10710939_854527731273342_6218096773403659856_n

Sylwia Reichel, niegdyś mistrzyni karate, zawodniczka crossfitowa a dziś brązowa medalistka prestiżowych zawodów Arnold Classic Strongman. Nikomu nieznana Sylwia z Polski zadebiutowała w pięknym stylu pokazując najwyższą klasę przygotowawczą zapadając w pamięci sędziów i innych zawodniczek. Sylwia podzieliła się z KiFem swoim wyjazdem życia i opowiedziała jak wyglądało jej kilka emocjonujących dni w Ohio.

Sylwia przygotowywała się wiele miesięcy do występu w tak prestiżowych zawodach jak Arnold Classic. Sama obecność legendy – Arnolda Schwarzeneggera zobowiązuje zatem zarówno oczekiwania jak i nadzieje były wielkie. Prawdopodobnie nikt nie spodziewał się, że 29-letnia Sylwia Reichel z Polski tak zaskoczy i to już pierwszego dnia zmagań. „Tego dnia byłam na językach wszystkich zawodniczek i sędziów. Wszyscy zadawali sobie pytanie kim jestem?” – przyznaje Sylwia.

Choć w jej odczuciu dzień pierwszy nie należał do najbardziej udanych, to pozostawiła ona w głowach wszystkich nieodparte przeświadczenie, że ta nikomu nieznana dziewczyna może być niełatwą konkurencją dla innych zawodniczek. „Od samego początku zaczęłam mocno, a to dlatego, że wynik wyciskania hantla uplasował mnie już na 3 miejscu. To dało mi niezwykle dużego kopa i nadzieję, że nie przyjechałam tu tylko, aby patrzeć. W kolejnych konkurencjach było podobnie, wysokie lokaty. Zaskoczył mnie jednak martwy ciąg wykonywany na sztandze AXEL, której gryf był niezwykle gruby„.

 

Dzień pierwszy

Konkurencje przed jakimi stanęła Sylwia pierwszego dnia już dały do myślenia, że tylko najsilniejsze kobiety mają szansę przejść dalej. Rywalizacja zaczęła się wyciskaniem hantla o wadze 45 kg. Celem tej konkurencji było osiągnięcie jak największej liczby wyciśnięć w 60 sekund. Następnie wyścig z walizkami ważącymi łącznie 172 kg na odległość 23 m. Trzecią konkurencją był yoke czyli brama z obciążnikiem, którą należało przenieść dwukrotnie na odległość 23 m. Yoke ważył 205 kg. Ostatnią konkurencją dnia pierwszego było zadanie łączone składające się z dwóch martwych ciągów, jeden na sztandze zwykłej o wadze 180 kg i drugiej grubszej (typ AXEL) również o wadze 180 kg. Wszystko na czas.

Wszystko wydawałoby się w porządku gdyby nie fakt, że Sylwia po powrocie do hotelu walczyła z wysoką gorączką. Zatoki okazały się zapchane a ból gardła przeszkadzał nawet podczas przełykania posiłków. Całą sobotę, która była wolna od zawodów, Sylwia przeznaczyła na zaleczenie przeziębienia. Ta chwila spokoju pozwoliła Sylwii na przemyślenie tego czego doświadczyła i co zobaczyła w Columbus w Stanie Ohio i to, co ją uderzyło do złożoność społeczeństwa amerykańskiego. „Ameryka to kraj przepychu i ubóstwa. Nawet w takim mieście jak Columbus można doświadczyć zarówno przytłaczającego bogactwa jak i uderzającej biedy w slumsach. Byliśmy także świadkami bijatyki dwóch Afroamerykanów. Mimo to, byłam pod wielkim wrażeniem”.

11042243_854919617900820_851978632_n

Na zdjęciu: Brian Shaw – zwycięzca Arnold Classic Strongman w kategorii mężczyzn i Sylwia Reichel

 

Dzień drugi

Finał zawodów to rzeczywiście finał z prawdziwego zdarzenia. W takiej dziedzinie sportu jak Strongman finał oznacza starcie gigantów, gdzie tylko najsilniejsi stają do walki zarówno ze sobą jak i tonami żelastwa. „Niezwykłe wrażenie zrobiła na mnie organizacja tej imprezy i jej atmosfera. Niezwykle dobrze zbudowani ludzie, pokazy wrestlignu, gwiazdy WWE, kulturystyki i oczywiście wielcy rywale Strongman”. Rzeczywiście, Arnold Classic przyciąga dziesiątki tysięcy ludzi i cieszy się chyba większą popularnością niż zawody Olympii. Na Arnold Classic przyjeżdżają wszyscy, nawet celebryci i politycy.

Dzień finałowy zawsze przyciąga najwięcej osób: „Na odprawie dla finalistów ostrzegano nas, że na widowni może być nawet 20 tys. osób, w tym fotografowie, telewizja. Gdy weszliśmy na arenę, szliśmy w korowodzie przez masę ludzi przez kilkadziesiąt minut. Gdy zbliżyliśmy się do sceny głównej nogi się pode mną ugięły. Zastanawiałam się czy śnię. Przytłoczyło mnie to wszystko, ale wszystko było po prostu wspaniałe. Na backstage’u atmosfera była napięta, było czuć ogromne skupienie. Niektóre z zawodniczek medytowały, inne się rozgrzewały a jeszcze kolejne słuchały muzyki zamykając się we własnym świecie. Wszystkie zawodniczki, w tym ja, wiedziały, że za już niebawem wszystko się rozstrzygnie…”

Zawody rozpoczęły się wyciskaniem belki z ciężarem maksymalnym, jednak każda zawodniczka miała na to tylko 1 podejście. Ciężar zwiększano co 10 kg. „Cieszyłam się na tę konkurencję, gdyż to jedna z moich ulubionych i przetrenowałam ją wiele razy i udawało mi się osiągać wynik powyżej rekordu świata w mojej wadze„.

Niestety tym razem coś zawiodło. Sylwia popełniła błąd techniczny na jednym z podejść, co skończyło się 3 miejscem w tej konkurencji. Po tej konkurencji Sylwia spadła na 4 miejsce w klasyfikacji ogólnej.

Kolejną konkurencją było wchodzenie po schodach z walizkami ważącymi po 90 kg czyli łącznie 180 kg. „Nigdy tego nie robiłam, nawet nie trenowałam takiego wariantu. Amerykanie bardzo często stosują takie zagrywki, aby zaskoczyć zawodników z poza Ameryki. Dlatego w tej konkurencji postawiłam wszystko na jedną kartę. Zmotywowała się w sobie wiedząc, że albo wóz albo przewóz i wykrzesałam w sobie tyle złości i energii, że każdy schodem i klocek pokonywałam z głośnym okrzykiem kierowanym w stronę nieba. Mój wynik był tak dobry, że okazał się knockoutem dla wszystkich innych zawodniczek. Wtedy doszło do mnie, że na pewno zdobyła medal. Byłam przeszczęśliwa„.

Po tej konkurencji Sylwia otrzymała owacje na stojąco i wiele pochwał od innych zawodniczek i sędziów. „Sędziowie podchodzili do mnie nie mogąc się nadziwić skąd we mnie tyle siły i motywacji. Dzięki swojej wytrwałości otrzymałam wiele nowych kontaktów i propozycji współpracy. Jednak największą niespodzianką okazała się propozycja niepokonanej Alanny Casey, która była mną tak zachwycona, że zaproponowała mi pomoc finansową dla rozwoju i kolejnych przygotowań. I wciąż zadaje sobie to pytanie, które zadawałam już wcześniej – czy to jawa czy to sen?”

Komentarze: