Jest to dość przewrotny tytuł, ale kiedy już dobrniecie do końca artykułu, dowiecie się, w czym rzecz. A póki co, do napisania tekstu o zaburzeniach wynikających z wadliwej pracy serca zdopingował mnie kolega z siłowni, który oznajmił niedawno, że ma kłopoty z podjęciem próby szybkiego marszu. Na treningu swobodnie podnosi duże ciężary, nawet większe niż inni kulturyści, ćwiczy półtorej godziny, wykonuje na ogół tyle samo serii i powtórzeń co inni, więc wydawałoby się, że wszystko jest w porządku.

Za to kiedy zechce przejść się szybkim krokiem po parku, dostaje takiej zadyszki, że musi usiąść i przez kwadrans głęboko oddychać, aby jakoś dojść do siebie. O ewentualnej konieczności dobiegnięcia do tramwaju nie ma nawet mowy w jego przypadku, chyba że – jak sam dodaje – tramwaj jechałby prosto do stacji pogotowia ratunkowego.

No i mamy problem, któremu na imię „choroba wieńcowa”.

 

Upośledzony dopływ krwi

Choroba wieńcowa ma na ogół podłoże miażdżycowe. Obrazowo rzecz ujmując wygląda to tak, że w ściankach tętnic tworzą się blaszki miażdżycowe, których obecność doprowadza stopniowo do zwężenia światła naczyń krwionośnych, a w konsekwencji do upośledzenia dopływu krwi do serca.

W czasie wysiłku fizycznego serce kurczy się szybciej i silniej, a to oznacza, że potrzebuje więcej tlenu. Tymczasem zwężone tętnice nie mogą sprostać takiemu zapotrzebowaniu i w rezultacie dochodzi do niedotlenienia mięśnia sercowego. Na chorobę tę zapadają najczęściej mężczyźni w wieku 40 – 55 lat, ale coraz częściej skarżą się na nią ludzie młodsi.

 

CHOROBY SERCA, DIETA, TRENING – TO WSZYSTKIE JEST OD SIEBIE ZALEŻNE. DOWIEDZ SIĘ JAK O TO ZADBAĆ I ZAPISZ SIĘ NA WARSZTATY

warsztaty

 

Kryteria niedomagań

Istotą choroby wieńcowej jest stały lub okresowy brak równowagi między potrzebą zaopatrzenia mięśnia sercowego w tlen i energię a brakiem dostaw. Może być też odwrotnie – zmniejszona dostawa tlenu, na przykład podczas biegu maratońskiego, może wywołać objawy charakterystyczne dla choroby wieńcowej.

Istnieje czterostopniowa klasyfikacja choroby wieńcowej:

  1. napady bólu wyłącznie podczas ciężkiego wysiłku
  2. niewielkie bóle podczas wchodzenia na schody
  3. znaczne odczucia bólowe w trakcie powolnego wchodzenia na schody
  4. ból przy niewielkim wysiłku, a nawet w spoczynku

 

Elementy ryzyka

Czynnikiem ryzyka jest najczęściej – jak twierdzą kardiolodzy – wysokie stężenie cholesterolu LDL (powyżej 130 mg%, a jednocześnie niskie stężenie frakcji HDL (dobrego cholesterolu) – poniżej 35mg%.

Kolejnym czynnikiem jest nadciśnienie tętnicze, nie leczone. Wśród innych czynników wymienia się cukrzycę, która przyspiesza procesy miażdżycowe, otyłość brzuszną (charakterystyczną dla leniwych mężczyzn), siedzący tryb życia, podwyższone stężenie homocysteiny, kwasu moczowego i fibrynogenu, a także inwazję niektórych drobnoustrojów, jak Chlamydia oraz Helicobacter.

 

Sportowa próba wysiłkowa?

Metody diagnostyczne, stosowane dla określenia stanu przepływu wieńcowego dzielą się na podstawowe, do których należy standardowe EKG lub próba wysiłkowa z EKG oraz – specjalistyczne. Skuteczność popularnej próby wysiłkowej stosowanej często wobec sportowców na cyklometrze lub bieżni z jednoczesnym wykonywaniem badania EKG jest oceniana zaledwie na 70 procent. Fałszywe wyniki dodatnie u mężczyzn poniżej czterdziestki, a wiec u czynnych sportowców, sięgają ponad 20 procent

Metodą preferowaną jest raczej echokardiografia w trakcie dożylnego podania takiego leku, który powoduje wzrost zapotrzebowania mięśnia sercowego na tlen. Widać wtedy, czy dostawa tlenu zwiększa się jednocześnie ze wzrostem na jego zapotrzebowanie.

Metodą najbardziej wiarygodną jest jednak angiografia wieńcowa (koronarografia), w trakcie której po podaniu kontrastu do tętnic można zobaczyć ich zwężenie w konkretnych miejscach, co stanowi wskazówkę do terapii.

CHOROBY SERCA, DIETA, TRENING – TO WSZYSTKIE JEST OD SIEBIE ZALEŻNE. DOWIEDZ SIĘ JAK O TO ZADBAĆ I ZAPISZ SIĘ NA WARSZTATY

warsztaty

Kontrowersyjne statyny

Tradycyjne leczenie polega na podawaniu pacjentowi statyn, czyli leków obniżających stężenie cholesterolu (przede wszystkim LDL). Istnieje też duża grupa naukowców, którzy twierdzą dla odmiany, że statyny stosowane na dłuższą metę bardziej szkodzą niż pomagają, ale faktem jest, że statyny poszerzają światło naczyń wieńcowych.

Za bezdyskusyjnie cenny uważa się natomiast kwas foliowy. Środek ten ogranicza stężenie zabójczego aminokwasu homocysteiny we krwi, a trzeba wiedzieć, że nadmiar homocysteiny to wyjątkowy czynnik ryzyka powodujący chorobę niedokrwienną serca (niedotlenienie).

Wszyscy sportowcy i nie tylko oni powinni traktować kwas foliowy jako niezastąpiony „pokarm” dla serca. Jedno opakowanie kosztuje zaledwie 5 zł i wystarcza na miesiąc, bo przyjmuje się tylko jedną małą tabletkę dziennie.

Za pomocne uznaje się także suplementację naturalną witaminą E – tokovitem E (która podobno nie służy tylko palaczom) w dawce 200 – 400 mg dziennie.

Aspiryna nie jest polecana do leczenia długofalowego, ponieważ wcześniej czy później skutkuje krwawieniami z układu trawiennego.

W leczeniu profesjonalnym szczególną rolę pełnią beta-blokery, które zmniejszają zapotrzebowanie serca na tlen. Trzeba jednak pamiętać, że ich stosowanie w niektórych dyscyplinach jest traktowane jako doping, właśnie z powodu ograniczenia potrzeb tlenowych, ale jest to już temat na oddzielny artykuł.

 

Luz psychiczny pilnie poszukiwany

Niezależnie od wszystkich objawów charakterystycznych dla autentycznej choroby wieńcowej, niedawno we Francji pojawił się nieznany dotychczas termin medyczny mający związek z zaburzeniami pracy serca – „fałszywa choroba wieńcowa” (angina vasospastica). Specjaliści twierdzą, że „fałszywka” nie jest niebezpieczna, ale niesie ze sobą kłopot polegający na tym, że jej objawy, choć niegroźne, są niemal identyczne z objawami prawdziwej choroby.

O ile jednak prawdziwa choroba może zdarzyć się każdemu jako skutek zamknięcia tętnic wieńcowych, o tyle „fałszywka” daje o sobie znać w następstwie skurczu tętnic. Podatność na taki objaw mają osoby nerwowe, spięte, zestresowane, zalęknione i przemęczone. Krótko mówiąc takie, które nie są w stanie rozluźnić się psychicznie.

Jak rozróżnić te dwie sytuacje, skoro uczucie bólu jest bardzo podobne w obydwu odmianach? Gdybyśmy mogli „zajrzeć do środka”, zobaczylibyśmy, że w trakcie objawów bólowych tętnica ulega chwilowemu zwężeniu, ale nie blokuje przepływu krwi, jak to się dzieje podczas blokady przez skrzep. Skoro nie blokuje, to nie ma ryzyka zawału mięśnia sercowego.

Do rzeczywistego ataku dusznicy bolesnej dochodzi najczęściej po dużym wysiłku siłowym. W takim momencie mięsień sercowy wykazuje zwiększone zapotrzebowanie na tlen. Tymczasem zablokowane tętnice nie są w stanie spełnić takiej potrzeby, bo krew nie przepływa lub przepływa jedynie bardzo wąską stróżką, a zatem brakuje środka transportu dla „przewózki” tlenu.

Trzydzieści pięć lat temu zdarzył się pechowy wypadek, do dziś przytaczany z zażenowaniem przez kardiologów francuskich. Przypadek dotyczył Rene’ Goscinnego, twórcy sławetnego filmu komiksowego o Asteriksie. Artysta zgłosił się do szpitala, bo odczuwał ból w okolicy serca. Ponieważ oświadczył, że nigdy przedtem nie doznawał podobnych sensacji, wiec lekarze, nie wdając się z nim w dyskusję i nie zabiegając o wywiad mający ustalić jego stan zdrowotny, od razu zastosowali próbny test wysiłkowy. Test miał na celu ustalenie diagnozy – „fałszywka” czy „realka”?

Skończyło się tragicznie. W trakcie zaprogramowanego wysiłku Gościnny zmarł na skutek rozległego zawału mięśnia sercowego, co świat lekarski uznał za kompromitację, bo w szpitalu jest przecież wystarczająca ilość urządzeń, które nie powinny dopuścić do śmierci na skutek zawału.

W każdym razie pechowiec (notabene Polak z pochodzenia) był mężczyzną dość okrągłym, wyglądającym prawie tak samo jak jego komiksowy bohater Asterix. Uwielbiał wypoczynkowo-rozrywkowy styl życia. Zdaniem krytyków, wobec kogoś takiego nie powinno się stosować testu wysiłkowego, bo wysiłek to było dla niego coś zupełnie obcego. No, ale stało się. Nie była to „fałszywka”, lecz prawdziwa dusznica.

CHOROBY SERCA, DIETA, TRENING – TO WSZYSTKIE JEST OD SIEBIE ZALEŻNE. DOWIEDZ SIĘ JAK O TO ZADBAĆ I ZAPISZ SIĘ NA WARSZTATY

warsztaty

Weryfikacja objawów

Z doświadczenia wynika, że „dusznica fałszywa” może przydarzyć się nawet w czasie snu, co jednak nie powoduje żadnych skutków. Przyczyną bywa stres, podczas którego człowiek czuje się obciążony doznaniami natury psychologicznej ponad miarę.

I w tym momencie zbliżamy się do sedna sprawy. Okazuje się, że atak „fałszywki” można zatrzymać w bardzo prosty sposób. Trzeba tylko wypić szklankę chłodnej wody małymi łykami. Będzie to test na weryfikację objawów. Jeżeli po wypiciu wody objawy ustąpią, mamy do czynienia z „fałszywką”, a jeżeli nie, trzeba dzwonić na pogotowie. W międzyczasie trzeba koniecznie stosować głębokie oddychanie przeponą (wypinamy mocno brzuch!), bo tylko taki rodzaj natleniania pozwoli na złagodzenie bólu i na spokojne doczekanie się pomocy medycznej.

Przypominam (był na ten temat artykuł w KIF kilka miesięcy temu), że oddychanie standardowe, w wyniku którego unosi się klatka piersiowa, zapewni natlenienie jedynie jednej trzeciej części zagrożonego obszaru. Tylko oddychanie przeponą zagwarantuje nam poczucie bezpieczeństwa.

 

Woda jako narzędzie sprawdzające

Jak to się dzieje, że zwykła woda ma taką moc regulacyjną?

W trakcie przełykania wody ulega pobudzeniu układ pokarmowy, oddziałując relaksująco na obszar splotu słonecznego, a zarazem rozszerzając tętnice. Rezultat jest taki, że objawy „fałszywki” przemijają niemal natychmiast. Francuscy kardiolodzy nie wykluczają również (ale i nie gwarantują, dodając, że istnieje taka możliwość) ewentualności, że podczas ataku prawdziwej dusznicy również pomogłaby szklanka wody, przynajmniej do czasu przyjazdu karetki pogotowia.

Testem symptomatycznym niech będzie fakt, że jeśli z jakichś powodów poczujemy duszność (bez objawów bólowych), wtedy również wypicie wody doprowadza do wyrównania oddechu. Jednocześnie z taką poradą „techniczną” istnieje przekaz informujący, że jeśli nauczymy się technik relaksacyjnych, dzięki którym uspokoimy swój typ reagowania emocjonalnego, to fałszywa dusznica nie przeszkodzi nam dożyć stu lat!

 

Kłopot ma różne przyczyny

Miejmy na uwadze znane wydarzenia mówiące o tym, że sportowcy – z pozoru buchający zdrowiem na odległość – umierają jednak na serce, a zdarza się tak zwykle wtedy, gdy po latach intensywnych wysiłków albo już przestaną trenować, albo nagle zmienią dyscyplinę ze statycznej na dynamiczną, co od razu rodzi zamieszanie w dotychczasowym rytmie pracy serca, albo wreszcie podczas znacznego wysiłku o charakterze wytrzymałościowym serce domaga się dodatkowej porcji tlenu, którego znikąd nie dostaje.

Powstaje konieczność zwiększenia dostawy tlenu. Organizm może czuć się nieprzygotowany i wtedy mamy kłopot podobny do tego, jaki przedstawiłem na początku artykułu. Człowiek daje sobie doskonale radę w siłowni, natomiast „w terenie” jego organizm reaguje zadyszką. Niechby człowiek przynajmniej wziął ze sobą butelkę wody! – jak to wynika z treści artykułu, a wtedy wiedziałby, na czym stoi, kiedy już nie może biegać.

Bibliografia: Kenneth J. Tobin, Stable angina pectoris: What does the current clinical evidence tell us?, Journ. Amer. Osteop. Assoc, July 2010

Komentarze: