Rozmowa z Flexem Wheelerem, zwycięzcą Arnold Classic w roku 1997 i 1998

Co robiłeś, zanim zacząłeś uprawiać kulturystykę?To, co zwykle robią chłopcy chodzący do szkoły. Grałem w koszykówkę, w baseball i w futbol.W końcu jednak coś skłoniło Cię do uprawiania kulturystyki.Uważam, że to nic niezwykłego. Chciałem upodobnić się do facetów z magazynów dla kulturystów. Każdy kulturysta miał chyba kiedyś podobne marzenia. Chciałem być silny, zdrowy i dobrze zbudowany.Czy Twoja budowa ciała w początkowym okresie ćwiczeń kulturystycznych dawała ci jakąś gwarancję, że odniesiesz sukces?Trudno to powiedzieć. Zaczynałem mając trzynaście lat, byłem proporcjonalnie zbudowany, ale przecież na tym sprawa się nie kończy. Najważniejsze są cechy psychiczne, zwłaszcza takie, jak wytrwałość i systematyczność, a także ciężka praca.Jak w tamtym początkowym okresie „budowałeś” swoje mięśnie?Poprzez naśladowanie innych. Kulturystyka to bardzo złożona dyscyplina sportowa. Składa się na nią olbrzymia wiedza fachowa m.in. z metodyki treningu, dietetyki i regeneracji. Tej wiedzy nie zdobyłem przecież od razu. Zdobywa się ją przez wiele lat. W początkowym okresie robiłem zwykle to, o czym dowiadywałem się z artykułów przeczytanych w czasopismach fachowych. Podpatrywałem też kolegów i coś tam dla siebie zawsze znalazłem.Robiłeś dużo błędów w tamtym okresie?Było ich bardzo wiele, lecz w miarę upływu czasu nauczyłem się obserwacji i słuchania własnego ciała, dzięki czemu stopniowo je eliminowałem.Czy od razu zdawałeś sobie sprawę z roli, jaką odgrywa w rozwoju mięśni dieta i odpoczynek?Niestety nie. Jak większość zapaleńców rzuciłem się na ciężary. Bez żadnego umiaru wykonywałem ćwiczenie za ćwiczeniem, powtórzenie za powtórzeniem i serię za serią. Nie miałem też pojęcia o prawidłowej diecie. Jak nie trudno się domyślić, efektem był stan permanentnego przetrenowania. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, jaką ważną rolę odgrywa wypoczynek i prawidłowa regeneracja organizmu.Kiedy zdecydowałeś się przejść na zawodowstwo?Decyzję tę podjąłem w wieku 23 lat na zawodach o mistrzostwo stanu Kalifornia. Właśnie tam zdałem sobie sprawę z tego, że jestem dobry i w kulturystyce zawodowej zobaczyłem szansę i miejsce dla siebie. Pomyślałem, że jest to dla mnie świetny sposób na życie. To jest po prostu to, co lubię i chcę robić.Zawsze zastanawiałem się, jaka jest różnica między kulturystyką zawodową a amatorską. Da się to jakoś zdefiniować?W samej kulturystyce nie ma żadnej różnicy. Jeżeli chce się być w doskonałej formie, to treningi, dieta i dyscyplina muszą być takie same. O różnicy można mówić dopiero, gdy w grę wchodzą pieniądze. Ale żeby na kulturystyce zacząć zarabiać, trzeba być co najmniej najlepszym wśród amatorów.W Polsce jesteś bardzo popularnym kulturystą. Wiele osób twierdzi, że to Ty powinieneś wygrywać turnieje o tytuł Mr. Olympia. Jak sądzisz, dlaczego do tej pory nie wygrywałeś tych zawodów?Wielkie dzięki za wyrazy uznania! A co do Mr. Olympia, to myślę, że ze mną jest tak jak z winem: aby było doskonałe – musi być dojrzałe. Ja widocznie jeszcze nie dojrzałem do zdobycia tego tytułu. Mam szacunek dla moich konkurentów i mam też nadzieję, że nadejdzie czas również dla mnie.Jakie rady dałbyś początkującym kulturystom, wspominając własną drogę dochodzenia do sukcesów?Jestem takim samym człowiekiem jak każdy. Jeżeli ja do czegoś doszedłem to oznacza, że każdy może dojść, byleby tylko chciał.Dziękuję za rozmowę.Rozmawiał Robert Klimaszewski

Komentarze: