Pudzian nawet się nie zmęczył

Od piątku starcie gigantów: Pudzianowski – Pfister. Mariusz Pudzianowski w piątek (21.09) rozpoczyna walkę o odzyskanie tytułu mistrza świata siłaczy. Do dwóch ostatnich konkurencji eliminacyjnych polski strongman podszedł na luzie, mimo to wygrał kwalifikacje do finału z ośmioma punktami przewagi.

Jestem z siebie zadowolony. Ja się nie zmęczyłem, a rywale przekonali się, że stać mnie tu na wiele – przyznaje w rozmowie z „Super Expressem” Pudzianowski.
Największe wrażenie we wstępnej fazie zrobił jednak Phil Pfister. Amerykanin rok temu pokonał „Dominatora” i teraz ma chrapkę na obronę tytułu.
Kilku z zawodników ma na koncie już przynajmniej dwa złote medale i zgodnie powtarzają, że ten drugi raz jest najtrudniejszy – zaznacza popularny „Strażak”. – Choć z drugiej strony… w tym roku jestem lepiej przygotowany, presja jest mniejsza, więc powinno być łatwiej – dodaje pierwszy od 24 lat amerykański mistrz świata strongmanów.
Pfister przez ostatni rok startował tylko na zawodach w USA.
Dochodziły do mnie głosy, że boję się niektórych rywali. Głupota. Po prostu postawiłem głównie na trening, wszystko podporządkowałem mistrzostwom w Los Angeles – zdradza.
Podobnie do tego sezonu podszedł Pudzianowski. – Z tą różnicą, że ja jeździłem na zawody po całym świecie. Trening jest ważny, ale bez rywalizacji z najlepszym trudno później o sukces w najważniejszej imprezie – kończy „Dominator”.

autor: Rafał Mandes
źródło: se.com.pl

Komentarze: