Trochę historii wspomagania

Jak wiadomo, każdy człowiek uprawiający sport ma zwiększone zapotrzebowanie na poszczególne składniki żywieniowe, takie jak białka, węglowodany, tłuszcze, witaminy, mikroelementy i inne. Niekiedy to apotrzebowanie jest kilkakrotnie większe niż u osób nie trenujących w zależności od tego, jaki sport dana osoba uprawia, w jakim stopniu zaawansowania, jak często itp. Oczywiste więc jest, że takie zapotrzebowanie oblicza się indywidualnie.We współczesnym sporcie, gdzie często dochodzi do wykonywania wysiłku na granicy możliwości organizmu ludzkiego bardzo ważne jest dodatkowe wspomaganie, czyli takie, które poza dostarczaniem niezbędnych składników żywieniowych będzie wspomagać efekt treningowy i jednocześnie, co bardzo ważne, będzie przeciwdziałać nadmiernym przeciążeniom i eksploatacji organizmu.

My, ludzie współcześni, już wiemy jak postępować, by wyzwolić dodatkowe źródła

energii psychofizycznej oraz zapobiec negatywnym skutkom wysiłku sportowego.

Mamy szeroko rozbudowane laboratoria badawcze, dość dobrze rozwiniętą medycynę.

Nie oznacza to jednak, że wiemy wszystko. W tej materii codziennie dochodzi do

nowych odkryć substancji, zastosowań itp. Generalnie jesteśmy pod tym względem

daleko posunięci i ciągle idziemy dalej. Niekiedy nie w tym kierunku (mam tu na

myśli wspomaganie niedozwolone) – ale idziemy.Co jednak mieli zrobić

starożytni atleci, którzy nie dysponowali ani taką wiedzą naukową, ani też

laboratoriami badawczymi? Może powiecie, że czekać na rozwój tych dziedzin i nie

robić nic? Błąd! Mieli oni swoje sposoby, dodam, że skuteczne, które

były skutkiem nabywania na przestrzeni lat odpowiedniego doświadczenia w

stosowaniu różnych metod i substancji. Do naszych czasów zachowały się dokumenty

potwierdzające istnienie swoistych zasad żywieniowych dla olimpijczyków oraz

substancji wspomagających. Najczęściej były to preparaty naturalne, które były

ówcześnie dostępne dzięki przyrodzie.Antyczni olimpijczycy żuli

figi, które są bardzo dobrym źródłem węglowodanów zarówno prostych jak i

złożonych. Jakże głęboka była intuicyjna wiedza starożytnych,

potwierdzająca się z teraźniejszą. Przecież poprzez żucie, a nie połykanie

węglowodany zawarte w figach wchłaniały się już w jamie ustnej, ponadto

wymieszanie miazgi z enzymami zawartymi w ślinie pomagało rozłożyć cukry złożone

na proste i pozwolić wchłonąć się im już w górnym odcinku przewodu

pokarmowego. Pozostałe węglowodany były stopniowo wchłaniane, co zapewniało

stały, długotrwały dopływ energii potrzebny do treningu lub zawodów. Skąd my to

znamy, czyżby nie jest to mowa o naszych współczesnych odżywkach

węglowodanowych?Oprócz fig, antyczni sportowcy żuli także ziarna sezamu.

Tutaj również chodziło o szybszą hydrolizę substancji odżywczych (przede

wszystkim skrobi i tłuszczu) w jamie ustnej, lecz najistotniejszym składnikiem

tychże ziaren są steroidy roślinne, które w pewnym stopniu mogą naśladować

działanie steroidów anabolicznych. Aby wykorzystać tę cechę, żuto ziarna. Gdyby

zostały one spożyte bezpośrednio, substancje te zostałyby niewykorzystane przez

działanie enzymów wątrobowych. Jednak gdy proces wchłaniania następuje na

poziomie błony śluzowej jamy ustnej i przełyku, to te substancje czynne,

omijając krążenie wrotne wątroby są utylizowane w minimalnym stopniu, przez co

ich działanie jest dużo większe. Sprytnie prawda? Myślicie pewnie, że w

tamtych czasach nikt nie wiedział o dopingu hormonalnym? Mylicie się. W okresie

antyku w Chinach podawano sportowcom wyciągi z baranich, byczych i końskich

jąder. Aby były one skuteczne zalecano picie wywaru z gonad, w połączeniu z

różnymi ziołami i miodem, przez słomkę. Taki sposób gwarantował lepsze

wchłanianie z górnego odcinka układu trawiennego poprzez dłuższe pozostawanie

„preparatu” w jamie ustnej. Innym środkiem wspomagającym był… czosnek.

Zaobserwowano, że stosowany w dużych ilościach zwiększa siłę, potencję oraz

pobudza waleczność. Z tego względu był podawany nie tylko sportowcom, ale też

żołnierzom i niewolnikom pracującym na przykład przy budowie

piramid.Germańskim wojownikom podawano wyciągi z jemioły, rośliny

magicznej w tamtych czasach, a w naszych uważanej za bardzo bogatą w substancje

czynne i wspomagające wysiłek.Ciekawym faktem jest, że wojownicy

Wikingów przed walką zażywali wyciągi z pewnych grzybów bogatych w substancje

sterydowe i psychotropowe, co miało dać im siłę i pobudzić

agresję.Możemy podziwiać dobór środków wspomagających i leczniczych

naszych przodków. Postępowali oni tylko empirycznie, bazując na doświadczeniu, a

ich praktyki wywodzą się pewnie z instynktownych zachowań praludzi, tak jak

zwierzęta potrafiących dobierać instynktownie pożywienie i lecznicze substancje

z natury w zależności od zapotrzebowania.


Synteza amfetaminy została przeprowadzona już w roku 1887. Siarczan

amfetaminy sprzedawany był początkowo (od 1932 roku) jako środek zmniejszający

przekrwienie śluzówki nosa, znalazł także zastosowanie w leczeniu astmy,

otyłosci, narkopleksji, depresji, choroby Parkinsona, migreny, choroby morskiej,

schizofrenia, impotencji i apatii w starszym wieku.Fizyczne i mentalne efekty mogą powodować:- zwiększoną wytrzymałość i siłę organizmu pod wpływem środka,- pozytywne zmiany nastroju,zwiększona pewność siebie,

– nastrój pomyślności,

– powiększoną raźność,

– powiększoną gadatliwość,

– powiększoną agresywność,

– zredukowany apetyt.

Pierwszym

niemedycznym zastosowaniem amfetaminy było zwalczanie zmeczenia wśród żołnierzy

walczących w hiszpanskiej wojnie domowej. W czasie II wojny światowej zwyczaj

ten rozpowszechnił się niemalże we wszystkich armiach na wszystkich frontach

świata.Pierwszy odnotowany przypadek „społecznej” konsumpcji amfetaminy

zdarzył się w Japonii bezpośrednio po zakończeniu wojny, kiedy ogromne zapasy

przeznaczone dla wojska znalazły się na rynku cywilnym. Do lat piecdziesiątych

tabletki amfetaminy staly się w USA do tego stopnia popularne, że zasłuzyły

sobie na osobną, slangową nazwe speed freak. Dziwnym zbiegiem okoliczności nie

pohamowana została ekspansja legalnego stosowania amfetaminy, przez co

powszechne stało się używanie jej, jako środka stawiającego na

nogi.Dopiero w 1956 roku wprowadzono w Wielkiej Brytanii pierwsze

restrykcje, które jednak w niewielkim stopniu były zdolne ograniczyć popyt na

amfetaminę. W 1964 roku wydano w tym kraju niemal cztery miliony recept na

narkotyk, co stanowiło 2% wszystkich recept wypisanych w tym roku, co

spowodowało wprowadzenie restrykcji i stopniowe wycofywanie z rynku legalnych

zapasów. O preparacie opartym o amfetaminę traktuje stary przebój

Rolling Stones „Mother’s Little Helper”, opisujący standardowy sposób radzenia

sobie z depresją przez gospodynie domowe w Anglii jeszcze w latach 60-tych –

właśnie za pomocą takich pigułek.

Komentarze: