Rozmowa z Joanną Zapolską, reprezentantką Polski, wicemistrzynią świata i brązową medalistką mistrzostw Europy w fitness

Kulturystyka i Fitness: Kibice już prawie zapomnieli o Tobie, a tu nagle okazało się, że stałaś się rewelacją zeszłorocznych Mistrzostw Europy w Fitness, w Budapeszcie. Czy oznacza to, że po długiej przerwie ogarnęła Cię tęsknota za zdobywaniem medali i pucharów?Joanna Zapolska: – Nigdy nie myślałam o porzuceniu treningów, ani startów w zawodach. Miałam 4 lata przerwy, bo przygotowywałam się do pracy naukowej w Akademii Wychowania Fizycznego, a to zajmowało mi mnóstwo czasu i nie dawało się pogodzić z uprawianiem sportu wyczynowo.W takim razie wyjaśnij przynajmniej w ogólnych zarysach, jak wygląda Twój program badawczy do pracy doktorskiej.– Na 30-osobowej grupie studentek, uczestniczących w prowadzonej przeze mnie formie aerobiku – Total Body Conditioning – wykonałam wiele badań psycho–fizjologicznych. Osoby badane przeszły przez testy kultury fizycznej, badania wydolnościowe, psychologiczne oraz pomiary zawartości tkanki mięśniowej i tłuszczowej. Grupa została poddana specjalnemu „reżimowi” siłowo-sprawnościowemu, okresowe parametry „skutkowe” były skrupulatnie odnotowywane i wydaje mi się, że efekty tych działań już niedługo będę mogła przedstawić w rozprawie naukowej.Jak to się przełoży na codzienny, praktyczny użytek?– Jestem trenerką fitness, a poza tym nadal współpracuję z macierzystą AWF w Gdańsku, gdzie oprócz obrony pracy doktorskiej prowadzę zajęcia podczas organizowanych przez mojego promotora, prof. Zbigniewa Szota, kursów instruktorów aerobiku. Prowadzę też zajęcia w prywatnej białostockiej Wyższej Szkole Resocjalizacji, Rewalidacji i Wychowania Fizycznego, a także współpracuję z Zakładem Gimnastyki AWF w Białej Podlaskiej. Moje zainteresowania takimi formami ruchu są zatem częścią programów dydaktycznych uczelni, z którymi współpracuję. Prawdę mówiąc, na brak pracy nie narzekam, gdyż dodatkowo prowadzę seminaria i ćwiczenia podczas turnusów wczasowych w nowoczesnym ośrodku wypoczynkowym w Augustowie, w Hotelu Delfin. Tam też aż czterokrotnie w 2003 roku będzie odpoczywać i trenować polska kadra fitness.Jeszcze do niedawna kojarzyliśmy Cię z AWF w Gdańsku. Czy już na stałe wylądowałaś w Białymstoku?– Owszem. Z AWF rozstałam się w najlepszym momencie, bo – jak mogłam się przekonać – wszyscy dobrze mnie tam wspominają. A w Białymstoku, na Prywatnym Nauczycielskim Kolegium Resocjalizacji, Rewalizacji i Wychowania Fizycznego, objęłam prowadzenie zajęć fitness, które w przyszłości zapewne zaistnieją i na innych uczelniach, jako oddzielne specjalizacje. A fitness obejmuje przecież wiele dziedzin: kulturystykę, dietetykę, odnowę biologiczną, różne formy aerobiku i psychologię.A czy warunki do treningu są lepsze niż w Gdańsku?– Warunki są świetne, myślę że najlepsze w Polsce. Dwa lata temu zaczęłam trenować sama dla siebie, właśnie z uwagi na warunki, które zastałam w Białymstoku. Wtedy nie było jeszcze mowy o wystartowaniu na międzynarodowych zawodach, ale po pewnym czasie zauważyłam, że sylwetka reaguje doskonale na to, co robię. Sprawności gimnastycznej jako takiej nigdy nie zaniedbywałam, toteż po pewnym czasie uznałam, że będę ćwiczyć pod kątem przygotowań do mistrzostw Europy, nie mając oczywiście pewności, czy w nich wystartuję.A może właśnie takie luźne podejście do zawodów sprawiło, że gdy nadszedł odpowiedni czas, znalazłaś się nagle w tak dobrej formie?– Pewna dawka luzu nigdy nie przeszkadza. Nie odczuwa się tak silnie presji z racji odpowiedzialności za przyszły wynik. Ale warunki do treningu mają jednak pierwszorzędne znaczenie. W każdym razie sprawiłam wszystkim niespodziankę, bo wygrałam rundę układu dowolnego. Zajęłam w sumie trzecie miejsce, ale bardzo mało zabrakło do zdobycia srebrnego medalu.Najważniejsze, że to trzecie miejsce zmobilizowało Cię do startu w mistrzostwach świata.– Wcale nie od razu, bo najpierw uznałam, że dobrze by było zakończyć dopiero co wznowioną karierę takim dobrym wynikiem i od razu zabrać się do dokończenia pracy doktorskiej. Potem jednak przyszła refleksja i razem z Arkiem Leszczyńskim – właścicielem klubu kulturystycznego i fitness Maniac Gym Białystok, a także wiceprezesem Polskiego Związku Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego, doszliśmy do wniosku, że powinnam iść za ciosem i w październiku wystartowałam na mistrzostwach świata……zdobywając tym razem srebrny medal. Pozwól, że przewrotnie zapytam: Dlaczego nie złoty?– Do złota znowu trochę zabrakło, a konkretnie zaledwie 2 punkty. Według mnie nie trafiłam do końca z formą. Sylwetka nie była taka, jaką by się chciało mieć. Nie zdążyłam dorzeźbić mięśni i zajęłam w rundzie sylwetkowej 3-4 miejsce. Nie pomogła wygrana programu dowolnego i, niestety, straciłam prowadzenie, jakie miałam po pierwszym dniu zawodów. Tak się złożyło, że w mojej kategorii wystartowały aż 24 zawodniczki, reprezentujące bardzo wysoki poziom. Zwykle na takich zawodach najwyżej 2 lub 3 fitneski demonstrują salta. Tym razem potrafiło to robić 10 zawodniczek! Publiczność miała wrażenie, że to nie zawody sportowe, ale cyrk!Jak duże jest zagrożenie kontuzjami podczas przygotowań do występów?– Na tyle duże, że trzeba bardzo długo rozgrzewać się i rozciągać mięśnie, zanim wykona się poszczególne elementy. Jeszcze przed mistrzostwami Europy miałam poważne problemy ze stawami skokowymi i ścięgnami Achillesa. Chciałam wykonać dosyć karkołomny element, jak na fitness i podłoże, na jakim startujemy na zawodach. Aż do czasu mistrzostw świata niemal codziennie miałam zabiegi fizjoterapeutyczne, ale większość nie pomagała. Dopiero codzienne zabiegi krioterapii w piłkarskim ośrodku „Jagiellonii Wersal Podlaski” pozwoliły mi na wykonanie elementów akrobatycznych, choć dopiero podczas rywalizacji na zawodach.Jak wygląda ten ryzykowny element?– Z wysokiego wyskoku tzw. „żabką” ląduję na podłoże i od razu wykonuję salto w przód. Wymaga to wręcz idealnego trafienia pod wybranym kątem, aby można było w ogóle się odbić. Poza tym parkiet, na którym startujemy, zupełnie nie nadaje się do wykonywania takich ewolucji. Takiego elementu nie wykonują nawet zawodowe fitneski, które układy mają naszpikowane różnymi elementami gimnastycznymi.Pokażesz to polskiej publiczności?– Jeżeli tylko zdrowie nie zawiedzie, to niebawem znowu wystartuję i zamierzam wykonać to, co „przerabiam”.Czy sama nad wszystkim pracujesz?– O, nie! To wymaga pracy całego sztabu, łącznie z wszechstronną opieką, jaką roztacza nade mną Arek Leszczyński. Jego klub stwarza idealne warunki do takich przygotowań. Przede wszystkim mam ogromny wybór urządzeń do treningu aerobowego – bieżnie, rowery, eliptyki, schody i steppery. Taki godzinny trening z możliwością oglądania telewizji naprawdę nie może być nudny. Poza tym mam zabezpieczoną całą odnowę biologiczną i także możliwość trenowania w profesjonalnych salach gimnastycznych. Od warszawskiej firmy „Interbody” otrzymuję wszystkie potrzebne odżywki Weider. Natomiast od strony dietetycznej zajmują się mną pan Paweł Filleborn i Piotr Głuchowski.Nie można powiedzieć, żebyś była „tanią” zawodniczką!– Jeżeli mam zdobywać medale, to muszę zadbać o wiele rzeczy.Kto najlepiej zapisał się dotychczas w Twojej pamięci?– Trzeba by wymienić wiele osób. Przede wszystkim Antoniego Piekuta, właściciela „Wersalu Podlaskiego”, DJ’a Kriza, który przygotowuje dla mnie muzykę, Magdalenę Pożarską, która układa choreografię i projektuje kostiumy, a jej mama – Walentyna, szyje i ozdabia specjalnymi kamieniami. Bez nich wszystkich nie byłoby sukcesu, bo przecież jak już jestem na scenie, to muszę umieć się sprzedać.Na scenie widać tylko uśmiec
h i wdzięk…
– Bo zawodniczki tylko tyle chcą pokazać. Ale każda z nas najlepiej wie, jak trudno nauczyć się naturalności, umiejętności pełnego wyluzowania się, a przynajmniej pokazania publiczności, że jest się na luzie.A nie jest się?– W pewnym stopniu można zaryzykować twierdzenie, że ten luz jest, bo jeżeli coś ćwiczy się w nieskończoność, to i błysk w oku wypadnie naturalnie, bez widocznego wysiłku.Długo nad tym pracujesz?– Nad akrobatyką pracuję cały czas, co drugi dzień. Ćwiczę więc stale, mimo że już to umiem, bo chodzi o to, aby konkretne ćwiczenie wykonać w razie potrzeby o każdej porze dnia i nocy. Nawet jeżeli coś mi nie wyjdzie na zawodach, to i tak muszę umieć wyjść płynnie z błędu. Poza tym wciąż myślę o wprowadzaniu nowych elementów. To że na ME i MŚ wygrałam rundę układu dowolnego, jeszcze bardziej zdopingowało mnie do pracy.Wychodzi na to, że częściej ćwiczysz niż żyjesz!– Nie dosłownie, ale jeśli lepiej się przyjrzeć temu, co robię, to okazuje się, że wszystko jest podporządkowane rytmowi treningowemu. W siłowni jestem 4 razy w tygodniu. Cały zestaw kulturystyczny odrabiam w ciągu godziny, do tego dochodzi tyle samo ćwiczeń aerobowych. Trening aerobowy robię nawet 2 razy dziennie. Ciężary stosuję średnie, nie za duże i nie za małe, bo mięsień musi się napiąć, żeby mógł się rozwinąć. Teraz poświęcam więcej czasu na ćwiczenia górnych partii ciała, aby zdobyć trochę masy i mieć lepszą wyrazistość mięśni.A jak to jest na świecie? Fitneski muszą mieć duże mięśnie, czy już nie muszą?– Byłam niedawno na wakacjach w USA, między innymi w Las Vegas, na konkursie Miss Olympia. Byłam mile zaskoczona, bo okazało się, że nie ma tam monumentalnych fitnesek. Rączki i nóżki zbliżone parametrami do moich i stąd mam świadomość, że ewentualna droga do fitness zawodowego nie byłaby taka trudna. A już układami dowolnymi, to z pewnością mi nie zaimponowały. Trzeba tylko odznaczać się większą gęstością mięśni. Wydawało mi się, że obejrzę mix taneczno-akrobatyczny, a zobaczyłam tylko akrobatykę.Czy już mam życzyć Ci sukcesów na zawodowej niwie, czy jeszcze trochę odczekamy?– Wszystko zależy od tego, czy zdrowie pozwoli. Teraz na pewno nie wystąpię, za rok też nie, ale nie jest wykluczone, że za jakiś czas, owszem.A teraz?– Teraz wraz z Arkiem żyjemy budową kompleksu basenowo-rekreacyjnego, który powstaje przy klubie Maniac Gym. Cały kompleks będzie miał 1800 m i oprócz specjalnego basenu i jacuzzi, będą sauny: sucha i mokra, squash, pokój zabaw dla dzieci, gabinety odnowy biologicznej, fryzjer, a nawet restauracja dietetyczna z lodami, również dietetycznymi, robionymi na bazie odżywek. Będzie tam też nowoczesna sala do aerobiku, gdzie znajdzie się miejsce na specjalistyczną ścieżkę akrobatyczną, niezbędną dla zawodniczek fitness.Imponujące! Jeszcze trochę i konkurs o tytuł Miss Olympia odbędzie się w Białymstoku.– Poczekamy – zobaczymy. Na razie prowadzę treningi i sama trenuję. Za to Arek już przygotowuje się do organizacji Grand Prix z udziałem najlepszych fitnesek świata i pokazami zawodowych kulturystów.A gdybym zapytał, ile jeszcze lat treningów i startów w zawodach przed Tobą?– Odpowiedziałabym, że starty nie są dla mnie celem. To jest oczywiście frajda, ale rzecz w tym, aby machając nogami zostać naukowcem, myśleć o zdrowiu, aktywności ruchowej i w ogóle o aktywnym trybie życia. Jestem osobą, która miłością do fitness zaraża wszystkich wokół. W białostockiej „Gazecie Współczesnej” zajmuję się propagowaniem zdrowego stylu życia, konieczności treningów oraz stosowania racjonalnej diety. To też sposób na przyciągnięcie młodych ludzi do sportu.Złośliwcy mówią, że każdy, kto uprawia wyczynowo fitness lub kulturystykę, na pewno „ma szajbę”. Prawda to?– Oczywiście, że tak! Jest to szajba bardzo pozytywna i nie ma się czego wstydzić. Ja na przykład oglądam siebie codziennie, pozuję przed lustrem i w ten sposób przygotowuję się, aby być w pełni profesjonalistką. Muszę przecież być ambasadorem swojego sportu na co dzień. I w żadnym wypadku nie wolno mi któregoś dnia dokonać „odkrycia”, że osiągnęłam szczyt i teraz wolno mi osiąść na laurach, bo jestem super.Ale to oznacza, że stawiasz sobie bardzo wiele ograniczeń życiowych, bo Twoja droga do szczytu jest okropnie długa. Przy takim nastawieniu nigdy tego szczytu nie osiągniesz, czyż nie tak?– To prawda, ale ja mam pozytywne nastawienie właśnie do takiej wędrówki, która nigdy się nie kończy. Dojście do szczytu oznaczałoby koniec marzeń, a ja wcale nie chcę tego.rozmawiał Mirosław Prandota

Komentarze: