Rozmowa z Marcinem Jabłońskim, trenerem Kamili Porczyk – aktualnej mistrzyni świata w fitness w kat. Powyżej 160 cm

Powiedz nam kilka słów o sobie.Mam 28 lat, mieszkam w Busku-Zdrój, jestem żonaty i mam 5-letnią córkę. Kulturystykę zacząłem trenować w 1989 r. W Mistrzostwach Polski startowałem dwukrotnie, w roku 1995 zdobyłem medal brązowy, zaś w roku 1997 – medal złoty. Oba medale wywalczyłem w kategorii powyżej 90 kg.Co zdecydowało, że zgodziłeś się zostać trenerem Kamili Porczyk?Około 1,5 roku temu spotkaliśmy się w uczelni (AWF). Kamila wiedziała, że zajmuję się kulturystyką oraz, że zdarza się, iż niektórym kulturystom (kulturystkom też) rozpisuję treningi i dietę. Ja wiedziałem, że była gimnastyczką. Zapytała mnie, czy nadaje się do fitness a jeżeli tak, czy jej w tym pomogę? Sylwetkę miała dobrą, przygotowanie gimnastyczne też, a widoczne zaniedbania w diecie były do nadrobienia. Potwierdziłem, zaznaczając, iż łatwo jest dawać rady, trudniej – jak doświadczenie uczy – z ich realizacją. I to ją widać wzięło.Jaka jest Kamila?Kamila to kumpel, z charakterem ale kumpel, kumpel przed którym czuje się respekt. Ona zawsze wie czego chce i zawsze to otrzymuje. W jej charakterze nie było i nie ma miejsca na kapitulanctwo. Do bólu prawdomówna i wymagająca. Jej powiedzenie – „damy sobie radę” – doskonale do niej pasuje, ona jest w stanie pokonać każdą trudność, każde przeciwieństwo.A jeżeli chodzi o treningi?Konsekwentna, uparta, a nawet zawzięta. Nie zna pojęcia odpuszczenia sobie. Jeszcze nie spotkałem osoby trenującej z taką determinacją.Jej najmocniejsze i najsłabsze strony?Słabych nie znajduję. Mocne zaś to determinacja, wieczny optymizm, wiara w siebie, konsekwencja i upór. Nie można zapominać też o pogodności, uczciwości i prawdomówności. Na przykład, Kamila, aby wygrywać zawody, poddawana jest ogromnemu rygorowi zwłaszcza jeżeli chodzi o dietę. Jest jednak tylko człowiekiem i ma prawo do chwil słabości. Jeżeli taka chwila jej się przydarzy, informuje mnie o tym i wspólnie ustalamy drogę wyjścia. Z reguły nam się to udaje.Czy w swojej obecnej roli korzystasz z porad innych?Oczywiście, że korzystam. Pomimo sporego doświadczenia nie uważam się za osobę wszechwiedzącą. Zawsze warto skorzystać z porad innych, wszakże pod warunkiem, że mają coś interesującego do powiedzenia. W czasach, gdy przyjeżdżał do nas Roland Ciurlok, często wymienialiśmy poglądy i nie ukrywam, że z korzyścią dla mnie.Kim trudniej być – kulturystką czy fitneską?Na fitness składa się większa liczba czynników, które sędziowie biorą pod uwagę. Liczy się uroda, kobiecość, prezencja, proporcje, wykonanie trudnego układu dowolnego z elementami gimnastycznymi i akrobatycznymi, no i umięśnienie. Wprawdzie nie musi ono być tak rozbudowane i wyrzeźbione jak u kulturystek, niemniej powinno być dopracowane w miarę do perfekcji. Dla odmiany mają lżej przy diecie, nie musi ona być aż tak rygorystyczna jak u kulturystek.W ciągu 1,5 roku Kamila przeistoczyła się z początkującej fitneski w mistrzynię świata. Co złożyło się na tak oszałamiający sukces?Przede wszystkim jej ogromny zapał i oddanie się temu, co robi. Ona po prostu chce być najlepsza i robi wszystko, aby to osiągnąć. Duży wpływ na jej sukces ma fakt, że sport ten sprawia jej ogromną radość. Wystarczy popatrzeć ile ekspresji jest w każdym jej ruchu, zarówno na sali treningowej, jak i na scenie. Weźmy na przykład jej występ na Mistrzostwach Świata w Warszawie. Była uśmiechnięta i na luzie. Tak zachowują się tylko mistrzynie. Im bardziej żywiołowo reagowała publiczność na jej występ, tym ona była bardziej rozluźniona, a przy tym precyzyjna i szczęśliwa. Właśnie w takiej atmosferze Kamila potrafi dawać z siebie wszystko. To ją uskrzydla!Czy miałeś chwile zwątpienia, a jeżeli tak, to co pomogło Ci je pokonać?Nie, nie miałem. Trudno je mieć, kiedy ma się do czynienia z taką zawodniczką jak Kamila. Wierzyłem w to, że może być najlepsza i nie pomyliłem się. Chwile zwątpienia miewała jednak Kamila. Zdarzały się zwłaszcza w okresach przedstartowych. Były łzy zwątpienia i groźby rezygnacji, ale to przechodzi. Takie jest życie wyczynowców.Czy możesz podać kilka rad dla tych pań i dziewcząt, które po sukcesach Aleksandry Kobielak i Kamili Porczyk włączą się w treningowy kierat?Fitness to nie tylko dobry, ale i piękny sport. Dobrze, jeżeli przychodzi się do niego – tak jak Kamila – z dobrym przygotowaniem gimnastycznym, ale nie jest to warunek. Wszystkiego można się nauczyć. Nie wszystkie panie rozpoczynające treningi zostaną mistrzyniami, ale przecież nie tylko o to chodzi. W każdej dyscyplinie sportu jest tak, że mistrzyń jest kilka, a trenujących tysiące. Z tą wszakże różnicą, że w fitness trenujących powinny być miliony. Jest to sport, który sprawia, że niezależnie od wieku ćwiczących, każda z pań jest (lub będzie) zgrabna, nieziemsko sprawna, powabnie umięśniona oraz pełna harmonii ruchów i radości bycia sobą.Która z fitnesek, występujących na Mistrzostwach Świata w Warszawie poza naszymi zawodniczkami, zrobiła na Tobie największe wrażenie?Rosjanka Iveta Stacenko występująca w kategorii Kamili. Jej perfekcyjnie wykonany układ dowolny na długo wrył się w moją pamięć. Układ ten docenili też sędziowie, klasyfikując go na miejscu pierwszym. W sposobie jego wykonania widać było doskonałą rosyjską szkołę gimnastyczną i baletową. Każdy szczegół, każdy gest był wykonany z fantazją i doskonale zgrany z muzyką. Po obejrzeniu układu Rosjanki już wiedziałem, nad czym wspólnie z Kamilą popracujemy.Co byś powiedział, gdybyś otrzymał propozycję prowadzenia reprezentacji w fitness?– Rozważyłbym wszystkie za i przeciw, ale domyślam się, że tych za byłoby trochę więcej. Bardzo lubię obserwować, jak rosną talenty, a trenerka daje takie możliwości. Nie mniejszą przyjemnością może być szlifowanie talentów, a gdzie może być więcej takich samorodków jeżeli nie w kadrze?Byłeś liczącym się kulturystą. Wielu nawet uważało, że w swojej kategorii będziesz najlepszy, skąd więc to wycofanie się z rywalizacji?Czysty zbieg niekorzystnych okoliczności. Ciężka praca, dobra forma i tuż przed mistrzostwami ostry atak salmonelli. A skutek? Osłabienie, znaczny spadek wagi i nici ze startów, a w konsekwencji utrata sponsora. Sodoma z Gomorą naraz. W takich oto warunkach otworzyłem klub i zająłem się pomocą innym, a w końcu trenerką.Czy zamierzasz powrócić na scenę?Oczywiście. Mając własny klub, mam stabilność finansową, mogę zatem spokojnie trenować. Sądzę, że jeżeli wszystko będzie się układało dobrze, to w niedługim czasie pokażę się publiczności.Czy po tak długiej przerwie stać Cię będzie do nawiązania równorzędnej walki z konkurentami?Pożyjemy – zobaczymy.Jak oceniasz występ naszych kulturystów i kulturystek na Mistrzostwach Świata?Podziwiam formę Piotra Głuchowskiego i Pawła Brzózki. Również duże wrażenie zrobił na mnie Radek Słodkiewicz. Zarówno Paweł, jak i Piotrek to kulturyści europejskiej, jeżeli nie światowej klasy. Sądzę, że bardzo ciężko będzie mi ich dogonić, lecz nie ma rzeczy niemożliwych. Jeżeli chodzi o kobiety, to brakowało Joasi Krupy. W wadze do 52 kg śmiało mogłaby walczyć o medal. Ewa Kryńska z Pawłem Brzózką to rzeczywiście złota para.Po sukcesach Kamili można sądzić, że wiele fitnesek zechce oddać się pod Twoją opiekę. Co Ty na to?Nie miałbym nic przeciwko temu. Mam jeszcze pewne rezerwy czasowe, ale interesują mnie tylko rozsądne propozycje. Nierozsądne już miałem. A oto przykład. Na 4 tygodnie przed pucharem Polski zgłosiła się pewna juniorka, niestety, tylko z ambicjami. Gdyby zrobiła to 4 miesiące wcześniej
moglibyśmy porozmawiać poważnie.Rozmawiał Sylweriusz Łysiak

Komentarze: