamiętam już, dlaczego później rozstałem się z boksem – zastanawia się dzisiaj Piotrek. – Może mi się zwyczajnie znudził?Niechciany wstęp do karieryKtóregoś dnia do szkoły samochodowej, w której uczył się Piotrek, wdepnął mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów, Zygmunt Smalcerz. Poszukiwał talentów. Kazał chłopakom robić przysiady z samym kijem od szczotki. Chodziło głownie o to, czy ewentualny kandydat na przyszłego mistrza ma dobrą ruchomość w stawach, bo na przykład rwania nie mógł robic ktoś, kto garbi się podczas przysiadu. Potem doszło jeszcze wyciskanie w leżeniu. Trzeba było wycisnąć połowę własnego ciężaru ileś tam razy. Ważący 54 kilogramy Piotrek wycisnął swoje 27 kilo 56 razy, co Smalcerz uznał za wstęp do kariery i zaprosił go na treningi do sekcji ciężarów klubu „Legia”.Już po kilku treningach osiągnął w podrzucie wynik 70 kg, unosząc sztangę na proste nogi. Zapowiadało się ciekawie, ale niespokojny duch, który nigdy Piotrka nie opuszczał, nie pozwolił mu na zbyt długą stabilizację. Tak się bowiem złożyło, że do sali ciężarowców przychodzili sportowcy z innych dyscyplin i robili różne ćwiczenia w sposób bardzo dowolny. Nie zajmowali się jakimiś monotonnymi powtórkami technicznymi, lecz stosowali mnóstwo elementów kulturystycznych.Piotrek podpatrzył ich któregoś dnia i sam podjął próby ćwiczeń w ten sposób, a ponieważ od razu uznał, że to jest właśnie zestaw, który mu najbardziej odpowiada, jego przyszłość jako dobrze zapowiadającego się ciężarowca znalazła się pod znakiem zapytania. Trener Suchocki od razu zorientował się, że chłopak zmienił styl, bo po odbębnieniu obowiązujących serii rwania szybko przerzucał się na ćwiczenia siłowe. Niestety, mimo że w ciężarach siła jest najważniejsza, to jednak niemal równie ważna jest technika. Tę akurat dziedzinę Piotrek coraz bardziej zaniedbywał, więc dostał ultimatum: albo jedno, albo drugie!Jednak kulturystyka!I tak wyleciał z sekcji podnoszenia ciężarów. Miał już 18 lat i wylądował w „Herkulesie”, gdzie aktualny wtedy mistrz Polski w kategorii open, Paweł Przedlacki, od razu zwrócił na niego uwagę i zarekomendował go prezesowi Stefanowi Mizielińskiemu.Po okresie półtora roku intensywnych zmagań z ciężarami Piotrek został wyznaczony do udziału w zawodach ogólnopolskich w Opolu. W kategorii 65 kg zajął VI miejsce na 15 startujących. Był to sygnał, że jego szanse rosną i że chyba w tym sporcie warto wyładowywać całą energię. W kilka miesięcy później zdobył w tej samej kategorii mistrzostwo Warszawy, co jeszcze bardziej poprawiło jego motywację do ćwiczeń kulturystycznych.Niestety, klubu „Herkules” z lat 80-tych nie można było określić mianem przyjaznego dla młodych zawodników. Piotrek czuł się tam wciąż obco, więc w roku 1989 przeniósł się do „Syrenki”, czyli do klubu o najlepszych tradycjach w Warszawie. Spotkał się z życzliwym przyjęciem i wesołą atmosferą, a doświadczeni zawodnicy zawsze gotowi byli udzielić mu wskazówek w kwestiach treningu, odżywiania i suplementacji. Szybko też nawiązał kontakty z lekarzami różnych specjalności, dzięki czemu nauczył się wielu ciekawych rzeczy od strony teoretycznej.W „Syrence” organizowano zwykle kulturystyczne zawody w kategorii open, więc Piotrek plasował się na czwartym lub piątym miejscu, co uznawał za duży sukces, ponieważ przegrywał tylko z mistrzami lub wicemistrzami Polski.Z czasem okazało się, że ćwiczenia na sylwetkę były, owszem, satysfakcjonujące, ale… nie do końca. Imponowali mu zawsze siłacze, toteż zabrał się za ćwiczenia dużymi ciężarami i startował raz w kulturystyce, drugi raz w wyciskaniu sztangi na ławce. Okazało się, że miał do tego predyspozycje, bo mięśnie rozrastały się, siła rosła. Jako „wyciskacz” brał udział na zawodach w kategorii 75 kg lub 82 kg. Cztery razy zdobył mistrzostwo Polski, osiągając wtedy 165 w kategorii niższej i 195 w wyższej.Zdobył też mistrzostwo „Syrenki” w kategorii open, pokonując rekordzistów Polski w wyciskaniu wynikiem 210 kg. Na swoim koncie miał również V miejsce zdobyte na mistrzostwach Polski juniorów w kulturystyce.Krótko mówiąc – w latach 90-tych uzbierał sobie dyplomów, pucharów i medali tyle, że zasłoniły mu wspomnianą już wcześniej ścianę w domu. Aż trudno uwierzyć, że pełen energii, ale szczuplutki chłopak z warszawskiego Grochowa zdołał w ciągu kilkunastu lat osiągnąć takie rezultaty. Oto jego najlepsze wyniki w trójboju: wyciskanie na ławce – 220 kg, przysiad – 245 kg, martwy ciąg – 270 kg oraz wyciskanie sztangi zza głowy – 135 kg!!! Wyniki te osiągnął ważąc 86 kg.Reprezentant bez kasyDwukrotnie otrzymywał zaproszenie do udziału na mistrzostwa świata. Początek za każdym razem brzmiał optymistycznie: Decyzją Prezydium Polskiego Związku Kulturystyki z dnia 18. 05. 1995 został Kolega powołany do reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata w wyciskaniu leżąc, które odbędą się w miejscowości Frydek Mistek, Czechy… Koszty udziału pokrywa Kolega – opłata hotelu 90 DEM za dobę, dojazd do miejsca zawodów, opłata testu dopingowego… Ze sportowym pozdrowieniem – trener kadry narodowej, mgr Zdzisław Pieńkos.Jak wynika z części drugiej zaproszeni
a – powiało fantazją.- To była jakaś wirtualna kadra – wspomina z uśmiechem politowania Piotrek. – Ja miałem startować w biało-czerwonych barwach za własne pieniądze! W takim razie po co akurat mnie powołali do kadry? Niechby sobie znaleźli dziesięciu brzuchatych bambrów z wielką kasą, dali im reprezentacyjne stroje i siup na zawody! Podniósłby taki ze 70 kilo, ale opłaciłby wyjazd i hotel nie tylko sobie, lecz całemu Polskiemu Związkowi Kulturystyki!Ze startu więc nic nie wyszło. Doradzano Piotrkowi, aby poszukał sobie sponsora, ale nie miał akurat pojęcia, gdzie się szuka i jak się to robi. On był akurat od podnoszenia dużego ciężaru, a nie od dyplomacji.W rok później reprezentację na mistrzostwa świata, tym razem do USA, kompletowała federacja zakopiańska. Z Piotrkiem miał polecieć również Marek Łukasik jako reprezentant wagi ciężkiej (także „Syrenka”). Przez 3 miesiące ćwiczyli jak zawodowcy, a gdy już nabrali znakomitej formy, przyszła wiadomość, że sponsor z Zakopanego wycofał się i wyjazd odwołano. No cóż? Wypadek przy pracy i tyle.Widok z okienkaPiotrek chwytał się różnych zajęć. Był mechanikiem samochodowym, bramkarzem w dyskotece, sprzedawcą sklepowym, a nawet kierowcą dużej ciężarówki. Dziś siedzi w sklepiku z odżywkami na terenie warszawskiego Dworca Centralnego i nie żałuje dobrych rad swoim klientom. Robi to z przyjemnością, tym bardziej, że pamięta czasy, kiedy w podobnych sklepach prężyli się fachury, co to oferowali klientom jedną odżywkę na mięśnie nóg, drugą na biceps, a trzecią na triceps. Tacy byli kompetentni.Klienci mają wyjątkowo urozmaicony asortyment pytań. Przychodzi raz 20-latek i z poważną miną zagaja w te słowa:- Somatotropinę poproszę, mogą być dwa opakowania.Skromnie, jakby chodziło o pudełko zapałek. Marek Ciołek, współwłaściciel sklepiku, a zarazem kulturysta odpalił natychmiast:- Na miejscu, czy na wynos?Chłopak zgłupiał, bo pojęcia nie miał o niczym, a od kolesiów nasłuchał się, że tylko somatotropina zrobi z niego Schwarzeneggera i to w trzy tygodnie, nawet bez treningu.Zgłasza się następny i prosto z mostu melduje:- Proszę pana, co to jest, że sikam bardzo cienkim strumieniem, chociaż bardzo mi się chce?Jaką można dać odpowiedź? Człowieku, jest jak jest, bo od koksu spuchła ci prostata! Jeżeli nie przestaniesz koksować, to któregoś dnia w ogóle się nie wysikasz i umrzesz!Gdy Piotrek jeszcze nie miał tego sklepiku, nawet nie wyobrażał sobie, jak młodzież koksuje. W pewnym momencie zaczęło to przerastać jego wyobraźnię. Chłopak jeszcze nie rozpoczął treningów, a już „ordynuje” sobie najstraszniejsze z możliwych dawek, bo usłyszał gdzieś pod budką z piwem, że tak trzeba. W ten sposób nie daje swojemu organizmowi szans na rozwój. Bierze koks, puchnie, potem przestaje brać, bo fatalnie się czuje, a powietrze z niego uchodzi i „siłacz” znowu wygląda jak emerytowany szachista, tyle że otłuszczony od ubocznego działania hormonów.Piotrek puka się w czoło:- Ty głupolu! – Poćwicz najpierw 4-6 lat, aby zmobilizować organizm do rozwoju za pomocą wewnątrzustrojowego testosteronu, który drzemie w każdym młodym człowieku,Przerażające jest to, do jakiego stopnia młodzież jest zdeterminowana w swoich samobójczych zapędach. To wynika z powszechnego poczucia niedowartościowania. Jeden drugiego się boi, wszyscy są ciężko przestraszeni, więc każdemu wydaje się, że jak mu przyrośnie 20 kilo sadła z dodatkiem muskułów, to już mniej się będzie bał, za to inni będą bali się jego.- Mam kolegę – opowiada Piotrek – który brał somatotropinę ludzką sprowadzoną z Rosji oraz insulinę w dawkach zatrważających. Na moją uwagę, że od tego się nawet umiera, a zdarzyć to się może wcześniej lub później odpowiedział, że ma to w d… Ponieważ takich „sportowców” jest w kraju coraz więcej, najwyższy czas pomyśleć o stworzeniu reprezentacyjnego batalionu kamikaze i wysłać ich w kosmos.Czas na przebudzenie sięKiedy ma się 20 lat, w zasadzie niczego się nie ma, więc ze strachu przed innymi koksiarzami sam koksuje się na potęgę. Mija kilka następnych lat, koksiarz zaczyna dorastać, ma już dziewczynę, czasem jakiś pojazd, niezłą pracę i… nagle zaczyna mu na wszystkim zależeć. Już woli dobre zdrowie niż koks. Niestety, zmiany wywołane wcześniej nadmiernymi dawkami sterydów, poszły już tak daleko, że ni stąd, ni zowąd trafiają się przykre niespodzianki.- Nikt mi nie powie – snuje refleksje Piotrek – że jeżeli 28-letni chłopak nagle doznaje zawału serca na treningu, to jest rzecz normalna. Niestety, taka jest cena za wcześniej głoszony pogląd, że lepiej jest żyć krótko, byle mocno. Czasami wychodzi na to, że tylko krótko. Zawał można przeżyć, ale choroba serca siedzi w głowie jak zły sen. I strach później ogarnia, że trafi się powtórka przy byle jakiej okazji: na schodach, przy sztandze, a nawet w łóżku w trakcie intymnych zabiegów z własną żoną.Piotrek nie stara się być moralizatorem na siłę. Wcale nie twierdzi, że koks zawsze prowadzi do poważnych chorób. Ale jednocześnie zwraca uwagę na fakt, że każdy koksiarz musi się z tym liczyć. W najmniej spodziewanym momencie może wydarzyć się tragedia.Dodatkowym czynnikiem jest budząca się pod wpływem koksu agresywność, która sprawia potem ludziom masę kłopotów. Agresywność wyrasta również na podłożu kłopotów seksualnych. Przecież intensywne branie sprawia, że chłopak traci swój własny testosteron. Najpierw, zaraz po pierwszych dawkach uważa się za Rasputina, a po pewnym czasie… klops! Podrywa ładną dziewczynę i co jej może zaoferować? Co najwyżej wspólną pielgrzymkę do Częstochowy. Po pewnym czasie prawie wszystko wraca do normy, ale często trwa to bardzo długo, a poza tym temu powrotowi towarzyszy uraz psychiczny, który ogranicza sprawność seksualną. Co się wtedy dzieje? Rośnie agresja wobec całego świata.Wizerunek człowieka zachwyconegoNarcyzm jest na ogół łatwy do opanowania, ale nie dla każdego. Opowieści na temat facetów, śpiących z napiętymi bicepsami są może zbyt przesadne, ale Piotrek jest gotów sypać przykładami absolutnie wiarygodnymi.- Byłem raz z takim jednym na basenie. Wiadomo, że przychodzą tam pakerzy różnej maści, siebie też do nich zaliczam, chociaż dawno już nauczyłem się samokontroli. Tacy pakerzy, gdy tylko wdepną na teren basenu od razu rozglądają się, czy już zostali zauważeni i podziwiani. Sam tak kiedyś szpanowałem, to wiem. Na wszelki wypadek biorą głęboki wdech i biją rekordy świata w trwaniu w bezdechu. No więc ten mój pakerek też od razu się nadął, ramiona poszły mu w bok, facet wyglądał jak holenderski wiatrak przed burzą. W ciągu kilku godzin tak pozował. Nie położył się na kocu, nie wlazł do wody, tylko paradował nadęty i czekał na oklaski. Ale szajba!Któregoś dnia przed jego sklepikiem pojawił się dojrzały już kulturysta, na oko taki, który zaczynał jeszcze w latach sześćdziesiątych. Była zima, facet przyszedł w płaszczu, Piotrek myślał, że zrobi jakieś zakupy, ale zdarzyło się coś innego. Mężczyzna zdjął płaszcz, pod spodem miał tylko koszulkę sportową, mocno wciętą, ukazującą niezłą muskulaturę.- O! – zawołał gość i napiął biceps. – Widzi pan? Bez żadnego koksu, dawno przekroczyłem pięćdziesiątkę i co? Widział pan kiedy taki biceps?Potem odwrócił się w kierunku ludzi spieszących tłumnie do pociągów i zawołał, prężąc się na wszystkie strony:- No i co? Niech każdy sobie popatrzy! Pięćdziesiąt lat! Koksu ani grama! Ma się sylwetę, czy się nie ma? Pięćdziesiąt lat, panowie i panie!Człowiek był nieszkodliwy, szyb nie wybijał, nawet nie wysikał się pod ścianą na widoku publicznym, więc nie było sensu interweniować.Piotrek wspomina go przy każdej okazji. Mówi, że gość zrobił na nim duże wrażenie. On sam nawet po mocno zakrapi
anych imieninach nie odważyłby się na taki występ. Co by się nie rzekło, szeregi kulturystów-narcyzów nie topnieją. A szajba odbija nawet po latach.Niewygodnie, ale skuteczniePodpatruję Piotrka w trakcie ćwiczeń bokserskich już po treningu siłowym. Akurat założył rękawice i wali w worek z siłą małego dźwigu. Łoskot niesamowity. Ciosy, uniki, szybka praca nóg. A na zakończenie jakieś ćwiczenie gimnastyczne, żeby nie zesztywnieć. Chociażby wychwyt z karku bez pomocy rąk. O, to robi wrażenie! Wprawdzie nie tak ogromne jak przeterminowany kulturysta w pasażu dworcowym, ale jednak.Piotrek nie ma zwyczaju wypisywać sobie długich planów treningowych. Ćwicząc, stara się urozmaicać trening różnymi kątami nachylenia przyrządów, zmianą uchwytu, obciążenia, ilością powtórzeń. Robi to, na co akurat ma chęć. A zmiany położenia ciała lub zmiany uchwytu mają na celu poruszenie wszystkich włókien mięśniowych, zmuszenie ich do reakcji. Bez sensu jest robienie kilku serii ciągle w tym samym położeniu, bo mięśnie dawno już do tego przywykły i ktoś taki nawet w trumnie zaliczyłby swoje ćwiczenie – automatycznie.- Nie można sobie ułatwiać treningu, bo to nic nie da – twierdzi Piotrek. – Schematyczna praca pozwoli na wypracowanie pewnego limitu, a dalej nie zrobi się już ani kroku. Ludzie mówią, że w jakiejś pozycji nie mogą ćwiczyć, bo ich coś boli. To niech zmniejszą ciężar! Gdzie jest powiedziane, że eleganckie ułożenie się pod sztangą daje lepsze wyniki? Trzeba ćwiczyć tak, aby utrudnić sobie podnoszenie, bo to zmusza inne, nieporuszone dotychczas włókna do brania udziału w wysiłku.Rzadko używa do ćwiczeń małych ciężarów. Najchętniej duże. Mniej powtórzeń, ale z wysiłkiem.Boks traktuje jako uzupełnienie ćwiczeń sprawnościowych. Jego trenerem był przez jakiś czas Adam Kusior, obecny selekcjoner reprezentacji Polski, a potem Janusz Gortat. Trenował w jednej grupie z Andrzejem Gołotą w Legii, teraz zagląda do Gwardii.- Trzeba utrzymywać sprawność na najwyższym poziomie – oświadcza bezdyskusyjnie. – Spotykałem wielkich spuchlaków, którzy poza masą niczego sobą nie reprezentowali. A przecież w życiu codziennym liczy się wszechstronność. Nie może być tak, że ktoś pięknie zbudowany nie potrafi przepłynąć 20 metrów, nie uratuje tonącego dziecka, bo się razem z nim utopi. Byłem raz w górach z trzema kolegami. Zabłądziliśmy, a pierwszy zrobił wysiadkę koleś najbardziej napakowany. Powiedział, że musi przespać się godzinkę, a potem ruszy dalej. Była zima, więc koleś już by raczej nie ruszył po tej drzemce, więc go musieliśmy holować. Naszprycowany był jak parowóz, a charakteru za grosz!Plany na przyszłość? Nie poddawać się ciężkim czasom, spokojnie reagować w sytuacjach stresowych, przekonywać młodych do treningu na własnym testosteronie i – trenować, trenować, trenować!Mirosław Prandota

Komentarze: