Doktor Wyrostek radzi:

Jeżeli odczuwamy skurcze mięśni, uczucie mrowienia i drętwienie w kończynach, bóle stawów i zwolnienie tętna, może to być sygnał, że nasz organizm potrzebuje wapnia. I nie warto sugerować się tym, że codziennie zjadamy po pół kilo białego sera, ponieważ nie ma gwarancji, że znajdujący się w tym serze wapń wchłania nam się do krwi. Jest pewien paradoks polegający na tym, że minimalne wchłanianie tego pierwiastka występuje szczególnie wtedy, gdy jesteśmy pasjonatami tak zwanej zdrowej żywności.Przykład pierwszy z brzegu: otręby pszenne – największy wróg wapnia. Tak samo pieczywo pełnoziarniste oraz produkty bogate w kwasy szczawiowe, np. rabarbar, botwina i szpinak.Mało tego! Nadmiar białka również sprawia, że w naszym organizmie dochodzi do wydalania wapnia.Aby jednak nie niepokoić sportowców, którzy traktują białko jako najlepszy budulec mięśni dodam, że sprawa dotyczy tylko tych osób, które na śniadanie, obiad i kolację jedzą kiełbasę, szynkę, wołowinę itp. Jest to przesada, która fatalnie wpływa na kości. Sportowcy powinni też zapomnieć na zawsze o wszelkich napojach gazowanych, o mleku skondensowanym i budyniu, czyli o tych fosforanach, które również są w stanie spowodować ubywanie wapnia z kości.Na szczęście istnieją sprawdzone sposoby na kumulowanie wapnia w organizmie. I tak przynajmniej jeden posiłek dnia (najlepiej śniadanie) powinien być nastawiony na nawapnianie organizmu. Ponieważ laktoza czyli cukier mlekowy i kwas cytrynowy lub asparginowy chronią wapń przed tworzeniem się z niego nierozkładalnych soli, nasza propozycja śniadaniowa wygląda tak:Ser biały (lub ementaler, który ma dwa razy więcej wapnia, ale nie jest tak lekkostrawny jak twaróg), białe pieczywo, miód, dżem własnej roboty (bo nie będzie zawierał fosforanów), cieniutka herbata z cytryną, mleko, ewentualnie odżywka węglowodanowa oraz dwie tabletki Rutinoscorbinu, jako że wapń najlepiej wchłania się w środowisku kwaśnym.Skrytykowane przeze mnie powyżej składniki pożywienia, a więc ziarna i warzywa liściaste, nie interesują nas tylko i wyłącznie w trakcie spożywania sera. Poza tym są bardzo ważne dla zdrowia, wręcz konieczne w innym zestawie, a mianowicie wtedy, gdy zaopatrzyliśmy się już w wapń, a potrzebujemy magnezu. Tak więc jeden z kolejnych posiłków dnia powinien zawierać zielone warzywa, ziarno pełne, orzechy, kakao i pestki dyni. Magnez aktywuje bowiem ponad trzysta enzymów, regeneruje nas psychicznie, wzmacnia mięśnie, poprawia pracę serca, obniża depresję, ustawia na właściwym poziomie przemiany węglowodanowe i białkowe.W praktyce jest rzeczą niezmiernie trudną ustawienie właściwych proporcji między wapniem i magnezem. Stosunek objętościowy tych minerałów powinien być 2:1 na korzyść wapnia. Rzecz jednak w tym, aby diety magnezowej (liście, ziarna) nie kojarzyć z wapniową (ser, mleko), bo wtedy przewagę będzie miał magnez.Kobiety nie powinny zapominać o diecie bogatej w żelazo. Jakoś tak się bowiem składa, że kobiety są pod tym względem bardzo upośledzone. Oblicza się, że 80 procent populacji kobiecej ma niedobory żelaza, co negatywnie wpływa na równowagę minerałową w organizmie. Aby uzupełnić żelazo, należy zwrócić szczególną uwagę na niektóre produkty. W czołówce znajdują się pestki dyni, a także wątróbka, fasola, soczewica i grzyby. Jedząc mięso, trzeba uzupełnić posiłek witaminą C, a więc jabłkami, kiwi, cytryną itp. Żelazo wpływa na tworzenie się krwinek czerwonych, zaopatruje komórki w tlen, sprawia, że oddychanie komórkowe staje się lepsze, co z kolei doskonale wpływa na tkankę mięśniową, zwłaszcza jeśli znajduje się ona pod presją bodźców treningowych.Warto przy okazji przypomnieć pewien dietetyczny błąd niektórych kulturystów, spożywających białka jaj, natomiast rezygnujących całkowicie z żółtek. Ograniczają oni w ten sposób dostawę cynku, czyli pierwiastka, który gra zasadniczą rolę w układzie immunologicznym. Cztery żółtka w tygodniu nikomu nie zaszkodzą tym bardziej, że one same zawierają lecytynę, chroniącą przed nadmiarem cholesterolu, a poza tym każdy szanujący się kulturysta łyka zazwyczaj tabletki lecytyny (lub płyn) po posiłkach, co ogranicza poziom cholesterolu we krwi.Produktem absolutnie koniecznym w posiłkach są drożdże piwowarskie jako artykuł bogaty w chrom (czynnik chroniący układ nerwowy) i selen (układ sercowo-naczyniowy). Wpływają one również na poprawę wchłaniania węglowodanów, a to jest dla nas bardzo ważne.Nie wolno również zapominać o codziennym spożywaniu filiżanki płatków zbożowych. Ma to być mieszanka złożona z płatków gryczanych, owsianych, pszennych, żytnich, kukurydzianych i jęczmiennych. Ten, kto spożywa musli z mlekiem lub bez, demonstruje właściwe podejście do zagadnienia.Pamiętajmy, że podczas stresu witamina C „wycieka” z naszego organizmu jak z dziurawej beczki. Jeżeli zatem jesteśmy „wkurzeni”, „wnerwieni”, zalęknieni, spięci itp., zażywajmy jak najszybciej co godzinę przynajmniej po 200 mg witaminy C plus drażetkę Rutinoscorbinu. Gdy tej witaminy brakuje, nasz żołądek jest w niebezpieczeństwie. Naczynia włosowate stają się łamliwe, łatwo powstają ogniska zapalne i tworzą się wrzody na błonie śluzowej żołądka.Jeżeli już te wrzody mamy, nie bierzmy od razu żelów aluminiowych, bo będziemy się z tym babrać miesiącami. Zacznijmy od kwasu pantothenowego w dawce 0,1 g plus 0,5 witaminy C kilka razy dziennie. W ciągu 3 do 5 dni wrzód powinien się wyleczyć. Aby przekonać się o skuteczności witaminy C, zjedzmy pomarańczę lub grapefruta. Są kwaśne, ale oddziałują zasadotwórczo (bez żelów!) i dlatego doskonale wpływają na nadkwasotę żołądka i związane z nią wrzody. Pomocna przy leczeniu wrzodów będzie też odżywka białkowa o smaku waniliowym na mleku, podawana w małych ilościach co pół godziny.Wczytując się w rozpisane diety czołowych sportowców, stwierdzam ze zdziwieniem, że nie dostrzegam tam ani jogurtu, ani kefiru. Jest to błąd w sztuce! Aby białko, które sportowcy spożywają w dużych ilościach, było dobrze trawione, powinno się „zakąszać” kefirem lub jogurtem, a także lecytyną. Im więcej białka spożywamy, tym bardziej konieczne staje się również zażywanie enzymów trawiennych, jak lipazy, amylazy i proteazy, zawarte na przykład w niemieckim preparacie Digest lub w Pankreatynie. Jeżeli nie stosujemy przynajmniej kefiru i jogurtu, to spora część pieniędzy, które wydaliśmy na zakup białka, wrzuciliśmy w błoto.Wszyscy sportowcy, którzy spożywają kreatynę lub żelatynę dla podniesienia wydajności organizmu, muszą bezwzględnie (!!!) łykać jednocześnie witaminę B6. Ponieważ kreatynę lub żelatynę zażywa się 4 lub 6 razy dziennie, za każdym razem dokładamy do tej porcji jedną tabletkę witaminy B6. Jest to niezwykle ważne, ponieważ aminokwas glicyna, zawarty zarówno w kreatynie jak i żelatynie, może zamienić się w kwas szczawiowy, o ile witaminy B6 jest za mało. Kwas szczawiowy formuje wtedy kamienie nerkowe, które wprawdzie są rozpuszczalne pod wpływem magnezu i witaminy B6 (Magne B6 lub Laktomag B6), ale lepiej nie mieć ich wcale.Zbyt niskie ciśnienie krwi można uregulować za pomocą kwasu pantotenowego. Dotyczy to w szczególności kobiet, bo one zazwyczaj skarżą się na osłabienie wywołane niskim ciśnieniem. Dawka: trzy razy dziennie po jednej tabletce Calcium Pantothenicum 0,1 powinna poprawić sytuację (w aptece bez recepty).Przy nadciśnieniu dla odmiany potrzebujemy choliny, która może zlikwidować takie objawy jak bóle oczu, zawroty głowy, szumy w uszach, bicie serca i zaparcia. Zwykle objawy te znikają po 5-10 dniach od czasu regularnego podawania choliny, a samo ciśnienie spada po trzech tygodniach. Największe ilości choliny zawiera żółtko jaj. Z preparatów chemicznych podaje się Methiovit (bez recepty w aptece).Drugim czynnikiem wpływającym na obniżenie ciśnienia są bioflaw
onoidy, których najwięcej znajduje się w aronii (sok, owoce). Preparat chemiczny – Rutinoscorbin, a także wyciąg z głogu.Trzeci w kolejce, potas, znaleźć można przede wszystkim w rodzynkach, sardynkach, morelach suszonych. Preparat chemiczny – Aspargin (również bez recepty w aptece).Taka dieta oddziałuje stopniowo, lecz trwale, w przeciwieństwie do benzotiazydów i innych środków odwadniających, które działają szybko, ale po ich odstawieniu ciśnienie po pewnym czasie znów się podnosi.Coś dla puszystych! Aby zamienić spożywane tłuszcze oraz węglowodany w energię (zamiast w nadwagę), należy podczas posiłków spożywać kwas pantotenowy w dawce 0,1 g (jedna tabletka) oraz witaminę B6 (jedna tabletka), a także witaminę E (dwie kapsułki). Gdy wspomniane witaminy nie pomagają, istnieje podejrzenie, że wątroba nie funkcjonuje jak należy. Trzeba leczyć wątrobę, a później – jak wyżej. „Puszyści” nie mogą też zapominać o lecytynie, zwiększającej produkcję energii poprzez właściwe transportowanie tłuszczów.Podstawowym pierwiastkiem dla mięśni jest potas (około 400 mg na 100 g). Jego niedobór powstaje zawsze po ostrym stresie, wymiotach, biegunce, kłopotach z nerkami. Im szybciej uzupełnimy potas, tym lepiej dla naszych mięśni. Oto produkty, które podnoszą poziom potasu w mięśniach: morele suszone, melasa (w sklepach ze zdrową żywnością), kiełki jęczmienne, fasola biała, mleko w proszku, kakao, pietruszka, rodzynki, rzodkiew, banany.Uszkodzeniu mięśni sprzyja natomiast brak witaminy E. Warto więc zażywać ją zawsze na śniadanie w ilości 3-4 kapsułek oraz przed treningiem lub przed ciężką pracą fizyczną jedną kapsułkę. Zawsze jednak z kawałkiem bułki z masłem, bo rozpuszcza się ona w tłuszczu.UWAGA: Lecytynę przyjmuje się zawsze z witaminą B6 i z magnezem,bo inaczej nie będzie zsyntetyzowana! (Laktomag B6, Magne B6)Gdy zużywamy dużo oleju, a więc smażymy na nim potrawy lub dodajemy go do sałatek, podnosi się zapotrzebowanie na witaminę E. Niestety, w przypadku tej witaminy żadna dieta nie sprosta wymaganiom. Tylko kapsułki!Jak widać z uwag, które zostały tu przytoczone, dieta to sztuka, której należy się uczyć, zapamiętywać, kojarzyć fakty. Tylko w ten sposób zagwarantujemy sobie lepsze zdrowie i lepsze wyniki w sporcie. Co z tego bowiem, że ktoś będzie opychał się kreatyną, bo zastąpi mu ona w małej dawce kilka kotletów schabowych gdy chodzi o przyrost siły i mięśni, jeżeli ten ktoś nie wie, że bez witaminy B6 narażony jest na komplikacje z nerkami?

Artykuł ukazał się w „Kulturystyce i Fitness” Nr 3/1998. © Copyright by Wydawnictwo KiF.

Komentarze: