Rozpoczynając nowy cykl pt. „Dr MaKrus wyjaśnia” Kulturystyka i Fitness będzie publikować w kolejnych numerach tematykę, która – mamy taką nadzieję – rozwikła wiele problemów nurtujących środowisko kulturystyczne i odpowie na wiele powtarzających się pytań. MaKrus – prywatnie doktor Marek Kruszewski – w nowym cyklu zajmie się troskami i rozterkami tych, którzy zastanawiają się nad istotą, a może nawet filozofią kulturystyki, czerpiąc fundamentalne prawdy z głębokich pokładów wiedzy i nauki, które wbrew pozorom są opoką i przyszłością tej wspaniałej dyscypliny sportowej.

Holizm jest poglądem, według którego zjawiska występujące w naszym świecie trzeba ujmować całościowo i organicznie. Jest to teoria rozwoju zapoczątkowana przez J. Ch. Smutsa na początku XX wieku, głosząca, że całość nie da się sprowadzić do sumy części. Choć teoria ta ma już blisko 100 lat, to jednak nadal jest fundamentalną myślą systemu budowania ciała (body building), czy jak nazywamy go w Polsce – kulturystycznego.

Młody adept kulturystyki, po przeczytaniu tych pierwszych zdań może oczywiście skrzywić się i pomyśleć, że znowu szpikują go ideologią i w dodatku stosują ją tam, gdzie jej być nie powinno. Pokazywanie się w klubie kulturystycznym lub fitness i „pakowanie” w gronie znajomych wydaje się przecież oczywistą i powtarzaną często do znudzenia czynością, która nie wymaga żadnego teoretyzowania, a tym bardziej dorabiania do niej „ideologii”.

Otóż – oświadczam z całą mocą – to nieprawda!!!

To właśnie owo teoretyzowanie stawia sobie za zadanie uchronienie Cię przed takim podejściem i pojmowaniem kulturystyki, rozpowszechnionym niestety wśród wielu „klubowych wyjadaczy”. Są oni smutnymi reliktami siłowni, „odrabiającymi pańszczyznę” wyrobnikami, którzy skupili się nad środkami (pracą treningową, ćwiczeniami, powtórzeniami itd.), a utracili – lub co gorsza – nigdy nie mieli wizji celu, do którego dążą.

Najpierw trzeba bowiem wiedzieć, po co się podejmuje treningi, pracę, czy inne czynności. Potem dobrze jest zgłębić tajniki tej pracy i nauczyć się, jak ją wykonywać najlepiej, w sposób profesjonalny, z najlepszym pożytkiem dla osiągnięcia celu, a dopiero na końcu przystępować do pracy, realizacji poprzez czyny (w kulturystyce ćwiczenia).

Nie są to żadne truizmy i w zależności od gustu czytelnika oraz tego, jakie autorytety uznaje, można odesłać go zarówno do Grzegorza Markowskiego z zespołu Perfect, który właśnie śpiewa w jednej z piosenek dla młodego pokolenia – „Ale po co?”, czy też do treści zawartych w „Traktacie o dobrej robocie”, napisanym przez profesora Tadeusza Kotarbińskiego. Choć zestawienie autorów może wydawać się szokujące, to zarówno jeden, jak i drugi podobnie pojmują zasady prawidłowego i rozumnego działania.

Spróbuj i Ty solidnie, systematycznie i porządnie podejść do zagadnienia, a na pewno się opłaci. Smutno i jakoś przykro robi mi się na widok ludzi ćwiczących w klubach bez pamiętania o celu, powtarzających bezsensownie najwymyślniejsze, najtrudniejsze i choćby najbardziej skomplikowane ćwiczenia, Najczęściej to właśnie oni stają się obiektami wcale nie rzadkich ataków, najczęściej „jajogłowych” i tak samo niedowartościowanych pismaków, zarzucających kulturystom narcyzm, samouwielbienie, czy właśnie wyrobnictwo pakerskie i to w dodatku „na podejrzanych witaminach” – jak raczyła ich określić nasza Noblistka, Wisława Szymborska. Choć najczęściej jest to proza z gatunku „przyganiał kocioł garnkowi”, to zawsze wśród ludzi rozumiejących kulturystykę zostaje jakiś niesmak, niekiedy irytacja, a czasami wręcz oburzenie. Niestety, jeśli komuś wydaje się, że ćwiczy kulturystykę, a pojmuje ją, jako dowolne „pakowanie” dla dokładnie nie wiadomo jakich celów, to specjalnie nie ma się co oburzać na „pismaków”.

Cóż zatem jest takiego w kulturystyce, że upoważnia nas do dumy z dyscypliny, którą uprawiamy (czy zaczynamy uprawiać), a często nawet pozwala stawiać ją ponad innymi dyscyplinami sportu?

Dzięki czemu możemy powiedzieć: tak, my uprawiamy najlepszą, najbardziej wszechstronną, najzdrowszą i najbardziej celową dyscyplinę?

Możemy śmiało tak powiedzieć, gdyż naczelną zasadą obowiązującą w tej dyscyplinie jest sformułowana u zarania kulturystyki przez Joe Wedera zasada treningu holistycznego. Najbardziej prozaicznie można by ją przybliżyć mówiąc, że do treningu w kulturystyce trzeba podchodzić wszechstronnie, ciało powinno być kształtowane całościowo, a mięśnie rozwijane harmonijnie.

Oczywiście byłby to znowu tylko czysty truizm (gdybym na tym poprzestał) i nie należałoby się dziwić młodym ludziom, gdyby mnie po prostu wyśmiali. Dlatego też, z całym należnym szacunkiem, przyjrzyjmy się temu, w jaki sposób traktują własne ciała (przede wszystkim mięśnie) zawodnicy innych dyscyplin sportu.

Śmiało można powiedzieć, że jest to traktowanie przedmiotowe, gdyż czynią z niego narzędzie do uzyskiwania mniej lub bardziej wymiernych, lecz ciągle coraz lepszych wyników (do zwiększenia długości rzutu, skoku, wypełnienia założeń taktycznych gry, podniesienia większego ciężaru czy skrócenia czasu, w którym przebiega się dystans). Często trenuje się ciało po to, by użyć je jako napęd roweru, łodzi, kajaka czy innych „maszyn sportowych”. Każda z dziedzin sportu na swój sposób kształtuje ciało i oczywiście czyni je sprawniejszym. Jest to jednak sprawność specjalna, dzięki której mięśnie i ciało są rozwijane tylko pod kątem skuteczności w swoim sporcie. Mimo iż każda wysportowana sylwetka jest z punktu widzenia estetyki ładniejsza, a z punktu widzenia medycyny zdrowsza od sylwetki starego piwosza czy człowieka siedzącego przed telewizorem, nie da się uniknąć pewnych przerysowań i utraty proporcji w wyglądzie zawodników poszczególnych dyscyplin. Na pierwszy rzut oka można rozpoznać maratończyka, łyżwiarza, gimnastyka, ciężarowca czy koszykarza. Większość dyscyplin sportowych już przy naborze stawia pewne kryteria, bez spełnienia których nie można marzyć o wielkiej karierze, a nawet o przyjęciu do szkolenia. Kto jednak jest zdeterminowany i pragnie zostać mistrzem, musi rozpocząć uprawianie sportu we wczesnym dzieciństwie (z reguły decydują wtedy za niego rodzice). Mimo deklaracji o etapizacji szkolenia, najczęściej trening szybko przekształca się w ściśle specjalistyczny, rozwijający tylko potrzebne w danej dyscyplinie cechy motoryczne. Podnoszenie na coraz wyższy poziom wartości cech motorycznych, czyni trening coraz bardziej specjalistycznym, a przez to jednostronnym.

Ćwiczenie siły wyklucza w zasadzie możliwość utrzymywania wysokiego poziomu wytrzymałości, a z kolei trening wytrzymałości jest nie do pogodzenia z kształtowaniem szybkości itp.

Trening specjalistyczny powoduje rozwój tych struktur i włókien mięśnia, które są potrzebne i decydujące o sukcesie w danej konkurencji.

Dokonując wielu uproszczeń, można powiedzieć, że w mięśniach szkieletowych mamy włókna białe, które są duże, silne, szybkie, ale mało wytrzymałe, oraz włókna czerwone, które są małe, wolne, słabe, ale odporne na zmęczenie.

Stosowanie bodźców krótkotrwałych i silnych, będzie rozwijać włókna białe. Bodźce słabsze, stosowane w dłuższym czasie i cyklicznie, przyczynią się do rozwoju włókien czerwonych, a także mitochondriów – mikrostruktur komórkowych, w których zachodzi wiele ważnych procesów enzymatycznych, decydujących o przemianie węglowodanów i tłuszczów oraz powstawaniu energii, magazynowanej w ATP. Aby mięsień mógł się maksymalnie i wszechstronnie rozrastać, trzeba poddawać go działaniu różnorodnych bodźców. Muszą być one zarówno krótkotrwałe, silne, jak i słabsze, lecz trwające długo. Dla prawidłowego i wszechstronnego rozwoju mięśnia należy zatem stosować zarówno treningi siłowe, jak i wytrzymałościowe.

Spełnienie tych warunków gwarantuje uprawianie prawdziwej kulturystyki, która jako jedna z nielicznych godzi obydwa rodzaje pracy treningowej w celu harmonijnego i wszechstronnego rozwoju mięśni.

System budowania ciała (body building) czy po polsku kulturystyczny, wydaje się w dzisiejszych czasach i przy współczesnym stanie wiedzy jednym z najwszechstronniej rozwijających organizm ludzki systemów treningowych!

Może wydać się to zrazu dziwne, po obejrzeniu zawodów kulturystycznych, gdzie występują monstrualnie zbudowani, wybrani, wyselekcjonowani zawodnicy – wyczynowcy. Przestaje jednak dziwić, gdy popatrzymy na treningi ludzi dbających o swój wygląd i zdrowie w licznych już nawet klubach kulturystycznych oraz fitness. W miarę wzrastania świadomości społeczeństw, liczba tych ludzi stale rośnie i ćwiczenie w klubach staje się bardzo ważnym elementem zdrowego stylu życia. Wystarczy też przyjrzeć się metodom prowadzenia zajęć w ośrodkach z dobrze przygotowaną kadrą. Ćwiczy się tam nie tylko z dużymi obciążeniami, na sztangach i maszynach, ale również jeździ na rowerach stacjonarnych, ergometrach wioślarskich, biega i maszeruje na steperach i bieżniach. Pracuje się zatem nie tylko nad siłą i metodami dla niej charakterystycznymi, ale również nad wytrzymałością. Ta wszechstronność w podejściu do problemu kształtowania ciała stanowi o wielkości kulturystyki. Tylko w tej dyscyplinie udaje się godzić te diametralnie różne cechy motoryczne i skutecznie stosować zupełnie różne jakościowo rodzaje treningów.

Skoro tak całościowego podejścia do rozwoju mięśni i całej sylwetki człowieka nie ma w żadnej innej dziedzinie sportu wyczynowego czy rekreacji, to można śmiało nazwać kulturystykę „Królową dyscyplin sportowych i rekreacyjnych”. Przecież tylko w tej dyscyplinie ciało jest podmiotem działań zawodnika i tylko ciało podlega ocenie. Ono jest podmiotem, a nie narzędziem potrzebnym jedynie do osiągnięcia celu, jak się to dzieje w przypadku dyscyplin, instrumentalnie traktujących ciało.

O tym wszystkim mówi stara zasada treningu holistycznego, określająca cele tej dyscypliny, czyli odpowiadająca na stawiane wcześniej pytanie – po co? Jest przez to tak ważna, że kto jej nie rozumie i nie stosuje, a uważa się za kulturystę, ten w oczywisty sposób mija się z prawdą.

Ćwicząc w klubie, a jeśli będziesz robił to dobrze, można powiedzieć – trenując kulturystykę, nie musisz koniecznie zostać wyczynowcem. Możesz do bardzo późnej starości dbać o własne ciało i utrzymywać je w znakomitej kondycji i to właśnie może być stale Twoim celem, odpowiedzią na pytanie – po co?

Jeżeli jednak pociągnie Cię kiedyś kariera wyczynowca i zechcesz nim zostać, musisz zdawać sobie sprawę, że i w kulturystyce bez odpowiednich predyspozycji genetycznych będzie Ci trudno osiągnąć wielkie sukcesy. Lecz „praca czyni cuda” – o tym przekonało się wielu niedowiarków, gdyż w kulturystyce możliwości zatuszowania lub zmiany mankamentów własnego ciała są dużo większe niż w innych sportach. Nie ma również konieczności rozpoczynania treningów już w przedszkolu. Wielu czołowych zawodników pierwszy raz weszło do sali treningowej w wieku dwudziestu lat (i później) i zdążyli dojść i osiągnąć „czołówkę”. Niewiele jest również dyscyplin, w których kariera może trwać tak długo, jak w kulturystyce.

Robby Robbinson startuje w wieku 53 lat i wyglądu mógłby mu pozazdrościć niejeden nastolatek.

Długowieczność kariery Robby Robbinsona nie jest czymś wyjątkowym, gdyż w zawodach Masters startuje często więcej zawodników z różnych stron świata, niż w zawodach seniorów.

Po serii tych wywodów, nie powinieneś już mieć większych wątpliwości.

Wybierając styl życia, którego nieodłączną częścią jest ćwiczenie w klubie, wybrałeś dobrze!

Dr MaKrus

Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 6/2000-2001. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: