W niedzielę rozgrywano po dwie najcięższe kategorie subjuniorów i juniorów na Mistrzostwach Świata w Killeen w USA. W tych kategoriach wystawialiśmy też naszych najlepszych zawodników.

Najpierw rozgrywano boje w obu kategoriach subjuniorów: do 120 kg i powyżej 120 kg. W pierwszej z nich przeciwnikami Huberta Dudziaka byli dwaj Amerykanie: Reginald Scales i Michael Rodriguez. Obaj legitymowali się dużo lepszymi tegorocznymi wynikami od naszego reprezentanta, toteż jego położenie już na starcie było trudne. Ale w przysiadach udało mu się rozdzielić Amerykanów, ustanawiając rekord życiowy 325,0 kg. Rodriguez poszedł na rekord świata subjuniorów i to mu się udało (355,0 kg), a Scales zaliczył tylko 310,0 kg. Wyciskanie to najsłabszy bój Polaka. Ledwo zaliczył 180,0 kg (dopiero w drugiej rundzie) a z trzeciego podejścia w ogóle zrezygnował. Rodriguez znowu poprawił rekord świata (na 250,0 kg), a Scales zaliczył 217,5 kg, co po dwóch bojach dało mu przewagę 22,5 kg nad Dudziakiem. Jeśli nasz reprezentant myśli o dalszych sukcesach międzynarodowych, to musi swoje wyciskanie zdecydowanie poprawić.

W martwym ciągu Dudziak wyrównał swój rekord życiowy (260,0 kg), jednak obaj Amerykanie byli lepsi. Do srebrnego medalu zabrakło Polakowi 40 kg, ale i tak ustanowił swój rekord życiowy w trójboju (765,0 kg).
W kategorii do 120 kg juniorów na pomoście występowało 9 zawodników, wśród nich Polak Jan Joskowski. Według zgłoszeń miał 6 pozycję, więc o walce o medale nie mogło być mowy. Polak zaczął pechowo, od spalenia 315,0 kg w przysiadzie. Ale w drugiej rundzie uporał się z tym ciężarem, a potem skoczył na 340,0 kg, co nie było jakimś szaleństwem, gdyż na wiosennych MEJ zaliczył 335,0 kg. Jednak tym razem trochę mu brakowało do życiowej formy i nie dał rady tego ciężaru zaliczyć.

Tytułu mistrza świata ze Szczyrku bronił Amerykanin Preston Turner, który w rankingu znajdował się na 3 miejscu, za dwoma Rosjanami: Aleksiejem Fokinem i Iwanem Goriaczewem. I od samego początku rozgorzała niesłychanie zacięta walka między tą trójką. Preston przygotował jednak życiową formę i nie dał się „pognębić” w przysiadzie, zaliczając 380,0 kg. Fokin miał 385,0 kg, a Goriaczew – 395,0 kg. Ale już w wyciskaniu Preston ostro zaatakował, ustanawiając fantastyczny rekord świata jak na juniora – 327,5 kg! Fokin zaliczył tylko pierwsze podejście (240,0 kg) i przestał się liczyć, a Goriaczew wyżyłował 290,0 kg, niwelując przewagę Prestona do 22,5 kg. Joskowski szedł bardzo ładnie, zaliczając w drugiej rundzie 237,5 kg, co jest jego nowym rekordem życiowym.

W martwym ciągu emocje zaczęły się dopiero w trzeciej rundzie, gdy Preston zaliczył swoje ostatnie podejście (300,0 kg), co dało mu w sumie 1007,5 kg. Wtedy Goriaczew zaszarżował na 325,0 kg, aby wyprzedzić Prestona, ale była to już „walka z wiatrakami”, gdyż w drugiej rundzie nie dał rady podnieść nawet 310,0 kg. Do gry ponownie wkroczył najsilniejszy w ciągach Fokin, skacząc w końcówce z 345,0 kg na 367,5 kg, aby przeskoczyć Goriaczewa, ale obaj popalili. Joskowski też skoczył z 330,0 kg na 342,5 kg, atakując znajdującego się na 4 miejscu Czecha Sobotkę, ale nie dał rady i skończył na 5 pozycji. W sumie uzbierał 882,5 kg, co jest o 7,5 kg mniej niż na tegorocznych MEJ. Zaważył niepomyślny przebieg przysiadów.

No i wreszcie superciężka kategoria, powyżej 120 kg. Według zgłoszeń, Kamil Jarota znajdował się na 3 miejscu, z bardzo niewielkimi stratami do prowadzących: Rosjanina Artioma Litwinienki i Czecha Davida Lupaca. W sprzyjających okolicznościach można było myśleć nawet o zwycięstwie. Przysiady poszły Polakowi nieźle. Uzyskał swój najlepszy rezultat – 392,5 kg, paląc podejście do 400,0 kg. Taki sam rezultat miał Litwinienko, ale Lupac zabłysnął wielką formą, pokonując 415,0 kg!
W wyciskaniu Polak trzymał się dzielnie, zaliczając 250,0 kg. Gdyby wycisnął w trzeciej próbie 257,5 kg byłoby jeszcze lepiej, a tak znowu potracił drobne kilogramy do prowadzącej dwójki: Litwinienko uzyskał 257,5 kg, a Lupac – 270,0 kg, powiększając swoją przewagę nad Rosjaninem do 35 kg. Czy już mógł spocząć na laurach? Okazało się, że nie!

W ciągach Litwinienko od pierwszej rundy dysponował ciężary o 35,0 kg większe od Czecha, a ponieważ był o 6 kg lżejszy, dawało mu to złoty medal. Gdy w drugiej rundzie Czech zaliczył 310,0 kg, Litwinienko skoczył na 345,0 kg i też miał udane podejście. Na koniec Czech podchodził do 320,0 kg i spalił, więc Litwinienko zredukował na 350,0 kg, ale też nie dał rady, mając już „złoto” w kieszeni. Jarota zaliczał po kolei: 310,0 kg i 330,0 kg, a na koniec spalił 342,5 kg, które nic mu już nie dawało, ale było asekuracją przed groźnymi atakami ubiegłorocznego mistrza świata Aarona Gonzalesa (USA) i Norwega Niklasa Zellina. Gdyby któryś z nich zaliczył trzecie podejście, wysunąłby się przed Polaka. Tak się jednak złożyło, że cała trójka spaliła. Walka trwała więc do ostatniego podejścia. Czy Jarota miał szansę wypaść lepiej? Zaliczył po dwa podejścia w każdym boju, ale gdyby zaliczył swoje wszystkie trzecie podejścia, to zastałby mistrzem świata! No, ale to rzadko się udaje.
W sumie nasza pięcioosobowa reprezentacja wywalczyła trzy brązowe medale i dwa piąte miejsca, co można uznać za dobry rezultat. I ta cała piątka niewiele traci do światowej czołówki, mając szanse na dalszą poprawę wyników i awans w klasyfikacji.

Zdjęcia:
Killeen 10
Killeen 11
Killeen 12
Killeen 13
Killeen 14
Killeen 15
Killeen 16
Killeen 17
Killeen 18
Killeen 21

Komentarze: