Poprawa muskulatury? – co za problem. Wystarczy zapisać się do klubu, trochę żelastwa popodnosić, trochę popodciągać i mięśnie same „spęcznieją”. Taka mniej więcej opinia panuje wśród „teoretyków” ćwiczeń. Na szczęście praktycy rozumują inaczej.W kulturystyce, podobnie zresztą jak i w innych dyscyplinach sportu, podstawą osiągnięć jest wiedza i ciężka praca. Dobrze opanowana wiedza decyduje o tym, czy ta ciężka praca będzie spożytkowana w całości. Dobra wiedza to dobra dieta, dobre jej wspomaganie, dobre plany treningowe, dobra realizacja tych planów, dobra regeneracja i dobre rezultaty.W latach pięćdziesiątych, kiedy to kulturystyka stawiała u nas pierwsze kroki, podstawowym brakiem był brak elementarnej o niej wiedzy. To dobrze, że sport ten, mimo zniechęcających publikacji, zdobywał coraz większą popularność, że każdy lub prawie każdy ćwiczący chciał mieć sylwetkę takich mistrzów tamtych lat, jak Steve Reeves czy Larry Scott. Gorzej, że nikt lub prawie nikt nie wiedział, jakie drogi prowadzą do tego celu. Ćwiczący całą swoją ówczesną wiedzę opierali na pogłoskach, które nie poparte dobrą teorią, przynosiły więcej strat niż korzyści. Rozwój mięśni kojarzony był raczej tylko z treningiem, rozumowano, że im będzie intensywniejszy, tym lepiej. Często nawet kulturyści z długim stażem treningowym każdą grupę mięśniową ćwiczyli na każdym treningu, wykonując nierzadko po piętnaście i więcej serii. Trening taki trwał niekiedy do 3 godzin, a efekty? – lepiej nie wspominać. Mięśnie, jeżeli się nawet rozwijały, to na skutek ciągłego przemęczenia – bardzo słabo. Potwierdzeniem powyższego są wymiary mięśni niektórych naszych ówczesnych czołowych zawodników, które prezentujemy poniżej:Wiesław Wnęk:obwód ramienia – 45 cm,obwód klatki piersiowej – 127 cm,obwód uda – 64 cm,Henryk Szczepański:obwód ramienia – 44 cm,obwód klatki piersiowej – 127 cm,obwód uda – 61 cm.Do Polski, różnymi zresztą drogami, coraz częściej zaczęły docierać zachodnie czasopisma kulturystyczne. Zaczęli się też pojawiać zapaleńcy, którzy z czasem, z prekursorów kulturystyki, przemienili się w instruktorów.Niepodobna w tych retrospektywnych przemyśleniach pominąć faktu ukazania się książki o tematyce stricte kulturystycznej. Była to książka S. Zakrzewskiego pt. „Siła, sprawność, piękno”. Dzięki tej książce rozszerzył się, i to skokowo, krąg ćwiczących. Zaczęły też nabierać logicznego sensu treningi kulturystyczne. Nie można pominąć i faktu, że, czy ktoś chciał czy nie, kulturystyka przebojem weszła w życie olbrzymiej rzeszy ćwiczących i jeszcze większej sympatyków.Tak oto przeszliśmy od tego co było do tego co jest, a jest o wiele więcej niż można się było jeszcze kilka lat temu spodziewać. Dziś nikt nie stawia pytania, czy kulturystyka to jedna z dziedzin sportu, dziś pytanie brzmi – kto będzie was reprezentował na olimpiadzie?Aktualnie mamy wszystko, krajowe i zagraniczne czasopisma kulturystyczne, krajowe i zagraniczne wydawnictwa książkowe, przeogromną i ciągle rozwijającą się sieć klubów kulturystycznych i fitness, wspaniały sprzęt, dobrych instruktorów, wzorcowe plany treningowe, uwzględniające najnowsze zdobycze wiedzy z zakresu metodyki treningu, wyrafinowaną wprost dietę, krajowe i zagraniczne wspaniałe odżywki i suplementy, wyjątkowo szerokie zaplecze tych, wśród których młode talenty skrzą się jak diamenty w słońcu, mamy wreszcie kulturystykę dla mas, czyli rekreacyjną. Teraz wystarczy już tylko chcieć czytać i chcieć ćwiczyć, a sukcesy same przyjdą.

Komentarze: