Wierzbicki

W południowoafrykańskim mieście Potchefstroom odbywają się obecnie tegoroczne Mistrzostwa Świata w Klasycznym Trójboju Siłowym, czyli takim bez superelastycznych strojów. Nasza ekipa ma o tyle wygodnie, że miasto to leży, co prawda, na drugim krańcu Afryki, ale dokładnie na południe, a więc w tej samej strefie czasowej, co Polska.

 

Wicemistrzostwo

Mistrzostwa rozpoczęły się miłym dla nas akcentem: nasz zawodnik w najlżejszej kategorii, do 50 kg, Dariusz Wszoła, wywalczył srebrny medal. Złoto zdobył fenomenalny Rosjanin, następca Andrzeja Stanaszka, Siergiej Fiedosienko, który poprawił rekordy świata we wszystkich bojach oraz w trójboju (na 661,0 kg). Wszoła zaliczył 8 podejść na 9, paląc jedynie ostatnią próbę martwym ciągu na 210,0 kg. W kategorii tej wysortowało 8 zawodników. Wyniki pierwszej trójki:

1.    Siergiej Fiedosienko (Rosja) – 661,0 kg (225,5+165,0+270,5)
2.    Dariusz Wszoła (Polska) – 572,5 kg (215,0+152,5+205,0)
3.    Franklin Leon (Ekwador) – 560,0 kg (200,0+140,0+220,0)

Kolejny Polak, Łukasz Matwin, wystąpił w kategorii 83 kg, zajmując 6 miejsce w gronie 13 zawodników. I nie byłoby w tym nic sensacyjnego, gdyby Polak nie wojował ze złotym medalistą, Jose Castillo z Ekwadoru, na rekordy świata w martwym ciągu. Matwin zaczął od 280,0 kg, a Castillo od 300,0 kg. Obaj zaliczyli.

W drugiej rundzie Polak podniósł na 302,5 kg, a Ekwadorczyk zaatakował rekord świata, poprawiając go z 312,5 kg na 315,0 kg. W grze pozostawał jednak cały czas dotychczasowy rekordzista świata w martwym ciągu, Rosjanin Aleksiej Kuźmin, który w drugiej serii uzyskał 305,0 kg. Teraz walka rozgorzała na całego między Rosjaninem i Ekwadorczykiem. Pierwszy zgłosił 320,0 kg, a drugi odpowiedział 325,0 kg.

Ale, gdzie dwóch się bije… Polak podał „skromne” 315,5 kg i ten ciężar zaliczył, natomiast dwójka wielkich mistrzów trochę się zagalopowała i żaden z nich zadeklarowanego ciężaru nie podniósł. W ten sposób Łukasz Matwin został dość nieoczekiwanie nowym rekordzistą świata w martwym ciągu.

W kategorii subjuniorów brązowym medalistą w wadze 66 kg został Kamil Dec, uzyskując 475,0 kg (172,5+110,0+192,5). Tutaj mistrzem świata został Białorusin Ihar Juzapczuk (507,5 kg). Na 4 miejscu w kategorii 59 kg uplasował się Kacper Drochomirecki – 370,0 kg (140,0+82,5+147,5).

 

Mistrzostwo

Ale po jak fantastycznej walce! Krzysztof Wierzbicki należał do grona faworytów w kategorii do 93 kg, wreszcie był rekordzistą świata w martwym ciągu (355,0 kg) i trójboju (810,0 kg). Ale tym razem wyzwanie Wierzbickiemu postanowił rzucić sam czterokrotny mistrz świata w trójboju zwykłym (w sprzęcie), Ukrainiec Michajlo Bułanyj. Michajło zdobywał tytuły mistrza świata w latach 2009-10 oraz 2012-13. W 2011 r przegrał z Rosjaninem Władimirem Szolskim, który potem już nie startował. Ale na Mistrzostwach Świata w trójboju klasycznym pojawił się po raz pierwszy. Na liście zgłoszeń figurował jako trzeci, z wynikiem 780 kg (280+180+320), za Wierzbickim i Brytyjczykiem Martinem Tomasem (785,0 kg). Z tych zgłoszeń wynikało, że start w Potchefstroom powinien być dla Wierzbickiego „spacerkiem”.

Ale los co innego mu zgotował. Bułanyj musiał się ostatnio bardzo przykładać do treningów. Jest niesłychanie silny w dwóch pierwszych bojach: przysiadzie i wyciskaniu, toteż na pomoście w Południowej Afryce obie te konkurencje wygrał, wyrabiając sobie w każdej z nich 15-kilogramową przewagę nad Wierzbickim. Polakowi też się dobrze wiodło. Na poprzednich MŚ, gdy ustanawiał rekord świata w trójboju, zaliczył w przysiadzie 265,0 kg, wycisnął 190,0 kg i pociągnął 355,0 kg. Tym razem świetnie poszedł mu przysiad, z wynikiem 285,0 kg w trzecim podejściu i dobrze wyciskanie (190 kg w trzecim podejściu). Ale Bułanyj i tak był o 30 kg do przodu. Polak, będąc lżejszym od Ukraińca o 750 g, musiał więc podchodzić w martwym ciągu do ciężarów o 30 kg większych niż Ukrainiec.

Bułanyj podał na pierwsze podejście 320,0 kg, więc Wierzbicki podchodził do 350,0 kg. Polak zaliczył, a Ukrainiec pociągnął sztangę do wyprostowanej postawy i… nagle opuścił ją na pomost, nie przytrzymując nawet na chwilę w górze, co sędziowie uznali za spalony bój. Może go coś zabolało, albo puszczał chwyt jednej z rąk? Niezrażony tym trójboista zza wschodniej granicy w drugiej serii podniósł ciężar na 330,0 kg i bez problemów, płynnie zaliczył.

Wierzbicki, z automatu, musiał więc podchodzić do 360,0 kg, co już było o 5 kg wyżej od jego własnego rekordu świata. Z trudem dociągnął sztangę do wyprostowanej postawy, wyglądało na to, jakby jeszcze chciał się odprostować, wypchnąć biodra, ale poczekał na komendę sędziego i odłożył sztangę. Kto podnosił sztangę techniką sumo, ten wie,  że takie wypychanie bioder do przodu jak w klasycznej technice, nie jest tu możliwe. Dobrze, że sędziowie też o tym wiedzą. A więc padł nowy rekord świata, chociaż wyglądało na to, że Polak nie będzie już w stanie dołożyć nawet i 2,5 kg. I można było obawiać się o jego odciski na dłoniach, które sobie pozrywał w zimie, co uniemożliwiło mu skuteczną walkę na Mistrzostwach Arnolda w Columbus.

Co teraz zrobi Bułanyj? Ukrainiec zdecydował się na zadanie „nokautującego ciosu”, dysponując na sztangę aż o 12,5 kg więcej, czyli 342,5 kg. A więc jego sztab trenerski ocenił, że Wierzbicki ma jednak jeszcze jakieś rezerwy, ale nie na 12,5 kg.

I ta analiza, z ich punktu widzenia, wyglądała rozsądnie. Tymczasem, i to jest dobry temat dla psychologów, obaj tak się zmotywowali, skoncentrowali, podekscytowali tą rywalizacją na poziomie bicia rekordów świata, że zaliczyli trzecie podejścia z mniejszymi problemami niż wcześniejsze! Wierzbicki znowu z takim nie 100-procentowym doprostowaniem bioder, toteż po odłożeniu sztangi na pomost niepewnie zerkał na sędziów, a gdy zobaczył, że oni nie mieli zastrzeżeń, złapał się za głowę i jak rażony piorunem padł na kolana, przylegając czołem do pomostu, i tak trwał przez chwilę, a potem podskoczył i… wpadł w objęcia jednej z polskich zawodniczek oraz trenera Arkadiusza Znojka, którzy odprowadzili go na zaplecze.

Wierzbicki pobił więc swój własny rekord świata i rekord życiowy w martwym ciągu aż o 17,5 kg, a w trójboju o 37,5 kg, na 847,5 kg, ale… nowym rekordzistą świata w trójboju będzie w tabelach Bułanyj, gdyż on ustanowił ten rekord kilka minut wcześniej, a Polak już go tylko wyrównał. Jednak złoty medal i tytuł mistrza świata powędrowały w ręce Polaka.

Wierzbicki stoczył więc podobnie pasjonującą walkę o tytuł mistrza świata w trójboju klasycznym jak kilka tygodni wcześniej Jan Wegiera o tytuł mistrza świata w wyciskaniu leżąc, który też zmuszony był dwukrotnie bić rekord świata. A wcześniej były złote medale Jarosława Olecha i Pawła Ośmiałowskiego na ME w Trójboju. Niesamowitych przeżyć dostarczają nam tej wiosny trójboiści i niech szczęście im nadal sprzyja.
Zdjęcie:

Krzysztof Wierzbicki ustanawia swój poprzedni rekord świata w martwym ciągu 355,0 kg

Komentarze: