Rozmowa z Mistrzem Świata w kulturytsyce, Mariuszem Strzelińskim

Jak czuje się dopiero co koronowany Mistrz Świata?Tak sobie. Poszło dobrze, ale czuję pewien niedosyt.Przecież lepszego miejsca niż pierwsze organizatorzy nie zarezerwowali.Ale mnie ono przypadło fuksem.Czyli jak?Po wpadce dopingowej. Organizatorzy wykryli koks w organizmie Aleksandra Wiszniewskiego, któremu wcześniej przyznali tytuł Mistrza. Jego miejsce zwolniło się, a ja automatycznie poszedłem w górę.To chyba też nie byle jaki zaszczyt?Owszem, ale mimo wszystko niedosyt pozostał.Moim zdaniem nieuzasadniony. Wszak na Mistrzostwa Świata pojechałeś już jako Mistrz Europy, nie przyszedłeś tam jako chłopak z ulicy.To prawda. Sezon uważam za udany. Muszę przyznać, że złoty medal z Mistrzostw Europy był dla mnie w ogóle szczytem marzeń. Pierwszego miejsca na Mistrzostwach Świata nawet nie oczekiwałem.Skąd ten pesymizm?Zawsze mi na zawodach czegoś brakowało, a zwłaszcza precyzji w rzeźbieniu mięśni. Tym razem zawziąłem się, przemyślałem swoje błędy z ubiegłorocznego sezonu, odkryłem słabe strony, dopracowałem co należy i wyszło jak wyszło.I co teraz będzie? Czy Mistrz Świata zechce pokazać się ludziom na krajowych deskach?Oczywiście. Starty krajowe są najlepszym sprawdzianem przed startami międzynarodowymi.Nie każdy podziela Twój pogląd. Zdarza się, że nasza czołówka, po sukcesach zagranicznych, rezygnuje z występów w kraju. Tak było z Piotrem Głuchowskim i Pawłem Brzózką.Oni już dawno znaleźli się na liście najlepszych i od pewnego czasu trenują pod kątem zawodów międzynarodowych. Ja natomiast – przynajmniej na razie – mam ten komfort, że mogę brać udział w każdej imprezie krajowej, byleby tylko nie kolidowało to z moimi przygotowaniami do Mistrzostw Świata.To godna uznania postawa. Czemu zatem nie podzielają jej Piotrek i Paweł?Jeżeli ma się szansę osiągnięcia nieporównywalnie większych sukcesów, nie wolno pozwolić sobie na sentymenty, zmieniają się bowiem cele treningów. Tyle sukcesów, jakie obydwaj odnieśli, sprawiło, że zmieniają się cele życiowe. Piotrek z Pawłem nie startują już nawet na Mistrzostwach Europy, ponieważ ich zainteresowania sięgają dalej. A wiadomo, że tytuł Mistrza Świata daje nieporównywalny prestiż. Przed człowiekiem otwierają się nowe możliwości.Czy oznacza to, że udział w zawodach krajowych obniża czyjąś rangę?Nie o to chodzi. Rzecz w tym, aby szczyt formy nie przypadł na zawody krajowe, lecz na Mistrzostwa Świata. Formę szlifuje się etapami. Podczas mistrzostw krajowych można jeszcze być „słabym”. Nie dałoby się zrealizować swoich planów, gdyby zawodnik chciał być dobry na wszystkich kolejnych zawodach.Tobie trafiły się dwa sukcesy po kolei.Tak, ale tylko dzięki znakomitej synchronizacji ostatnich mistrzostw świata i Europy. Przerwa między jednymi a drugimi trwała tylko tydzień. W tak krótkim czasie nietrudno jest utrzymać się w dobrej formie.A co sądzisz o starcie w parach? Paweł Brzózka i Ewa Kryńska mają już za sobą trzykrotny sukces światowej rangi. Ty wystartowałeś tylko w roku 1998 i na tym się skończyło.Ja po prostu nie czuję tej konkurencji. Nie mam do niej przekonania.Mimo dobrej narodowej tradycji na tym polu?Nie w tym rzecz. Problem nie w tradycji, ale we mnie. Nie odżegnuję się od występu w parze, ale na razie nie bardzo widzę się tam.A gdyby to zależało nie od Ciebie, ale od partnerki, to propozycję której byś przyjął?Najchętniej Eli Boreckiej. Nie najlepiej nam wyszło w dziewięćdziesiątym ósmym, warto by tamten rezultat poprawić.Wypada więc odczekać do momentu, aż poprawi się Twoja motywacja. A jak sobie wyobrażasz najbliższą przyszłość?Nie będe skromy. Chcę zdobyć mistrzostwo świata w taki sposób, aby nie było wątpliwości kto jest najlepszy. Wymaga to jednak z mojej strony niesamowitej pracy, ale przecież każdy, kto osiągnął liczący się wynik, podnosi sobie poprzeczkę, z nadzieją, że uda mu się ją pokonać.Wszyscy wiemy, ile zdrowia kosztuje przygotowanie do zawodów. A jak to się przelicza na pieniądze?Na przygotowanie do ostatnich mistrzostw Europy wydałem 30 tysięcy.I trwało to pół roku, czyli 5 tysięcy na miesiąc. Za taką sumę mogłaby utrzymać się liczna rodzina. Przypomnij Czytelnikom, za co trzeba płacić tak dużo.Po pierwsze za żywność. Nie można robić formy na obiadkach w barze mlecznym. Po drugie – konieczne są odżywki i suplementy. Po trzecie – częstość przyjmowania posiłków.No właśnie. Zwykły zjadacz chleba spożywa 3 posiłki dziennie. Dostarcza organizmowi około 3,5 tysiąca kalorii. A Ty?Kulturysta, który chce wygrać mistrzostwa Europy musi jeść 7 razy dziennie i dostarczać organizmowi 5-7 tysięcy kalorii. W dodatku muszą to być posiłki o wyselekcjonowanym składzie, co dużo kosztuje.Wiem, że nie jesteś samotnikiem, masz żonę i trzy córki. Czy one wszystkie organizują sobie półroczne głodówki, podczas gdy Ty opychasz się od rana do wieczora?Na szczęście tak nie jest. Znaczną pomoc dostaję od Stanisława Jedlińskiego, właściciela firmy „Sportatut Dębica”. Bez tego wsparcia, a konkretnie za reklamowanie odżywek „Sportatutu”, moje starty w zawodach tej rangi w ogóle nie byłyby możliwe.Takich sponsorów kulturyści powinni nosić na rękach.I owszem, bez nich trudno by liczyć na dobre wyniki. Ja w tym miejscu ograniczę się do podziękowania za wszystko co się już zdarzyło i do polecenia się na przyszłość.Polscy kulturyści brylują wśród wysokiej klasy amatorów. A jakie mamy szansę wśród zawodowców?Przypuszczam, że już niebawem znajdą się tam polskie barwy. Ale konkurencja jest tak znacząca, że z góry możemy uznać za sukces fakt, gdy chociaż jeden z naszych mistrzów ulokuje się w pierwszej piętnastce takich imprez, jak Mr. Olympia, Arnold Classic czy Noc Mistrzów.Czego trzeba naszym mistrzom, aby wspięli się na tak wysoki „schodek”?Przede wszystkim wiedzy i pieniędzy. Dobrej wiedzy i dużych pieniędzy.Czy nie bulwersuje Cię moda na gigantów? Przecież jeszcze trochę, a 60 cm w bicepsie i 90 cm w udzie stanie się normą. Jak długo można tak szaleć?Faktycznie, wszystko zmierza w złym kierunku. Niektórzy zawodowcy przypominają postacie z komiksów, a to już przestaje nawet być śmieszne, zaczyna przerażać. Może ktoś z organizatorów obudzi się i wymyśli coś nowego. Byle nie za późno!Kariera kulturysty nie trwa wiecznie. Myślałeś już o przyszłości?Jeszcze konkretnych planów nie robiłem, ale wiem, że trzeba o nich pomyśleć. Najlepiej znam się na kulturystyce, więc przypuszczam, że moja przyszłość będzie w jakiś sposób z nią związana. A niezależnie od tego, kulturystykę będę ćwiczył – jak mówi Owsiak – do starości i jeszcze jeden dzień dłużej.Dziękuję za rozmowę.Sylweriusz Łysiak

Komentarze: