Obejrzycie mnie na fotografiach, ale tak naprawdę to wszystkiego tam nie widać, więc uznałam, że trzeba słowami uzupełnić własny wizerunek. Z góry oświadczam, że we własnej skórze czuję się świetnie. Okropnie napracowałam się na to, co sobą reprezentuję, ale uważam, że warto było. Owszem, przebywając czasami w kręgach osób „zapóźnionych”, spotykam się z nieprzychylnymi ocenami mojej sylwetki. Padają „dowcipy” w rodzaju „ona chyba była chłopakiem, bo jak dziewczyna może mieć takie bicepsy!” Ci ludzie nie mają najmniejszego pojęcia o treningach, diecie, proporcjach sylwetki, ale pozują na mędrców, więc im przytakuję. Mówię, że mają rację, bo sama się sobie dziwię. Nie wiedzą, czy żartuję, czy mówię poważnie, ale ja nie ułatwiam im zadania.Niech mnie nikt nie posądza o zarozumiałość, bo wcale taka nie jestem. Przecież wiem, że mam ciut za szeroką talię i na dodatek nieco seplenię. Mój chłopak zawsze pyta, czemu tak szeleszczę, gdy z nim rozmawiam.Mam więc poważne wady, ale mimo wszystko fajnie mi jest ze sobą. A tak naprawdę czasami czuję się sama jak palec, bo mieszkam w pojedynkę – i już do tego przywykłam. Gdy wokół mnie gromadzi się wiele osób, zaczynam się denerwować. A swoją drogą, gdy mieszkałam w akademiku, gdzie przewijały się tłumy, nic mi nie przeszkadzało. Może teraz dojrzewam?Jestem nerwowa, zabiegana, roztrzepana i ciągle się gdzieś spieszę. Tysiąc razy sprzątam swój pokój i nigdy nie jest tam posprzątane. I całe szczęście, bo gdy tylko na chwilę zrobię porządek, nie potrafię niczego znaleźć. To już lepiej niech będzie tak, jak jest!Możecie wierzyć albo i nie, ale oprócz wad mam również zalety. Na przykład nie boję się żadnych wyzwań. I to nie tylko na niwie sportowej, ale w ogóle w życiu. Jak każdy, mam chwile zwątpienia, lecz są one bardzo rzadkie. Uważam, że można zrobić wszystko, jeżeli tylko wyznaczy się cel. Oby zdrowie było! Moją siłą napędową są niepowodzenia. Umiem wykrywać własne błędy i wysnuwać z nich właściwe wnioski. A potem to już leci jak trzeba.Jako fitneska, a przy tym dość utytułowana, bo przecież dwukrotnie zdobyłam mistrzostwo świata, często występuję na zawodach, kręcę się po scenie, bo tego wymaga regulamin. Czasem słyszę pytanie, jak ma się mój spacer po scenie do spaceru zawodowych modelek. Otóż nijak! Modelka nigdy nie będzie fitneską, a fitneska modelką, bo są dwa różne spojrzenia na kobiece ciało. Zakładam, że jakaś dziewczyna zostaje modelką z wyboru, bo podoba się sobie właśnie jako modelka. Chciała nią zostać i „załatwiła” sobie taki wizerunek kobiety, jaki sobie wymarzyła. W mojej wizji była zawsze kobieta sprężysta, silna, wygimnastykowana oraz pełna życia i taką się stałam. Moim zdaniem fajne są zarówno modelki jak i fitneski, ale za nic na świecie nie zamieniłabym mojego umięśnionego jędrnego tyłka na wychudły tyłek modelki.Jestem aktywna i cenię sobie ludzi aktywnych. Gdybym miała czarodziejską różdżkę i czarodziejską moc, wysłałabym w niebyt wszystkich leniuchów, darmozjadów i pasożytów. Uważam, że są niepotrzebni. Żyję szybko i mam szalone pomysły, więc taka różdżka w moich rękach byłaby trochę niebezpieczna, ale mimo wszystko na pewno starałabym się również pomóc wszystkim osobom, które pomocy potrzebują. Kiedyś chciałam wyczarować dla siebie złoty medal na mistrzostwach świata, ale już mam dwa takie i to bez czarów, więc życzenie już nieaktualne.Lubię się podobać, bo każdy lubi. Jeżeli ktoś mówi, że nie, to znaczy, że kłamie. Ludzie z zasady robią to, co w ich mniemaniu powinno obudzić akceptację u bliźnich. Jak się ma ładne nogi, to się nosi krótkie spódniczki, a gdy ma się ładnie wyćwiczone mięśnie brzucha, to zakłada się krótkie bluzki. Jasne, że robię wrażenie w towarzystwie, bo wyglądam inaczej niż wszyscy. Co ciekawsze, kobiety zadają mnóstwo fajnych pytań sprowadzających się głównie do tego, co robić, aby tak samo wyglądać, natomiast faceci trzymają się na odległość, ponieważ w skrytości ducha nie są ze swego wyglądu zadowoleni i boją się kompromitacji.Jeszcze niedawno miałam wiele ambicji pozasportowych. Po ukończeniu studiów na AWF zamierzałam robić doktorat, chciałam rozwijać się naukowo, bo zawsze lubiłam zgłębiać tajniki fizjologii, biochemii, dietetyki i odkrywać coś nowego dla siebie. Zaczęłam drugi fakultet, ale musiałam przerwać, bo wszystko to wymaga czasu, a ja ciągle albo startuję, albo przygotowuję się do kolejnych zawodów.Pracuję też jako trenerka w World Class przy warszawskim hotelu „Radisson”. Zachciało mi się stabilizacji pod względem materialnym i zawodowym.Marzy mi się też samodzielność, i to pod każdym względem. Ot, taka psychiczna zachcianka… Może nie komfort, ale przynajmniej komforcik… Oczywiście w zasięgu mojej wyobraźni jest też kochająca rodzina, z dzieckiem, a może nawet z dziećmi, na pierwszym planie. Może być też uroczy, koniecznie wysportowany brunet (a może blondyn…) – wszystko zależeć będzie od tego, co sobą reprezentuje. Nie będę miała przed tym tremy – przed zawodami też nie mam. Trenuję nie po to, aby się umartwiać, ale po to, aby mieć z tego dużo radości. Ale jako mistrzyni świata czuję konkretną presję, bo wszyscy oczekują na powtórkę. O wiele łatwiej byłoby piąć się w górę – na przykład z piątego miejsca. Pierwsze można już tylko starać się utrzymać i to jak długo się da.Gdy jestem fotografowana, nie staram się na siłę eksponować swojego umięśnienia, bo wcale nie o to chodzi. Chcę, aby ludzie widzieli we mnie kobietę. Myślę, że to się w dużym stopniu (przynajmniej tym razem) udało.

Komentarze: