Trenerskie roszady w zawodowym światku

Niedawno świat zawodowej kulturystyki obiegła sensacyjna wiadomość: Kai Greene rozstaje się ze swoim dotychczasowym trenerem, Oscarem Ardenem! Może sama zmiana trenera to nic nadzwyczajnego. Zawodowi kulturyści dość często to robią, szczególnie po jakimś większym niepowodzeniu. A Greene doznał takiego niepowodzenia na ostatniej Olympii i nie może się jakoś po tym pozbierać. Zrezygnował ze startu na tegorocznym Arnold Classic, mówiąc, że musi skoncentrować się na turnieju Mr. Olympia 2011.

I, być może, jest w tym sporo prawdy, gdyż doszukując się przyczyn spadku formy Kaia tuż przed Olympią 2010, ktoś słusznie zauważył, że pewnie był przemęczony i potrzebuje dłuższego odpoczynku. A trener Oscar Arden znany jest z twardego podejścia do podopiecznych. Być może, do spadku formy Kaia dołożył się jeszcze jakiś błąd suplementacyjny. Mówi się o nie najtrafniejszym dawkowaniu insuliny i wzroście otłuszczenia wisceralnego (wewnątrzbrzusznego) oraz o szaleńczej pigułce PGF (niesterydowy lek przeciwzapalny powodujący przyspieszony metabolizm tłuszczów i zwiększoną syntezę białka), która wywołuje tak wstrętne i długotrwałe skutki uboczne (wymioty, biegunka, poty). Arden nie przyznał się do popełnienia bledów w przygotowaniach, zwalając winę za słaby występ Greene’a na „inne czynniki”.
Ale jeszcze krążą plotki, że mogły się do tego dołożyć skomplikowane stosunki męsko-męskie pomiędzy zawodnikiem i trenerem. Tak, czy owak, Greene rozstał się z Ardenem i teraz będzie go prowadził George Farah. A Arden też szybko znalazł sobie nowego, wybitnego podopiecznego, Victora Martineza, którego formę ma „podszlifować” na zbliżający się turniej „Arnold Classic”. Sceptycy zastanawiają się jednak dlaczego Martinez nie wrócił do trenera Chrisa Aceto, który doprowadził go kiedyś do najwyższej formy? Podobno był zbyt wymagający…
Albo dlaczego Greene nie wrócił do Charlesa Glassa, z którym już kiedyś pomyślnie współpracował?

George Farah to ciekawa postać. Urodzony w 1971 roku w Bejrucie, jako nastolatek walczył w libańskiej wojnie domowej. W wieku 16 lat został mistrzem Libanu juniorów, a potem wyemigrował do USA, gdzie mieszkała już jego matka i brat. Osiadł w Rochester w stanie Nowy Jork i zaczął startować w zawodach. Niestety, to, czego udało mu się uniknąć podczas wojny w Libanie, dotknęło go w USA: w sierpniu 1997 r w czasie napadu rabunkowego w centrum Rochester został trzykrotnie postrzelony (w plecy i w brzuch). Siedem razy był bliski śmierci na stole operacyjnym. Naprawiono mu nerkę i dolny kręgosłup, ale najwięcej problemów było z przestrzelonym jelitem cienkim, które trzeba było wyprowadzić na zewnątrz (ileostomia) i podłączyć zbiorniczek na kał. Po 4 miesiącach wyszedł ze szpitala, ważąc 59 kg, zamiast 91 kg. Pomimo tego, z tym zewnętrznym zbiorniczkiem, zaczął chodzić na siłownię i odbudowywać mięśnie.
Rok później wykonano kolejną operację, łącząc jelita z powrotem, dzięki czemu mógł pozbyć się zbiorniczka., co – jak wspomina – było nieopisaną ulgą. Już 6 miesięcy później pojawił się na scenie, wygrywając Mistrzostwa Stanu Nowy Jork! W 2000 r wygrał swoją kategorię na Mistrzostwach USA i dostał licencję zawodowca.
Rok później zakwalifikował się na Mr. Olympia (19 miejsce), ale w 2005 r był już 12, a w 2009 – 5 (w kategorii 202).
Farah, z wykształcenia inżynier elektronik, prowadzi szeroką działalność trenerską, oferując „guru services” jak to nazywa na swojej stronie internetowej. I ma się czym pochwalić! Prowadzi takie sławy jak Branch Warren, Betty Pariso, Debbie Laszewski, Cathy LeFrancois, Dennis James, Grigori Atoyan, Marcus Haley, Craig Richardson czy De Shaun Grimez. Ale nie tylko zawodowców. Trójka jego podopiecznych: Robert Burneika, Amber DeFrancesco i Fred Smalls zdobyła w ubiegłym roku mistrzostwo USA (NPC). Z jego porad korzysta też świetny Arab z Dubaju, Issa Obaid, który w jednym roku zdobył licencję zawodowca i wygrał swój pierwszy zawodowy turniej Europa Pro w Dallas. Podobno zdarzyło się to po raz pierwszy w historii.
Farah jest więc utalentowanym i kompetentnym trenerem, ale teraz dostał arcytrudne zadanie: doprowadzić Kaia Greene’a do tytułu Mr. Olympia! Czy to, co nie udało się Ardenowi, uda się Farahowi?

Autor: Andrzej Michalak

Kai Greene ze swoim byłym już trenerem, Oscarem Ardenem.

Gdyby Kai był w takiej formie na Mr. Olympia 2010 to zapewne znalazłby się w pierwszej trójce, a może nawet…

George Farah na scenie…

I na sali treningowej.

Na tym zdjęciu napisano – George „Kuloodporny” Farah, co w jego przypadku jest całkiem zgodne z prawdą.

Farah lubi spotykać się z dziećmi w szkołach i tam promować kulturystyczny tryb życia.

Komentarze: