da

Jak wiadomo, trenuje się na dwa, a nawet na trzy sposoby: 1) profesjonalnie, co oznacza zamiar wzięcia udziału w zawodach, 2) ambicjonalnie, a więc z zamiarem poprawy siły i sylwetki oraz – 3) rekreacyjnie, czyli dla poprawienia sobie samopoczucia. W pierwszym wypadku suplementacja jest niezbędna, w drugim pomocna, a w trzecim „ewentualnie użyteczna”. Krótko mówiąc – każdy znajdzie dla siebie taki suplement, jakiego akurat potrzebuje jego organizm.

W praktyce rzecz dotyczy intensywności treningów, bo inaczej reaguje organizm, kiedy człowiek opuszcza siłownię „zdechnięty”, a inaczej, gdy wychodzi się z uśmiechem zadowolenia, bo odrobiło się zaplanowaną lekcję. Po prostu trenując intensywnie, traci się wiele składników odżywczych, a zyskuje się (o ile można to nazwać zyskiem) dostawę wolnych rodników, które mają właściwości katalizujące.

Upraszczając jeszcze bardziej – powinniśmy przyjmować suplementy przede wszystkim po to, aby jak najbardziej ograniczyć katabolizm, który w każdych okolicznościach towarzyszy wytężonej pracy.

Uprzedzam z góry: Jeżeli ktoś jest nałogowym smakoszem odżywek (bo trzeba przyznać, że większość z nich odznacza się dobrym smakiem) i stosuje je w nadmiarze, to nie powinien jednocześnie zapominać o stosowaniu błonnika w diecie codziennej. Zapominanie takie może okazać się niezdrowe (dosłownie!), ponieważ nadmierna konsumpcja odżywek nie pozwoli organizmowi na strawienie tego wszystkiego. Organizm nie da sobie rady ze zbyt dużymi dawkami skondensowanych zestawów w proszku. Zacznie je dość szybo wydalać, a co gorsze – może też magazynować i odkładać w formie tkanki tłuszczowej.

Dalsza część tego interesującego materiału w KiF nr 10/2015

Komentarze: