Wiele najzdrowszych diet uwzględnia na swojej liście jajka jako rekomendowane źródło białka mogącego z powodzeniem zastąpić mięso, kurczaki oraz inne źródła białek zwierzęcych.

Jednocześnie od wielu lat jajka są traktowane prawie jak „diabeł” straszący piekielnie wysokim cholesterolem, a dietetycy ostrzegają przed konsumpcją więcej niż dwóch jajek tygodniowo, co w praktyce jest nonsensowne, bo z równie dobrym skutkiem można by nie jeść jajek w ogóle.

„Recepta” na dwujajeczny tydzień wywodzi się z zaleceń American Heart Association (AHA), która od dawna lansuje takie ograniczenia utrzymując jednocześnie, że organizm zniesie dobrze najwyżej 300 mg dziennie cholesterolu spożytego w produktach żywnościowych, podczas gdy tylko jedno duże jajko zawiera go 185 mg.

Idąc tropem zaleceń AHA, trudno dziwić się takiej strategii dietetycznej – ręce precz jak najdalej od jajek! No bo prosta logika podpowiada, że im więcej zajadamy cholesterolu (z jajek lub z produktów zwierzęcych), tym bardziej wzrasta w naszej krwi jego poziom. Nie będziemy jeść, a wtedy utrzymamy cholesterol na niskim poziomie zachowując tym samym zdrowe serce na długie lata.

Organizm jak termostat

I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie pewien drobiazg. Otóż organizm nie funkcjonuje w ten sposób. Wyniki coraz nowszych badań pokazują, że konsumowany przez nas cholesterol ma tylko nieznaczny wpływ na to, jak duży poziom cholesterolu osiągniemy we krwi.

A tymczasem ludzie wierzą, że skoro „zjedli cholesterol” zawarty na przykład w jajku, to ten cholesterol wejdzie do naczyń krwionośnych i przyczyni się tam do zatorów i do choroby serca. Niestety, jest to rozumowanie charakterystyczne dla małego Jasia, który bawi się w klocki.

Więcej bardzo interesujących informacji na temat jaj i ich wpływu na zdrowie człowieka znajdziecie w KiF nr 1/2015

Komentarze: